Wróć do katalogu

Dążąc Zostawiamy

Fajnie mi sie to czyta...po latach. Cina & Kukol

kukol, opublikowano , 1 godz. 51 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

DĄZĄC ZOSTAWIAMY

AKT I

- No to cieszysz się, ze wyjeżdżasz, czy nie? - Ej, powiem Tobie tak, dobrze mi jest tutaj i będę happy w domu, bo stary “Always look on the bright side of life” co Ci tak naprawdę da narzekanie? - To ty jesteś jak to gówno w rzece, co obojętnie gdzie popłynie jest szczęśliwe. - Ta, tylko ja jestem z tego rodzaju gówien, posiadających wiosła, ster, żagle i liny, kompas, sekstans, mapę i cel swojej gównianej podróży. - Jak gówno w rzece skończysz. - Ale gówno, które samo wybrało sobie tunel, ściek if you know what I mean - Co to za tunel, który nie ma końca? - Widzisz i tu Cię mam, koniec mamy wszyscy jednakowy, w piasku, ale najważniejsze jest co i na jak długo zostawimy po sobie, oprócz zapachu oczywiście. Czy nie? - A co może zostawić gówno po sobie , ciągnący się smród? Płynie jak kometa której ktoś nada imię, ktoś inny będzie ja obserwował ,a w końcu ktoś stwierdzi że już jej nie widać i co wtedy zostanie... GÓWNO! - Dobra dosyć tego pierdolenia i nie mów na życie gówno.

Nasz bohater zamyślił się przez chwilę...

Mamo, chciałbym abyś umarła, I abyś przestała martwić się o to, czy jutro znowu zjemy chleb. Tato, chciałbym abyś umarł, I abyś przestał martwic się, czy jutro nadal będziesz miał pracę. Boże, masz przecież mnie, Oszczędź tego wszystkiego chociaż moim rodzicom.

... I PRZETO BŁAGAM NAJŚWIĘTRZĄ MARIE ZAWSZE DZIEWICĘ, WSZYSTKICH ANIOŁÓW I ŚWIĘTYCH I WAS BRACIA I SIOSTRY...

Te słowa rozpłynęły się z niedużym echem po pomieszczeniu, ale właściwie to do końca nie było wiadomo, do kogo tak naprawdę miały być kierowane. Nasz bohater wstał, dotknął się anemicznym ruchem w czoło, mostek i oba barki, po czym zniknął za dużymi drzwiami. Szedł teraz wolnym krokiem wprost przed siebie, a oślepiające go światła przejeżdżających samochodów, pozwalały zauważyć grymas, który pojawił się na jego twarzy. Był wieczór. Na ulicy panowały pustki i tylko czasami gdzieś w oddali pojawiał się stukot butów, cień, a w końcu całe postacie kręcących się dookoła prostytutek.

- Chcesz sexu? - zapytała cichym ale wyraźnym głosem młoda, atrakcyjna blondynka. - Sorry, a ile ty masz lat? - Spierdalaj!

I tak skończyła się niedługa znajomość przypadkowych ludzi. Kiedy ona zwyczajnie poszła dalej, nasz bohater zatrzymał się, po czym odwrócił aby jeszcze przez chwilę popatrzeć na wypukły tyłek zgrabnej dziewczyny. Przez chwilę chyba nawet żałował, że zadał tak idiotyczne pytanie, ale z czasem odrzucił od siebie te myśli. Mijał teraz kolejne przecznice i coraz częściej słyszał ujadanie domowych pupilów. Jego cień przestał był widzialny kiedy minął dwie lampy, co to jedna nie świeciła a drguga aż raziła. Stoły one naprzeciw domku gdzie mieszkali ciekawi ludzie. Nagle usłyszał strzał, chyba z rewolweru, a zaraz potem jakiś chłopak przebiegł potrącając naszego bohatera. I tak zastanawiając się nad strzałem i szybkim młodzieńcem poszedł za przeznaczeniem.

Scena 2

W niedalekiej krainie, gdzie niegdyś było spokojnie i pięknie, dzisiaj panuje smutek i nikt nie jest już tak wesoły jak dawniej. Kiedyś, nie było dnia ani chwili by którykolwiek z jej mieszkańców, choć przez moment czuł się samotny i nieszczęśliwy. Dziś jednak owa kraina nie tętni już życiem jak dawniej. Cofnijmy się zatem kilka wieków wcześniej, gdy kraina ta była jeszcze najpiękniejszym miejscem na świecie i spróbujmy bliżej przyjrzeć się wydarzeniom, które na zawsze zmieniły życie jej mieszkańców.

Za lasami i górami, jak to zresztą zwykle bywa, znajdowała się mała dolina. W tej jakże pięknej dolinie, gdzie słońce dzieliło się swymi promieniami z każdym najmniejszym stworzeniem, stało sobie kilka chatek. Wszystkie były tak samo wspaniałe, jednak jedna z nich, wyróżniała się minimalnie ponad resztę. To za sprawą nadzwyczajnego i kolorowego, ogrodu, który znajdował się przy tej właśnie chatce. Zapewne spodziewacie się, że mieszkała tam mała księżniczka, bądź jakiś przystojniak, otóż nie. Chatę tą zamieszkiwał stary ogrodnik, który całe swoje życie poświęcił na pielęgnowanie kwiatów znajdujących się w ogrodzie. Były one najwspanialsze na świecie. Ludzie, godzinami potrafili stać i przyglądać się wspaniałości tego miejsca. Kiedy tylko ktoś napotkał na swej drodze starego ogrodnika, mówił mu jak wiele jego ogród znaczy dla niego samego jak i wszystkich mieszkających tam istot. Starzec był dumny i cieszył się ze swojego dzieła. W swoim ogrodzie, miał właściwie wszystkie rodzaje kwiatów, jakie dało się tylko spotkać. Codziennie podlewał je starannie, a matka natura, sama zsyłała deszcz w dni, w których nie czuł się najlepiej. Ogrodnik zawsze doceniał to co dla niego robiła, jednak będąc już w podeszłym wieku, pewnego dnia przeoczył jeden mały, ale jakże ważny szczegół. Otóż kiedyś, jednego z tych pięknych słonecznych poranków, w jego ogródku pojawił się całkiem nowy, mały kwiatek. Ukryty po między dużo wyższymi od siebie i znacznie silniejszymi kwiatami, wszystkimi siłami starał się przetrwać jak najdłużej i robił wszystko, aby zostać zauważonym i docenionym przez ogrodnika. Tak mijały kolejne ranki, jednak ogrodnik, stąpając codziennie wśród tych wspaniałych okazów, nie zauważał małego kwiatka...

- Kurwa!!! Jak leziesz pajacu! Życie Ci niemiłe?! Chyba już trzeci raz wciskam klakson, a ty jakbyś w ogóle tutaj nie stał. Naćpałeś się czegoś, czy co?! – krzyczał zdecydowanym głosem mężczyzna.

Dupek!! - dodał nerwowo, po czym odjechał dalej.

Scena 3

Kiedy nasz bohater zorientował się że stoi na środku ulicy, nadal rozmarzony nie do końca był pewien gdzie tak naprawdę się znajduje. Przymrużył nieco oczy, nerwowo kiwnął głową po czym zszedł na chodnik aby uspokoić się po całej tej sytuacji. Po głowie nadal biegały mu rozrzucone jak dmuchawce myśli. Nadal widział przed swoimi oczami wspaniały ogród i postać starca stąpającego wśród kwiatów z niewielką konewką. Teraz dopiero poczuł spadające bezustannie krople deszczu i jakby odruchowo na myśl przyszło mu tylko jedno. Rozejrzał się, poczym skierował spragnione gardło w kierunku najbliższego pubu. Bez dłuższego zastanowienia, szybkim, zdecydowanym ruchem otworzył drzwi i wszedł do środka. Ów pub wydał mu się nieprzyzwoicie skromny, ale neon z napisem „BETON JAZZ” rozwiał jego niepokój. Kelnerka zaprowadziła jego osobę do czteroosobowego stolika i spytała

- Do You want anything to drink?

To go obudziło z pewnej mgły w duszy, zaprowadziło do przyjaciółki wspomnień oraz ponownie uruchomiło siostrę wyobraźnie.

Zaczynając od śnieżno białego igloo schodzę w dół. Pierwszy pocałunek, smak, ekstaza, początek życia są treścią mojej duszy. Wtedy idę na całego wkładam wszystko do środka, wewnątrz i płynę. Wolnymi ruchami jeden za drugim, biorę to co najlepsze. Pusta jak czarna dziura, wyssana jak depresja, Leżysz, aż Cię napełnię jak ogień wypełnia balon. Lecz brak... sił, byłaś dziesiąta tej nocy.

Dom, lóżko, omijam łazienkę, Czuje Twoją bliskość, Czuje ja wszędzie

Leże i słyszę, - Z iloma dziś tańczyłeś synku? Twój zniewalający procent usidlenia i moja uległość Tobie podobnym, Pozwolą mym ustom krzyczeć w milczeniu.

Rano jest południem, wieczór jest rankiem, Musze Cię zobaczyć, musze, ukradkiem. Choć woń Twych perfum tkwi we mnie, Chce Cię znienawidzić - nie potrafię, już po mnie. Ogarnęłaś umysł i ciało, czy uważasz ze to za mało? Dlaczego nie odpowiadasz? Dlaczego milczysz? Czyż to ja miałbym być przegranym w tym związku? NIENAWIDZĘ CIĘ !!! boje się upadku.

„Mama mówiła bym się z Tobą nie spotykał I kazała abym drzwi przed Tobą zamykał”, Ale ja wiem, ze zobaczymy się w piątek, Zamkniemy się razem, popłyniemy na mokry przylądek. Rozbierzesz mnie sama, następna noc dialogów i rozmyślań, Następna noc rozbojów i wyznań.

Czekałem trzynaście lat na Ciebie, Na tej mokrej planecie Ale zostawimy ja razem jak Las Vegas z Cage’m

- Panie! Panie! Zamawia pan czy wychodzi?? – kelnerka delikatnie ponaglała. - La GUINNESS oczywiście – nasz bohater potrząsnął głową i zdezorientowany dodał – PROSZĘ.

Kelnerka podała nasz nektar, gdy solistka wraz z perkusistą i klawiszowcem zaczęli mini „ JAZZ JAMBORY”. Przy stolikach siedziały cztery osoby, a śpiewaczka i tak odwróciła się do wszystkich plecami.

Scena 4

Piwnica naprzeciw Pubu, a w niej dwa duchy Joy i Mustafa

Joy Już wyszedł! Mustafa Gdzie jest, nie widzę, pokaz mi go, gdzie?! Joy Uspokój się, wychodzi z pubu, o tam widzisz? Mustafa

TO ON? Inaczej Go sobie wyobrażałem. Taki koleś jest głównym bohaterem tej jakże nowatorskiej książki? Nie, niemożliwe autor powinien wprowadzić drugiego bohatera. Joy W rzeczy samej powinni. Mustafa Kto? Joy Autorzy. Mustafa To ich jest dwóch? Joy A co ty nie wiedziałeś? Ale mniejsza z tym. Idź za nim i komentuj mi telepatycznie co robi i jakie Mu spływają myśli.

Mustafa Ej Joy nie denerwuj się, ale dopiero miałem rok „telekomunikacji telepatycznej” I możesz nieraz odbierać nieco dziwne informacje. Joy Słucham! (na stronę) To znaczy, że znowu przydzielili mi żółtodzioba! Niech ich szlak! (do Mustafy) Dobra już nie denerwuj lwa, bo lew to ja, ruszaj bo ci ucieknie.

Mustafa wyleciał z piwnicy, krzykną „NIEWIDZIALNOSC” i wylądował tuż obok głównego bohatera.

Mustafa Mustafa do Joya, Mustafa do Joya, Are you with me, are you with me? Joy Jestem z tobą, wal jak ojcu.

Mustafa Jestem przy nim, czuje Go, mam zasięg, wiem co myśli. Joy Gdzie jesteście? Mustafa Jesteśmy na stacji metra. Jedziemy schodami w dół, chyba kieruje się do domu. Joy ja wiem co On myśli. To nie jest takie proste, to go boli, to jest ciężkie. Joy boje się. Joy Co to jest, co to jest? De javu

Mustafa Jestem w nim. To kula, a w tle przestrzeń. Ona nie jest idealna, a ciężka jak nigdy dotąd. Tak czuje, On ma ja przenieść ze swojego rodzinnego pokoju, który dzieli ze swoim bratem, do pokoju rodziców i położyć za łóżko. Nie potrafi, to go zabija, długo tak już nie pociągnie. Ta kulka go wciąga i zamyka w sobie, a On próbując się wydostać rozchyla ręce i wówczas do środka wpadają promienie światła.

Joy

Co? Co? Sorry nie słuchałem, bo siedzę na lampie, która nagle zgasła, a druga tak mnie razi, że własnej dupy nie oglądam. Gdzie jesteście?

Mustafa

Stoimy na peronie 2 Northen line, za cztery minuty będzie pociąg. Ej Joy, po co mam komentować tobie jego myśli, lepiej będzie jak bezpośrednio je usłyszysz, idą:

RÓB TO!!

Scena 5

Myśli najważniejszego z bohaterów

Czwarta minuta czekania: CZEKANIE. Co to jest czekanie a może czym jest czekanie. To ma być ten wyjęty czas z tej całej naszej nicości. I co ja mam teraz zrobić. NIC. To prawda nic nie mogę teraz zrobić. To jest ten czas bezczynny, bezużyteczny i wreszcie nasuwa się słowo niepotrzebny, ale czy można go użyć? Przeważnie bywa tak, że kiedy czekamy na przystanku, w poczekalni, na egzamin, na rezultat, na film, na wynik AIDS, na dziewczynę, na dziewice, na Oscara, na pierwszy łyk Guinness’a i wreszcie na karę, śmierci, wówczas wiele spraw przelatuje nam w głowie, a poza nią widzimy tylko latające sms-y. Są to przyrzeczenia i wyrzeczenia, uruchamiane tylko pod wpływem czekania. Przeklinamy kogoś, że się spóźnia, a nawet myślimy że nas po prostu olał. Bywają chwilę czekania, kiedy ateiści obiecują wiarę w Boga (który jakby istniał to i tak by ich nienawidził) gdy dostaną pozytywną ocenę z wiedzy szkolnej potrzebnej do rozwiązywania rebusów, a na nic przydatnej do rozwiązania krzyżówki życia. Patrząc cały czas z tej drugiej strony, to kiedy jest czas na myślenie o pojęciu zwanym „czekanie”, czy to nie wtedy? I w ogóle kiedy jest czas na myślenie? Ktoś powiedział: „ludzie przestaną myśleć gdy przestaną czytać”

i wiedział co mówi i myślę, że ja też to wiem:

‘Nie mów jaki jesteś, a bądź jaki jesteś’.

Trzecia minuta pod ziemią:

...lubisz czasem posiedzieć do rana słuchając radia lubisz wtedy myśleć o znajomej tobie postaci w dzień wywołasz rewolucje a tej długiej nocy przygotowuj się do spania tak ten sen cię ukoi jak te brudne buty do czasu aż spadł śnieg zacierasz ręce słysząc własne myśli nie połykasz proszków nie nie to by było za łatwe po prostu nocami słuchasz radia zasypiasz nad ranem ziewnięcie nieraz przerwie ci prace tak bo ty pracujesz choć uznajesz to za przyjemność to jest właśnie twoja praca to ty jesteś ten jak ten pisak co pragnął pisać dla zabawy a oni powiedzieli mu że to jego praca dziś pisze z przymusu ty chcesz być twórcą jednako w imieniu bobra jak i zła musisz być niszczycielem tak więc najwyższe zło jest częścią największego dobra i to jest właśnie twórczość to chcesz być ty ty który jesteś bratem snem przyjacielem chcesz dodawać dopływów do własnej rzeki doglądaj koryta innych wielkich i sławnych rzek dojdź do wniosku własnego szczęścia i zapłacz zrób to bo reinkarnacja twojej duszy nie dotrze tam co to jest tam mdłe odpowiedzi latają obok ciebie czasem rykoszet doda ci coś poprzez skroń kiedyś pękniętą skroń nie to co ty możesz o sobie wiedzieć jak nigdy się nie biłeś...

Dwie minuty zastanowienia : Ale dlaczego właśnie ja mam być głównym bohaterem? Gdyby tak dobrze się nad tym zastanowić, to przecież zawsze nie do końca wiadomo co tak naprawdę wpływa na to, że to właśnie mam być ja. Czy jest to gest ręki, grymas twarzy, a może wypowiedziane przed chwilą słowo? Czy dlatego, że jestem wysokim przystojnym brunetem, a może przez to że jestem niskim o świńskich oczach blondynem? Może tak naprawdę nie pojawiłbym się tutaj nigdy. Zawsze stałbym gdzieś z boku i bezinteresownie przyglądał się temu co dzieje się na pierwszym planie. Obserwując wszystko z dokładnością do klatki filmowej, obwiniałbym życie za to, że właśnie tutaj stoję. Mówiłbym do siebie po cichu, bądź do przypadkowo stojącej obok osoby, Co w tym takiego trudnego? On jest kiepski i bez żadnego zwątpienia twierdziłbym, że w każdej chwili mógłbym go zastąpić, ba a nawet byłbym od niego lepszy. Zatem w czym tkwi sztuka bycia głównym bohaterem? Chyba tylko w tym, że mówię to teraz właśnie ja, a nie on...

Pierwsza minuta zauroczenia :

Kiedy czekam na ciebie patrząc na zegarek, Kiedy myślę o tobie stojąc na ruchomych schodach, Kiedy się zbliżasz nie zwracając na nikogo uwagi, Kiedy zamkniesz się w sobie, przed wszystkimi innymi.

Ja wiem, ze zdążę do ciebie na czas. Ja wiem, ze zabierzesz mnie na druga stronę... Ja wiem, ze inni także pragną być z tobą Ale wiem, także, ze przybywasz właśnie dla mnie.

I wtedy ujrzałem twoja zwinność i niewinność. To właśnie wtedy byłem sam na peronie. Gdy otworzyłaś swe wrota do celu, wszedłem w ciebie do środka, bez zabezpieczenia.

Bohater usiadł tuż obok szyby osłaniającej siedzenie od drzwi, wziął gazetę z sąsiedniego fotelika i oparł głowę o szybę. Z superatą animuszu, jak zawsze w piątek, popatrzył na tych zwykłych szarych śmiertelników, następnie zmrożonymi oczyma rzucił spojrzenie na pierwszą stronę „The Sun” na której zawsze gołe... usnął. CO??

Scena 6

Kiedy rycerzyk ujrzał piękną księżniczkę w jednym z zamkowych okien, poczuł w środku coś w rodzaju ukłucia. - Co się ze mną dzieje? - zaniepokojony spytał samego siebie. Och, nie... jakże ona jest piękna - szepną po cichu. Ale jak ją zdobyć?! - te właśnie myśli biegały mu po głowie jak szalone. Spojrzał jeszcze przez kilka sekund w kierunku księżniczki a kiedy był już całkowicie pewien że to jest ona: - Jeny!! - wykrzyknął i zerwał się do biegu. Gdy tak gnał przed siebie, z każdym przekroczonym metrem jego ciało nabierało większego podniecenia a on sam odczuwał dreszcze na samą myśl o spotkaniu z piękną księżniczką. - Ona jest cudowna i w dodatku tuż na wyciągnięcie ręki – myślał. Biegnąc teraz co sił szeptał do swoich nóg aby go tylko nie zawiodły. Chciał jak najszybciej uściskać swoją wyśnioną miłość. Jeszcze tylko kawałek, już chwilkę, już jestem tak blisko – z tą świadomością biegł przed siebie ile sił w nogach i nawet nie zastanowił się przez chwilę, że cokolwiek mogłoby teraz stanąć mu na drodze. Puf... rycerzyk nagle przewrócił się. Spojrzał przed siebie, a kiedy przejrzał całkowicie na oczy, pomyślał: - O Boże! Nie! Tylko nie to! To przecież zdarza się w każdej bajce z księżniczkami! Dlaczego i mnie musiało to spotkać?! - nieco przerażony i zaniepokojony w jednej sekundzie obwiniał cały świat. Gdy się podniósł i ponownie spojrzał przed siebie, wiedział już że to niestety jest prawda. Ujrzał wówczas wielkiego i obrzydliwego smoka ziejącego ogniem wprost na niego. Smok ten zamieszkiwał pieczarę, która znajdowała się tuż pod oknem księżniczki. Był obrzydliwy i przepełniony nienawiścią do wszystkich żyjących stworzeń. Lecz dlaczego?? Prawdopodobnie ze względu na swoją brzydotę, ale tego jakoś nikt jeszcze nie zdołał dowieść. Rycerzyk zwątpił w pierwszej chwili, lecz po czasie gdy nieco ochłonął i patrzył w kierunku okna za którym niczego świadoma księżniczka zwyczajnie malowała ścianę, nie chciał dać za wygraną. W sekundę chwycił leżącą tuż obok gruba gałąź i rzucił się do ataku. - Stój!! - Nie rób tego!! Zatrzymaj się rycerzu!! – wołały leśne skrzaty, ale rycerzyk niewyraźne słysząc ich prośby, biegł dalej i coraz bardziej zbliżał się do smoka, który jakby czekał aby go pożreć. - Prosimy Cię!! Zatrzymaj się rycerzu! - i wtedy jakby rycerzykowi urwał się film. Bum... rycerzyk przewrócił się ponownie.

Gdy się ocknął, zobaczył leśne skrzaty stojące tuż nad jego głową. - Co się stało u licha? - zapytał przerażony. - Musieliśmy walnąć Cię kasztanem w głowę rycerzu, bo Bóg jeden wie jakby to się skończyło gdybyśmy tego nie zrobili. - Musisz być naprawdę bardzo odważny albo głupi rzucając się z taką gałązką na tak wielkiego, obrzydliwego, ośmiogłowego smoka – dodał leśny świetlik. - Ale księżniczka! – wykrzyknął rycerz. - Tak, wiemy, wiemy... - Ale ja muszę... - Posłuchaj rycerzu – przerwał świetlik. Nie jeden ze śmiałków próbował już dobiec do okna aby zdobyć jej rękę, jednak wszyscy polegli a ona nadal maluje tą swoją ścianę. - I chyba coś jej nie idzie – dodał zielony skrzat, na co cała gromadka buchnęła śmiechem. - Tylko, że ja ją kocham! - Taaa, my wszyscy przecież ją kochamy – skrzaty zaśmiały się w głos poczym zaczęły drwić sobie z rycerzyka. - Musisz jednak coś wiedzieć przyjacielu – kontynuował świetlik. Rycerzyk gwałtownie zerwał się na nogi. - Mówcie, w czym problem! Jakie zaklęcie, jakie czary mogą pomóc? – pytał podniecony. - To nie do końca jest takie proste – przerwał świetlik. Naoglądałeś się chyba za dużo bajek. Zrozum, ta księżniczka czasami smaży grzyby... - Co takiego?? – zapytał zdziwiony. - Żartowałem – odpowiedział świetlik, po czym cała gromada skrzatów śmiała się Ponownie, widząc grymas, który pojawił się na twarzy rycerza. - Zatem? – rzekł zimnym tonem rycerz i nawet przez chwilę nie okazał tego, jakoby rozbawił się tym co przed chwilką usłyszał.. Skrzaty uspokoiły się a świetlik mówił dalej. - Bo widzisz przyjacielu, ten smok jest jeszcze groźniejszy niż może się Tobie wydawać. Nie mam tu na myśli jego wielkości ani też tego że zieje ogniem, bo to potrafi każdy smok, ale problem jest w tym, że on jest wyjątkowo brzydki. Jego brzydota jest tak wielka, że wszyscy którzy do tej pory zobaczyli go z bliska ginęli na miejscu...

- New Cross Gate. This is New Cross Gate. Please... Nasz bohater nagle przebudził się. Słysząc niewyraźnie te słowa, chwycił się poręczy, wstał z miejsca i chwiejnym krokiem udał się w kierunku przejścia pomiędzy przedziałami. Pociąg wciąż stał, a dwukrotnie wciskając przycisk OPEN, drzwi otworzyły się i mężczyzna wypadł wprost przed siebie. Leżąc tak przez chwilę, zorientował się, że jego noga utknęła w niewielkiej szczelinie oddzielającej krawędź peronu od zewnętrznej ścianki pociągu. Teraz dotarły do niego słowa które wcześniej dość nie wyraźnie dobiegały do jego uszu. Gwałtownie podniósł się i jakby w ogóle nic się nie stało, kontrolowanym krokiem zmierzał ku schodom prowadzącym do wyjścia. - Mind the gap Mathafucker! KOCHASZ??

Scena 7

Weźmy sobie takiego bohatera, wiedząc, jak trudno nim być. Nazwijmy go głównym bohaterem, tak to będzie bohater nr1 czyli najważniejszy z bohaterów. I ten nasz bohater, powiedzmy na przykład idzie sobie wzdłuż Tamizy, gdy nagle pojawia się drugi bohater, nieco mniej ważny niż ten najważniejszy z bohaterów ale ważny. Co ciekawe, on (ten drugi bohater oczywiście) byłby najważniejszym bohaterem gdyby nie ten pierwszy z bohaterów, co może prowadzić do wszelakich konfliktów miedzy obojga bohaterami. I ten drugi bohater podjechał pojazdem podobnym do taksówki... tak to była z pewnością taksówka, ale to główny bohater odezwał się pierwszy (jak to przystało na bohatera nr1). - Przepraszam, zawiezie mnie pan na wyspę Nipu Na co kierowca odpowiedział bez zawahania: - Przepraszam, a może pan za mnie przejść na drugą stronę tej rzeki? - Za pana, nie mogę, bo sąsiedzi powiedzieliby, że chyba się nudzę. - To dlaczego chce pan abym wskazał panu drogę do szczęścia? - taksówkarz nauczycielskim tonem. - Pragnę osiągnąć przeciwieństwo pana Szopenhauera – odpowiedział bohater nr 1 głosem skruszonego ucznia. Nasz drugorzędny bohater zaczerpnął odrobinę tlenu poczym wyjaśnił: - Ale czy samo poszukiwanie swojej wyspy Nipu, nie jest ciekawsze niż przypłynięcie na nią z mapą na sześćset sześćdziesięcio sześcio żaglowym galeonie? A pana Szopen... Nasz drugi bohater nie dokończył, bo nasz pierwszy Bohatyrowicz wyjął jakiś worek z kieszeni spodni i zapytał: - Chcesz kupić trochę craku? W tym momencie taksówkarz spostrzegł, że nasz dotychczasowy pierwszy bohater przeistoczył się w całkowicie drugoplanową postać, a on sam zawsze uważany za bohatera z drugiej beczki, taksówkarza drugoplanowego stal się teraz taksówkarzem pierwszo planowym. I pewnie dlatego Luc Besson nakręcił dwie części „TAXI” Tylko co powiedzą w wytwórni na takie zmiany? Ale co tam. kto tworzy – błądzi. „Ostatni będą pierwszymi”

- Finito na dzisiaj?- taksówkarz nie zorientował się na początku kto go zapytał, jednak wsiadając do swojego żółtego samochodu, odpowiedział w ciemno - Ta, ale tomorrow the same shit, different day, do jutra. - Jutro nie czekaj, musze zawieść córkę, do szkoły, wiesz ten pierwszy dzwonek. dodał ten sam mężczyzna. Artur spojrzał na zegarek 23:13, 31 sierpień. PANOWIE,

Scena 8

Nauczycielka właśnie weszła do klasy, gdy cała IVg była już na swoich miejscach. Kiedy położyła teczkę i trzy długopisy włożone w skórzany piórnik, słychać było tylko przelatującego gołębia tuż za oknem. To właśnie ten gołąb miał być zwiastunem zmian w życiu licealistów. To właśnie on miał być „wolny jak ptak”. To właśnie on miał spróbować... Tak to bez wątpienia właśnie on przypomniał nauczycielce o rozmowie, którą chciała przeprowadzić ze swoją klasą, zanim podejdą do egzaminu dojrzałości. Nie będzie to łatwa sprawa – pomyślała – gdy spostrzegła, że nie słyszy nawet szmeru w klasie. Całe cztery lata właśnie tak ich sobie wychowywała, a teraz wiedziała, że widzi ich po raz ostatni siedzących w tych ławkach, w tych jakże charakterystycznych dla każdego z osobna ubraniach. Nie musiała powstrzymywać się od płaczu, gdyż przechodziła przez tą chwile już wiele razy, w tym swoim jak mówi „niespodziewanym życiu”. - Dzień dobry – zaczęła. - Dobry - odpowiedziała młodzież. Pani vice-dyrektor wzięła do ręki pisak i narysowała na tablicy dwie poziome, równolegle linie, poczym odwróciła się do klasy i wyjaśniła. - Linia poniższa, to wasze życie, od lewej do prawej, a o powyższej za chwilę – dodała, po czym spytała niepewnym głosem: - Tomek, co Ty chcesz robić w życiu synku? - Yyy.. - Tomek zaskoczony pytaniem z ledwością wymruczał - No chcę iść na prawo do Poznania. - A co potem? – padło retoryczne pytanie z jej ust. Będziesz całe życie kłamał dla pieniędzy? – dodała. Uczeń spojrzał ze zdziwieniem w niebieskie oczy nauczycielki, gdy ta mówiła dalej. - Popatrzcie, to jest życie Tomka – wskazała na niższą linie zaznaczając jednocześnie pionową kreskę co pewien czas. Tu Tomek się urodził, tu skończył podstawówkę, potem liceum i studia a następnie zdobędzie pracę. Z czasem Tomek ożeni się, wychowa dzieci, które będą jedynym dowodem jego bytowania na tej mokrej planecie. Nie chcę mówić za wiele, bo i tak zrobicie co będziecie chcieli, ale dodam jeszcze, że linia powyższa to są wasze marzenia, które każde z was bez wątpienia posiada. - Karol, ty chciałeś iść również na prawo ale do Torunia, prawda? Proszę powiedz mi i całej klasie jedno ze swoich największych marzeń. - Największych marzeń? – powtórzył jak echo pytanie i zamyślił się na kilka sekund. Właściwie to zawsze chciałem objechać cały świat na rowerze. - Dziękuje za szczerość – powiedziała nauczycielka i zadała jeszcze jedno pytanie. - Czy uważasz, że mając dość dobrze płatną pracę, w której będziesz mógł wziąć góra cztery tygodnie urlopu, no chyba, że będziesz nauczycielem – wtrąciła, mając kochającą cię żonę i możliwe że dzieci także, to czy jesteś w stanie rzucić wszystko, wziąć rower, trochę oszczędności i objechać świat dookoła? - No pewnie nie – odpowiedział Karol ściszonym głosem, jednak aby nie poddać się do końca, zamyślił się i próbował walczyć. - Ale przecież mogę to zrobić w czasie studiów, albo po, albo kiedyś tam. - Dobrze – odpowiedziała vice-dyrektorka Orzeszkowa z delikatnym uśmiechem. Uważasz, że zdążysz przed trzydziestką? Bo wtedy odbywa się zjazd absolwentów II LO. - Powinienem – odpowiedział ze swoją naturalną pewnością siebie. - Zatem zaufam ci teraz, a was wszystkich proszę, abyście chwilę pomyśleli a następnie aby każdy z was zapisał na odwrocie swojej legitymacji jedno największe pragnienie. Możecie napisać wszystko, bo i tak zachowacie to wyłącznie dla siebie. Proszę jednak o to, aby było to najgłębsze z najgłębszych marzeń, coś w rodzaju kim chcielibyście być bez względu na to, że istnieje tylko jeden procent na sto, że się wam powiedzie. Pomyślcie nad tym czego chcecie dokonać oprócz prochów, dzieci i wspomnienia, które po was pozostanie, bo żyjecie tylko raz a TO JUŻ JEST TO ŻYCIE – podkreśliła. Tylko raz jesteście młodzi i pełni energii, potem będzie to już coraz bardziej kręta droga, do której mapy nie zdobędziecie tak łatwo. Teraz wyjmijcie legitymacje i napiszcie proszę...

Pani vice-dyrektor uważnie przyglądała się kto kiedy zaczął pisać. Prawie każdy z uczniów zrobił to z subtelnym uśmiechem. Zauważyła też jak Tomek zerka na Pawła, któremu nie starczyło miejsca na i tak zniszczonej legitymacji - Już wszyscy? – zapytała rozglądając się po klasie. Dobrze, zatem teraz schowajcie legitymacje i niech przypomina wam ona, gdy kiedyś zapomnicie, co sobie obiecaliście dokonać przez najbliższe pięćdziesiąt lat, bo tyle średnio wam pozostało – poczym głośno dodała: CZAS START! Kiedy to powiedziała, w klasie dało się odczuć napięcie. Wszyscy siedzieli w ciszy i spoglądali wzajemnie to na siebie to na nauczycielkę. - I jeszcze jedno – powiedziała. Jeśli chociaż jedno z was spełni marzenie, które przed chwilą zapisało na legitymacji, będzie to znaczyło, że nie zmarnowałam z wami tych czterech lat. W tym momencie zadzwonił dzwonek, jednak nikt nie ruszył się z miejsca. Nikt nawet nie drgnął i każdy czekał na upragnione słowo „dziękuje” które kończyło każdą lekcje. Jednak w ten dzień nikt nie chciał go usłyszeć, a cala IVg i pani profesor Eliza Orzeszkowa wiedziała, że to będzie to ostatnie prawdziwe „dziękuje”. Nauczycielka popatrzyła chwile na ludzi z którymi widywała się co najmniej trzy razy w tygodniu i chociaż bardzo nie chciała, w końcu powiedziała: - Dziękuje wam, jesteście wolni - lecz znowu nikt się nie ruszył. Po siódmej części minuty, jako pierwszy wstał Błażej, ale nie w byle jakim stylu. Wstał odsuną krzesło i powiedział: - Dziękuje pani. Po sekundzie wstała Ala mówiąc - I ja dziękuje. Od razu potem zerwała się Gosia i reszta klasy z Kamilą, Marysią, Darią, Laurą i Pawłem na czele jakby te właśnie osoby miały to zaplanowane i każda z nich przy wstawaniu mówiły po prostu „dziękuje”. Gdy każdy z osobistości VIg wypowiedział magiczne słowo, powoli wszyscy zaczęli wychodzić na „korytarz światła”.

Nauczycielka życia, poprosiła Artura aby zamkną drzwi. Podeszła teraz do okna, na którego parapecie siedział ten sam gołąb. Ptak zrobił nieco dziwny ruch w taki sposób, aby kobieta zobaczyła kawałek metalu na drobnej jego nóżce. Ta jakby się wydawało niepozorna i bezużyteczna obrączka, przypominała naszemu gołąbkowi o tym, że przynależy on do stada i że w każdej chwili ma dokąd wrócić oraz po co żyć. Tak właśnie kończy 94% tej mokrej planety. „Choć nasze życie nic nie warte "EVVIVA L'ARTE!"

JEDNO

Scena 10

Samochód zatrzymał się tuż przed domem. Artur wysiadł i zdążył jeszcze głośno przekląć przebiegającego mu drogę czarnego kota, zanim wszedł do środka. Mieszkanie było ciemne i obskurne. Na środku ustawiona była kanapa, odwrócona w stronę niedużej szafki na której stał telewizor. W rogu pokoju znajdował się fotel wraz z komodą. Kiedy wszedł i zapalił nocną lampkę, wyraźnie dało się zauważyć dwie tłuste plamy będące już właściwie częścią dywanu. - Czy to ty kochanie? – zapytał kobiecy głos. Nastała cisza. - Czy to ty? – powtórzyła ponownie jednak i tym razem nikt nie odpowiedział. Kobieta podeszła do schodów i łapiąc się ręką poręczy ujrzała oświetloną postać siedzącego w fotelu taksówkarza. - Chodź tu – powiedział a ona zaczęła stopniowo schodzić w jego kierunku. Kiedy schodziła, po całym domu rozbiegł się zgrzyt jaki wydawały naciskane stopami kolejne schody. - Szybciej suko – dodał uniesionym tonem. - Przecież już do ciebie idę. Czy coś się stało? – zapytała, lecz on zachowywał się tak, jakby w ogóle nie słyszał pytania. Na twarzy kobiety zauważyć się dało niepewność i odrobinę strachu. Gdy stanęła na przeciw fotela, Artur kazał jej cofnąć się nieco w tył, po czym obrócić kilkakrotnie dookoła tak, aby mógł wyraźnie zobaczyć jej zgrabną sylwetkę. Ubrana w halkę i naciągnięty niedbale szlafrok, swoim wyglądem prowokowała by nie jednego z mężczyzn. Artur jakby z niechęcią przyglądał się w każdą, najmniejszą odsłoniętą część ciała, i jednocześnie odpalał kolejnego papierosa. Delikatnie masując spodnie w okolicy krocza, powiedział: Podejdź teraz do mnie i wiesz co masz zrobić – ona jakby automatycznie robiła wszystko to, co jej kazał. Niebieski szlafrok z charakterystyczną, wypaloną dziurą na wysokości klatki piersiowej opadł jej na ramiona i wówczas wyłonił się niewielki tatuaż, umieszczony na lewej łopatce. Uklęknęła przed nim i powolnym ruchem zaczęła rozpinać guziki jego spodni. Kiedy je odpięła, sama zaczęła masować go po kroczu, a w chwilę później wyjęła jego męskość i włożyła do ust. Artur na moment zamknął oczy a kiedy je ponownie otworzył, spojrzał na nią pogardliwie, jednocześnie wypuszczając dym z papierosa. Kobieta choć sama była niepaląca, nawet nie zakaszlała. Uniosła jedynie oczy w jego kierunku i dalej robiła to, co tak bardzo lubił. Powolnym ruchem włożył rękę pod jej halkę i ściskając pierś zaśmiał się żałośnie.

- Od teraz wszystko będzie inaczej – wygarnął z obrzydzeniem i odrzucając niedopałek papierosa, chwycił ją za włosy. Były tłuste i zniszczone, w dotyku przypominały włosy lalek, którymi tak bardzo uwielbiała bawić się w dzieciństwie. Złapał je teraz tak mocno, że łzy pojawiły się w jej oczach. Lekko zajęczała, jednak ani na chwilę nie przestała ssać jego członka. Wpychał go jej teraz gwałtownie a co jakiś czas uwalniał jedną rękę aby zadać dość odczuwalny cios w polik. - Czy on też ci tak robił? A może był ode mnie lepszy, co?! No mów kurwa!! – powiedział ostrym jak brzytwa głosem. Ona nie odezwała się ani słowem. Mężczyzna kolejny raz uwolnił rękę, po czym ciągnąc za włosy oddalił jej głowę i pięścią uderzył tak mocno, że upadła na podłogę. W chwili uderzenia krew trysnęła z jej nosa niczym woda z fontanny a niewielkie jej krople spadły na spodnie mężczyzny. - Popatrz co zrobiłaś – wygarnął, lecz ona leżała bez ruchu. Mówię do Ciebie! – wrzasnął i schylił się aby ją podnieść. Chwytając oburącz za włosy, przyciągnął w swoim kierunku i całym naciskiem ręki przetarł zakrwawiony nos. - Jeszcze z Tobą nie skończyłem – dodał. Kobieta nadal nie mówiąc słowa, patrzyła teraz głęboko w jego oczy, a jej spojrzenie jakby samo zadawało pytanie dlaczego? Przetarł jej twarz zewnętrzną stroną ręki poczym wytarł ją o szlafrok. - Nie przestawaj proszę i rób to dalej – powiedział zdenerwowanym lecz cichym głosem. Kobieta stale krwawiła a po całej jej twarzy nieustannie spływały łzy. Chwyciła jednak ponownie jego członka i włożyła do ust. Artur patrzył teraz na nią znienawidzonym wzrokiem i delikatnie głaszcząc po głowie, mówił zdecydowanym głosem.

Nie chcę więcej dotykać twego ciała, Po tym jak wcześniej należało do innego, Brzydzę się twoją osobą, Kurwa! Brzydzę się Tobą całą!

Chciałabyś złapać mnie za rękę, Po tym jak dotykałaś innych kutasów, Chciałabyś abym cię całował, Po tym jak lizałaś cudzą spermę.

Mówisz mi że jestem chory, Ale to ty dajesz się pierdolić, Mówisz, że jestem obłąkany, Ale to w ciebie wpychają obślizgłe gumy.

Co noc nakładasz nową twarz, I grasz niewinną sukę. A potem wracasz i kładziesz się spać, Taka zużyta i zepsuta.

Nastała cisza.

W pokoju słychać było tylko przejeżdżający tuż za oknem samochód. Dziewczynka podniosła się z łóżeczka, po czym zaczęła zmierzać długim, ciemnym korytarzem w kierunku schodów. Z każdym krokiem, coraz bardziej słyszała delikatne mlaskanie i równomierny, głęboki oddech jaki wydawał z siebie Artur. Kiedy podeszła do schodów, ukucnęła i jakby z zaciekawieniem spoglądała na to, co dzieje się na dole. Kobieta klęcząc tuż przed fotelem, odwrócona plecami, coraz częściej zaciągała nosem, w czasie gdy mężczyzna wypowiadał nie zrozumiałe dla dziecka słowa. - Mamusiu... – powiedziała po cichu dziewczynka, jednak nikt nie zareagował. - Szybciej! – rozkazał Artur, a ona robiła to bardziej zdecydowanie. Robiła to tak jak lubił, tak jak gdyby robiła to co wieczór. - Mocniej – odezwał się ponownie i wówczas poczuł to, co czuje każdy facet w chwili trwającej zaledwie kilka sekund. Po raz ostatni wziął głęboki oddech i spuścił się prosto w usta kobiety. Ona nie wyciągając członka z ust z obrzydzeniem połykała wszystko co w nią wlewał. Artur trzymał ją mocno za włosy i patrzył na wypływającą z jej ust resztki spermy, która kapała prosto na jego nogi. - Tak, ciągnij go mocno – powiedział cichym głosem w chwili gdy jego lewa ręka zmierzała w kierunku komody. Komoda nie była zbyt duża a prócz stojącej na niej lampki nocnej, leżał tam jeszcze telewizyjny pilot, po którego najwyraźniej mężczyzna wyciągnął swą rękę. - Dobrze to robisz dziwko i boje się, że będzie mi tego brakowało. Kończąc te słowa, zdecydowanym ruchem ponownie odsunął od siebie głowę kobiety i biorąc szeroki zamach, z całej siły uderzył rączką pilota. Kobieta wrzasnęła, a gdy upadła na podłogę, poczuła kolejne uderzenie. Artur podniósł się, zapiął rozporek spodni, po czym wykrzyczał: - Wstawaj kurwa!! Mówię do ciebie, wstawaj!! – zadał uderzenie nogą. - Dlaczego mnie okłamujesz?! Czemu wszystko co z Tobą robię, jest takie obrzydzające?! Czemu za każdym razem muszę czuć to, że ktoś już wcześniej cię pierdolił?!! Pytam, czemu?!! Lubisz się jebać, co?? Lubisz to, tak?! Jesteś obrzydliwa i odrażająca!! Jesteś dla mnie nikim, rozumiesz kurwa!! Nikim i niczym!! Kobieta nadal leżała na podłodze, a tuż obok jej głowy pojawiała się coraz większa kałuża krwi.

- Słyszysz co do ciebie mówię?! – kontynuował mężczyzna, jednak ona leżała w bezruchu. Czy chociaż przez chwilę poczułaś to, co ja czuję za każdym razem wchodząc w twoje zużyte ciało?! Czy ty w ogóle masz pojecie co ja czułem?? No gadaj kurwa?!!! Czy wiesz o czym mówię?!! Artur kopnął ją ponownie z taką siłą, że obróciła się na plecy. Jej twarzy była zakrwawiona. Gdy zobaczył wydartą skórę z prawego policzka kobiety i wypływające na zewnątrz oko, przez chwilę dotarło do niego, że ona po prostu może już nie żyć. - Boli cię?? – zapytał potulnie. Boli? – powtórzył. Mnie też zawsze bolało. To co teraz czujesz to nic w porównaniu z tym co ja czułem w sobie za każdym razem. Twój ból jest cząstką mojej psychiki, rozumiesz? – jednak ona nadal leżała bez ruchu. To naprawdę jeszcze nie jest nic – dodał, kolejny raz kopnął leżącą kobietę. Po całym pokoju słychać było trzask łamiących się kości a na jego bucie pojawiła się gęsta krew. Kopnął raz jeszcze i znów, gdy nagle usłyszał dobiegający płacz dziecka. Spojrzał w górę i ujrzał siedzącą przy ścianie dziewczynkę. - Mamusiu – dziecko mówiło po cichu. Artur przez chwilę spojrzał na kobietę a kiedy zorientował się że jej oddech jest słabszy z każdą sekundą, zaczął zmierzać schodami w kierunku dziecka. Mała zapłakana patrzyła wprost w jego oczy a on pokonując kolejne stopnie zaczął mówić. - Chcesz wiedzieć coś o swojej matce?! Chcesz? Powiem ci księżniczko. Powiem to dlatego, bo jesteś taka sama jak ona! - dodał i zbliżał się do niej coraz bardziej. Kiedy ukucnął tuż przed nią, odsunęła się od niego gwałtownie. Z jej ust wydobywał się teraz jedynie niewyraźny bełkot. - Boisz się? – zapytał. Boisz?? Nie przejmuj się jednak mój aniele, nie przejmuj się – powtórzył, po czym złapał ją ręką za kościsty barek. - Wiesz, tu tak naprawdę nie chodzi tylko o twoją matkę. Tutaj poważnie chodzi o coś więcej niż ty jesteś w stanie zrozumieć – mówił do mniej jakby nieco bardziej opanowanym głosem. - Ty i tak kiedyś będziesz dokładnie taka sama jak wy wszystkie ułomne stworzenia. Dziwicie się później dlaczego świat was nienawidzi, świat dziwi się wam, dlaczego zabijacie swoje nienarodzone dzieci. Wy nie jesteście godne nosić miano człowieka, jesteście tylko kobietami. Kiedyś byś to zrozumiała moja księżniczko, kiedyś... Któregoś dnia sama byś do tego doszła. Zrozumiała byś, że zdradziłaś swoją wielką miłość jeszcze wówczas zanim ją spotkałaś. Czy to dla was naprawdę jest takie normalne? Kiedyś naprawdę byś się dowiedziała, ale nie pozwolę na to – wrzasnął Artur. Nie pozwolę abyś była kolejną a uwierz mi, że jeszcze kiedyś mi za to podziękujesz. Kończąc tymi słowami, podniósł się jednocześnie unosząc do góry dziecko. Raz jeszcze spojrzał w jej brązowe oczy, po czym mówiąc cichym głosem ‘przepraszam’ odwrócił się i wyrzucił dziewczynkę za poręcz schodów. Dziecko nie wydając z siebie żadnego dźwięku spadało niczym plastikowa lalka, a w chwilę później uderzyło o podłogę. Artur popatrzył jeszcze z góry w kierunku połamanego ciała dziewczynki, odpalił papierosa i zaczął schodzić w stronę wyjścia. Po drodze nieświadomie nadepnął leżący na podłodze pilot telewizyjny, po czym wciągając na siebie ciemną kurtkę wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi. Zmierzał teraz w kierunku zaparkowanego przed domem samochodu, a jedyne na co zwrócił swoją uwagę, to Behemod, ten sam czary kot, który siedział teraz tuż obok niedużego ogrodzenia.

Wsiadł teraz do swojej taksówki, z numerem identyfikacyjnym 666. Bum... – trzasnęły drzwi, ale silnik nadal pozostał zimny. Artur wyjął portfel a z niego legitymację i postawił na desce rozdzielczej. Odjechał a sąsiad z na przeciwka wyznał przed śmiercią, że już nigdy więcej nie zobaczył tego „miłego człowieka”. Z wolna poruszając się po alei, spojrzał na legitymację i powiedział. - Zrobiłem to pani profesor. Teraz możesz być ze mnie dumna. W tym momencie, pocisk wyleciał. Przeleciał przez chodnik, następnie pół alei, trafiając w przednią szybę która rozprysła się jak kostki lodu i wreszcie nadszedł czas na mózg.

Nie była to „Aleja snajperów” a miasto nie nazywało się Sarajewo, lecz legitymacja stała do końca a na niej wręcz wyryty napis:

KIEDYŚ ZAJEBIE JAKĄŚ SUKĘ!!

JEST TUTAJ PEWNE,

AKT II

Scena 1 Joy Dobra kolaborant dosyć tego pierdolenia. Eat this

JAZDA systemu

Pobudka 5:51. Z rana pierwsza głośna myśl - Kurwa nienawidzę tego życia! Drzwi, łazienka, Dzień Świstaka dopiero nabrał ostrości po przemyciu zimną wodą twarzy, tak negatywnej i śmiesznie pesymistycznej. Następny etap autobus. Idę z nadzieją nikogo nie spotkania na przystanku, bo o czym będziemy gadać, więc mili koledzy jak się spotkamy udawajcie, ze mnie nie widzicie, po chuj nam te sztuczne gadki. Jest fura! Wszystkie wkurwione ludki wpychają się jakoś do Ikarusa. Co ciekawe znalazłem stojące miejsce tuż za kołem. Manson przyśpiewuje mi „I wanna thank you mom I wanna thank you dad For bringing me this fucking world” Rozglądam się po twarzach, na kole robotnik jadący chyba do Zachemu, stoi z zamkniętymi oczyma, jeździ tak pewnie od lat 70-tych. Dalej panna w okularach siedząca tyłem do zachodu gdzie kieruje się cały nasz światek oraz nas zasłużony pracownik MZK. Na pewno rzyga codziennie patrząc na te same wkurwione lica. Ale ja staram się od tego wszystkiego odizolować, uciec JAK?! To niemożliwe, mam jeździć tym autobusem z tymi ludźmi... nie to nie dla mnie. W tym momencie wyjmuje dubeltówkę, przystawiam ją sobie pod brodę i BANG!!!- po polsku pif paf Mężczyzna jadący do Zachemu ma połowę mego humanistycznego mózgu na swojej kurtce i szyi (powinien wziąć sobie kawałek może by też się odnalazł). Trzy panny stojące koło mnie zemdlały równocześnie na widok krwi kapiącej z szyb. Jucha spływająca po twarzach, wargach, oczach stojących obok mnie wydała mi się ciemno-czerwona, a zawsze myślałem, że mam królewską. Kobietka w okularach prawie się udusiła, gdy reszta mojego czerwonego ciała spadła na nią, kładąc odciętą szyje na jej odkryte i jędrne uda. Oczy wpadły jednemu, co nawciągany na matematykę zapodaje i jak jego matka wieczorkiem ujrzy oczy niebieskie powiedzą jej wprost „wczoraj wyjątkowo, aktywna noc”, będzie następną ofiarą systemu. Krzyki z tyłu nie przeszkodziły kierowcy dalej prowadzić nas przez życie. Niczego świadom z powodu naszych wspaniałych wyciszonych pojazdów, zatrzymuje się na przystanku. To jest właśnie moja droga do szkoły tak do tej instytucji gdzie zapodają nam wiedzę książkową. To tak samo jakoby kazali mam speedy żreć. Uważam, że rewolucja to jedyne wyjście. Tyko ino po take puczu, system postanie i znowu rewolucyiji poceba nam będzie, wiec... i tak kurwa do zajebania, chuj! ŚWIAT Scena 2

A w szkółce czekała na mnie kartkóweczka Idę, mam to w dupie, powiem, że nie umiem. NIEPRZYGOTOWANY? Za dużo powiedziane zdeczka, Siadaj syneczku pytania proste, NORMALECZKA.

Uczucie śmiechu ciągle towarzyszy Chodzi o zasadę: co chcę to robię Czy ta aby wiedza śmierci nie przyspieszy? Że nic nie umiem? NIE! To za nic biorę.

I tak siedząc na oku kobiety Mógłbym jej udowodnić, bOGA komuniści zabili oczy prawdy otworzyli.

Ale nie osoba, nie czas, nie miejsce, nie państwo, nie obyczaj. Zostaje tylko walka z nicością co to ponoć mądry zwyczaj.

Przebieg służby szkolnej tak właśnie wygląda. Bez fali na białym. Bez zaprawy na socjalnym.

SIĘ PIERDOLI!

Scena 3

- JUŻ UMIESZ? - NO JUŻ PRAWIE - odpowiedział Kuba, matce pociągając nosem. - CHCESZ HERBATKE Z CYTRYNĄ NA TEN KATAR? - z matczyna troską Te słowa w pierwszym momencie nie dotarły do Kuby, zamyślił się nad problemem wysłania sms-a w celu zapytania Kukola czy idzie jutro do szkoły, ale matka nalegała: - PRZYNIOSE CI DO POKOJU, TYLKO IDŹ SIĘ UCZYĆ. Goły już tego nie słyszał, zamkną drzwi, wyjął z kieszeni swojego Panasonika na kartę i napisał: KOGO WITAM, KOGO GOSZCZE. IDZIEMY JUTRO NA RUSKA, BO MAM JESZCZE TROCHE BIAŁEGO. JAK MASZ JAKĄŚ KABONE MOŻEMY JECHAĆ NA FORDON I 6 NOC BEZSENNA.ODPISZ KUTASIE

Kukol jak to Kukol siedział w swoim pokoju pełnym plakatów ze „Wściekłych psów” oraz jednym największym z podobiznami Roberta De Niro, Raya Liotty, Paula Sorvino i najkrwawszego z CHŁOPCÓW Z FERAJNY Joya Peshi. Prawie leżąc na tapczanie z rozłożona książka od języka rosyjskiego obok, i dopiero kiedy posiedzieć z nim dłużej można by stwierdzić, że nie zajrzał do niej ani razu. Dopiero gdy kamera obróciła się o 180 stopni wokół Niego można było zauważyć czym tak naprawdę zajmował się uczeń II LO. TAK To była Nokia 51-30 i to z panelem o zapachu amfetaminy, czyściutkiego speed’a, nie tam jakiejś przechodzonej przez stu pośredników, kumacie stu procentowy- czuje ze żyje. Pytanie: Z kim prowadził konwersacje: 1. z Rudą- panna tulipana, która jak wszyscy chce spróbować przed śmiercią wszystkiego i wszystkich 2. z Cina- kumpel z surrealistycznym acz miłym poczuciem humoru. 3. z Maciejem - bratem ukrywający się przed armią polska w Londynie- czy nie? Oto jest pytanie. No dobrze podpowiem, ze prowadził z każdym z osobna i wszystkimi naraz, powyższymi członkami partii dobrze nazwanej „życie”. - O... - w tym momencie zobaczył wiadomość od Gołego i powiedział słowo raczej nie nadające się do druku. Ale co najważniejsze w.... No dobrze zdradzę jakie to było słowo, taki jestem. Powiedział - O boże!- i szybko przemyślał czy może jutro nie iść do szkoły, do czego doszedł? - BLAŁY- zaakcentował z zadowoleniem na głos I ZMIERZA?

Scena 4

- MEJOZA DZIELI SIĘ NA TRZY CZĘŚCI - pomyślała nauczycielka z pobliskiego liceum, czekając na przystanku, na autobus nr 53 - CO ZA TĘPAKI, NA SZCZĘŚCIE JUŻ KONIEC ICH WSZYSTKICH NA DZIEŃ DZISIEJSZY.

I w tym monecie Kukol został zauważony przez nauczycielkę, a tak niefartownie się składa, ze powinien on być obecny na lekcji biologii w dniu dzisiejszym - pech. Psor płci żeńskiej już miał podejść do swego nie najbardziej aktywnego ucznia, ale ów „uczeń” zobaczył Gołego wysiadającego z 56 i ruszył, się przywitać. Biologiczka wolała w tym momencie poczekać na dalszy rozwój zdarzeń i cofnęła się w głąb naszego wspaniałego prawie nowego polskiego przystanku. Po przywitaniu Goły sięgną do kieszeni i wyją co czego nasza najzdrowsza pani nauczycielka na szczęście nie zobaczyła, z resztą widziała jeszcze tylko jak wstrząsnął tym czymś jak termometrem, Kukol pomacał palcami i z uśmiechem od ucha do ucha powiedział: - NIE NAJGORZEJ i poszli. A nasza biologiczna pomyślała... tak dokładnie to nie mam pojęcia co może pomyśleć taki ograniczony umysł, skoncentrowany tylko na: mejozach, komórkach Golgiego, cytoplazmach i matrixsach... chociaż na matrixach to nie jeszcze tak źle, tylko 360 kamer do jednego ujęcia to już jest przyszłość na całej linii.

Przenieśmy się teraz do czerwonego autobusy o numerze „Chłopaki z ferajny” jadąc 69 na Fordon podekscytowani myślami o przyszłym oddaleniu za pomocą nienaturalnie białego woreczka, które z pewnością będzie im dane.

- MÓWIE CI TAKA ZWAŁA ŻE PAŁA MAŁA - Goły siedząc tyłem do kierunku jazdy - A DO TEGO JA W SUMIE NIE MIAŁEM Z TYM NIC WSPÓLNEGO, A TYLKO ZA TO, ŻE JESTEM CHŁOPAKIEM DAGMARY, MIELI MNIE WYWIEŚĆ DO LASU, TO NIE WYGLĄDAŁO KAPITALNIE. - NIE, ALE TO DOBRE - tu Kukol zacytował- „ŻARTOWAŁEM, WSIADAJ DO BAGARZNIKA”- tu nie oczekiwanie skończył cytować, ach ten Kukol i dodał z nie pewnym śmiechem, - BEZ KITU DOBRE. ALE CO, DUŻY BYŁ - NO K... CZY BYŁ DUZY, EJ SZYJE TO MIAŁ - pokazał obiema rękoma odległość 63 cm - Z PÓL METRA, EJ NO JAK WYSZEDL ZE SKLEPU TO SIĘ PRZESTRASZYŁEM W PIZDU, TAKICH KOKSÓW TO JESZCZE NIE WIDZIAŁEM, BEZ KITU.

A co na to sąsiedzi, co na to rodzina, dobrze już zostawmy ich w tym autobusie... NIE zaczekajcie sorry, było tam jeszcze parę dobrych dialogów oto jeden z nich:

Kukol siedział podobnie jak jego towarzysz tyłem do kierunku jazdy, a przed nimi jakaś para udająca, że nie nasłuchuje konwersacji z naprzeciwka, wiec Kukol mówił:.. Aha jeszcze jedno drodzy czytelnicy obaj przyjaciele nie widują się często i dlatego opowiadają motywy nawet sprzed kilku tygodni, no i teraz w końcu Kukol, już nie przerywam:

- I PATRZĘ A TAM WOLF STOI OSTATNI W KOLEJCE - A PO CO CI BYŁY KWIATY- Goły zapytał - YYY... NIE WIEM, NIE PAMIETAM, NIE WAŻNE. W KAŻDYM RAZIE PYTAM WOLFISKO O TO SAMO, A ON, ZE KUPUJE JE NA OSIEMNASTKE, NO LUZ MÓWIE PATRZE NA CENE A TAM JEDNA RÓZA SZESC ZETEK TO SIĘ PYTAM ILE KUPUJE TYCH RÓŻ A ON: - NO JAK TO ILE?? 18’ście - O.K. PRZECIEŻ ZABULISZ PONAD BANIE - NO - TY KOGO TO JEST WŁAŚCIWIE OSIEMNASTKA? - NO JAK KOGO? MOJEJ ŻONY

W tym momencie para siedząca naprzeciwko Gołego i Kukola powstrzymywała się, żeby nie parsknąć śmiechem, widzieli to nasi chłopcy i tez mieli zwałe hałabałe, bo co tam.

- DOBRE, DOBRE - z zadowoleniem nie Kukol.

Lecz autobus jechał do końca, aż na Tatrzańskie- młode osiedle ćpunów zaczynających jarać w piątej klasie podstawówki i robią to w ilościach zdecydowanie większych niż ja zaczynając w pierwszej średniej- ale nasi Goodfellas wysiadają na Przylesiu tuż przed PKO. Zaraz obok mieszka Miły i Struś. Oczy ich tego dnia były szeroko otwarte, usta sprzedały wiele słów i wiele gum przeżuły. Palce obróciły po tysiąc kroć wszystkie pamiątki w kieszeniach i jakoś kilogramów ubyło bez zaskoczenia.

DO...

Scena 5

Joy i Mustafa siedzący na przypompowni (hydro baby) Joy A... i jeszcze oglądałem nowy shit’owy odcinek z serii „wypadek na autostradzie A5”

Mustafa I jak?

Joy Tak.

“ Z serii Beny znalazł Red Eye”

PRZYPOMNIENIE POPRZEDNIEGO ODCINKA: Beny idąc z pracy jakby nigdy nic zobaczył sklepu a, że akurat to była sobota, wiec Beny przypomniał sobie o tym , że zawsze w soboty jest głodny. Już się wydawało, że to będzie pierwszy odcinek kiedy Beny nie znajdzie Red Eye’a”, ale gdy złapał się za mufina spostrzegł lewa rogówka CO? OCZYWISCIE Dr. Pepera I wtedy dopiero ujrzał pepsi, oranżadę zobaczył tuż za lemoniada, a napój Lary Croft schował się pod napisem Coca Cola. I w tym momencie Bena cos uderzyło w głowę… Była to ciężka myśl ,że jak zaraz nie znajdzie Red Eye’a to wywala go z serialu, wiec otworzył lodówkę I szuka, szuka I szuka wywali wszystkie te zimne I te prawie zimne napoje.

WYJAŚNIENIE: Jadnie to wyjaśniło, isn’t.

…z lodówki następnie złapał lodowe i troszkę zdenerwowany rzucił nią na półkę z owocami, która natomiast przymiażdżyła trzy osoby chcące akurat w niedziele… yyy sorry w sobotę ukraść banany. I tak zaczęła się przygoda Benego w „show Biznesie” kamera zarejestrowała owych złodziei bananów a Beny dostał nagrodę pulicera za schwytanie półkokowców.

PÓŁKOKOWCOM MÓWIMY NIE!!!

Przeto nigdy nie pytaj komu udało się znaleźć Red Eye’a: Sam go znajdź.

Tak wiec Beny w dzisiejszym odcinku siedział w szafce po butach gdy… STOP – CIECIE – CIACH, CIACH. NA DZIŚ CZAS SIĘ SKOŃCZYŁ. CIĄG DALSZY NIE NASTĄPI, BO TEN SERIAL JEST GŁUPI, DENNE DNO!

WIELKIEGO GÓWNA!

Scena 6

Czwartek 8:00 - Matematyka

Lekcja matematyki. Normalna zamuła Artur siedzi w ostatniej ławce przepełniony streszczeniami Lorda Jima, a facetka do niego.

- Artur kiedy ty zamierzasz napisać sprawdzian z rachunków? (od kiedy my na „ty” pomyślałem), Miałeś przyjść i się umówić - delikatnie władczym dialektem. - Jak najszybciej. - zdezorientowany Artur - Ale mija już drugi tydzień. - Drugi? Nie pierwszy?

CAŁA KLASA WSTAŁA, ZASŁONIĘTE ZOSTAŁY ŻALUZJE, ŚWIATŁO ZGASŁO. ARTUR SIEDZIAŁ. KAŻDY Z OSOBNA ZŁAPAŁ DŁUGOPIS. ARTUR SIEDZIAŁ. TRZYDZIEŚCI DWIE OSOBY WBIŁY DŁUGOPISY W GŁOWĘ ARTURA KRZYCZĄC PRZY TYM: „We hate love! We love hate!” We hate love! We love hate! Krew tryskała. Artur siedział. Wyjął z oka czerwony długopis i napisał: Lekcja matematyki. Normalna zamula Artur siedzi w ostatniej ławce przepełniony streszczeniami Lorda Jima. A facetka do niego....

8:55 - Język Polski

No ryba , no chyba, ohyda Idę se nie, patrzę nie, a tam cień Kleopatry, no to pytam się czy przeczytała „Nad Niemnem, a Ona, że Niemen ma dziwny świat i porąbał Ribo. Najebał się statkiem w aptece z mlekiem nie czystym.

9:50 - Matematyka

Ekstremalne parabole, wytyczone cele Przygotowujące egzaminy, bajkowe tabele Siedzę na dupie i pytam sam siebie Czy uznają mnie Zaratustrą tam daleko w niebie

A ja patrząc tak patrzę na Dziadka mądrego, niewykształconego. Czy ujemne pierwiastki, poznają świat jego. I pytam się Taty i o co tu chodzi, I na co ta wiedza i po co przychodzi?

Matematyczko obłąkana nie zatruwaj mi świata. Gwałcisz mój mózg, przypadły do kata Psychologiczne wojny wezmą cię z zaskoczenia. A ja kupie gana i popełnię samobójstwo bOgA, tego lata.

Anaforą więżącą jest Polak Epiforą idealną jest powtórzenie Joyca

10:45 - Fizyka „Coś tam, coś tam, jestem kosmitą”

11:40 - Religia

Ola Nie byłam w tą niedziele w kościele bo musiałam się uczyć.

Ksiądz Myślisz że boga to obchodzi co ty robiłaś??

Cisza na sali. Po chwili Artur podnosi rękę i zwraca się do księdza.

Artur To znaczy Ola nie miała się uczyć, co za tym idzie nie zdać matury, zostać bez pracy, a może potem KURWIĆ się na dworcu. Tak mam rozumieć to zdanie?

Ksiądz Wyjść!!!

Artur wstał, złapał plecak i ze wzrokiem utkwionym w manipulanta i kłamcę poszedł. Nikt za nim nie wyszedł...

12:25 - Życie

Jesteś tylko chłopcem bawiącym się samobójstwem i retorykiem pytania. O co tu chodzi? Na serio myślisz żeby iść na imprezę i bezwiednie, bez opętania się bawić. To po co ktoś mnie uświadomił? Żebym miał zwalę na co dzień, na pieprzony czwartek, piątek, świątek. Myślicie, ze posłuchacie muzy, zarzucicie pigułę, pójdziecie do kina, to będzie twoje przezroczyste szczęście. Powiem wam co to będzie: Na silę ucieczka od nudy, która ciągle was dogania i czasu który chcecie zabić a to on was zabija. Obojętnie co będziecie robić, tworzyć, pierdolić.

Tak!!! Ty który uwierzyłeś w coś co nazywasz „Bogiem”, a oN jak by istniał to i tak by cię nienawidził. Jak by spojrzał na ten chory świat, ten wyścig szczurów, tych muzułmanów żyjących niby tylko dla niego, to i tak miałby ich wszystkich w dupie, bo kto nie ma was dupie, ale napalm na Arabów...hmmm to nawet ja bym w niego uwierzył. I po co to wszystko?

Aby się nie bać pierdzieć? Po to żeby mieć świadomość? oN was ochroni. KTO? Kto wymyślił zło? Człowiek?

Tak to ten człowiek więżący w boga, który jest jak pies, co potrzebuje pana. Sami się okłamujecie, używając głowy, wiecie o nie istnieniu czegoś co nie istnieje. To po co się okłamujecie!!!!! Otwórzcie oczy owieczki, bądźcie własnymi pasterzami.

„Kiedy człowiek normalny mówi do szaleńców, to szaleńcy mówią do siebie „Ten to jakiś wariat” . Tylko kto jest normalny? Wstać o 5:51. Praca łatwa i przyjemna, weekend dla osłodzenia tej swojej gorzkiej egzystencji. Umrzeć po 60-tce żeby sąsiedzi nie powiedzieli ze „Ten to dzień doby mi nie odpowiedział 5 lipca 1983”. To ma być człowiek normalny? Tak na serio to ma być on. Nie!!!

To raczej koleś, który wymyślił taką definicje „normalności” to antychryst superstar. O...? To wychodzi na to, że już nie mogę bez ciebie żyć. Gdzie jesteś księżniczko z północnych pól Marmitties. Codziennie czekam, coraz bardziej się boję, nie wiem czy dam radę tej zimie jakże polarnej, popularnej i ciemnej. A ja świeżo wyjęty z pieca, jak mogę się pocieszać, tą Polską ze szpanerami w stolicy. Pozostaje mi tylko cieszyć się, że nie muszę się z tobą kłócić, żreć, choć zjadłbym Cię całą. Pozostaje mi cieszyć się, że żyję. Maska pokoleń, miliardy plemników ścigało się żeby mój wreszcie dotarł do tego pokoju. Pozostaje mi tylko cieszyć się, bo jak Ty będziesz to....labirynty będą dla mnie zagadką?

Teraz widzę przyszłość, prawo moralne w duszy lecz Ty masz niebo gwiaździste nad sobą i chciałbym zasypiać, pisać, porywać się z tobą nad tymi myślami świata, który nigdy nie był mój.

Artur zatopił się w myślach i się utopił. Ciało znaleziono gdy poranne zorze obudziły się.

Za przyczynę uznano sens życia, Za alternatywę uznano Leppera- ale kretyńska kwestia Za boginię heroinę(Herę siostrę Dzeusa) Za królową balu uznano blond kokainę. Za kwestie Homerycką uznano uznanie wyspy Uznam Za skręcenie Joya uznano klerów do gleby.

Joy Co oni pierdolą!

Za kreta…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych