Danika postanawia uciec
Krótka historia pacjentów pewnego oddalonego od cywilizacji szpitala psychiatrycznego.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Od dwóch tygodni co nocy budził mnie ten sam krzyk. Nie byłam w stanie po tym zasnąć, więc walałam się po łóżku do rana. Tuż przed śniadaniem szłam do pokoju obok, budziłam Basa i rozmawiałam z nim kilka minut. Było mi go strasznie szkoda, ale nie mogłam nic z tym zrobić. Byłam coraz bardziej wściekła na dyrektora, bo stan, w jakim był Bastian to w stu procentach jego wina. W normalnym szpitalu już dawno by go wyleczyli, ale dyrektor bał się, że jeśli będzie miał za mało pacjentów to go wyrzucą. Dupek. A ja byłam bezradna. Właściwie to robiłam tyle, ile mogłam. Rozmawiałam z nim. Tylko tyle i jednocześnie aż tyle. Bastian był moim najlepszym przyjacielem i czasem miałam wrażenie, że to mnie więcej dawały te rozmowy. Niemniej jednak, bardzo niepokoił mnie jego stan i zwyczajnie się o niego martwiłam. Postanowiłam porozmawiać o tym z dyrektorem przy najbliższej okazji, ale nie byłam pewna czy uda mi się zachować spokój.
Ogólnie rzecz biorąc, od kilku dni chodziły plotki, że będzie ktoś nowy. Jednak nikt z nas nie wiedział czy chodzi o lekarza czy pacjenta. Traktowali nas jak zupełnych wariatów, mimo, że większość z nas miała równiej pod sufitem niż dyrektor i jego świta. W dniu, w którym on pierwszy raz pojawił się w szpitalu, minęły dokładnie dwa lata i trzy miesiące odkąd mnie tam wsadzili. Nie to, żebym narzekała- oprócz niezjadliwych posiłków, gburowatych pielęgniarek, dyrektora-idioty i obskurnego budynku, nie było źle. Ludzie byli naprawdę fantastyczni. Owszem, zdarzały się gorsze dni, kiedy Emil przykładał mi nóż do gardła albo wysadzał kuchnię. Ale czego innego spodziewać się po pacjentach szpitala psychiatrycznego? W każdym razie, fajnie byłoby mieć jakiś swoje życie i nie siedzieć w psychiatryku, bo popsułam jakiemuś ważniakowi plany. Może miałabym teraz narzeczonego i planowała ślub? Tak więc zagonili nas wszystkich na stołówkę i kazali czekać na dyrektora. Był to niski, gruby człowieczek, o głowie wypolerowanej dokładniej niż biżuteria Marii Antoniny. Oczywiście za czasów, kiedy jeszcze ją nosiła. Coś na kształt Wańki- wstańki. Ów człowieczek wtoczył się do pomieszczenia, a za nim szedł ten chłopak. Dyrektor przedstawił chłopaka jako nowego pielęgniarza o imieniu Kajetan. Od razu wiedziałam, że długo tu nie wytrzyma. Miał zbyt łagodne spojrzenie. Kiedy jednak zwrócił ku mnie swoje oczy, to ja nie wytrzymałam i odwróciłam wzrok. Bastian siedział obok mnie i nerwowo podrygiwał. Miałam wrażenie, że coś przeczuwał.
Kajetan miał zacząć pracę następnego dnia, ale nie przypuszczałam, że przyślą go do nas o świcie. Kiedy zbudziłam się potrząsana za ramiona i zobaczyłam przed sobą właśnie jego, omal nie zeszłam na zawał. To była pierwsza od dawna noc, którą w stu procentach przespałam. Samo to wprawiło mnie w lekką konsternację. Chłopak najwyraźniej zauważył, że się przestraszyłam, bo posłał mi lekki uśmiech i cicho powiedział, żebym się nie bała. Nie potrafiłam powstrzymać tej naturalnej odpowiedzi i kąciki moich ust nieznacznie się uniosły. Nie umiałam określić jakiego był wzrostu, bo porównywanie go do Wańki- wstańki było absurdalnym pomysłem. Miał krótkie blond włosy i dość szerokie kości policzkowe. Usta wąskie, nos mały. Za to oczy przebijały wszystko. Nigdy wcześniej ani później takich nie widziałam. Były duże i bardzo, bardzo niebieskie. Miały odcień jakiejś takiej nieprzeniknionej głębi oceanu, czystego oceanu. Jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek próbowałby nazwać ten kolor, nie określiłby go inaczej niż… nieskończony błękit. Tak, to było idealne określenie. Pomyślałam, że w tych jego oczach możnaby się zanurzyć, a nawet zatonąć. - Danika, prawda? W odpowiedzi skinęłam głową. Reszta postaci była chyba stosunkowo przeciętna. Żałowałam, ale nie byłam w stanie zbyt wiele dostrzec pod pielęgniarskim kitlem, który na sobie miał. - Pamiętasz jak się nazywam?- zagadnął, przysiadając na brzegu mojego łóżka. Jego głos był miękki, niemal aksamitny. - Kajtek- odparłam po chwili namysłu. Skinął głową. - Jak się czujesz? Nie odrywał ode mnie wzroku. - W porządku. Jesteś stąd?- zapytałam, wskazując brodą bardzo ogólnie w stronę wioski. - Nie- zaśmiał się. - Więc co tu robisz? Przez krótką chwilę bardzo poważnie mi się przyglądał i chyba czekał, aż powiem, że to był żart. Nie zamierzałam. - Może kiedyś ci o tym opowiem- odrzekł w końcu. - To długa historia. Poczułam, jak rumieńce oblały całą moją twarz. - Może i ty opowiesz mi kiedyś swoją- dodał, uśmiechnął się i podniósł się z łóżka. - Na pewno- odparłam. On skinął głową, odwrócił się i… wyszedł.
To było to i nie ma innej opcji. Byłam w nim zakochana od pierwszego, no dobra, drugiego wejrzenia. Od pierwszej rozmowy. Od tego czasu nie mogłam przestać o nim myśleć. Na dodatek niemal bez przerwy widywałam go na korytarzy albo stołówce. Uśmiech automatycznie wciskał mi się na usta i nie byłam w stanie go powstrzymać. Te oczy mnie oczarowały. W jego słowach wyczytałam obietnicę, że do mnie wróci. I może jakiś znak, że myśli o tym samym co ja? Pozwoliłam sobie marzyć, ale za wszelką cenę nie mogłam pokazać tego przy Bastianie. Kiedy miał ataki brał mnie za swoją zmarłą narzeczoną i bałam się, że może wtedy pomyśleć, że w jakiś sposób go zdradziła. Mógł wtedy znów podjąć próbę samobójczą, a ja nie potrafiłabym żyć ze świadomością, że to ja byłam tego powodem. Z resztą, byłam pewna, że to przejdzie. Kajetan miał mnie przecież za chorą psychicznie. Nawet nie wiedziałam, co mu o mnie powiedzieli.
Kolejnego dnia, a może jeszcze kilka dni później, zostałam na stołówce chwilę dłużej niż wszyscy. Każdy poszedł już do swojego pokoju bądź wziąć prysznic przed spaniem, a mnie akurat zebrało się na przemyślenia. Jak słowo daję, nie zorientowałam się kiedy wszedł do pomieszczenia i usiadł obok mnie. Zaskoczył mnie, pytając czy wszystko w porządku i czy dobrze się czuję. Pomyślałam, że to jest idealny moment. Byliśmy sami i mogłam z nim normalnie porozmawiać. Przez chwilę zastanawiałam się co powinnam odpowiedzieć, by dać mu szansę na kontynuowanie rozmowy. Odsunęłam niemal pusty talerz na bok i odwróciłam się do niego. Popatrzyłam mu w oczy i bałam się, że i tym razem w nich zatonę. - Siedzę w psychiatryku- mruknęłam, nieznacznie się krzywiąc.- Dlaczego miałabym czuć się dobrze? Kajtek zaśmiał się na głos i nie odpowiedział. - Co powiedział ci o mnie dyrektor? On na chwilę się zamyślił, westchnął i zaczął, zaglądając mi w oczy: - Właśnie o tym chciałem z tobą porozmawiać. To, co mówi się tu o tobie to bardzo ciekawa historia. Zmrużyłam oczy, niepewna do czego pije. - W papierach wpisanych masz kilka chorób. Z dokumentacji, prowadzonej przez dyrektora na bieżąco, wynika, że często miewasz ataki. Pielęgniarki zaś twierdzą, że zachowujesz się jak zupełnie zdrowy człowiek. Dlatego chciałem zapytać ciebie co o tym sądzisz. - Uwierzyłbyś gdybym powiedziała ci, że jestem zupełnie zdrowa? - Spróbuj. - Jestem zdrowa, Kajtek. - Dlaczego więc tu jesteś? - Odkryłam z bratem, że w fabryce, w której pracował, mafia robiła niezłe interesy i… dużo na tym zarabiała. Jego zabili, ja uciekłam i powiedziałam o wszystkim kilku osobom. Wsadzili mnie więc tutaj, żeby nie musieć tuszować kolejnego morderstwa- wyrecytowałam. On patrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. - A rodzice?- zapytał. - Dostali trochę hajsu, więc mają za co pić. - Masz na to wszystko jakieś dowody?- zapytał, drapiąc się po brodzie. - Internet jest pełny dowodów. Ale wiesz… my byliśmy sami, we dwoje. Zdziwiło mnie z jaką łatwością mu o tym powiedziałam. Wydawał mi się naprawdę zainteresowany, a słuchał z taką uwagą jakby mi wierzył. Ale czy to możliwe? Teraz, po tym wszystkim? Kajetan wyraźnie się zamyślił, a ja postanowiłam z tego skorzystać i napawać się widokiem jego wpatrzonych we mnie oczu. Kto wie czy jeszcze będę miała okazję? Był tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Daleko o tyle, o ile nie wierzył w to, co mu właśnie opowiedziałam. Bałam się, że mi nie wierzy. Ale to milczenie było już nie do zniesienia. Miałam wrażenie, że jeśli nie przerwę go w tej chwili, będzie trwało wieczność. - Dlaczego tu przyjechałeś?- zapytałam. - Odkąd skończyłem 18 lat snuję się po świecie. Teraz wylądowałem tutaj. - Dlaczego… - Danika? Zdusiłam w gardle słowa, których nie zdążyłam wypowiedzieć i odwróciłam się w stronę wyjścia, skąd dochodził głos. - Tak, Bastianie?- zapytałam, siląc się na uśmiech. - Nie chciałbym przeszkadzać, ale musimy porozmawiać. Zacisnęłam wargi. Był zazdrosny i bardzo dobrze to widziałam. Miałam nadzieję, że Kajetan tego nie dostrzegł. - Nie przeszkadzasz- odpowiedział tamten, podnosząc się z krzesła i stając obok mnie.- Uciekaj, Daniko. Musimy już tu sprzątać. Rzuciłam mu niepewnie spojrzenie z dołu. Nawet na mnie nie popatrzył, tylko odwrócił się i zaczął zbierać ze stołu talerze. Twarz płonęła mi z nerwów i stresu. Wstałam i szybkim krokiem w stronę drzwi, z których już zniknął Bas. - Dobranoc- usłyszałam za sobą. Zatrzymałam się i na chwilę odwróciłam się do niego. Uśmiechał się do mnie. - Dobrej nocy- odparłam i wyszłam.
Tej nocy lał potworny deszcz. Irytująco postukiwał w wiekowy parapet mojego pokoju. Było mi zimno, grzejnik nie działał już chyba od stuleci. Ale nie przez to nie mogłam spać. Leżałam i patrzyłam w zagrzybiony sufit. Dobijała mnie świadomość, że któreś z pielęgniarzy siedzi w dyżurce. Kilka metrów ode mnie być może siedział on. Ale równie dobrze mogła to być Kristina, której wolałabym nie spotykać w środku nocy. Większość tego czasu spędziłam na myśleniu o Bastianie, Kajetanie i moim bracie. Życia nie mogłam mu wrócić, ale być może mogłam odzyskać swoje. Jeśli Kajtek zechciałby… Nagle drzwi do pokoju lekko się uchyliły, a mnie serce podskoczyło do gardła. Przerażona, poderwałam się z poduszki i głęboko zaczerpnęłam powietrza. - Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć- szepnął chłopak i w tym momencie w drzwiach ukazała się cała jego postać. Serce waliło mi jak oszalałe. Już nie ze strachu, ale przyjemnego podniecenia samą jego obecnością. - W porządku- odparłam równie cicho, przyglądając się mu. - Zbudziłem cię? - Nie, Kajtek. Nie mogę spać- powiedziałam. Drzwi zamknęły się, a on został w środku. Przedzierając się przez półmrok, podszedł do mnie i przykucnął obok łóżka. Był tak blisko, że bałam się, że usłyszy szalone bicie mojego serca. Opadłam na poduszkę i moja twarz znalazła się tuż naprzeciwko jego
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Fressia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…