Wróć do katalogu

Dar motylnika cz.1

Opowiadanie opublikowane na stronie NF. Tu zmienione i rozdzielone na dwie części, żeby łatwiej się czytało.

Fraszkka, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

DAR MOTYLNIKA

Mietko biegał po łące i łapał motyle. Sołtys Podedrzewa odznaczał się wielkim zamiłowaniem do tego rodzaju fauny i na ścianie głównej izby swojego domu z upodobaniem wieszał kolorowe owady, umieściwszy je przedtem w specjalnych, płaskich skrzynkach ze szklanym wieczkiem. A jako że był prawdziwym, a przy tym zasobnym pasjonatem, nie szczędził pieniędzy na swoją kolekcję. Sołtys chętnie ją powiększał, a że był już za stary na uganianie się z siatką za insektami, powierzył to zadanie. Mietkowi, bo nie było w okolicy nikogo szybszego i zwinniejszego niż on.

I Mietko łapał motyle, rozmyślając przy tym nad swym losem.

Pobiegam sobie, pobiegam, robaczków nałapię i może jakiś półgrosz mi wpadnie. Odkąd stracił rodziców, imał się we wsi i okolicach różnych zajęć, byle mieć za co jedzenia kupić. Raz pasł krowy bogatego gospodarza, kiedy indziej obejście zamiótł albo wody ze studni naniósł. Drwa rąbać też próbował, ale szło mu niesporo, bo chudy był i cherlawy jakiś. To szukał sobie zajęć lżejszych, ale chociaż był pracowity i starał się ogromnie, to ludzie nie za bardzo go lubili.

Powiadano, że jego matka parała się czarami i męża swego a mietkowego ojca zabiła, za co śmierć sprawiedliwa ją spotkała. Mietko wiedział, że to nieprawda. Wszak widział, jak jego ojca unoszą wezbrane wody pobliskiej rzeki a matkę sam znalazł jak się powiesiła w stodole, którą potem wieśniacy spalili wraz z całym obejściem a kapłan z sąsiedniej wsi poświęcił zgliszcza, by się więcej w tym miejscu wiedźmie plugastwo nie lęgło. Okrzyknięty synem wiedźmy nie miał lekkiego żywota. Sypiał gdzie popadło i jadał też byle co. Nie raz i nie dwa zastanawiał się, czy nie zostawić tego wszystkiego i nie ruszyć w szeroki świat. Ale zaraz odpowiadał sobie: Dokąd pójdę? Czy mi się co po drodze nie stanie? Toć zbójców po lasach i gościńcach pełno. Świat był dla Mietka zbyt szeroki.

Zamachnął się siatką na przelatującego owada. Przykuł jego uwagę niesamowitą urodą: wyglądał jak rżnięty w krysztale, lekko przezroczyste skrzydła połyskiwały tęczowo w Słońcu. Zdziwił się niezmiernie, bo gdy sięgnął do siatki by wydobyć zdobycz, zamiast motyla w jego dłoni znalazł się maleńki ludzik.

- Jestem motylnikiem – powiedział – spełnię twoje jedno życzenie jeżeli puścisz mnie wolno.

Ha! Taka okazja nie zdarza się często. Trzeba się dobrze zastanowić czego się chce. Jednak Mietko Bardzo dobrze wiedział jakie jest jego największe marzenie.

- Chcę być królem, mieszkać w zamku i nosić złotą koronę – odparł zdecydowanie – i niech mi się wszyscy w pas kłaniają.

Ludzik podrapał się po głowie.

- Królem powiadasz? To może być trudne, ale zobaczymy co da się zrobić. To trochę potrwa, trzeba załatwić kilka spraw, więc wracaj do siebie a czekaj cierpliwie, gdy wszystko będzie gotowe znajdę cię i dam ci znać.

I zniknął.

Mietko zasępił się, sądził bowiem, że jego życzenie spełni się ot tak, od razu i nie będzie już musiał wieść życia ubogiej sieroty.

A poza tym, przyszła mu do głowy myśl, motylnik mógł przecież kłamać, byle tylko mi uciec. Może mały człowieczek zniknął na dobre razem z mietkowym życzeniem?

Z głową pełną niewesołych myśli powlókł się z powrotem. Rozmowa z motylnikiem tak go pochłonęła, że zapomniał o dalszych łowach na okazy do kolekcji sołtysa. Za tych kilka motyli, które udało mu się złapać, nie dostanie więcej jak jedną lichutką monetę a to wystarczy na kromkę chleba i kubek cienkiego piwa w karczmie, nie więcej.

Nie zauważył jak drogę zagrodzili mu Sroka i Lerka, dwóch okolicznych wyrostków. Nigdy jeszcze nie przepuścili okazji, by pozatruwać Mietkowi życie, ale byli wielcy i niezgrabni a on mały i szybki, toteż często wymykał się im zanim zdążyli go mocniej poturbować.

- Hola! Dokąd to? – zawołał Sroka, ukazując w złośliwym uśmiechu krzywe zęby. Swoje przezwisko wziął od upodobania do błyskotek, zwłaszcza cudzych.

- Nie możecie mi nic zrobić! – wykrzyknął Mietko, któremu wspomnienie motylnika zmąciło umysł i wyparło wszelkie inne myśli, przez co chłopak gadał głupoty, jakich nigdy nie ośmieliłby się powiedzieć swoim prześladowcom. – Bo jak już będę królem, to każę was powiesić!

- A ty mały szczurze! – wycedził Lerka składając wielkie dłonie w pięści. – Ja cię nauczę moresu ty wiedźmi pomiocie! – I rzucił się, gotów przetrzepać Mietkowi skórę.

Ale ten odwrócił się i pobiegł przed siebie długimi susami a znalazłszy odpowiednie drzewo na granicy lasu i łąki z motylami, czym prędzej wdrapał się na najwyższą gałąź. Stąd mógł bezpiecznie obserwować bezsilną wściekłość swoich oprawców, którzy mogli jedynie wygrażać mu z dołu. Jednak oprócz bezmiernej tępoty odznaczali się także podziwu godną wytrwałością, toteż dopiero o zachodzie Słońca odważył się zejść, cały zdrętwiały i obolały od siedzenia w jednej pozycji. U stóp drzewa natknął się na motylnika, który, niestety, nie przyniósł dobrych wieści.

- Z korony nic nie będzie – poinformował ludzik – król nie zgodził się jej oddać i jeszcze przegonił mnie packą na muchy. – Skrzywił się z oburzeniem na wspomnienie owej bezczelności.

Mietko zdziwił się niepomiernie. Przecież takie magiczne stworki po prostu musiały spełnić wypowiedziane życzenie. Wyznawały się wszak na czarach jak mało kto, a wiadomo, że czarami to wszystko można zrobić: i nieszczęście zesłać i dobrobyt przynieść. Podzielił się ze stworkiem swoimi przemyśleniami.

- To nie takie proste – westchnął motylnik – do takich czarów to ja jestem za mały.

- A taka na przykład złota rybka? – Mietko nie rezygnował. – Też mała a spełnia nie jedno życzenie a trzy!

- To zwykłe łgarstwo. Nigdy nie słyszałem o takiej cudownej rybie a znam wszystkie magiczne stworzenia: jabłonniki i brzeziniaki, co w drzewach mieszkają i piachuna, co się samotnie po traktach i gościńcach włóczy i kropidlaka, co spada razem z kroplami deszczu i ginie razem z nimi, wysuszony przez Słońce.

- Ale co mi po życzeniu, którego nie można spełnić? – Chłopak westchnął – Taki już mój pech.

- Spełnić życzenie mogę, choć nie za jednym zamachem. Powolutku i małymi kroczkami. Tu kogoś poproszę, tam za coś przysługę wyświadczę.

- To wyświadcz królowi przysługę! – zażądał naburmuszony Mietko.

- I to nie. Król Cenar w tej chwili czuje się świetnie, ma piękną królową, która jest szczęśliwa i córkę, śliczną królewnę, której też niczego nie brakuje. Ostatnio nawet wydał ją za mąż.

- A może siłą odebrać trzeba? Ramieniem i orężem?

Motylnik pokręcił głową z przyganą.

- Nie jestem zbójem, żeby się na człeków zbrojnie porywać. I radem jest z tego bardzo, bo ja czynię dobro i wszelki gwałt mnie odpycha. Musisz tedy wymyślić inne życzenie.

Chłopiec zmarszczył czoło, myśląc o co innego mógłby poprosić.

- Chcę złoto. – powiedział w końcu.

- A ile tego złota? – dopytywał się ludzik.

- Tyle, żeby kupić i zamek i koronę. I królewnę za jego pomocą mężowi odebrać. I żeby została jeszcze spora kopka. – rozmarzył się Mietko. Motylnik pokręcił maleńką główką.

- Złota nie można ot tak sobie wyczarować. Można ukraść albo zarobić. A jak już mówiłem, przemoc jest mi wstrętna a pracować magicznej istocie nie przystoi. Co innego tobie, znajdź sobie jakieś zajęcie.

- Ale po to mam życzenie żeby móc w odpoczynku i dostatku życie pędzić! – wrzasnął zrozpaczony Mietko, widząc, że fortuna zaczęła go opuszczać. A potem w płowej, rozczochranej łepetynie zaświtał mu zalążek pomysłu i chłopak podjął jeszcze jedną próbę :

- Skarb można znaleźć!

- I skarby mają swoich właścicieli, tych, co je zdobyli i zakopali, jeno los ich rzucił gdzieś daleko i być może tego złota więcej nie ujrzą. – wyjaśnił cierpliwie motylnik.

- Tedy, jeśli go więcej nie ujrzą, to za jedno, kto ten skarb znajdzie i wykopie! – Chłopak nie zamierzał odpuścić życzenia.

- Takie jest święte prawo własności, co ruszać cudzą rzecz wzbrania.

Mietko zaczął się zastanawiać, czy w ogóle coś mu przypadnie.

- Zrobimy tak – zaproponował czarodziejski ludzik – oblecę okolicę i jeśli znajdę jaką rzecz co bezpańsko leży, przyniosę ci ją niezawodnie.

Mietko wiedział, że niewiele jest takich rzeczy i zazwyczaj nie są cenne, bo takich nikt bez opieki nie zostawia. Miał tedy niemal pewność, że nagroda będzie pośledniejszego rodzaju. Wszelako nic nie mógł poradzić, maleńki ludzik objaśnił mu to nader dokładnie.

- Późno już, zda mi się wracać i kąta jakiegoś do spania poszukać – westchnął zrezygnowany – Ale jak mnie znajdziecie?

- Tym się nie frasuj, mam ja swoje sposoby. – uspokoił go motylnik i Mietko, bardzo nierad z takiego obrotu spraw, powlókł się z powrotem.

Nad ranem przeczucie zawiodło motylnika w chęchy z tyłu gospody, gdzie w najlepsze pochrapywał Mietko. Chłopak po rozmowie z ludzikiem wrócił do wsi i nieomal natychmiast natknął się na sołtysa, drepczącego niecierpliwie w wyczekiwaniu na świeżutkie trofea do swojej kolekcji. Gdy usłyszał, że Mietko upuścił zdobycz w ucieczce przed dwoma łobuzami i nie przyniósł jej ze sobą, wstąpiły w niego niemal młodzieńcze

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych