Wróć do katalogu

Czerwone szpilki

Stały temat - młodzi ludzie w wielkim mieście.

tigger, opublikowano , 19 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Już jasno. Czuję to przez zamknięte powieki. Poszedł sobie? Wyciągam rękę, ale obok nic nie ma. Powoli otwieram oczy. Poszedł. Co za ulga.

Leniwie zwlekam się z łóżka i w szlafroku idę do kuchni. Z pokoju O. dobiega chrapanie. Zapewne jego, ona przecież nie chrapie.

Gotuję wodę i wsypuję do kubka kawę z saszetki, trzy w jednym. Siadam na podłodze, opierając się o szafkę. Zimno ciągnące od kafelków otrzeźwia mnie zupełnie. Czuję nadchodzącego mega-kaca.

Skrzypnięcie drzwi. Do kuchni wchodzi O. Ma na sobie tylko stringi i koszulkę, męską. - I jak tam? - pyta, przeciągając się. - Poszedł już. Na szczęście. - Taki marny? - O. robi sobie kawę i siada koło mnie. Przypomina mi się mój dzisiejszy towarzysz i jego upierdliwa nachalność. Nie mam ochoty o tym gadać. - Twój znajomy wydaje się ciekawszy - stwierdzam, obrzucając spojrzeniem jej koszulkę z wielkim napisem Superstar. - Był bossski - wzdycha O., dmuchając na kawę i obejmując kubek szczupłymi dłońmi, z paznokciami pomalowanymi w fioletowe gwiazdki. W tym momencie Boski staje w drzwiach kuchni. Widzę go pierwszy raz, z klubu wracałyśmy osobno. Jest w samych dżinsach. - Cześć - mówi do mnie. - Jestem P. - K. - przedstawiam się, zawijając się ciaśniej w szlafrok. - Właśnie o tobie mówiłyśmy - oznajmia O., wstając i przyciągając go za pasek spodni. Patrzy na niego prowokująco i dodaje: - Powiedziałam K., że byłeś rewelacyjny. - Tak? - Boski wydaje się trochę speszony. - Słuchaj.. Masz może jakiś żel do włosów?.. Odwracam się, pohamowując uśmiech. O. pokazuje Boskiemu drogę do łazienki. Obie wybuchamy cichym śmiechem, O. wzrusza ramionami. - Jest trochę pedantyczny - mówi szeptem. - Ale zna się za to na rzeczy. Boski wraca do kuchni. Czuję mocny zapach drogich męskich perfum. - Chcesz kawy? - pyta O., opierając się o jego ramię. - Nie.. - Boski przygładza nażelowane włosy. - Słuchaj.. - mówi znowu. - Ja to bym już poszedł. Mogę ten T-shirt? O. zdejmuje rękę z jego ramienia. - Jasne. Ściąga koszulkę i zostaje w samych stringach, z tym swoim wyzywającym spojrzeniem. - Coś jeszcze? - Nie.. no nie. To ja lecę - P. pochyla się i całuje ją w policzek. O. odprowadza go do drzwi. Wychylam się zza framugi. O. wykrzywia się do sąsiada, który idąc po schodach wytrzeszcza oczy na jej niewybredny strój. Chichoczę cicho na widok jego miny. Sąsiedzi nas nienawidzą.

O. wraca do kuchni i siada na stołku, ciągle nieubrana. - Słuchaj.. - zaczyna w stylu Boskiego P., i unosząc brwi, kończy: - Jestem skończonym fiutem! Śmiejemy się chwilę. Żadna nie ma ochoty na śniadanie. Na kawę już też nie.

* * *

Znów jestem na speedzie. Wszystko faluje, muzyka wydaje się otaczać mnie jak woda, zlewa się w jedno z tańczącym, rozgrzanym tłumem. O. zniknęła mi już dawno z oczu. Wyginam się na parkiecie w rytm ogłuszającego techno. Przy barze jakiś chłopak wyraźnie mnie obserwuje. A może wcale nie, może to tylko mnie kręci się w głowie? Wydaje mi się, że muzyka przyśpiesza. Wszystko jest szalone, wirujące, kolorowe.. Twarze ludzi wokół mnie są takie nierealne, a ja kręcę się, kręcę, kręcę.. Światła rozmazują się i na powrót łączą w dziwne wzory. Czuję, że tracę równowagę, ale ktoś mnie łapie w ostatniej chwili. Podnoszę wzrok. Chłopak z baru. - Wszystko w porządku? Chyba przydałoby ci się trochę świeżego powietrza.

Wychodzimy na zewnątrz. Na schodkach zaczyna mnie mdlić. Robię jeszcze parę kroków przez parking i wymiotuję na trawę przez aluminiową barierkę. Ochrona patrzy na mnie przelotnie. W każdy weekend widzą takie obrazki.

Chłopak odgarnia mi włosy z twarzy i wyciera chusteczką usta. Czuję się dziwnie, ale to miłe uczucie. Nie patrzy na mnie zdegustowany, chyba nawet przeciwnie, mimo mało zachwycającej sceny przed chwilą. - Sama tu jesteś? - pyta po prostu. - Zgubiłam koleżankę. Czy raczej ona się zgubiła z jakimś nowym znajomym. Uśmiecha się pobłażliwie. Jest tak odbiegający od klubowych standardów. Siadamy na krawężniku, jestem wykończona. - Powiesz mi, jak się nazywasz? - pyta nieznajomy. - K. A ty? - A. - Dzięki, że mnie wyciągnąłeś stamtąd. Uśmiecha się tylko, opierając głowę na dłoni.

Jakaś inna grupka wychodzi z klubu, kolejna dziewczyna rzyga na trawnik. Jeden z ochroniarzy uśmiecha się drwiąco. Wypchane forsą rozpieszczone bachory.

* * *

Kolejny poranek na kacu. I jak zwykle helikoptery po nocy. Próbuję przypomnieć sobie, co się działo..

Ach.. No tak. A.

A. i rozmowa na parkingu. A. u mnie w mieszkaniu, u mnie w łóżku.. Typowy scenariusz, pomijając rozmowę.. No ale właśnie. Wiedział, kto to jest R.. I uwielbia jego filmy tak samo jak ja.. To takie dziwne rozmawiać przed klubem z chłopakiem o filmach R. zamiast gapienia się w mój dekolt i zagrywek typu: „Lubisz anal?” Nawet nie wiem, jak skończyliśmy w łóżku. Rozmowy o R. są, co prawda, ciekawe, ale przecież nie podniecające. Czy nie? Właściwie aż szkoda, że nie został do rana, ale w sumie chyba sama kazałam mu iść. Nie mam pojęcia, dlaczego.

Do pokoju wchodzi O. i siada na brzegu łóżka. Ma taką dziwną, wszystkowiedzącą minę. - Czemu tak patrzysz? - pytam. - Kto to był? - Jakiś A. - Jakiś A., od którego się nie oderwałaś przez całą drogę przez przedpokój, czy jakiś A., który na spółę z tobą nie dał mi spać całą noc? - O. podciąga kolana do brody i zaczyna się kiwać, patrząc na mnie z rozbawieniem. - Jakiś A., z którym przespałam się, bo jak zwykle byłam uwalona w trzy dupy i jakiś A., który zdecydowanie za dużo gada - mówię i pokazuję jej język.

* * *

Jest duszno. Po upalnym dniu wieczorne powietrze jest gęste i ciężkie i nawet klimatyzator niewiele pomaga. Dziś nie wychodzimy na miasto. O. ogląda telewizję w starym różowym dresie, ja piszę projekt na zajęcia dla W. Piszę i nie piszę. Bardziej myślę o A., który naprawdę za dużo gadał, a przynajmniej gadał bardzo dziwne rzeczy.. I dlaczego tak mnie to podniecało? Jestem chyba strasznie naiwna..

Nagle O. wybucha śmiechem, widząc coś zabawnego w TV. - Widziałaś tego faceta?! - nie może przestać się śmiać. - Zupełnie jak ten R. z naszej wiochy! Tylko kosę w zęby i na pole! - O.? - No? Ale widziałaś go? - Nie. Ale słuchaj.. Tak mi przyszło do głowy, że nie pamiętam już, kiedy ostatnio miałam kogoś stałego. O. podciąga się na kanapie i patrzy na mnie dziwnie. - I? - No nic, tak sobie tylko pomyślałam, że co tydzień śpię z kim innym i czuję się jak kurwa w zasadzie. - Znowu zaczynasz? - O. robi pseudo-znużoną minę. - Wiem, pewnie cię wzięło na tego A. - Nie, to nie o to chodzi.. - Słońce - przerywa mi tonem osoby doświadczonej. - Myślisz, że jakikolwiek facet się przejmuje, z iloma laskami spał? W tym mieście wszyscy są kurwami według twojej oceny. Zejdź z obłoków, a jeśli tak ci się podoba ten A., to do niego zadzwoń. Przecież wiem, że masz jego numer.

* * *

Nie zadzwoniłam do A. Zamiast tego postanowiłam odwiedzić I. i B.

W liceum było nas trzy. Ja, O. i I. Trzy najbardziej wyszczekane dziewczyny. Szczególnie I. taka była, O. zbyt rzadko się pojawiała, by komukolwiek się odszczekiwać. Tatuś i tak zapłacił za studia.

Ale I. nie była taka. Zależało jej. Nie w sposób, który aprobowałyby nauczycielki, ale zależało jej. Dużo czytała. Mickiewicza uważała za "zwykłego alkoholika i zboczeńca", ale na każdy temat miała własne zdanie i broniła go uparcie, tocząc nieustanne batalie z kobietą od polskiego.

Nie tylko z nią zresztą. I. co miesiąc miała inny kolor włosów, od fioletu po czarno-białe pasemka. Nosiła turkusowe glany albo kozaki na 10-centymetrowych szpilach. Nie ginęła w tłumie. Pamiętam, jak pierwszy raz przyniosła trawkę na imprezę i pamiętam jej szalone tańce na stole, i wiecznie potłuczone szkło. Bez względu na to, czy była na odlocie, czy nie. Imprezy, imprezy, imprezy.. Były też domorosłe rozmowy o życiu, całonocne zwierzenia, walki na poduszki i chodzenie na podryw..

Aż jedno z takich wyjść skończyło się poznaniem B.

B. - zbuntowany anarchista, w ciężkich glanach, z burzą blond dredów. Niezmiennie w chmurze dymu, ale za to przecież wegetarianin. Gdzie się nie pojawił, ludzie niemal padali przed nim na kolana. To było nowe dla I. Charyzma i poklask były do tej pory jej domeną. Może dlatego straciła głowę?

Są już razem od tak dawna.. I. nie studiuje swojej afrykanistyki, on nie studiuje marketingu i zarządzania, jak chciał jego ojciec. I. rzeźbi, B. maluje. Mieszkają w małym miasteczku parędziesiąt kilometrów od większej cywilizacji, w niedrogim mieszkaniu. Czasem I. zajmuje się dzieckiem sąsiadów albo też B. pracuje trochę na budowie. I. wydaje się szczęśliwa jak nigdy. B. nie widzi świata poza nią. Dwoje ludzi żyjących pod prąd.

* * *

Już od miesięcy nie wyjeżdżałam z miasta. Teraz, na tej cichej, spokojnej uliczce, świat wydaje się taki flegmatyczny i ospały. Okolica przypomina mi miejscowość, w której się urodziłam. Rodziców odwiedziłam chyba z rok temu. Dobrze pamiętam tę ciszę przy stole podczas niedzielnego obiadu. Moja matka patrzyła się na mnie jak na obcą osobę, którą tak naprawdę już chyba dla niej jestem. Ojciec zajął się swoim talerzem.

I. otwiera mi drzwi cała rozpromieniona. Jest w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych