Wróć do katalogu

Decyzja

Tragiczna historia młodej, chorej na schizofrenię kobiety i jej męża próbującego wyzwolić się spod wpływu despotycznej matki.

czarna27opublikowano 28 grudnia 200511 min czytania 4,6 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W kuchni panowało milczenie. Młody mężczyzna siedział przy stole. Twarz miał ukrytą w rękach. Matka postawiła przed nim talerz zupy, a potem zajęła krzesło naprzeciwko niego. Czekała.

Oboje siedzieli teraz nieruchomo w obskurnej kuchni wiejskiego domu. Słychać było jedynie bzyczenie much i ujadanie psa.

Kobieta była stara. Miała na sobie kwiecistą podomkę nie pierwszej czystości, a ciemna, pomarszczona skóra i zniszczone ręce mówiły wiele o jej życiu i pracy.

Mężczyzna był wyraźnie zrozpaczony. Toczył walkę z samym sobą. Nie mógł się zdobyć na rozmowę z matką. W końcu, nie spoglądając nawet na talerz z zupą, zrobił to, do czego dojrzewał od tak długiego czasu. - Musimy się stąd wyprowadzić. Wynajmiemy mieszkanie w mieście. Tak będzie lepiej – powiedział cichym, stłumionym głosem.

Kobieta przez długa chwilę wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. Słowa syna z trudem do niej docierały. - To przez nią. Przez tą wariatkę – rzuciła ostrym jak brzytwa głosem.

Chłopak przyjął to jak uderzenie biczem. Wybór między dwiema najważniejszymi w jego życiu kobietami był dla niego trudny. Zdecydował jednak, że musi zadbać o żonę. Pomóc jej. Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał przez to cierpieć, jednak słowa matki i tak zabolały.

- Nie pozwolę na to. Wnuka mi na zmarnowanie weźmiesz. Dom rodzinny zostawisz starej matce i bratu pijakowi. Już i tak mnie ludzie we wsi palcami wytykają. I to wszystko przez nią. Śmieją mi się w oczy, że mam synową obłąkaną i że dzieci po niej będą takie same, że gospodarka przepadnie – mówiła władczym tonem.

Chłopak zacisnął ręce w pięści i ukrył pod stołem. Wiedział, że jest mężczyzną i że musi postawić na swoim. Jednak matka czuła jego rozterki i uderzała swoimi słowami w najczulsze punkty. Bez odrobiny współczucia, czy nawet litości kontynuowała swój monolog.

- Jeszcze w dodatku zabić się chciała! Byłoby lepiej gdyby umarła. Mógłbyś wtedy znaleźć sobie normalną dziewczynę, co synów by ci rodziła i w polu robiła. - Przestań mamo - przerwał jej w końcu. – Nie mów tak. Jest moją żona i w kościele przed Bogiem przysięgałem, że w zdrowiu i w chorobie jej nie opuszczę. Pamiętasz?

Matka spuściła oczy i zamyśliła się na chwilę. Wiedziała, że nie może się na ten temat spierać z synem. Była starą kobietą, żeby nie powiedzieć dewotą, dla której Kościół stał na pierwszym miejscu. Na swój wiejski sposób wiara była dla niej najważniejsza.

Chłopak wiedział, że przypominanie za każdym razem o ślubie kościelnym łagodziło trochę jej postawę. Musiał mieć chwilę czasu, żeby pozbierać myśli. Jego żona spała teraz na górze. Przywiózł ją ze szpitala i położył do łóżka. Była słaba i nieobecna duchem.

Kilka dni temu połknęła całe opakowanie leków. Lekarze z trudnością ją odratowali. Zdarzyło się to pierwszy raz. Jednak jej wcześniejsze ataki… Nie chciał o tym myśleć. Wolał mieć przed oczami obraz młodej, pięknej i roześmianej dziewczyny, którą poznał kilka lat temu. Nie wiedział, że jest chora. Ona też nie. To zaczęło się już po ślubie.

Słowa lekarza grzmiały mu jeszcze przez długi czas w uszach. Schizofrenia. To było dla niego wtedy równoznaczne z AIDS czy rakiem. Po prostu wyrok. Bał się. Wiedział, że ją rani, ale nie potrafił się do niej zbliżyć. W końcu jednak w tajemnicy pojechał do lekarza i zapytał, czy z tym da się żyć. Zaczął też czytać ulotki i książki na temat tej choroby. Uspokoiło go to.

Kiedy urodziła dziecko, stojąc nad jego łóżeczkiem powtarzał jak zaklęcie „dwadzieścia procent, dwadzieścia procent…”. Takie szanse miał jego syn, żeby odziedziczyć chorobę po matce. Z czasem bał się o swoją żonę coraz bardziej. Tu gdzie mieszkali nie było lekarza, który mógłby jej pomóc. Tutaj nie było nikogo, kto w ogóle chciałby jej podać rękę. Ludzie traktowali ją jak trędowatą.

Wieś była mała i wszyscy wszystko wiedzieli. Jak na ironię nie pojmowali jednak istoty tej choroby. Myśleli, że tym można się zarazić jak grypą. On próbował na początku tłumaczyć, przekonywać, ale w końcu zrozumiał, że zakorzenionej w tych ludziach niechęci do chorych psychicznie nigdy nawet nie złagodzi.

- Jak ty sobie to wyobrażasz? – przerwała ciszę stara kobieta. – Zostawisz ją w domu samą razem z dzieckiem? Przecież ona go nawet czasem nie poznaje. Nie pamięta o tym, żeby mu dać jeść, że trzeba go umyć, ubrać. Zmarnujesz dziecko. Wspomnisz jeszcze moje słowa. Chłopak nie mógł zaprzeczyć. Widział jednak, że jest to tylko cząstka prawdy. Takie sytuacje zdarzały się rzadko i tylko w najgorszych okresach, kiedy jego żona traciła kontakt z otoczeniem.

Tak naprawdę synek był dla niej największym skarbem na świecie. Chroniła go przed każdym niebezpieczeństwem. I tym rzeczywistym, i tym wyimaginowanym. Niedługo po porodzie zaczęła się u niej pojawiać kolejne niepokojące objawy. Paniczny strach nie pozwalał jej momentami funkcjonować. Cała swoją uwagę skupiała na dziecku i powtarzała, że musi je chronić.

Łamiącym się głosem błagała męża, żeby ją stamtąd zabrał, bo w tym domu grozi jej i dziecku ogromne niebezpieczeństwo. Oboje ciężko znosili ostre fazy choroby. On wiedział, że musi być silny i gotowy na wszystko. Ona…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych