Wróć do katalogu

CZASEM WARTO MYŚLEĆ ZA DUŻO

krótkie opowiadanie o marzeniach nastolatki

korcia, opublikowano , 59 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

DEDYKACJA: Przede wszystkim dedykuję to wszystko chłopakowi do, którego kiedyś coś czułam(kiedyś)- Adamowi, mojej siostrzyczce- Karolinie, która mi pomogła w tworzeniu tego "dzieła". Wszystkim namawiającym mnie do pisania - Klaudusi,Tinie,Kasi R.,Magdzie, Dominice i w ogóle wszystkim pozostałym. Cudownej rodzince, bez której by mnie nie było. Obecnej oraz byłym klasom. Wielu filmom, które napawały mnie coraz większym natchnieniem do dalszego tworzenia. MERCI!!!

Już nie mogłam wytrzymać nudy, musiałam coś wymyślić, więc: ZACZYNAM!!!!!!!!

DATA:11 lipca 2006 (wtorek)

Potraficie wyobrazić sobie coś gorszego niż rozpoczęcie się tradycyjnej, co miesięcznej przypadłości żeńskiej w dniu końca roku szkolnego, podczas rozdania świadectw na koniec III klasy gimnazjum, bo ja nie!!! No, ale oczywiście mi musiało się coś takiego przytrafić. Stałam m sobie spokojnie w kolejce po karteczkę z wynikami mojej 10-miesiecznej harówy, aż nagle słyszę za plecami głos dziewczyny, której nienawidziłam przez te 3 lata. Która mi mówi: -Iga, chyba masz plamę na spódnicy?? Oczywiście zrobiłam buraka, szybko wzięłam świadectwo i wyleciałam jak burza z sali. Czy wakacje mogły by się zacząć lepiej... nie sądzę??? Na dodatek później dowiedziałam się od mamy, że zamiast co rocznych kolonii nad jeziorem, czeka mnie wspaniała wizja wakacji na wsi, u babci. Po prostu urocze, nieprawdaż? Myślałam, ze zaraz ją zamorduję, ale opanowałam się, bo to w końcu moja mamusia, którą mimo wszystko muszę kochać, bo mnie urodziła. Tak więc witam w Różanowie. Urocza nazwa, nieprawdaż? Wzięła się oczywiście od wielu(nawet za wielu)krzaków róż, które kwitną wszędzie, po prostu wszędzie. Jedyne szczęście jest takie, że jadę tam sama, czyli bez mojej "ukochanej" siostrzyczki -Zosieńki. To stworzenie ma teraz około 3 lat(a to jest najgorszy wiek jaki może istnieć dla dzieci(w tym sensie, że opiekujący się dostaje po prostu świra. Sama się dziwię, że nie wsadzili mnie jeszcze do psychiatryka) i potrafi nieźle zaleźć za skórę. Trztnaście lat byłam jedynaczką, a tu bach, spada ci dziecko na głowę i żyj tak człowieku z czymś takim pod jednym dachem. Na początku było bardzo fajnie(poza momentami okropnego ryku)z cudownym bobaskiem, ale z czasem zaczęło się wieczne pilnowanie, aby nie spadła z krzesełka itp. Ale za bardzo zaczęłam rozwodzić się nad swoim "szczęściem" rodzinnym. Nie to, żebym nie lubiła przyjeżdżać do babci i jej nie kochała, ale kto by wytrzymał 2,5 miesiąca na wsi, z dala od wielkich aglomeracji miejskich. Nie jestem typowym mieszczuchem, ale tam nie ma co robić poza chodzeniem na jagody i grzyby. Dla odmiany jest też jazda na rowerze, ewentualnie popływanie w rzeczce. Dookoła nie ma wielu ludzi, nie licząc 15 domów, ale tam mieszka sama dzieciarnia albo starzyzna, która wyśmiała by mnie gdybym do kogoś z nich zagadała. Ja się im szczerze mówiąc bym nie dziwiła, wiedząc jak wyglądam. A wyglądam dość niepozornie: brązowe, proste włosy do ramion, brązowe oczy (z resztą bardzo ładne ale kto poleci na oczy),średniej wielkości nos, taki sobie, figura okropna ,chociaż wszyscy mówią ,że jestem zgrabna, ale mi nie chodzi o zgrabność, ale o grubość tali(wagi nie napiszę) bo ona jest straszna. Ostatnio schudłam 10 kilo, ale to nadal za mało .Po prostu opływam sadłem. Reakcja babci to: -Iguś, kochanie, co ci się stało? Taka kruszynka się z ciebie zrobiła. Schudłaś chyba ze 20 kilo. Czy ty aby nie popadasz w anoreksję? Tyle się teraz o tym mówi. Bo ona zamiast się cieszyć ,że trochę wyładniałam, gada mi o chorobach. Po prostu okropieństwo!!! To coś w rodzaju pamiętnika postanowiłam złożyć po to, aby się trochę czymś zająć, ale nie wiem czy dalej to pociągnę. Jeszcze wyjdzie mi jakaś książka, tylko na pewno nie romantyczna. Ja uwielbiam czytać i oglądać(telemaniaczka moje drugie ja)wszelką romantyczność. W tym problem, że żadna z tych rzeczy, scen nie wydarzyła się u mnie, po prostu suchota, a ja mam taką potrzebę czułości!!! Tylko, że tej męskiej. Najlepiej żeby ten "mężczyzna" miał od 16 do 18 lat, ciemne włosy i oczy i był we mnie zakochany na zabój. Ale nie, mi się nigdy nic takiego nie przydarzyło i zupełnie nie przydarzy, ale zawsze warto marzyć. Śnił mi się kiedyś taki chłopak, nazwałam go Patryk i pokochałam nad życie. To jest mój symbol ideału. Z czasem stał się trochę nudny, ale pomińmy ten szczegół(wiem, żę to nie normalne). Staram się pocieszyć tym, że wiele dziewczyn nie miało jeszcze chłopaków, ale one to nie ja. Ja tego chce i tyle. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Ale musze już kończyć, bo babcia mnie woła żebym poszła do sklepu. Przynajmniej ona ma jakieś korzyści z tych moich wakacji na wsi.

DATA: 12 lipca 2006 (środa)

Nie uwierzycie co się wczoraj stało. Do sąsiadki przyjechał jej wnuczek. I to co za wnuczek!!! Zaznaczam, że to chłopak. Ale zacznę od początku. Siedzę sobie z babcią na schodach, oglądam zachód słoneczka i co słyszę: -Dobry wieczór, proszę pani. Patrzę, a tam stoi zjawiskowo piękny chłopak w wieku około 18 lat i patrzy w moja stronę. Normalnie zatkało mnie(cud, że nie zaczęłam się ślinić). Więc spytałam się babci kto to był, a ona mi na to: -Ten chłopak? -A niby kto? (jaka ona bywa irytująca) -To Kacperek, wnuczek pani Kotowej. Jak on wyrósł, nieprawdaż? -Skąd mam wiedzieć czy wyrósł, czy nie, jak go nigdy wcześniej nie spotkałam. Jakim cudem, się pytam? -Po prostu ty zawsze przyjeżdżałaś na koniec wakacji, a on na początek. Tak sie złożyło. -I ty tak lekko to mówisz?! Ile on ma lat? -Rok więcej niż ty. Może w końcu się poznacie .To bardzo miłe dziecko. Zawsze mi pomaga i grzecznie odnosi się do innych. -To ty wyobrażasz sobie, że teraz polecę do niego zapoznać się? -A niby czemu nie? -Babciu czy ja mam 6 lat i będę biegać do sąsiadów pobawić się w sklep? -No, raczej nie. Idziesz oglądać telewizor? -Pewnie, że idę!!! I tyle było naszej rozmowy. Ale wiecie, bo to było by za idealnie gdyby on się we mnie zakochał. Po prostu nie możliwe. Postanowiłam odkochać się w nim(bo już zdążyłam się zakochać). Będę wierna swojemu ideałowi mężczyzny, czyli Shanowi Westowi. On jest facetem moich marzeń. Ne konkretnie on jako on, ale jak zagrał w "Szkole uczuć"!!! To film wszechczasów i nic go na razie nie pobiło. Landon Carter (postać z filmu) jest na początku raczej zły, ale spotyka wybrankę serca i zmienia się na lepsze. Na początku on jeszcze nie wie, że to jego przyszła żona, ale wszystko z góry wiadomo. Jedynym minusem jest to, że ona (grała ją Mandy Moore) umiera na białaczkę, ale da się to jakoś przeboleć. lecam(reżyser: Adam Shankman, ten sam zrobił "Powiedz TAK" z Jennifer Lopez). Mam jeszcze wiele ideałów, np. :Jay Hernandez, Freddie Prinze Jr., Ryan Phillipe, Ben Affleck, ale on (Shane) jest na pierwszym miejscu i na zawsze zostanie jako ten mój filmowy ideał.

PÓŹNIEJ: Jak postanowiłam tak robię, ale to nie jest łatwe, gdy masz świadomość, że 17-letni chłopak, który wygląda jak połączenie Shana Westa, Ryana Phillipa, Jaya Harnandeza, Frieddiego Prinza Jr. i Bena Affleka z lekkim zarostem [wyobrażacie sobie zarost(ale tylko leciutki tzn. łagodny)w wieku 17 lat]chodzi po sąsiednim podwórku. Najpierw jak kompletna idiotka jeździłam rowerem w tą i z powrotem, czego wynikiem było tylko walnięcie we własny płot (na szczęście nikt tego nie widział), aby wyładować się emocjonalnie, później pomagałam babci obierać ziemniaki do zupy, w efekcie ucięłam sobie kawałek czubka palca i zostałam wygoniona na dwór, aby poczytać sobie na kocyku. Zamiast czytać zaczęłam oczywiście pisać, ale powoli nudzi mi się, bo to jest trochę nie wygodne.

WIECZOREM: Wiecie co? Już się kategorycznie odkochałam w tym Kacperku. To po prostu bezszczelniak. Zaczęłam czytać chyba już z10 raz "Anię z Avonlea" (2 część "Ani z Zielonego Wzgórza"). Czytam to (8 tomów) za każdym razem gdy przyjeżdżam do babci, bo to bardzo pasjonująca lektura. A więc leże sobie i zachwycam się barwnymi opisami i słyszę męski głos, tuż obok mnie: -Cześć dziewczynko! Co czytasz? Byłam zszokowana. Nazwał mnie dziewczynką. Ja rozumiem, że młodo wyglądam, ale nie przesadzajmy. -Przepraszam bardzo, ale ja mam swoje lata i nie nazywaj mnie dziewczynką. -Och uraziłem twoją dumę. Wybacz mi, bo inaczej umrę. Przeskoczył płot (bardzo zręcznie, muszę dodać) i padł przede mną na kolana. Drugi raz mnie zaszokował w ciągu 5 minut. Po prostu pełen odjazd. Stwierdziłam, że jednak muszę zrezygnować z przyjemności jak cudowny facet (bez koszulki) klęczy przede mną i czeka na wybaczenie, bo jeszcze babcia by to zobaczyła i nie wiadomo co sobie pomyślała. -Postanowiłam ci wybaczyć. Wstawaj, ale już!!! -Co ty jesteś taka władcza??? Przyszedłem, aby się z tobą zapoznać. Jestem Kacper... -Iga, Monsier. Wracając do pierwszego pytania, czytam powieść Lucy Mound Mondgomery "Ania z Avonlea", drugą część po "Ani z Zielonego Wzgórza". Bardzo ciekawe. Polecam. -Myślisz, że mi się chce czytać bajeczki dla dzieci? Jesteś świadoma mojego wieku? -Tak. Masz siedemnaście lat. Tym go zaszokowałam. Teraz ja jestem górą. Ha! Ha! Ha! -Skąd to wiesz??? (ale się oburzył) -Od babci. Chyba muszę wiedzieć kto koło mnie mieszka. Myślisz, że jestem nieodpowiedzialną gówniarą??? Niewiadomo kto Cię otacza i bach nieszczęście gotowe. -Po prostu spodobałem ci się i chciałaś to wiedzieć. Rozumiem. Jestem do tego przyzwyczajony. Cham, po prostu cham!!! Szczęka mi opadła. Ale on jest pewny siebie. Więc ja mu na to: -Nie licz na to, że się w tobie zakocham. Jesteś, aż za bardzo pewny siebie. -Jeszcze zobaczymy. Pa ...dziewczynko! -Burak! Niewychowany burak! -To nie ja wykrzykuję obelgi na innych. I pobiegł ze śmiechem do domu. Straszne, nieprawdaż. Jak można kochać takiego buca? Byłam głupia, że leciałam tylko na wygląd. Pamiętam jak moja koleżanka z klasy pokazała mi zdjęcie super przystojniaka, ale on ćpał, pił i palił. Postanowiłam <<liczy się tylko wnętrze>>. Tak się zbulwersowałam, że zebrałam swoje rzeczy i udałam się do pokoju, przebrałam się i wyszłam pojeździć na rowerze, aby znowu wyładować się emocjonalnie, tylko teraz z trochę innego powodu, ale przez tą samą osobę. Już nie mogę pisać bo znowu mi wracają obrazy mego poniżenia. Chyba idę coś zjeść. Może puszczą coś ciekawego w telewizji ,bo zaczyna mi brakować cywilizacji, czego efektem były dzisiejsze poczynania.

DATA: 13 lipca 2006 czwartek

Pełna kompromitacja. Babcia kazała mi iść do sąsiadki po przepis na kruche ciasteczka. Myślałam, że padnę trupem. A co będzie jak go spotkam? Po tym co się wczoraj stało, powinnam nie pokazywać się tam przynajmniej przez rok. Starałam się to trochę przeciągnąć. Może sama się zdenerwuje i pójdzie. Ale bardzo wątpię. Moją babcie trudno wyprowadzić z równowagi.. Wychowała 5 dzieci, w tym 4 synów, więc cierpliwość ma wielką, na prawdę wielką. Na moja niekorzyść...oczywiście. Chyba muszę iść.

PÓZNIEJ: To straszne! Czuję, że nie żyję. Ale chyba jeśli coś czuję to znaczy, że żyję. No, nie. Będę musiała zastanowić się nad samobójstwem. Chociaż, co ja mówię??? Nie przez faceta. To byłoby beznadziejne. Ale muszę najpierw na pisać wszystko, a później zrobię analizę psychologiczną: No, więc najpierw ubrałam się ładnie, ale również nie za ładnie, bo to byłaby lekka przesada i babcia by to zauważyła. Gdy szłam modliłam się w duchu, aby nie spotkać tego okropnego Kacpra (chociaż teraz dochodzę do wniosku, że nie potrzebnie. Najgorsze, że czułam się winna). Zapukałam i dyskretnie wsunęłam się do środka, bo wiem z doświadczenia, że starsze osoby mogą nie dosłyszeć. Idę sobie spokojnie korytarzem i co widzę...otwarte drzwi, zza których dobiega bardzo fajna muzyka(dokładnie Evannesens) i to na maksa (mi nigdy nie pozwalają). Stoję, dyskretnie słucham i bioderka same zaczęły mi się kołysać. Myślałam, że dostanę zawału, gdy ten wstrętny chłopak podszedł do mnie z tyłu i podszczypną w boki. Mało go nie walnęłam w głowę (bo to było prymitywne), ale wrzask mi się wyrwał. Zaczęłam na niego krzyczeć: -Zwariowałeś! Mogłam dostać ataku serca! Nie rób tego więcej!!! -To nie ja się skradam do cudzych pokoi jak złodziej. Przyszłaś mnie przeprosić, jak rozumiem??? (powiedział to z tym swoim uśmieszkiem). -Broń Boże! W życiu cię nie przeproszę. Nie mam za co się przed tobą płaszczyć! -Ja jednak uważam, że nazwanie mnie, cytuję: "niewychowany burak" nie było odpowiednie. -Kogoś kto jest tak pewny siebie jak ty można nazwać jeszcze ewentualnie bucem. -Przepraszam bardzo, ale ja kłamałem? Nie podobam ci się? Tylko uczciwie. Przecież jesteś dobrze wychowana. (ironia). -Jesteś bardzo atrakcyjny, ale reszta dziewczyn chyba nie zdążyła cię poznać osobiście, albo są kompletnymi idiotkami, że nie zauważyły twojego gburstwa. -Pomińmy kwestię mojego gburstwa. W jakiej sprawie przyszłaś jeżeli nie po to, aby błagając o przebaczenie?? -Dlaczego nie chcesz porozmawiać o sobie? Boisz się, że prawda wyjdzie na jaw i wszyscy, nie tylko ja będą wiedzieli o twoim bezczelnym zachowaniu??? Ha! Ha! Ha! -A co ja ci takiego zrobiłem?(niewiniątko) -Nazwałeś mnie dziewczynką i z góry założyłeś, że będę cię ubóstwiała, bo jesteś szaleńczo przystojny. To było bardzo egoistyczne. -Skąd miałem wiedzieć ile masz lat, wyglądasz, że tak się wyrażę bardzo młodo. Mam o sobie dobrą opinię w czym nie widzę nic złego. -Dla twojej świadomości za kilka dni kończę 16 lat. Nie jestem taka młoda na jaką wyglądam. -Jeśli mnie nie pobijesz to powiem ci na ile na prawdę wyglądasz...po twoim zachowaniu i powierzchowności. -Nie pobiję cię...PRZYSIĘGAM. -Wyglądasz na 14 lat, a zachowujesz się jak 6-letnia dziewczynka. -Nie znasz mnie i nie wiesz jak się zachowuję gdy cię nie widzę. -Obserwuję...przynajmniej w moim towarzystwie tak wyglądasz. -Ten komentarz ci wybaczę i uznam jako komplement dla mojego wyglądu. -Dowiem się w końcu po co przyszłaś??? -Pożyczyć przepis od twojej babci na kruche ciasteczka, ale chyba jej nie ma więc sobie pójdę. -Czekaj chwilę...możesz sobie po szukać pokażę ci gdzie. -Jak chcesz. Zaprowadził mnie do kuchni, wskazał dolną szufladę w środkowej szafce, a sam stanął w drzwiach. Po prostu perfidna menda, cwany lis. Ja musiałam się schylić, a on się gapił na mój tyłek, czułam to podwewnętrznie, a gdy kucnęłam aby było mi wygodniej szukać koszulka mi się lekko podniosła po bokach wyraził taki chamski komentarz: -Widać, że się odchudzałaś, bo skóra ci wisi. Musiałam, podejść do niego zawalać mu pięścią w brzuch i pójść do domu(trzaskając drzwiami).Miałam wielką nadzieję, że bardzo go boli i będzie miał siniaki. Teraz dochodzę do wniosku ,że zachowałam się trochę prymitywnie, ale on mnie sprowokował i niech cierpi. Ja mu mówię ,że jest przystojny, a on mi wyjeżdża z wiszącą skórą. Jakbym o tym nie wiedziała i nie cierpiała katuszy!

DATA: 14 lipca 2006 piątek

RANO: Te cuda za często się ostatnio dzieją...Wyobrażacie sobie co przed chwilą przeżyłam? Kacper wszedł do mnie przez okno. (Nie wyobrażam sobie jak on mógł to zrobić. To prawie jak włamanie) jak sobie smacznie spałam. Ale to moja wina, nie potrzebnie zostawiłam otwarte okno na noc. Nie mam pojęcia ile u mnie siedział, ale mam nadzieję, że nie długo, bo czasem chrapię albo się ślinię. Bynajmniej gdy otworzyłam oczy siedział przede mną na fotelu i przyglądał mi się, aż za uważnie. -Witaj!!! Jak się spało??? -Dobrze! A co ty tu robisz??? Babcia by cię nie wpuściła, bo zamykam się od środka (przyzwyczajenie z domu, przed Zosią). Włamałeś się przez okno??? Jak mogłeś??? -Przyszedłem cię przeprosić za wczorajsze i w ogóle. Wybaczysz mi??? Proszę! -Musiałabym się zastanowić. -Mam nadzieję, że nie będziesz długo myśleć, bo nie wyglądasz na taką osobę, której sprawia to trudności. -Och, dziękuję za komplement. A co bym miała z tego, że ci odpuszczę? -Co masz na myśli??? -Ty będziesz miał spokojne sumienie i czysta duszę, a ja co będę miała? -A co byś chciała?(puścił do mnie oczko, co on miał na myśli?...chyba nie to co ja). -Może coś w naturze? Żartowałam! Nie martw się, aż tak zboczona nie jestem. -Ja się wcale nie martwię, bo widzę, że się wysoko cenisz. Mogę ci zaproponować coś innego w tym miejscu? -Mianowicie? -Wypad na dyskotekę! -Tym razem ty żartujesz, tu nie ma żadnego miejsca gdzie można by potańczyć. -Ale w Pańkowie jest gdzie. -Kto tam nas wpuści? -Ma się te znajomości dziewczynko. -Nie mów do mnie dziewczynko!!! -OK. OK. Więc jak? -No, nie wiem. Babcia mnie może nie puścić. -Pogadam z nią. Ze mną na koniec świata by cię wysłała, tak jestem odpowiedzialny. -Poza tym nie wiesz, czy ja tańczę. -Wiem! Widziałem jak się ruszasz przed atakiem serca (nabija się z tym atakiem. to nie moja wina, że jak jestem zdenerwowana to nie wiem co mówię). -Nie zapominaj, że jestem na ciebie obrażona. Ja szybko wybaczam ale pamiętam długo! -Więc, wybaczyłaś już? -Jeszcze myślę. Chciałam cię uprzedzić, że to dość daleko. Będziesz musiał mnie zanieść, bo tak daleko na pewno nie pojadę rowerem, bo się wykończę. -To też załatwione. Mamy samochód. -Kto ci da samochód? -Mówiłem ci już, że mam tu bardzo dobrą opinię. Krótkowski mi pożyczy. już się zastanowiłaś? Jedziemy? -Ewentualnie bym się mogła zgodzić.(od razu się lekko uśmiechnął, ale udawał nie wzruszonego) -To bardzo dobrze. I wiecie co zrobił? Usiadł obok mnie na łóżku i poczochrał po głowie. Dokładnie poczochrał. Cud, że nie zrobił czołga. Ale i tak bolało. Spytałam się czy go bolało gdy mu zawaliłam w brzuch. Stwierdził, że nie, ale gdy kazałam mu ponieść koszulkę, okazało się, że ma siniaki. Ha! Ha! Ha! Jestem górą. Zostałam przeproszona przez chłopaka i do tego zaproszona na dyskotekę. Chciałabym sobie po tańczyć, ale w takich miejscach palą, piją itd., więc mam pewne obawy, bo z zasady nie toleruję takich miejsc. Chociaż skończyłam gimnazjum i mogę zrobić wyjątek.

WIECZOREM: Wiecie jaki on ma dar przekonywania. Babcia zgodziła się po 2 minutach. Pozwoliła mi wrócić, o której chcę, tylko mam pamiętać, że po sobocie jest niedziela i trzeba iść do kościoła. Nie pytała jak tam się dostanę, czy jest alkohol...nic. Po prostu nuda. To nie uczciwe, mnie samej zadałaby milion pytań, a jemu nic.

DATA: 15 lipiec 2006 sobota

Trochę się stresuję przed tym wypadem, bo wcześniej nigdy nie byłam w takim miejscu, a głupio mi kogoś spytać jak to jest. Jak się ubiorę już zdecydowałam: jasno zielone spodnie, w miarę luźne, aby nie było widać moich krągłości, żółto-czarna bluzeczka i granatowa bluza z kapturem .Może nie jest to najpiękniejszy strój, ale nie ubiorę się na pewno jak za przeproszeniem: dziwka, tylko po to, aby obrzydliwi faceci się na mnie gapili. To brak szacunku dla własnego ciała i godności osobistej. Nie wiem jak się tam wygląda, ale dużo słyszę, oglądam. Wiecie chyba jednak idę się odstresować. Czyli wyładować emocjonalnie, jak zwykle na rowerze. Pa!

Później: (jeszcze przed dyskoteką) Wiecie co, ten Kacper jest na prawdę fajny. Stwierdziłam tak po dzisiejszych wydarzeniach. Więc, gdy wyładowywałam się emocjonalnie, jak zwykle musiałam się wywrócić (ale to wina tych dróg). Tym razem jednak miałam w miarę miękkie lądowanie .Zostałam bardzo romantycznie (tylko dla mnie oczywiście)złapana przez bohatera prawie ze snów. Gdy padałam nagle niewiadomo skąd obok mnie pojawił się Kacperek i złapał mnie tylko, że tak niefortunnie, że ja przygniotłam go do podłoża, a mnie do niego mój rower. To nic przyjemnego bo ja trochę ważę, a mój pojazd ok.90 kg, bo to, porządny góral(dlatego trochę trudno go opanować). Usłyszałam tylko niezbyt zachwycający jęk .Przeraziłam się trochę, bo w końcu leżał na Kacperku spory ciężar. Szybciusieńko, na ile to było możliwe wstałam z niego i pomogłam mu się podnieść. Na szczęście okazało się, że to nie ja go przeciążyłam, ale upadł raczej na ostry kamień i zranił się w plecy. Nic przyjemnego i do tego porządnie krwawiło. Oczywiście ja jestem typowo nie dziewczęca i wyraziłam komentarz, że pewnie trochę boli i należało by się to przemyć. Usłyszałam: -Pewnie, że boli do jasnej ciasnej. Leje się ze mnie jak ze świniaka. Musiałam się roześmiać, to tak komicznie wyglądało...szok. On z porwaną, ociekającą krwią koszulką, ja z wykrzywionym rowerem w pobrudzonych spodniach. Jak dzieci wracające z wojny w Wietnamie! -Wiesz co? Lepiej chodźmy do ciebie i zakleję ci tą ranę postrzałową, bo wyglądamy dość dziwnie i sąsiadki mogą niewiadomo co sobie ubzdurać. -Tylko delikatnie! -Panikujesz.. Moja siostra jest bardziej odporna. -Ale ja już mam tak od małego i nie masz prawa się ze mnie nabijać. -Przecież ja się w ogóle z ciebie nie śmieję.( w duch pokładałam się) ale było mnie nie łapać. -A co miałem robić? Stać i się patrzeć jak następny raz się obijasz? -No tak! Teraz to moja wina! A uderzyć cię w plecki czy przestaniesz? -To wal!!! Będziesz mnie miała na sumieniu, gdy się wykrwawię, albo zemdleję, znowu się uderzę i zapadnę w śpiączkę. Będziesz się męczyć do końca swych dni! -Mógłbyś już nie jęczeć bo dostaję migreny? -Mógłbym! -Dziękuje bardzo. -Proszę bardzo. Gdy doszliśmy do jego domu kazałam mu zdjąć koszulkę(bardzo interesująco wyglądał, muszę dodać) i podać jakieś coś do opatrzenia wtedy poszliśmy do jego pokoju. Trochę się skrępowałam , bo nie bywam w pokojach chłopaków, w którzy nie są moimi braćmi (ciotecznymi) lub nie są braćmi moich koleżanek. Zawsze wyobrażałam sobie jak tam może być. Okazał się, że nie różni się prawie niczym od mojego pokoju u babci. Dodatkowymi elementami był tylko komputer i masa płytek. Już mi się polepszyło. No więc, usiadłam na łóżku i powiedziałam, żeby Kacper też usiadł, abym mogła mu zakleić ranę. Wcale nie jest taki bezwadowy jak wszyscy uważają. Miał porozrzucane ubrania (tak samo jak ja) i nie wyciera kurzu(tak samo jak ja).Najbardziej zaskoczyło mnie pytanie, które mi zadał: -Byłaś kiedyś w dyskotece? -No pewnie, że...nie byłam. Musiałam odpowiedzieć szczerze. Wcale się tego nie wstydzę, że nie bywam w takich miejscach. -Nie stresuj się tak. Tam nie zawsze jest tak straszne jak piszą w gazetach, pokazują w telewizji.(słodki jest!!!!!!) -Ale ja się w ogóle nie stresuję. -Chociaż byś nie kłamała...Przecież jeździłaś rowerem w tą i z powrotem. -A co to ma do rzeczy?? -Robisz tak gdy chcesz się odstresować.(rozgryzł mnie) -Skąd wiesz? -Jestem tu od 5 dni i zdążyłem to zaobserwować. -Śledzisz mnie? -A co? Masz coś do ukrycia? -Każdy ma! -Spotykasz się z kimś po kryjomu? Tak, aby babcia nie widziała? -Z nikim się nie spotykam, nie spotykałam i na razie nie widzę planów na przyszłość, aby się spotykać. Nie spotkałam jeszcze swojego Patryczka. -Jakiego Patryczka??? -To mój ideał! Wyśniony chłopak! -A ja jestem chociaż trochę podobny do niego? Powiem ci, że masz sporo z Patryka. Tylko, że on robi więcej rzeczy, które ja bym chciała, żeby robił. A ty już spotkałeś swoją Patrycję??? -Jeszcze nie. Było kilka dziewczyn...jakieś...3,ale żadna nie była Patrycją. -Oglądałeś "American Pie 2"? -Tak, co to ma do rzeczy??? -Przypomnij sobie zasadę <<ja się nie dam nabrać>>. Chłopcy, którzy są bardzo pewni siebie, w takim znaczeniu jak ty, zazwyczaj czekają na wymarzona osobę. Flirtują, ale nie umawiają się z żadną. -Skąd ty to wszystko wiesz??? -Dużo czytam, oglądam i rozmyślam. Może tego nie widać, ale ja bardzo cenię chłopaków. Mogę nimi gardzić ,ale to tylko po to, aby za dużo sobie nie myśleli. -Czego nie myśleli??? -Że mi się podobają, czy coś w tym stylu. -Dlaczego mi to mówisz??? -Bo się akurat nawinąłeś. Jak nie mam do kogo mówić to wszystko zapisuje. -Odstresowujesz się wtedy??? -Zazwyczaj tak. Najbardziej mnie denerwuje, gdy ktoś nie słucha i mówi mi to wprost. -Wiedz, że cię słucham. -Bardzo się cieszę z tego powodu. Dla babci nie da się tego wszystkiego powiedzieć. Ona nie zawsze to rozumie. -Uważasz, że ja cię rozumiem? -Mam nadzieję, ale jeśli nie rozumiesz to mi tego nie mów, bo... -...będzie ci przykro??? -Dokładnie. Jednak mnie rozumiesz. -Staram się. -Wiesz fajny jesteś.(powiedziałam szczerze to co myślałam) -Czy to miał być komplement?(ale spryciarz) -Oj, już przestań! Tak to był komplement! -Też jesteś bardzo fajna. Powiem ci to, mimo, że tak krótko się znamy. I wtedy musiałam go uściskać, po prostu byłam spontaniczna. Na całe szczęście dobrze to odebrał i nie kazał mi się odczepić, tylko zaczął się śmiać. Już się trochę mniej denerwuję przed tą dyskoteką.

Po powrocie (na prawdę późno): Nie wiem co sądzić o tym wypadzie po tańczyć. W końcu nie było tak najgorzej, ale to nie było to co zamierzałam. Muszę to opisać, ale od początku. Pojechaliśmy tam około 21.30.Babci powiedziałam, żeby się nie martwiła, a ona mi na to, że się nie będzie martwić bo ufa mi i przede wszystkim Kacprowi. Aż się zdenerwowałam. Liczyłam na to, że ona chociaż z daleka i trochę nieświadomie wesprze mnie duchowo. Gdy pojawiliśmy się na miejscu, zauważyłam, że to po prostu zwykła imprezka. Najgorsze było to ,że leciało tam disco polo. Nie żebym nienawidziła takiej muzyki ,ale osobiście wolę rock albo techno. Miałam ochotę popaść w mój "trans", ale musiałam zadowolić się zwykłym tańcem. W tym rzecz, że ja muszę mieć widownię, a tam każdy był zajęty sobą. Kacper zapytał czy wolę sok, czy coś mocniejszego, ale spojrzałam na niego tak, że od razu zrozumiał, że sok. I znikną. Próbowałam sobie po tańczyć, ale był taki ścisk, że szkoda gadać. Ja potrzebuję przestrzeni. To co jest nazywane dyskoteką to taka chata. Bynajmniej w wydaniu w Pańkowie. Gdy siedziałam i próbowałam wymyślić gdzie może się podziewać mój meno, zobaczyłam go jak kiwa się otoczony wianuszkiem "pełnych" blondynek .Oczywiście również nie sprawił wrażenia, aby mu to przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, uśmiechał się promieniście do każdej(muszę dodać, że uśmieszek ma zniewalający).Zdenerwowało mnie to niemiłosiernie!!!, gdyż według mnie" pełna"(czyt. z dużym biustem) blondynka to zakała rodu kobiecego. Jestem za stereotypem, a wyjątki potwierdzają regułę. Nawet jedną z moich teorii jest to, że Ewa była blondynką bo jaka normalna osoba gadała by z wężem i w ogóle zbliżała się do dzikiego zwierzęcia(akurat byłoby wściekłe).Ja tu czekam od pół godziny na picie, a on zabawia się z ćwierć inteligentkami .Był na tyle bezczelny, że gdy zauważył, że ja go zauważyłam uśmiechną się i pomachał .Wraz za jego ręką poszedł tłok panienek Obdarzyły mnie takim spojrzeniem jakbym niewiadomo co sobie wyobrażała. W końcu on mnie tu zaprosił, w ramach rekompensaty za naruszenie mojej godności osobistej. To ja mam się dobrze bawić, a nie on!!! Stwierdziłam, że jeśli za raz tu nie przyjdzie to chyba podejdę tam i to całe towarzystwo porozrzucam na ściany, z Kacperkiem na czele(chyba zachowuję się jak zazdrosna żona, ale mniejsza z tym). Szybko stłumiłam w sobie to uczucie, wstałam i podeszłam do kółeczka, powiedziałam przepraszam i zaczęłam tańczyć .Kacper rzucił tylko - CZEŚĆ!- i nic więcej. Leciała akurat piosenka "Życie playboya". DJ miał bardzo dobre wyczucie czasu. Myślałam, że on jest inny, ale nie różnił się za dużo od innych chłopczyków, świadomych swojego wyglądu. Gdy zaczęłam się trochę rozkręcać tak jak ja to potrafię, to zaczął mi się trochę przyglądać. O to mi chodziło! Miałam wielką nadzieję ,że blondi piękności przepłoszą się i uciekną ale one najwyraźniej uważały mnie za kolejną chętną. Wkurzyłam się wtedy na prawdę na maksa, co nikomu dobrze nie wróżyło. Im, bo nie wiadomo co mogę zrobić i mnie, bo nie wiadomo jakie mogą być tego konsekwencje. Postanowiłam zrezygnować z tańca, który mnie tylko upokarzał i poszłam do baru zamówić sobie coś do picia, bo okropnie się zmachałam. Wtedy podszedł do mnie i zapytał czy się dobrze bawię. Nic mu nie odpowiedziałam, wiec chyba stwierdził, że dobrze i poszedł dalej oglądać się za łatwymi panienkami, których było za pewne dużo na parkiecie i poza nim. Obejrzałam się do tyłu bo zdawało mi się ,że usłyszałam swoje imię. Zobaczyłam jak Kacper w najlepsze daje się obściskiwać jakiejś blondynie z dużym bagażem z przodu. Tego było za wiele. Musiałam opuścić tą jaskinię rozpusty. To nie miejsce dla mnie. Wyszłam mijając go bez słowa. Jeśli zaprosił mnie tam tylko po to, aby mnie skrzywdzić to udało mu się to! Bezdyskusyjnie! Niech przepadnie cały ród męski przez takich podlaków jak on, stwierdzałam .Na dworze nie było przyjemniej niż w środku. Przy samochodach tłoczące się pary i chmara palaczy. Stwierdziłam, że muszę iść do domu sama. Wcisnę babci kit, że coś tam wypadło i wróciłam bez tego padalca. Najwyżej mnie ochrzani .Nie powiem, że przyszłam sama, bo opanowała mnie dzika zazdrość o dopiero co poznanego chłopaka. Było trochę ciemno ,ale co mi tam. Jak jestem wnerwiona to niczego się nie boję. Najwyżej by mnie tylko zgwałcili, trudno się mówi. W akcie wielkiej desperacji zrobiłabym mu przypał przy babci i oboje mielibyśmy przerąbane. No więc wracając do tematu. Zaczęłam iść. Na szczęście nikomu nie przyszło do głowy mnie zaczepiać. Poznał by smak krwi na ustach. Byłam na prawdę nieobliczalna. Przeszłam już jakieś 700 metrów, gdy nagle obok mnie zatrzymał się dziwnie znajomy samochód. Na początku nie poznałam go. Okazało się, że Kacperek nagle zauważył, że mnie nie ma i pojechał za mną. Postanowiłam udawać, że go nie widzę i szłam dalej jakby go wcale nie było. Zaczął się denerwować. I bardzo dobrze. Pipczał przez cały czas klaksonem. W końcu wkurzył się na tyle, że otworzył drzwi i zaczął za mną iść. -Iga! Przestań się wygłupiać! - Nie znam Cię! Odczep się padalcu! - Nie udawaj! Porozmawiaj ze mną! O co Ci chodzi? - nie rozmawiam z obcymi. Mama mi nie pozwala. - Zatrzymaj się. Bo powiem wszystko twojej…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych