Wróć do katalogu

Daydreamers (Kości) - Rozdział 7.

Co by było, gdyby okazało się, że żyjemy w alternatywnej rzeczywistości? Że świat, jaki znamy nie istnieje od milionów lat ale powstał zupełnie niedawno, a może nawet wciąż powstaje?

MikoRoman, opublikowano , 7 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Do Atmos można trafić zupełnie przypadkiem. Ale można też dostać zaproszenie. Nie jest to oczywiście zwykły bilet z datą i godziną. O nie. To zaproszenie wygląda inaczej - i nawet nie wiesz, że jest tym, czym jest. Tak było w moim przypadku. Tym „zaproszeniem" była właśnie Kość.

- Jak to?

- Mówiłem ci przed chwilą. Atmos to świat złożony ze skrawków odrzuconych miejsc i zdarzeń, które nie pasują, prawda? A Kości Pamięci są fizyczną pozostałością po odebranych nam wspomnieniach. Wyobraź sobie, że nasz świat - ten aktualny, który powstał dzięki Le Madame - jest niestabilny. Kości są błędami w systemie. W sposób naturalny więc przyciągają nas do Atmos.

- A czy to powinno się ciągle dziać? Co odbiera nam wspomnienia?

- Wszystko po kolei. Muszę zacząć od samego początku, bo inaczej nie zrozumiesz.

---

Tej nocy obudziłem się z potwornym bólem głowy. Nie pamiętałem, co się ze mną działo. A mimo to czułem, jak wspomnienia bledną w mojej głowie - jak sny po przebudzeniu. Znasz to uczucie, gdy próbujesz je złapać, a one rozpraszają się jak mgła? To było właśnie coś takiego.

Nie wiedziałem, gdzie się znajduję. Na pewno nie byłem w swoim łóżku. Właściwie - w żadnym łóżku, ani nawet w żadnym mieszkaniu. Nad sobą miałem gołe, nocne niebo bez gwiazd. Wydawało mi się, że jestem w miejscu, które powinienem znać bardzo dobrze, ale nie potrafiłem rozpoznać niczego, co widziałem.

Miejsce zresztą nie nadawało się do spania. Leżałem na gruzowisku, w jakimś opuszczonym budynku z zawalonym dachem. Zostały tylko ściany z wybitymi oknami, przez które wpadało zimne światło jarzeniówek. Dlatego na niebie nie było widać gwiazd, choć noc była bezchmurna. Z daleka dochodził szum samochodów. I muzyka. W powietrzu unosił się podejrzany zapach azbestu i stęchlizny.

Poruszyłem rękami, żeby sprawdzić, czy niczego nie złamałem. Byłem przekonany, że musiałem spaść i stracić przytomność. Wszystko jednak było w porządku, więc powoli się podniosłem. Poza małym zadrapaniem na lewym ramieniu nie miałem żadnych obrażeń. Moje ubranie - czarny T-shirt i dżinsy - było tylko trochę zakurzone. Otrzepałem się i rozejrzałem. Czułem się dobrze. Po prostu niczego nie pamiętałem. Dosłownie niczego.

Mam na imię Ryszard. Dla przyjaciół - Ryś. Zdaje się, że jeszcze ci się nie przedstawiłem. Ale to imię nie ma znaczenia. Wiem, że to nie jest moje prawdziwe imię. A przynajmniej - nie było nim do niedawna.

Ten moment absolutnej pustki trwał dłuższą chwilę. Potem świadomość tego, kim jestem - a raczej, kim powinienem być - zaczęła powracać. Jakby mózg po uderzeniu przeszedł awarię i właśnie się restartował. Jak tablet po aktualizacji - ekran rozbłyskuje, ikony wracają, wszystko uruchamia się od nowa.

A jednak w tej krótkiej chwili ciszy, zanim system się w pełni załadował, zrozumiałem naturę kłamstwa. Coś było nie tak. Wszystko, co pamiętałem o sobie, wszystko, co właśnie wracało - jak aplikacje na ekranie - wydawało mi się obce. To tylko rola, scenariusz. System operacyjny, który ukrywa prawdziwe wnętrze urządzenia.

Nie wiem, czy jesteś w stanie to pojąć. Grasz czasem w gry? Czułem się jak w RPG. Mam postać, której znam imię, adres, rodzinę, przeszłość - wszystko. Ale to nie jestem ja.

Więc kim naprawdę jestem?

Świadomość, że nie mam zielonego

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych