Wróć do katalogu

De Czempielów Tajms

Pierwszy rozdział mojej powieści.

Constantine11, opublikowano , 14 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Coś mi tu nie pasuje… Albo moja koszula jest niedostatecznie biała, albo zęby są źle wyszorowane, albo po prostu bluzeczka mojej siostry, jako że uprana w innym proszku, o którym moja mama wcześniej nie wiedziała, jest tak strasznie biała, że wszystko inne blaknie… W każdym bądź razie coś jest NIE TAK! Zapewne matka miała dziwne myśli, gdy zastała mnie w pokoju, ubranego w białą koszulę, szczerzącego zęby i trzymającego w ręku wyjściową bluzeczkę siostry. Ale czego się spodziewała 1 września, o godzinie 5 rano? Śpiącego faceta z bokserkami wchodzącymi do dupy? Zresztą kto jak to, ale ona, w tamtej chwili, była ostatnią osobą, która mogła robić mi uwagi na temat wyglądu! Zbliżała się jedna z najważniejszych chwil w życiu. Ale takich naprawdę przełomowych, jak pierwsze wejście na rower, czy też pierwszy upadek z roweru. Za kilka godzin miałem zainaugurować nauczanie w nowej szkole – już nie w podstawówce, do której chodzą dzieci czy w gimnazjum, gdzie uczęszczają starsze dzieci! Od 1 września, 2009 roku, dokładnie w sześćdziesiątą rocznicę wybuchu II wojny światowej, stałem się licealistą! Taka jest już kolej rzeczy – jedni ludzie umierają, inni się rodzą, a jeszcze inni stają się licealistami! Samo życie! Zdjąłem koszulę, odwiesiłem na wieszak co by się nie pogniotła i nie wyglądała jak podpaska, i zszedłem na dół. Śniadania są różne, że wspomnę tylko szwedzki stół! To nazwałbym (gdzieżby tam na wyrost!) europejskim! Wszak serek topiony to dzieło Szwajcarów! Mama albo jeszcze do końca nie otrząsnęła się po sennych wojażach, albo po prostu w nocy straciła mowę, bo podczas śniadania nic nie mówiła, krzątała się tylko bezsensownie po kuchni. No i w dalszym ciągu wyglądała jak Freddy Krueger, ja przynajmniej zdjąłem kreację biała koszula+bokserki. W końcu, gdy dojadałem ostatnią bułkę, mama wyszła z kuchni. Tego ranka ujrzałem ją jeszcze raz, dosłownie na kilka sekund przed moim wyjściem z domu. Nie przypominała już postaci z horroru – prędzej skojarzyłbym ją z polską komedią romantyczną, gdzie wszyscy, nawet żule spod sklepu, są piękni, młodzi i bogaci. - Zadzwoń jak będzie po wszystkim. Powodzenia! Wychodzę z domu, nie dość że zbliża się moja wielka chwila, to jeszcze istnieje dość realne prawdopodobieństwo, że mogę zginąć na wskutek nieszczęśliwego wypadku, a moją mamę stać tylko na zdanie (i to oczywiście w trybie rozkazującym) oraz słowo zakończone wykrzyknieniem! A żeby wiedziała, że nie zadzwonię! Wyślę smsa – oko za oko, ząb za ząb! Pogoda, jak wszyscy wiemy jest zawsze, lecz tego dnia była wyjątkowo przyjemna. Przyroda, albo nie wiedziała jaki wtedy był dzień, albo po prostu traktuje 1 września niczym Święto Dziękczynienia! Nie było za chłodno, ani za ciepło – garnitur, oczywiście z obowiązkową białą koszulą, był niemalże idealną kreacją na tę porę. Mogła z nim konkurować jedynie bawełniana bluza z kapturem, najlepiej w kolorze zgniłej zieleni, no ale kto przychodzi tak ubrany na rozpoczęcie roku szkolnego, w dodatku w nowej uczelni? Do Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Kędzierzawego w Czempielowie poszedłem bez żadnych znajomych. Oczywiście na początku wszyscy się deklarowali, że każdy tu pójdzie, ale z biegiem czasu, po „przypadkowych” rozmowach z naszym wuefistą z gimnazjum (który jest zdeklarowanym przeciwnikiem tej szkoły), zmienili zdanie i poszli do konkurencji, czyli Liceum Ogólnokształcącego im. Henryka Sandomierskiego. Bo między tymi dwoma szkołami toczy się odwieczna rywalizacja! Są to bowiem dwie najbardziej renomowane uczelnie w Czempielowie i oczywiście każda walczy o ten tytuł „naj”. W kuluarach mówi się, że do Sandomierskiego chodzą albo kujony, albo dzieci lekarzy, prawników, księży, lub innych bogatych ojców. U Chrobrego liczy się talent! Moja mama też ponoć szła sama do liceum i jakoś to przeżyła! Drogi miałem na 20 minut spokojnego marszu. Słuchawki w uszach, iPod w ręce i jazda! Słuchałem kawałków, w jakiś sposób ważnych dla ludzkości. Przewinął się więć „Oxygene 4” Jarre’a, „Wind of change” Scorpionsów czy „Obcy astronom” Republiki. Bo moje gusta muzyczne są raczej niezdefiniowane. Na pewno nie lubię reagge. I jazzu. Klasyka również do mnie nie przemawia, pewnie jestem zbyt zimnym draniem… Gdy tak stanąłem pierwszy raz przed szkołą, pomyślałem że kupuję dom. I pewnie długo trwał bym w takim amoku, gdyby nie gromadząca się młodzież, wyczekująca na rozpoczęcie roku. Nie pasowało mi wtedy: „Dlaczego tylu ludzi przyszło oglądać kupno przeze mnie nowego domu?”. A już dopiero dostałem ogłupienia, kiedy te kilkaset nastolatków zaczęło wchodzić do środka! Rozumiem, parapetówa jak najbardziej, im więcej ludzi tym lepiej, ale dlaczego do cholery żadnego z gości nie znam? Szkoła od wewnątrz porażała prostotą, korytarze były bardzo wąskie. Bardzo chciałbym rzucić jakieś porównanie do renesansu, lub odniesienie do jakiegokolwiek innego kierunku w sztuce, ale nie bardzo uważałem na plastyce. A jeśli już uważałem, to na to żeby nie poplamić się farbami. Aula znajdowała się na samej górze. Ilości schodów nie liczyłem. Na oko mogę stwierdzić, że było ich mniej, niż na przeciętną latarnię morską, ale więcej niż w przeciętnym domu. Jak na kogoś o umyśle wyjątkowo nieścisłym dość dokładny szacunek! Na korytarzu wisieli ludzie. Znaczy się niedosłownie – mam na myśli ich zdjęcia na tablach. Gdzieniegdzie dostrzec można było kaloryfer, kilka krzeseł, wejście do klasy… Raczej normalna szkoła. W auli tłok. Kilkadziesiąt wystraszonych twarzyczek utworzyło coś na wzór koła. Gdyby ktoś popatrzył na to z góry, mógł odnieść wrażenie, że to piktogram utworzony przez nietrzeźwego kosmitę. - Pierwszak! Która klasa? – spytał starszy pan, niedaleko po pięćdziesiątce, z wielkimi okrągłymi okularami i lekkim zarostem, kiedy próbowałem wejść w ten niezwykły kształt. - Pierwsza a, human… - No to na lewo, pod ścianę! Przepraszam, że co? Pod ścianę? Rozumiem, że jest sześćdziesiąta rocznica wybuchu II wojny światowej, ale czy trzeba urządzać akademię z rozstrzelaniem na żywo?!? Właściwie, to nawet chętnie obejrzałbym taki spektakl, ale beze mnie w roli głównej! Spojrzałem na miejsce egzekucji. No jasne, debilu! Każda klasa miała stanąć w innymi miejscu, niektórzy nie mieli tyle szczęścia by wegetować przy oknie, więc otrzymali miejsce pod ścianą! Oczywiście nie oznacza to rychłego dokonania żywota! Sami wiecie – to jest taki dzień, kiedy w głowie kłębią się najdziwniejsze myśli! Przeleciałem, oczywiście tylko wzrokiem, moją nową klasę. Od momentu ogłoszenia wyników rekrutacji wiedziałem, że najbliższe trzy lata będzie dane mi spędzić w towarzystwie kobiet, ale dopiero teraz stanąłem z tym faktem twarzą w twarz. Dwadzieścia trzy dziewczyny na jednego chłopaka to jednak dość pokaźna ilość, nawet dla samego Casanovy! Dobrze, że ojciec nie bił nigdy mojej matki, bo

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych