Demony cienia rozdział 1, część 1
Jest to historia miłości Toriella i Matlin. Ta powieść łączy w sobie fantasy i romans. Mam nadzieje że przy czytaniu polecą wam łzy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ciemność nocy otaczała pusty las, i tylko światło księżyca trochę ją rozpraszało, odbijając się od śniegu, leżącego na ziemi. Biały puch przykrywał gałęzie iglastych drzew. Chłodny mroźny wiatr irytował ukrywającego się w rowie człowieka, który obserwował znajdujące się nieopodal legowisko wilków.Bardzo chciał tam podejść,ale było ono pilnowane przez trzy bardzo duże samce. Na szczęście jego zapach nie był wykrywalny, dzięki specjalnej maść z korzenia dzikiego kwiatu. Miał też na sobie białe futro, które zakrywało go w zimowej poduszczę. Nagle coś zwróciło uwagę drapieżców. Dwóch z nich pobiegło w jakimś kierunku. Lecz pozostał najsilniejszy. To była dobra okazja na atak! Mężczyzna próbował wilka podejść od tyłu,jednak on spostrzegł go instynktownie i zwinnym skokiem rzucił się na niego i powalił. Napastnikowi w ostatniej chwili udało się przebić krótkim mieczem ciało samca, ale to nie pokonało definitywnie zwierzęcia, które otworzyło szeroko szczękę starając się rozszarpać szyje oprawcy i zabić resztkami sił. Trzymając kark wilka, czuł że nie uda mu się go długo powstrzymywać i zaraz niechybnie zginie. Nagle usłyszał odgłos kopyt. A po pewnym czasie stworzenie drgnęło oraz osunęło się martwe na ziemię. Zauważył strzałę wystającą z głowy trupa, a kilka kroków dalej młodzieńca z łukiem na szarym koniu.Szczupłe, długie ramiona ułatwiały mu posługiwanie się bronią.Kiedy zdjął hełm zobaczyć można było jego krótkie, białe włosy i piękne, błękitne oczy. Łucznik przybył z dwoma innymi jeźdźcami. Dużo starszy towarzysz, pokryty na twarzy licznymi bliznami,swym stalowym spojrzeniem, uważnie wszystko obserwował. Nad jego wierzchowcem były przewieszone dwa nieżywe wilki, prawdopodobnie pozostali strażnicy. - Jeszcze chwila, a rozwaliłby ci gardło. Na szczęście zdążyłem! - Odezwał się dumnie młody ratownik. Po chwili zsiadł z konia trzeci mężczyzna, po czym podszedł do legowiska i zauważył: - Nie jadły nic od dawna, widać tu tylko resztki jedzenia sprzed ostatniego udanego polowania, więc nie złapały dzieci. - Pewnie gdzieś się schowały i zamarzły! Nigdy ich nie znajdziemy! – Stwierdził człowiek niedawno walczący ze zwierzęciem. - Toriell, i tak jesteś ranny, to możesz wracać do Innerot z moim synem – powiedział przywódca. Ale on nie wydawał się zadowolony z takiej sytuacji, a jego ognisty wzrok rozpalał mroźny klimat. Z wyglądu różnił się od pozostałych, miał długie, brązowe włosy, ciemniejszą cerę oraz czarne oczy. Przybysze ignorowali to rozgorączkowane zachowanie, pewnie przyzwyczajeni do ognistego charakteru swego kolegi. - Ojcze, ja mogę zostać, niech Ardin z nim pójdzie – prosił młodzieniec. - On mi jest bardziej potrzebny, więc nie dyskutuj ze mną. Rozmowę przerwał nadjeżdżający człowiek, który następnie poinformował ich, że dzieci zostały odnaleziona przez drugą grupę poszukiwawczą i, że mogą wracać do domu.
Małe płatki zaczęły lekko spadać z nieba. A blade słońce starało się wychodzić za horyzontu i rozjaśniać noc.Wojownicy weszli w wolną przestrzeń i jechali przez zwalony śnieg.Dookoła nich rozprzestrzeniał się zielony, sosnowy las. Toriell kłusował z tyłu grupy. Nie czuł się zbyt dobrze i trochę słaniał się na koniu. Rana na szyj nie była perfekcyjnie opatrzona, musiał poczekać na odpowiednią pomoc, aż dojadą do grodu. Ardin zauważył to, więc podjechał do niego i począł prowadzić jego wierzchowca oraz pilnować, by nie spadł. Na przodzie pędzili ojciec i syn, zajęci rozmową. Usłyszał ciche westchnięcie Ardina. Widać było, że jest w dobrym humorze. Pewnie dlatego, bo wdowa i matka zaginionych dzieci, była jego znajomą. A przedtem nie mógł znieść myśli, że będzie musiał poinformować ją o stracie całej rodziny. No i zaczęła mu się gęba nie zamykać. Przez to gadanie, Toriella rozbolała głowa. Słuchał go niezbyt dokładnie. Zrozumiał tylko tyle, że kobieta będzie bardzo szczęśliwa i,że on lubi jej zawsze pomagać. Dopiero nastawił uszu, kiedy paplanina słów, naszła na temat wydarzeń z dzisiejszej nocy. Ardin mówił, wpatrzony w kłusujących na przodzie jeźdźców: -Ten chłopak wydawał się wcześniej taki słaby. Było z niego takie wątłe dziecko. A teraz! To on już jest prawdziwy wojownik. Sam widziałeś! Jak jednym strzałem, może zabić groźnego wilka. A przedtem mu przyszło jeszcze z dwoma. Jego ojciec chciał, żeby Flawio pokazał co potrafi. I się nie zawiódł. To on powalił te dwa martwe potwory na koniu starego.Słyszałem, że ty przyjaźniłeś się z nim w dzieciństwie i sam możesz potwierdzić tę zmianę. - Tak, tak... – mruczał Toriell. A na jego twarzy powstał mały uśmieszek i w myślach wypowiedział te słowa – może wzrosły umiejętności, ale nie wiem, czy przestał być tchórzem. Po chwili rzeczywistość przed nim zaczęła niknąć. Jego świadomość brnęła w dawne wspomnienie. Widział siebie z Matlin oraz z jej bratem, jak byli dziećmi. Szli do lasu, oddalając się od Innerot. Nie było wtedy zimy, lecz środek lata. W mroźnej krainie, śnieg już prawie stopniał i było dość ciepło. Pod ich stopami znajdowała się naga ziemia, przyprószona z lekka zielenią. On ubrany w jakieś łachmany,stanął i odwrócił się przez ramię. Bo na ziemi klękał Flawio i błagał o powrót. Siostra próbowała go uspokoić, mówiąc: – zaraz na pewno wrócimy, tylko przejdźmy jeszcze kawałek. Na takie zachowanie, począł się śmiać, po czym wypuścił kilka drwin i szedł dalej. Matlin spowodowana współczuciem, nie wiedziała co robić,ale nadal była przy boku Toriella. Brat niespodziewanie złapał się ręki dziewczyny i płakał. – Nie, nie..., proszę nie! Tata mówił, że w lesie są przeraźliwe potwory – piskliwie krzyczał. Nie mógł już sobie nic przypomnieć, a świadomość zaczęła mylić fakty.Wydawało mu się, że to on razem z Matlin są zaginionymi dziećmi.Tylko że w tym przypadku, ich nie udało się odnaleźć. I kiedy zagubieni wędrowali, to natknęli się na głodnego wilka. On zginął pierwszy z rozszarpanym gardłem, próbując ratować dziewczynę. Później ogarnęła go ciemność. Myślał że już umarł.
Niebo było już całe ogarnięte bezchmurnym błękitem, kiedy udało im się dojechać do grodu. Wcześniej jeszcze spotkali pozostałych z grupy poszukiwawczej, którzy mieli odnalezione dzieci. Ardin zobaczył, że chłopiec nadal wydawał się przestraszony tą niebezpieczną przygodą, a jego młodsza siostra smacznie spała w ramionach jakiegoś jeźdźca.Oddając nieprzytomnego Toriella pod opiekę innych, wziął malca na swojego wierzchowca, żeby go uspokoić. Sześciolatek widząc znajomą twarz, po kilku pociesznych słowach, zamienił swą strapioną minę na zabawne grymaski, i zaczął bawić się grzywą konika. Dowiedział się też, że dzieci utknęły na dole pewnego, stromego stoku. I gdyby chłopiec nie porwał na gałęzi obok urwiska swoich spodni, raczej nie udało się ich, tak szybko odnaleźć. Musieli także poczekać do rana z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil edith1m
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…