Czterdzieści metrów samotności
Krótkie obyczajowe opowiadanie stanowiące mój literacki eksperyment.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Z łazienki dochodzi wesołe podśpiewywanie. Ma piękny głos i lubi, gdy inni słuchają jej śpiewu, gdy ją chwalą. Masz ochotę pobiec i powiedzieć, jak bardzo podoba ci się ta piosenka, lecz jeden rzut oka na zachmurzoną twarz mężczyzny powoduje, że kulisz ramiona, chcąc w ten sposób stać się mniejszą, może nawet niewidzialną. Wiesz, że on cię nie lubi, że przeszkadza mu twoje istnienie. Odrywasz wzrok od ekranu, widząc, że wyszła z łazienki. Obserwujesz ją spod zmrużonych powiek, przeczuwając, co zaraz nastąpi. Nie darmo ubrała nową bluzkę z cekinami i dużym dekoltem. Króciutka spódniczka podkreśla jej piękną figurę i zgrabne nogi obute w czarne czółenka na wysokich obcasach. Mężczyzna również na nią patrzy, lecz w jego wzroku nie ma zachwytu, tylko irytacja. – Dosyć już tego marudzenia! – warczy. – Pospiesz się, klient nie będzie czekać w nieskończoność. Jej uśmiech mógłby zmiękczyć skałę, ale nie tego zagniewanego faceta o złym spojrzeniu i zaciętej twarzy. – Nie ma innego sposobu? Koniecznie muszę rozkładać się przed tym facetem? – Wiesz dobrze, że nie mamy pieniędzy. Jak chcesz nakarmić dzieciaka i zapłacić czynsz? Chyba nie myślisz, że ja będę zapierdzielać na budowie, żebyś ty mogła leżeć do góry dupą?! Ze złością szarpie kobietę za rękę, ciągnąc w stronę drzwi. Zamykasz oczy, by tego nie widzieć. Chciałabyś móc zamknąć również uszy, by nie docierał do ciebie jego podniesiony, szczekliwy głos. Słyszysz stukot obcasów. Zbliża się, zamiast oddalać. Otwierasz oczy i widzisz ją tuż obok. Pochyla się nad tobą, szepcząc do ucha: – Przykro mi, kochanie. Naprawdę muszę iść, ale nawet się nie obejrzysz, a już będę z powrotem. Za to jutro pójdziemy do parku... Na jego zniecierpliwione syknięcie urywa gwałtownie i już nie zwraca na ciebie uwagi. Idzie za nim, ta piękna, mocno umalowana pani, której w gruncie rzeczy wcale nie znasz, mimo że jest całym twoim światem.
Drzwi zamykają się za nimi, słyszysz szczęk klucza obracającego się w zamku. Wzruszasz ramionami. Przecież tak naprawdę nie wierzyłaś, gdy przyrzekała, że już nigdy nie zostawi cię samej. Masz niecałe sześć lat, lecz zdolności rozpoznawania kłamstw mógłby ci pozazdrościć niejeden dorosły. Tyle ich słyszałaś w swoim króciutkim życiu, że kilka więcej nie robi żadnej różnicy. Ponownie wbijasz wzrok w maleńki ekran telewizora, z uwagą śledząc losy bohaterów. Nie przeszkadza ci czarno-biały obraz, skąd mogłabyś wiedzieć, że film jest kolorowy? Nigdy dotąd nie miałyście telewizora. Kupiła go dzisiaj. A może ukradła? Najważniejsze, że go przyniosła, a potem on, ten pan, który ostatnio tak często do niej przychodzi, jakimś sposobem sprawił, że stara, zniszczona skrzynka zaczęła działać. Mijają minuty. Bajka już się skończyła, a ty jesteś głodna. Idziesz do kuchni, niewiele większej od toalety w przychodni. Wasze mieszkanie ma zaledwie czterdzieści metrów, więc wszystko w nim jest małe. Nawet wasz jedyny pokój jest niewielki, mieści się w nim szafa, komoda i dość duże łóżko, w którym sypiacie razem. Drugiego nie byłoby gdzie wstawić. W kuchni stoi kilka szafek i wciśnięty w kąt wąski stolik. Gdy wysuwacie go na środek, żeby usiąść do obiadu, blokuje przejście do kuchenki gazowej. Ona zawsze się z tego śmieje, mówiąc, że dzięki temu jest szczupła, że gdyby przytyła, mogłaby się zaklinować i na zawsze zostać uwięzioną między stołem a kuchenką. Zaglądasz do lodówki i krzywisz się, widząc, jak niewielki masz wybór. Dotykasz lepkiej kiełbasy, ze wstrętem cofasz dłoń i wycierasz ją w nogawkę dżinsów, potem decydujesz się na żółty ser. Wygląda apetycznie. Zabierasz trzy plasterki i wraz z niedojedzoną rano kromką chleba zanosisz do taboretu, który w waszym pokoiku pełni funkcję stolika okolicznościowego. Patrząc na niezrozumiałe sceny na ekranie, zjadasz swoją kolację, popijając colą czerstwe pieczywo. Pan i pani najpierw się kłócą, potem całują, wreszcie zaczynają się rozbierać. – Będą robić seks – mruczysz sennie i przymykasz oczy. Gdy on do niej przychodzi, musisz spać w kuchni na materacu i nie wolno ci ich podglądać. Kiedyś nie wytrzymałaś, cichutko wślizgnęłaś się do pokoju i obserwowałaś ich, dopóki cię nie zauważyli. Biła cię wtedy tak mocno, że aż musiał ją ociągnąć, ale dzięki temu wiesz, jak to jest, gdy ludzie robią seks.
Budzi cię dziwny szum. To telewizor tak szumi, a ekran migocze białymi punkcikami. Jest ci zimno, bo zasnęłaś na kołdrze. Drażni cię migoczący i szumiący odbiornik, lecz nie wiesz, jak go wyłączyć, więc naciągasz kołdrę na głowę i znów zapadasz w sen. Po przebudzeniu sprawdzasz, czy wróciła. Nie ma jej. Wcale się nie boisz, bo to nie pierwszy raz. Przez chwilę patrzysz na panią z telewizora, ale po chwili nudzi cię program, którego nie rozumiesz. Wyciągasz spod łóżka książkę i zaczynasz czytać. Czytałaś ją już wiele razy, lecz nie masz innej, a wymyślony dawno temu świat nieodmiennie cię fascynuje. Ponownie przeżywasz radości i smutki Sary Crewe, wyobrażając sobie, że jesteś nią. Chciałbyś być nią. Nikt nie wie, że masz tę książkę. Nikt się nawet nie domyśla, że umiesz czytać i pisać. Liczyć też umiesz, na razie do stu. Nie chcesz, żeby ktoś się o tym wszystkim dowiedział. Żeby ona się dowiedziała. Boisz się, że znowu będzie cię bić, jak wtedy, gdy przeczytałaś jej wierszyk o słowiku. Myślałaś, że się ucieszy. – Nie cygań, smarkulo! – syczała, a jej śliczną twarz wykrzywił grymas odrazy. – Na pewno nauczyłaś się na pamięć tego pieprzonego wierszyka i myślisz, że dam sobie wcisnąć ciemnotę. Jesteś za mała na czytanie. – Wcale nie cyganię. Ja naprawdę umiem go przeczytać! – próbowałaś się bronić, lecz ona nie słuchała. – Zamknij się! Zamknij tę parszywą gębę! Nikt normalny sam się nie nauczy czytać. Słyszysz? Nikt! Oszukujesz! Szarpała cię za ramię w takt swoim słowom. Niebacznie pokręciłaś głową, chcąc zaprzeczyć, a wtedy zaczęła cię bić. Po twarzy, głowie, ramionach. Nie przestała nawet wtedy, gdy upadłaś. Bolało tak bardzo, że nawet nie zauważyłaś, kiedy usiadła obok, dopiero jej płacz, wtórujący twojemu, wyrwał cię z odrętwienia. – Ja już nie będę! – szlochałaś, tuląc się do niej. – Naprawdę! Ja nie wiedziałam, że to brzydko tak robić. – Nie płacz, dziecinko. – Objęła cię ramieniem, całując w zaczerwieniony, podbiegający opuchlizną policzek. – Już dobrze. Obiecaj, że nigdy więcej nie będziesz kłamać o czytaniu, bo ludzie pomyślą, że coś jest z tobą nie tak. Nie chcę, żeby mówili o tobie, że jesteś kłamczuchą. Za miesiąc pójdziesz do zerówki, tam nauczysz się czytać. Jesteś mądrą dziewczynką i na pewno będziesz się dobrze uczyć. Potem kupiła ci książeczki do kolorowania i znowu było dobrze. Zapamiętałaś tę lekcję i od tamtej pory zawsze udawałaś, że tylko oglądasz obrazki, a potem prosiłaś, żeby ci poczytała. Kiedyś pani doktor z przychodni powiedziała do pielęgniarki, że jesteś nieprzeciętnie zdolna. Nie wiedziałaś, co to oznacza, a gdy ci wytłumaczyła, błagałaś, szlochając rozpaczliwie, by nikomu o tym nie mówiła. By nie powiedziała jej. Obiecała, że będzie milczeć. Nie uwierzyłaś jej i przez następne dni bałaś się tak, że aż wymiotowałaś ze strachu, lecz ku twojemu zdziwieniu pani doktor dotrzymała obietnicy. Książkę o Sarze Crewe znalazłaś na śmietniku, gdy poszłaś opróżnić kubeł. Nie ma okładki i trzech pierwszych kartek, ale i tak ją czytasz, gdy jesteś sama. Marzysz o tym, że kiedyś dowiesz się, jaki nosi tytuł.
Znowu jesteś głodna. Dojadasz ser, tym razem bez chleba. Kiełbasę wyrzucasz do kosza, śmierdzi. Cola już się skończyła. Popijasz ser wodą z kranu i wracasz na łóżko, do swojej księżniczki i wyobrażasz sobie, że twoja mama zaginęła jak jej tatuś. Niedługo się odnajdzie. Wróci, a wtedy pójdziecie do parku karmić wiewiórki. Tylko wy dwie, bez niego. Z nim nie byłoby przyjemnie, bo ciągle by się złościł i niecierpliwił. Marzysz, że sobie poszedł i nigdy już nie wróci. Nie chcesz, by z wami mieszkał, by na ciebie krzyczał. Nie chcesz, żeby ją bił. Godziny mijają. Doczytałaś już książkę, teraz zabierasz się do rysowania. Szkoda, że zapomniała o naostrzeniu brązowej kredki. Zastanawiasz się, jakim kolorem narysować pień drzewa. Decydujesz się na czerwony, potem leciutko muskasz pień czarną kredką i śmiejesz się z zachwytu, widząc, że uzyskany w ten sposób kolor bardzo przypomina brąz. Nadal nie wróciła. Przysuwasz taboret do okna, wspinasz się na niego i spoglądasz przez szybę. Chcesz zobaczyć, czy ona nie nadchodzi, lecz jest już zmierzch, a koło domu nie ma latarni i nie jesteś w stanie niczego dojrzeć. Odchodzisz od okna ze skulonymi ramionami. Tęsknisz. Bajka nie jest taka ładna jak wczoraj, lecz i tak ją oglądasz. Potem wsuwasz się pod kołdrę i zamykasz oczy. Jesteś głodna, a w lodówce została tylko konserwa, której nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil hag
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…