Człowiek - wilk
...jak przez mgłę widziała, ze on już biegnie w stronę jej domu. Wielka, czarna postać znikała w gęstej śnieżycy.- Nieee! - usłyszała swój własny krzyk - Nieeee!...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
UWAGA! OPOWIADANIE JEST WYMYSLONE PRZEZE MNIE I NIE CHCĘ ŻEBY KTOŚ JE KOPIOWAŁ! Była wczesna zima w 1998 roku. Nad Waynesbridge, niewielkiej wiosce w stanie Connecticut unosiły się ciemne chmury. Cała okolica spowita była w gęstej mgle, sprawiając wrażenie martwej, opuszczonej... Jednak, jeśli ktoś się dobrze przyjrzał, mógł zauważyć plamy żółtego światła rozmazane za unoszącym się w powietrzu białym puchem. To światłą okolicznych domów majaczyły w wichurze. Gdzieś, przy ziemi widniała srebrzysta poświata. Gdzieś, w lesie zaszczekał pies. Unosząca się w powietrzu mgła niezdołała przesłonić widniejącej na niebie krwistoczerwonej łuny ognia. Mgła powoli opadała... Światła w oknach zaczynały gasnąć. Jeśli się dobrze przyjrzeć, w jednym z okien dostrzec można kilkunastoletnią dziewczynę. To Janne, córka sprzedawcy w miejscowym sklepie ze starociami i kelnerki w tutejszym barze. Jeśli się dobrze przyjrzeć, w jej czarnych oczach można dostrzec jakiś dziwny blask, coś, co przyciąga uwagę wielu ludzi, chodź mało ich miało szansę zobaczyć ten tajemniczy błysk. Jednak, gdy dziewczyna patrzy w okno ten błysk znika. Na jego miejscu pojawia się coś dziwnego. Bół? Strach? Niczym nieokreślone, ale bardzo odczuwalne. Może przypominają jej się rzeczy, których nigdy niepowinna była zobaczyć? Koszmarne sny, wspomnienia z przeszłości, tylko ona znała na to odpowiedź. Do jej pokoju wszedł ojciec, uprzednio zapukając. Był do krępy mężczyzna, przed czterdziestką. W jego twarzy zdumiewał kontrast pomiędzy skórą, gładką i prawie bez zmarszczek, a przedwcześnie posiwiałymi włosami. Oczy sprawiały wrażenie zbyt gęboko osadzonych w oczodołach, tak, że widać było tylko turkusowo-niebieskie źrenice. Łagodne, spokojne oczy, pełne zyczliwości i miłości. Zawsze uśmiechające się do niej, gdy potrzebowała pomocy. Zwłaszcza teraz, teraz, kiedy ogarnęło ją dziwne uczucie, jakby strachu. Nie wiedziała co się stanie, ale bała się tego. Nie wiedziała co się stanie, ale była pewna, że jest to nie uniknione, konieczne. Może wydawać się to dziwne, ale Jenny już od dawna przeczuwała, że nad Waynesbridge unosi się tchnienie śmierci. Wiedziała o tym jeszcze zanim umarła jej przyjaciółka. Wiedziała o tym, zanim zdechł jej pies. - Dobranoc, kochanie - rzekł Maurice Newman. - Dobranoc. Zanim wyszedł, rzucił jej jeszcze jedno podejrzliwe spojrzenie. - Wszystko wporządku? - zapytał - Jesteś ostatnio taka zamknięta w sobie. Nie zeszłaś na kolację - dodał, zanim zdążyła odpowiedzieć. Dziewczyna skuliła się na łóżku i zmusiła do uśmiechu. - Wszystko wporzątku, tato. Maurice Newman uśmiechnął się pod wąsem i wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. Gdy kroki Maurica ucichły na parterze, wstała i bezmyślnie zaczęła chodzić po pokoju. Błądziła wzrokiem w poszukiwaniu czegoś, na czym mógłby sie zatrzymać. Na komodzie stały stare, jeszcze czarno-białe fotografie. Zakurzone, sprawiały wrażenie, jakby stały tu od wieków. Jedna z nich przedstawiała jej brata, Metheu. On także umarł, ale to już dawno. Na drugiej była jej babcia, Anette. Gdyby żyła, miałaby teraz 96 lat. Wszyscy dziwili się, że odeszła. W swoich ostatnich dniach trzymała się całkiem nieźle. Spojrzała na wiszące na ścianie lustro w ładnej, drewnianej ramce. W odbiciu spoglądała na nią szesnastoletnia dziewczyna, o brązowych lokach opadających aż na ramiona i wąskich. kocich oczach, czarnych jak węgiel. Boże, gdyby tylko miała takie oczy, jak tata! Otworzyła okno, w twarz uderzył ją zimny, przyjemny wiatr, niosąc ze sobą porcję deszczu i śniegu. Śnieg padał obficie i zasłaniał dom stojący po drugiej stronie ulicy. Przykrywał białą pierzyną las, który rozciągał się daleko po horyzont. Dzisiaj pełnia, pomyślała przestraszona dziewczyna. Zostawiła okno uchylone i znudzona opadła na łóżko. Dzisiaj pełnia. U stóp łóżka leżała gazeta sprzed kilku tygodni, otwarta na artykule o śmierci jej byłej nauczycielki. ,, Została prawdopodobnie rozszarpana przez jakieś dzikie zwierzę. Mieszkańcy Waynesbrigdge panikują". Przykro mi, pani Anderson - pomyślała Jenny wpatrzona w nagłówek gazety - Naprawdę mi przykro z powodu pani śmierci. Ale zaraz jej myśli zajęło coś innego. Dzisiaj pełnia... Dzisiaj pełnia księżyca, to dzisiaj, powtarzała jak w gorączce. Ale cóż mogła zrobić? W rogu łóżka zwinął się w kłębek puszysty, rudy kocur. Długa, miękka sierść połyskiwała w świetle nocnej lampki. - Witaj, Olivanderze - powiedziała do niego. Kot tylko zamruczał w odpowiedzi. Mówiła dalej - Dzisiaj jest pełnia... Kocur wstał, przesunął się na drugi koniec łóżka i ułożywszy się wygodnie, znów zwinął w kłębek. Zwrócił pyszczek w jej stronę a zielone oczy utkwił w jej twarzy. Zdawał się rozumieć wszystko, co do niego mówiła. Pochyliła się i pogłaskała rudy, koci łeb. - Jesteś mądry, naprawdę. Chwilę później zasnęła, nie śniła o niczym, bo to, co się miało stać było mniej realne od każdego snu. Gdy się obudziła, dochodziła trzecia w nocy. Rudy kocur wciąż leżał w rogu łóżka. W domu panowała niezwykła, niemożliwa do opisania cisza, przerywana tylko bębnieniem deszczu o szyby. Zdawał się zapowiadać wizytę nieproszonego gościa. Zrozumiała, że tym razem też tego nie uniknie. Przeszył ją trudny do opanowania strach. Czuła ucisk w żołądku, gdy podchodziła do okna. Zamknęła je. W jednej chwili pokój pogrążył się w jeszcze gorszej, niczym nie zmąconej ciszy. Popatrzyłą przez okno. Bez entuzjazmu stwierdziła, że mgła całkiem już opadła. Było niezwykle ciemno. Na niebie, zza pędzących chmur co chwilę wyłaniała się blada tarcza księżyca. W końcy chmury odegnał wiatr i księżyc swoim blaskiem oświetlił prawie całą okolicę. Znowu była przekonana o niezwykłości tego miejsca. Widziała korony drzew skąpane w blasku księżyca. Widziała księżycową poświatę odbijającą sie w niewielkim jeziorze. Widziała księżyc, odbijający się w potwornych, żółtych ślepiach.
Dziewczyna z trudem opanowała strach, który zrodził się w tej chwili, tak jak ostatnio. Pomyślała, ze moze jej nie widział, może jeszcze wszystko będzie w porządku. Jednak gdzieś w jej duszy tliło się coś, co można by nazwać przeczuciem, pewnością, jakąś…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Miyoki
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…