Diablica i Anioł
W końcu napisałam i dałam w jedną całość. Zapraszam do czytania, oceniania i komentowania :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
DIABLICA I ANIOŁ
Rozdział 1 – Pokusa
Stuart wybierał się właśnie na ustny test z j. angielskiego. Był wniebowzięty, ponieważ były to jego ostatni egzamin. Nie miał żadnych wątpliwości, że go zda, a w jego sercu nie pojawiła się nawet nutka strachu. Wyobrażał sobie co będzie gdy już zacznie pracować jako tłumacz - będzie robić mało, a dostawać dużo. Wprost nie mógł się doczekać kiedy usłyszy : „Gratulacje, zdał pan”. Dla niego wystarczyło potwierdzić jego wiedzę na papierku. Miał już wizję siebie - bogatego w przyszłości, bez problemów finansowych. - Tak. To jest właśnie to czego chcę – powiedział do siebie otwierając drzwi do sali. Na jej końcu siedziało przy długim stole czterech egzaminatorów. Od okna, starszy mężczyzna (przyjechał prosto z Anglii). Następnie spojrzał na młodego blondyna. Miał nieprzyjemny wyraz twarzy, małe oczy, a skóra zwisała mu jak u mopsa. Na lewo siedziała jego nauczycielka. Przez wszystkich nazywana „siekiera”, nikt inny nie był taki ostry w stosunku do nauki języka angielskiego co ona. Obok niej siedział młody facet Wyglądał jakby nigdy nie sprzymierzył się z grzebieniem. Spojrzał na ostatnie krzesło. Nie było tam nikogo. Zastanowiło go to. Jakby czytając w jego myślach, rozczochraniec odpowiedział. - Pani O’Brien za moment przyjdzie. - Czy nie miała być czasem pani Lesicka ? – zapytał się w ojczystym języku. - Tak, ale źle się poczuła i potrzebowaliśmy kogoś na szybką zmianę. - Rozumiem. Stuart zaczął przechadzać się po pokoju. Spokojnie wyczekiwał przyjścia ostatniego egzaminatora. Miał głęboką nadzieję, że kobieta, która się zjawi nie będzie taka ostra jak jego nauczycielka. Niespodziewanie do sali weszła przepiękna kobieta. Dystyngowanie stawiała każdy krok. Rozczochraniec i Stuart przełknęli ślinę na jej widok. Miała długie czarne włosy i piwne, dość tajemnicze oczy. Zauroczyła mężczyzn znajdujących się w pomieszczeniu. Za to pani nauczycielka zaprosiła kobietę by usiadła. Faceci by się tak nie przyglądali gdyby jeszcze nie nosiła tak krótkiej spódniczki i nie miała niezłego wycięcia w dekolcie. Zrobiło się gorąco. - Przepraszam za spóźnienie. Przyjechałam jak mogłam najszybciej. Jest potworny korek na drodze – powiedziała usprawiedliwiając się i siadając, zajmując puste miejsce. Przerzuciła włosy do tyłu i założyła nogę na nogę. Miała piękne nogi. Stuart wpatrywał się w nią przez dłuższy czas kiedy wypakowała rzeczy. Nie usłyszał nawet gdy zapytano się o jego imię i nazwisko. - Przepraszam. Nazywam się Stuart Mak. - Zaczynać ? – zapytał się starszy mężczyzna w swoim języku. - Tak, proszę. Stuart zaczął się robić podenerwowany. Nie był już tak pewny siebie jak z początku. Kolana zaczęły mu drżeć, a ręce pocić. Próbował nie spoglądać na panią O’Brien, ale jakaś nieznana mu siła przykuwała go wciąż do niej. Nie zorientował się nawet, że odpowiada idiotycznie na pytania, w ogóle nie na temat. Zabrakło mu słów. Nie potrafił się skupić. Całkowicie ogłupiał na punkcie nowej egzaminatorki. - Może pan przynajmniej powie nam dzisiaj jaka jest pogoda – zapytał się pan rozczochrany. - Beatiful... – odrzekł rozmarzonym głosem wpatrując się w jej oczy. Na dworze jeszcze bardziej się rozpadało. Niebo przeszyła błyskawica. Stuart natychmiast jakby wyszedł z transu. - Proszę mi wybaczyć – powiedziała pani O’Brien – ale z przykrością muszę stwierdzić, że nic z tego nie wyjdzie, panie Mak. Proszę się wrócić najlepiej do przedszkola, bo to, co pan wydukał jest na ich poziomie wiedzy. Nie odpowiedział pan prawie na żadne pytanie. Nie dobiera pan odpowiednich wyrazów do zdań, i błędnie używa pan czasów. Powiedziano mi przed przyjściem, że mam przyjechać do inteligentnego mężczyzny, a co ja tutaj zastaję?.Jednym słowem. Nie zdał pan. Reszta egzaminatorów zgodziła się z nią jednogłośnie. Był to totalny szok dla Stuarta. Z wiadomością tą wyszedł za drzwi i usiadł na krześle. Było mu słabo. Jak mógł oblać egzamin ustny jedynie przez jakąś głupią lalusię. Nie mógł się z tym pogodzić. Piękna kobieta właśnie wyszła z sali. Był ostatnim maturzystą, więc skończyła pracę. Podeszła do niego i szepnęła mu na ucho. - Strzeż się pokus... W jej oczach błysnął przez chwilę czerwony płomyk. Piwne oczy zamieniły się w całkiem czarne. Odeszła od niego i weszła do windy zostawiając chłopaka samego nie pamiętającego już nic ze spotkania z panią O’Brien. Piękna kobieta uśmiechnęła się do siebie i znikła w windzie.
Rozdział 2 – Życie to zabawa, a ja w niej uczestniczę...
Dojrzał ją. Leciała w stronę tego olbrzymiego budynku. Była uśmiechnięta od ucha do ucha i podniecona – wyczuwał to. Było pewne, że coś kombinuje. Pewnie znowu chciała zrobić komuś głupi kawał. Obserwował ją od momentu gdy wypchnęła małego chłopca na ulicę na wprost nadjeżdżająca ciężarówkę. Na szczęście zdążył go uratować - w ostatniej chwili. Śledził ją i próbował się dowiedzieć dokąd zmierza, aż dostał się przed uczelnię. Lało jak cebra. Miał ochotę się gdzieś schronić. Doleciał do pokoju gdzie weszła. Na szczęście go nie zauważyła. Wiedział jak bardzo nie lubi żeby jej przeszkadzano w obowiązkach. Owa „przyjaciółka” rozglądała się po wielu twarzach, aż w końcu wchodząc do pokoju egzaminatorów z języka angielskiego wybrała sobie ofiarę. Wyłapała ostatnie nazwisko na liście z kandydatów, którzy zdawali język angielski. Aby się tam dostać musiała pozbyć się jednej osoby Obrała sobie niewinną egzaminatorkę. Pani Lesicka zaczęła dostawać drgawek. Szybko zabrano ją do szpitala. Anioł nie mógł jej pomóc, chociaż bardzo chciał. Gdy był pewien, że pani egzaminatorce nic nie jest, powrócił do swojej „przyjaciółki”. Zaczynała właśnie wygłaszać swoją opinię. Chłopak stał jak słup soli wbity w ziemię, ponieważ nie zdał. Pokręcił głową z niedowierzania, nie przypuszczał by jej urodą potrafiła doprowadzić Stuarta do obłędu. Stanął przed windą na dole, czekając aż zjedzie. Miał szczęście, że nie zamieniał się ostatnio w człowieka i mógł być dla wszystkich niewidzialny. Światełka przemieniały się na kolejnych cyferkach jak zjeżdżała winda, aż zatrzymały się na literce P. - Cześć Mare... – przywitał się gdy wychodziła z windy. - Nie widzisz, że jestem człowiekiem? Pomyślą, że oszalałam gdy zobaczą mnie mówiącą do siebie, Mikaelu. - Przyszedłem w sprawie chłopca... - Którego? - Tego, którego wepchnęłaś pod ciężarówkę. - Szkoda, że udało ci się go uratować. Bo to zrobiłeś, prawda? - A jak myślisz? Nie odpowiedziała. Za to stanęła w rogu i przyglądała się czy nikt nie przechodzi. Zamieniła się w swoją prawdziwą postać. W momencie stała się niewidzialna. Z łopatek wyrosły jej czarne skrzydła, kość ogonowa wydłużyła się i zamieniła w prawdziwy ogon z grotem. Pazury u rąk powiększyły się i stały się twardsze i całe czerwone. Na głowie wyrosła para rogów. Zdaniem Mikaela była to najpiękniejsza diablica ze wszystkich, ale nigdy jej tego nie powiedział ze względu na to, że jest aniołem. Mare przyglądnęła mu się. Lubiła to robić. Szukała czegoś. Ze stopami było wszystko w porządku, żadne pazury nie połamane, ani u rąk, ani u nóg. Podobały jej się bardziej od swoich, ponieważ kochała granatowy kolor i jego odcienie. Ciało Mikaela było całe błękitne ,ale nie wszystkie anioły tak wyglądały. W ten sposób był dla niej niezwykły. Jednego jednak w nim nie cierpiała, jako anioł powinien dbać o dobro wszystkiego nawet siebie, a on chodził cały czas w tych samych starganych spodniach. Wyglądał żałośnie przy niej. Jednakże było też w nim coś czego zarazem bardzo się bała, a z drugiej nienawidziła. Były to jego oczy. Jego wzrok ją przeszywał. Był taki krystaliczny i głęboki, że nie można się było od niego oderwać. Tonęła w nim. Spojrzała jedynie przelotnie na jego twarz. Znalazła to czego szukała. Rysa, dość duża na prawym policzku. Była świeża i jeszcze się nie zagoiła. - To od tej ciężarówki?- powiedziała odkrywając mu trochę seledynowe włosy i wskazując na zadrapanie. - Nie. Od krawężnika. Już większość się zagoiła – wskazał na swoje prawe skrzydło. Było poszarpane u dołu. Wyszli z budynku na deszcz. Zmrużyli oczy i wzbili się w powietrze. Lecieli długo w milczeniu. Czerwona suknia Mare powiewała na wietrze. Wydostali się ponad chmury. Mikael wyciągnął z kieszeni stalowe piórko. Mare za to zdjęła z szyi naszyjnik z zaczepionym do niego małym kluczykiem w kształcie feniksa. Oboje wyrzucili oba przedmioty w górę. Powyżej dwie chmury otworzyły się, dzięki czemu mogli w nie wlecieć. Chmury Mare były czarne i błyskały z niej błyskawice, za to Mikaela śnieżnobiałe. To tutaj zawsze się rozstawali. Nie często widzieli się w swoich miastach. Spotykali się na ziemi, gdzie m.in. pracowali. Mikael wszystko ratował, Mare niszczyła. Jakimś cudem często zdarzało się im na siebie wpadać. Był to najczęściej szpital lub miejsce wypadku. Mare wprost uwielbiała ukoić ból pacjentów. Czasami jej się to udawało. Innym razem przeszkadzał jej w tym Mikael lub inny anioł. Byli niby przyjaciółmi, bali się do tego przyznać ze względu na to, że przyjaźń pomiędzy diabłem i aniołem jest niemożliwa. Zezwalano im w Mieście Aniołów i Diabłów na koleżeństwo pomiędzy nimi, ale jeszcze żaden anioł, ani diabeł nie odważył się na taki krok. U niektórych takie myśli wzbudzały strach, u innych zaś zainteresowanie, ale nie miało jeszcze miejsca koleżeństwa pomiędzy wrogiem. W związku z tym władcy obu Miast wiele razy próbowali dojść do porozumienia. Niestety Każde nowe posunięcie doprowadzało do klęski. Pewnego dnia jednak wszystko się zmieniło.
Rozdział 3 – Życie to zabawa ... Czy może udręka?
Mikael poleciał do swojego domku. Była to mała chatka przykryta z góry sitowiem. Wewnątrz nie znajdowało się dużo rzeczy. W lewym rogu łóżko. Zaraz obok szafka by pomieścić jedynie jego klucz i bieliznę. Po prawej stało biurko, dosunięte do niego krzesło i lampka. To wszystko mu wystarczyło. Nie jadł i nie pił, więc swoich potrzeb fizjologicznych nie załatwiał – chyba, że był człowiekiem. Rozejrzał się po pokoju i opadł na łóżko. Był już zmęczony. Przez tydzień nie spał i nie wypoczywał. Na dodatek dzisiejszego dnia uratował małego chłopca. Do teraz czuł jak ciężarówka przejeżdża mu po prawym skrzydle. Na szczęście za uratowanie chłopaka , większość ran się zagoiła i kości się zrosły. Zamknął oczy i zaraz zasnął nie myśląc już o niczym. Chciał tylko odpocząć. Późnym wieczorem obudził go dziwny dźwięk, a zaraz po tym poczuł jak ktoś siada mu okrakiem na klatce piersiowej. Natychmiast otworzył oczy. Tym kimś była Mare. - Co tu robisz? - Wstawaj szybko! Władcy proszą byśmy zebrali się na głównym patio! - Diabły i anioły razem!? - Tak, wstawaj i lecimy... - Jakoś nie mogę... Diablica odskoczyła i pociągnęła go za rękę. Miała tajemniczy wyraz twarzy. Ponownie zauważył ten zachwyt i zadowolenie. - Chwila, chwila ty coś wiesz – powiedział pociągając ją do siebie by nie otwierała jeszcze drzwi. - No dobra, powiem ci. Dowiedziałam się o tym przed chwilą. Władcy obu miast organizują niby konkurs. Właściwie celem tego jest pogodzenie aniołów i diabłów. Zasady są proste, 1 anioł i 1 diabeł dobierają się w parę. Mają za zadanie konkurować między sobą, jak i sobie pomagać. - Nie kapuję. - Anioł robi dobre uczynki. Diabeł robi złe uczynki. Przy czym zawsze wybieraliśmy sobie osoby jakie chcemy. Teraz żeby to zaliczyć anioł i diabeł muszą wspólnie zaliczyć tego samego człowieka. - Rozumiem. Czyli załóżmy, że jestem człowiekiem. To i anioł, i diabeł musieliby zaliczyć mnie razem czyli spełnić na mnie jeden uczynek? - Tak. - A jaka jest nagroda? - Życzenie. - Obojętnie jakie? - Tak... obojętnie. - Jedno życzenie na parę? - Tak. Mikael przygryzł wargi i zabrał ją za rękę. Chciał się dowiedzieć czegoś więcej. Na głównym patio stał już wielki tłum aniołów i diabłów. Jednak wszyscy jakby przedzieleni linią, równo oddaleni od siebie. Władczyni i władca diabłów stanęli razem z władczynią aniołów tak, by wszyscy ich widzieli. Przybyłe stworzenia w skupieniu wsłuchiwały się co mają im do powiedzenia. Pierwsza zaczęła anielica. Powiedziała to samo co Mare, tyle, że dodała o zapisach u głównego sekretarza obu Miast. Żaden anioł, ani diabeł nie zbliżył się do siebie, pomimo wysokiej stawki. Życzenie, dzięki któremu mogli zrobić wszystko co tylko zechcą. Wszyscy patrzeli się na siebie krzywo i z przymrużeniem oka. Mikael spojrzał na Mare. Miała niespotykany błysk w oczach. Wiedział, że będzie chciała wziąć udział w konkursie, i to na dodatek z nim. - Idziemy się zapisać? – zapytał się jej. Mare zerknęła na niego ukradkiem, nie przypuszczała by to on to pierwszy zaproponował. - Nie boisz się? - Nie rozśmieszaj mnie. Mam się bać diablicy? - A nie powinieneś? - Nie - odrzekł stanowczo. Przeciskali się przez tłum. Chcieli jak najszybciej zacząć, zanim konkurencja się rozmyśli w ostatniej chwili. Anioły i diabły zaskoczone decyzją jednej z par, zaczęli między sobą przechodzić i rozmawiać. - Zachęciliśmy ich... – powiedziała Mare, odwracając się w locie na moment do tyłu. – Jak myślisz, ile im zajmie porozumienie pomiędzy sobą? - Nie mam pojęcia, ale mam nadzieję, że jak najdłużej. Z daleka widać już było czarno biały budynek. To właśnie go zamieszkiwał sekretarz obu miast. Zapisywał on tam najważniejsze rzeczy i zdarzenia, za to pracownicy (elfy) odwalały całą resztę. - Nie możesz lecieć szybciej? – pogoniła Mikaela diablica. - No właśnie, przecież jeszcze nie zdążycie się zapisać. Widzę tutaj wprost tłum ochotników - zakpił znajomy Mare przelatując obok nich. Zaraz przy nim leciała na małych skrzydełkach dziesięcioletnia anielica o złotych włoskach. Miała słodki wyraz twarzy. Wprost pałał z niej urok. Diablica podniosła brwi do góry. - Czy nie jest dla ciebie za młoda? - Nie kpij. To moja partnerka. Spotkaliśmy się wczoraj rano, kiedy skopałem małego szczeniaka. - Dobrze widzieć – odrzekł niezadowolony Mikael i to , i z powodu towarzystwa , i uczynku znajomego. – Widzę, że mamy konkurencję. - Coś nie pasi niebiekoskóry? – powiedział podlatując szybko do Mikaela i uderzając go ogonem w skrzydła. Anioł opadł na chmury. - Ben, ty idioto! – wrzasnęła Mare. - Pogadamy później – zawołał biorąc małą anielicę na plecy i lecąc wprost do budynku. Diablica była wściekła. Podfrunęła do Mikaela i pomogła mu wstać. Za to sama poczuła na sobie kroplę bólu. Nie zdarzyło jej się to wcześniej. Wszystko przez to, że nie wolno jej było pomagać, czasami nie znosiła tej myśli. - Daj spokój, poradzę sobie. Lećmy już – odpowiedział łapiąc powietrze. Skrzydło zaczęło go boleć jeszcze bardziej. Źle przeczuwał rozpoczęcie tego konkursu. Mare podziwiała go. Zawsze uważała anioły za słabe i bojaźliwe stworzonka, ale z jej „przyjacielem” tak nie było. Radził sobie w każdej sytuacji i nie zachowywał się jak ... obrońca pokrzywdzonych. Nienawidziła w aniołach najbardziej tej chęci pomocy, a jeszcze bardziej tego współczucia. On taki nie był, przynajmniej nigdy go nie spotkała w takiej sytuacji by miał się w ten sposób zachować, a spędzali razem czas dosyć często. Gdy dotarli do budynku, już od samego początku zaczęły się komplikacje. Ben i anielica wykłócali się o coś z głównym sekretarzem. Diablica pomimo, że go nie lubiła i jeszcze bardziej znienawidziła za naruszenie jej partnera, zapytała: - Jakieś problemy? - Żeby się zapisać trzeba oddać klucz do miasta – poskarżył się Ben. – Władcy nie wspominali , że na ten czas nie będziemy mogli wchodzić do Miasta. - Ech... – westchnął Główny sekretarz. – Ponieważ ja się tym zajmuję. I to nie wszystko. Od razu wybieracie sobie kraj, w którym chcecie wylądować , ponieważ przyjmiecie postać człowieka na 3 miesiące. Chyba, że któraś para zaliczy razem najwięcej dobrych i złych uczynków, utrzymując się jako najlepsza, na pierwszym miejscu, będzie przez ten czas w swojej prawdziwej postaci. To tylko jak widzicie zależy od wyników. Młody diabeł zwątpił. 3 miesiące utrzymać się pod postacią człowieka było dla niego zbyt wielkim wyzwaniem. Tym czasem gdy on się zastanawiał, anielica wyczekiwała jego odpowiedzi. Mikael i Mare wymienili spojrzenia. Diablica odważyła się spojrzeć w jego oczy. - Idziemy? - zapytał. Przytaknęła głową. - Imiona i rodzaj. - Mare, diablica i Mikael, anioł – odpowiedział po chwili dodając. – Czy będąc na ziemi będziemy mieć nieśmiertelność...? - Nie, stajecie się śmiertelnikami,. To jest właśnie utrudnienie. Na pewno zapisać? – zapytał dla pewności. - Tak – odrzekli równocześnie. Byli gotowi na wszystko, byle tylko wygrać.
Rozdział 4 – Udomowienie to nie taka prosta sprawa
Mare siedziała w jednej z kafejek we Włoszech i czekała na przyjście „swojego aniołka”. Była bardzo niecierpliwa. Miała ochotę go rozszarpać na strzępy jak tylko się pokaże. Siedziała już tutaj dwie godziny a po nim ani śladu. I to jeszcze ona musi go wyczekiwać. Co za upokorzenie... Za ten czas już dawno mogliby się zająć zarabianiem na uczynki, zamiast szukać przez pół dnia pomieszczenia, w którym moglibyśmy spędzić 3 miesiące. Nie była zadowolona z tego, że to on poszedł, przecież nie był jeszcze na siłach. Mimo tego, że był teraz człowiekiem nadal odczuwał ból skrzydła, właściwie w tej chwili łopatki. Sama Mare schodząc na ziemię otarła sobie kostkę i załatwiła się na kolejny tydzień. Siedziała tak i rozmyślała jakby tu komuś się naprzykrzyć. Doskonale wiedziała co mówił Mikael zanim poszedł : „Siedź tutaj i nie zaczynaj niczego beze mnie bo później nie znajdziemy tej osoby. Pamiętaj”. Pamiętała bardzo dobrze. Ale czyż ona nie należy do gatunku diabła? Przecież diabły mogą robić co tylko się im żywnie podoba. Rozglądała się teraz za swoimi ofiarami. Na początku spojrzała w kierunku pewnego przystojniaka, który od czasu do czasu zerkał do niej myśląc, że ta zapewne tego nie zauważyła. Mare zabrała ze sobą swoją trzecią kawę i dosiadła się. Chłopak zdawał się być zaskoczony ale zarówno zadowolony. - Przepraszam – powiedziała Mare niewinnym tonem słodkiej idiotki. – Mogłabym się czegoś zapytać? Mężczyzna popatrzał prosto w jej oczy i przytaknął głową. Ona zręcznie wywinęła się ze spojrzenia. Miała już taki odruch, którego nauczyła się przy Mikaelu. - A więc ma pan dziewczynę, żonę , kochankę... ?? Facet trochę przybity do ściany zaprzeczał na każde jej słowo. - Mogę się dowiedzieć po co pani te cenne informacje? - Ponieważ bez tego nie mogłabym zrobić paru rzeczy. Mam szacunek do mężczyzn zawiązanych w związki i dla tych kobiet – rzekła i uśmiechnęła się ironicznie. - Co masz konkretnie na myśli? – powiedział pochylając się do niej. Mare złapała go za bluzę i przyssała się do jego ust. Pocałunek był długi i namiętny. Po krótkiej przyjemności chłopak aż oniemiał z wrażenia. - To było mocne. - Tak sądzisz? Diablica uśmiechnęła się ironicznie. Miała już go na haczyku. Złowiła go szybciej niż myślała. Wystarczy było teraz znaleźć odpowiedni moment. Spojrzała na niego jeszcze raz, tak jakby chciała go dobrze zapamiętać po tym spotkaniu. Był dal niej przystojnym blondynem o brązowych oczach, ale niestety nikim więcej. Zabrała go za rękę i pozwoliła by wstał. Następnie, wolnym krokiem zaprowadziła go do kawiarenki, a później do toalety. Mężczyzna wydawał się być coraz bardziej ożywiony. Nawet nie zaprzeczał gdy wprowadziła go do damskiej ubikacji. Ludzi raczej nie było, nikt nie zaprzątał sobie głowy dwójką młodym „zakochanym” w sobie ludziom. Jedyna osoba przyglądała się bacznie sytuacji, był to Mikael. Obserwował ich od momentu pocałunku. Był zły, że ją zostawił. Wiedział, że nie wytrzymie długo. Odszedł od rogu, o który się opierał. Odwrócił się i poszedł w stronę jednej z pobliskich szkół dla dzieci w wieku podstawowym. Podreptał parę kroków od kawiarenki, aż nagle, dosłownie w sekundzie, usłyszał wybuch. Przystanął i westchnął. Ponownie się odwrócił i tym razem pobiegł tam z powrotem. - Mare! - zawołał z daleka. - Gdzie jesteś?! Rozglądał się wszędzie wokoło. Kawiarenka stała cała w płomieniach. Ludzie szybko pouciekali, jak najdalej od niej. Kobieta i dwaj mężczyźni leżeli prawie nieprzytomnie w pobliżu, widocznie nie zdążyli uciec. Mikael jednak niepokoił się o „swoją diablicę”. Gdzie mogła się podziać? Gdy się nad tym zastanawiał postanowił pomóc poszkodowanym. Podszedł do młodego chłopaka. Niebieskooki wskazał na swój bok, a następnie podał aniołowi swoją komórkę. Mikael natychmiast zadzwonił po pogotowie, przypominając sobie natychmiast numer pomocy we Włoszech. Chłopiec uśmiechnął się nieprzytomnie, ponieważ kawał muru przebił mu lewą stronę boku. Bardzo krwawił. Anioł pierwszy raz nie wiedział co zrobić. Pierwszy raz nie posiadał w sobie anielskiej mocy. Zostawił chłopaka i podszedł do kobiety, była to ranna kelnerka. Uderzyła się mocno w głowę. - Pogotowie zaraz przyjedzie – powiadomił ją. Uśmiechnęła się nienaturalnie z półprzymkniętych oczu. Była wyczerpana. Mikael ściągnął z siebie swój sweter i podłożył go kobiecie jako poduszkę. Gdy chciał podejść do starszego mężczyzny, okazało się, że karetka już nadjeżdża. Podbiegł do niego i pomógł mu usiąść na jednym z krzeseł, które były w stanie jeszcze kogoś utrzymać. Został mu jeszcze ten blondyn, ale gdzie może być ? Zaprowadziła go wtedy do kawiarenki. „Chyba go tam nie zostawiła?” Wszedł do rozwalonego pomieszczenia. Płomień powoli przygasał. Na ostatku poszukiwań poszedł do damskiej toalety (raczej do jej pozostałości). Rozkopał tynk i kafelki. Pod nimi leżał owy mężczyzna. Był nieprzytomny, a jego tętno było prawie niewyczuwalne. Anioł nie zważając na jego rany zabrał go i zaniósł prosto do karetki pogotowia, która już stała przed miejscem wybuchu. Nie mógł nic więcej zrobić dla tych ludzi. Nie martwił się w tej chwili czy będą zaliczeni jako uczynek, czy nie. Spoglądał na wszystkie ciała wnoszone do pojazdów. Chciał mieć pewność, że przynajmniej odjadą bezpiecznie do szpitala. Gdyby miał skrzydła na pewno by poleciał. Gdy ostatnia karetka znikła za zakrętem, Mikael otrzepał się z kurzu i dopiero teraz zastanowił się gdzie podziała się diablica. Nie musiał nawet zacząć szukać, ponieważ z narożnika choć trochę kulejąc, wyszła w pełnej krasie - Mare. Nie potrzebowała skrzydeł, rogów, ani ogona by wyglądać, jak potwór. Wystarczy, że się śmiała. - To było, aż tak zabawne ? Tym ludziom grozi śmierć! - Tak? Jakoś nie zauważyłam jej obecności... Czyż może coś przeoczyłam? Mare śmiała się dalej. Była w swoim żywiole. Zrobiła coś podłego i tylko to się liczyło. Sfrustrowany anioł zamknął jej buzię ręką. Nie lubił gdy się z niego śmiała, czuł się wtedy jakby robił coś gorszego. - Idziemy do domu i ani słowa więcej – powiedział łagodnym tonem. - Ooo... znalazłeś mi gniazdko! Wspaniale! - Nie wiem czy to takie wspaniałe...- westchnął. - O czym ty mówisz? - Przekonasz się sama. Aha! Przy okazji, znalazłem dla nas idealną pracę. Jest tam bardzo dużo ludzi, także i tych małych... Przechodzili właśnie obok szkoły podstawowej. - To tutaj... - Mam pracować z dziećmi?! Chyba coś ci się pomyliło... - Dzieci są bardzo łatwowierne. Łatwo je omamić, skrzywdzić i dojść do nich. Dziwne, że ty na to nie wpadłaś... Słowami tymi zapłacił swoim zdrowiem. Anioł złapał się za serce i zatrzymał. Żadnemu aniołowi nie wolno źle wyrażać się o swoich bliźnich. Za to Mare nie mogła mu nigdy pomóc. Bez wahania szła nadal przed siebie, jakby nic się nie wydarzyło. Przystanęła na chwilę i przyglądnęła się szkole. - Masz rację. Znęcanie się nad dziećmi to idealny pomysł – odrzekła i dodała. – Idziesz w końcu? Nie będę czekać na ciebie całą wieczność. - Przepraszam, już idę. Dobrze, że się zgodziłaś, a teraz chodź – powiedział biorąc ją na ręce. Musiał jak najszybciej nadrobić dobrym uczynkiem. – Mamy bardzo miłą norkę.
Jak się okazało „norką” był mały hotel. Jedyny pokój, który pozostał był zarezerwowany dla państwa Deed, czyli dla Mikaela i jego żony. Mare po usłyszeniu tego, spiorunowała go swoim spojrzeniem. Najbardziej nie była wściekła za to, że nazwał ich owym „małżeństwem”, ale że będą mieszkać w jednym pokoju i to na dodatek on wszystko wymyślił i załatwił, a nie ona. Recepcjonista popatrzał się na Mare, zdziwiło go jej zachowanie. Diablica na wytłumaczenie oznajmiła, przez zaciśnięte zęby : - Jestem dzisiaj bardzo rozdrażniona. Miałam bardzo ciężki dzień. Chodź kochanie, chcę zobaczyć tą miłą niespodziankę... Mikael już na samą myśl o niespodziance dostawał dreszczy bo to nie on ją sprezentuje jej, tylko ona jemu. Pokój był ubogi jak na wszystkie hotele znajdujące się w Wenecji. Jedno łóżko przy oknie po lewej stronie, na prawo zaś łazienka .To wszystko (no może oprócz lampy) co znajdowało się w tym pomieszczeniu. Mare mało to obchodziło w tym momencie. Po zamknięciu drzwi rzuciła się na Mikaela i przewróciła go na podłogę, dobierając się do jego szyi. Jej spojrzenie mówiło wszystko : „Zabiję cię! Nie, już jesteś martwy!” Zacisnęła palce jeszcze bardziej. Mikael cieszył się, że nie posiada w tej chwili tych długich pazurów. Pomyśleć co by się stało gdyby je miała. - Nie mogłeś poszukać hotelu gdzie będą 2 pokoje?! - Było i to dużo... - To dlaczego tutaj?!! - Bo my nie mamy zbyt dużo forsy i na razie nie stać nas na nic innego. Mare puściła jego szyję i na ostatek klepnęła go mocno w klatkę piersiową. - Niech ci będzie ale to ja pierwsza się kąpię i to ja śpię w łóżku ,i to ja decyduję kiedy idziemy spać... Mikael potakiwał głową z coraz bardziej zrzedłą miną . Już nawet rozmyślał czy nie wygodniej zamieszkać na klatce schodowej lub pod mostem. Niestety taka opcja nie wchodziła w grę, ponieważ musiał ją mieć na oku. Mare podniosła się nie bardzo elegancko (wciąż kulała) i usiadła na łóżku. Pokój jak na taki hotel był dosyć duży. Jedynie brakowało akcesorii by go trochę urozmaicić. - Jak nazbieramy pieniądze, kupujemy mieszkanie ... – pomyślała na głos rozkładając się na łóżeczku. - W jakim czasie? - 1 miesiąc wystarczy. - Słucham? To niemożliwe! - Oczywiście, że możliwe. Wkrótce odbędą się zawody na gondolach dla młodych par. Wielki transparent jest tuż za „naszą” szkołą. Wygrana to dom. - Coś jeszcze? - Tak, jeżeli nam się nie uda w gondolach to poza Wenecją odbywają się zawody w jeździe konnej. Chyba w San Marino, muszę dokładnie sprawdzić. - Nie potrafię jeździć konno... - Kto mówił, że ty pojedziesz? Ja doskonale sobie z tym radzę. Jedyny problem to dojazd i właśnie do tego jesteś mi potrzebny. - Jeśli w ogóle wygramy... - Nie ma problemu. Jesteśmy najlepsi...- odpowiedziała z przebiegłym błyskiem w oku. Po chwili spojrzała ukradkiem w jego oczy i zamknęła swoje. Była zmęczona nowym dniem. Położyła się i usnęła. Mikael jak siedział w tamtym miejscu, tak tam pozostał.
Rozdział 5 – Szkolne początki
Wcześnie rano Mikael i Mare wybrali się do Szkoły Podstawowej, ubiegając się o posadę. Diablica nie kulała już tak mocno. Miała na kostce bandaż usztywniający. O godz. 8.00 rano byli już w środku. Pełno rozbieganych dzieci wbiegało do swoich klas. Robili przy tym tyle rumoru, co nie zrobiłoby stado małych bizonów. Mare niezadowolona na całego, odpychała dzieciaki by jak najszybciej dostać się do dyrektora. Mikael próbował załagodzić sytuację, ale nic mu nie wychodziło. Burzliwa diablica po prostu nienawidziła dzieci, a tym bardziej tych mniejszych. Anioł nie miał pojęcia jak mogłaby zostać nauczycielką dlatego próbował siebie pocieszyć, że wszystko będzie dobrze. O 8.10 byli już w gabinecie dyrektora. Spoglądał na nich jakby chciał przeniknąć ich wzrokiem , myśląc, że w ten sposób dowie się coś o nowych przybyszach. W pewnym momencie popatrzał się na Mikaela i uśmiechnął się. - Dzień dobry, to znowu ja – przywitał się anioł. - Pan Deed, tak przypominam sobie ... To pan wczoraj się pytał czy może są jeszcze wolne miejsca. Dzisiaj już mogę odpowiedzieć, że tak. Dla uczniów od 7 do 10 roku życia, czyli jeden i ten sam nauczyciel przez 3 lata. Mare skrzywiła się gdy usłyszała o maluchach, ale natychmiast się ożywiła, ponieważ dyrektor powiedział : - Brak nam także W/F- isty w klasach starszych.... - Bardzo chętnie przyjęłabym tę posadę... – wyrwała się diablica. - A pani to... - Jestem żoną Mikaela. Marisa Deed - przedstawiła się. - Miło mi, Franco Flores. Więc byłaby pani zainteresowana. W takim razie pan Deed zająłby się młodszą grupą? - Odpowiada mi i to bardzo – odrzekł ze swoim lekkim podekscytowaniem w głosie. Mare zauważyła, że Mikael naprawdę był zadowolony. W końcu pierwszy raz robili coś całkiem nowego. Po takim namyśle diablicy także sprawiło to przyjemność. - W takim razie poproszę jedynie państwa o dokumenty. Niespodziewanie, jak na zawołanie, pojawił się mały duszek, niewidoczny dla ludzkich oczu i podał Mare papiery do torebki. Diablica od razu dała je Panu Flores. - Bardzo ujmujące, a więc od jutra mogą państwo zaczynać. Teraz pozwolą państwo, a oprowadzę was po szkole. Jutro dostaniecie plany lekcji. Gabinet dyrektora mieścił się na końcu parterowego korytarza. Gdzieś w połowie zaczynały się schody na kolejne dwa piętra, gdzie uczyła się starsza część dzieci w wieku 10 do 13 roku życia. Obok głównego budynku znajdowały się dwa większe i jeszcze jeden mniejszy. Te dwa większe to sala gimnastyczna i basen, za to w mniejszym sale dla uczniów od lat13-16. Za budowlami znajdowało się duże boisko i mała łąka z ławkami. Mikaelowi bardzo się spodobało się nowe miejsce. Gdy zadźwięczał dzwonek zaśmiał się na widok wybiegających uczni. Czuł się dobrze w nowym otoczeniu, co nie można było powiedzieć o Mare. Denerwowały ją roześmiane buzie. Z trudem utrzymywała przed dyrektorem swoją niechęć do wszystkiego co się wokół niej działo. Poprawił się jej humor gdy spotkała się z nauczycielami. W/F-ista dla klas wyższych był bardzo przystojny i umięśniony, no i łatwy do zdobycia. Miała ochotę zacząć od razu, ale wolała poczekać dopóki nie zapozna się ze wszystkimi. Podpadła jej nauczycielka z biologii. Strasznie chuda (nie tylko po nogach i talii), z dużymi wypukłymi oczami. Brązowe włosy upięte w kok jeszcze bardziej odstraszały. Wyglądała ,jak wyturbowany strach na wróble. Mare zastanowiła się przez chwilę, czy będzie wystarczająco okropna i złośliwa by prześcignąć tego potwora. Owy potwór nazywała się pr. Miraclesaya Fredro. ”Jej imię może powalić każdego. Już nie trzeba na nią patrzeć.” Mikael zostawił Mare przez chwilę samą i poszedł do pokoju z nauczycielami dla klas młodszych. W pokoju znajdowała się młoda kobieta popijająca kawę. Miała piękne czarne oczy i włosy. Pod oknem po prawej stronie stał mężczyzna w średnim wieku, w garniturze (anioł wyglądał przy nim trochę niechlujnie, miał na sobie tylko krótki rękaw i dżinsowe spodnie). Na sofie ,na środku siedziała kobieta w zbliżonym wieku co mężczyzna. Miała rude włosy do ramion i okulary na nosie. Wyglądała, jak wielkie, chodzące nieszczęście, jednak jak się później okazało, z charakteru była bardzo miła. - Dzień dobry – przywitał się – Jestem Mikael Deed i od jutra będę tutaj z państwem pracował. - Co za szczęście - powiedziała czarnowłosa (była bardzo niska) podchodząc do niego. – Jestem Roxy Marcelo. Dobrze, że pana zatrudniono. Odkąd odszedł Sylwester, brakowało nam nauczyciela dla młodszej klasy i niestety dyrektor musiał się nią zająć. - Tak, Roxy ma rację – powiedziała rudowłosa – Serenity Armond, miło mi panie Deed. To w języku angielskim znaczy uczynek, prawda? - Tak, wiem, to zabawne nazwisko, a pan to ... - Przepraszam, Berni Sinto. Uczę klasę A. Pan zajmie się klasą B. Jest bardzo ciężka. Trudno się zająć tymi dziećmi. - Proszę się nie martwić – zapewnił Mikael. – Poradzę sobie.
Rozdział 6 – Szkolne Przygody... Mare.
Kolejnego dnia, już po zakupie odpowiedniego stroju, pani Marisa Deed i pan Mikael Deed byli gotowi do rozpoczęcia „pracy”. Przystanęli przy pokoju nauczycielskim. Wszyscy zbierali się już do swoich codziennych czynności, tak więc i oni zabrali swoje dzienniki. W przejściu Mikael pocałował Mare w policzek. - Powodzenia... Diablica nic na to nie odpowiedziała. Dopiero gdy była już na podwórku i doszła do szatni W/F- istów, przesunęła delikatnie dłonią po policzku. Natychmiast otrząsnęła się i pobiegła do swojej klasy, pierwszej A (gimnazjalnej). Wszyscy ustawili się równo w szeregu. „Nie muszę już nic zmieniać. Zachowują się jak grzeczne aniołki. Ich nauczyciel musiał być wymagający” – pomyślała. - Dzień dobry. - Dzień dobry – odpowiedziała grzecznie grupa chłopców. - Jak widzicie jestem waszą nową nauczycielką W/F-u. Mam nadzieję, ze dobrze nam będzie się pracowało bo inaczej... Mare przejechała palcem po szyi. Chłopcy roześmiali się, ale natychmiast spoważnieli gdy zobaczyli spokojny wyraz twarzy nauczycielki. - Co tak sztywniacko? Hm? Wszyscy kije połknęli? Zaraz mi się ruszać! Pokazać mi, że przebiegniecie 20 kółek. - A przedstawienie się? – pisnął jeden uczeń. - Ten kto nie przebiegnie tych 20 kółek od razu zapadnie mi w pamięci. Już, ruszać się! Chłopacy zaczęli bieg. Boisko było dosyć duże, ale Mare musiała coś wymyślić na pierwszą lekcję. Miała dużo pomysłów na ćwiczenia, ale ani jednego na zrobienie złego uczynku. Przez chwilę zastanowiła się jak Mikael może później pomóc chłopakom. Ona wystarczy, że ich wykończy. Uśmiechnęła się na tę myśl. Początkowa wypowiedź nauczycielki sprawiła, że wszyscy przybiegli od razu 20 kółek. Nie chcieli pokazywać słabości przed nowym W/F-istą. Za to Mare zaczęła się świetnie bawić maltretując co godzinę, innymi ćwiczeniami, inne klasy. Najbardziej rozbawiła ją klasa 2c. W rządku stały wystraszone dziewczyny. Nie śmiały się nawet odezwać, a jeżeli któraś coś dodała to bardzo cicho. Mare bawił ich widok. Postanowiła się sama przy nich rozruszać. Rozłożyły na boisku płotki. Dziewczyny nie radziły sobie z przeskakiwaniem; to jedna podniosła za nisko nogę, to następna jest za niska i nie podskoczy tak wysoko, to znowu ktoś jest bardziej otyły i trudno mu skakać. Pani W/F-istka pokazywała im jak powinny to robić porządnie. Ulitowała się nad nimi w połowie lekcji. Zapłaciła za to paroma uściskami w sercu , ponieważ im pomogła, ale nie przejmowała się tym. Dla niej liczyła się dobra zabawa, obojętnie pod jaką postacią. Spędziła całe 7 godzin w bardzo dobrym humorze. Obiecała sobie, że po południu zajmie się czymś poważniejszym.
Rozdział 7 – Szkolne Przygody... Mikael
Aniołek przymierzył pierwszą część korytarza i doszedł do drugiej. Za drzwiami znajdowała się jego klasa, 1b. Wziął głęboki oddech i wszedł do środka. Zastał tam wszystkich rozbrykanych i pełnych energii Ktoś ciągnął dziewczynkę za włosy, ktoś inny udawał małpę, a jeszcze inni śpiewali dziecinne piosenki. „Istna dżungla” – pomyślał. - Dzień dobry- powiedział łagodnie do klasy. Żadnej reakcji. - Na pierwszej lekcji proszę o spokój... a możliwe, że następną będziecie mieli wolną. Klasa dała się mimowolnie namówić i zajęła swoje miejsca. Szczerbate dzieciaki uśmiechały się do niego. On próbował go odwzajemnić, ale nie było to takie proste gdy patrzało się na niego 25 małych diabełków. Przyglądał się wszystkim z osobna i dopiero gdy doszedł do ostatniej osoby, powiedział : - Przedstawcie mi się i powiedzcie od razu co chcecie robić na wolnej lekcji. Klasa zdawała się być poruszona i zaskoczona zarazem. Dotąd dyrektor nigdy by nie dał im wolnej godziny i nie pytał by się o takie rzeczy. Zaczęli się zastanawiać i wymyślać przeróżne rzeczy. Większość mówiła o rozmawianiu, jednak część chłopaków chciała iść pograć na boisku w piłkę, a część posiedzieć w klasie i nic nie robić. Zdania były podzielone. Mikael musiał szybko myśleć, by coś wykombinować. Nie umiał tego robić tak szybko, jak Mare, ale musiał coś zrobić. Pierwsza lekcja przeminęła szybko. Zleciało im na przedstawianiu się z kolejna. Po przerwie nadeszła wolna lekcja. Mikael poprosił ponownie klasę o spokój i zaproponował im grę: - Jaką? – zapytały dzieci. - W rabsa. - Co to ?- zdziwiły się. - Nie znacie tej gdy? Wszyscy pokręcili głowami oprócz małego chłopczyka siedzącego z tyłu. - Domenico, znasz tą grę? Chłopczyk pokiwał głową, że zna. Był bardzo nieśmiały. - Chodź tutaj i wytłumacz reguły swoim kolegom w klasie. Maluch podreptał w jego stronę, a następnie jak się przy nim znalazł zapytał cicho: - Ale ja nie pamiętam dobrze czy to tak było ... - Nie martw się – odpowiedział również szeptem. – Jak co możesz liczyć na moją pomoc. Domenico uśmiechnął się od ucha do ucha i stanął na środku klasy. Rozmowa szeptem z panem Deed wzbudziła nie małe zainteresowanie w klasie. Chłopiec po chwili wyjaśnił zasady, jak się okazało bez pomocy Mikaela. Zaraz potem wszyscy zaczęli się dobrze bawić. Za funty robili przecudowne rzeczy by odzyskać swoje pióro lub nawet tornister. Tańczyli, śpiewali, mówili wierszyki, rysowali coś na tablicy. Nikt się nie nudził. Dzięki zmianie atmosfery ,aniołowi łatwiej było prowadzić kolejne lekcje. Środowisko i język włoski poszły jak z płatka, jak również matematyka. Jego nauka z dzieciakami kończyła się po 5 godzinach. Żałował, że przesiaduje z klasą jedynie te parę marnych godzin. Wolałby by ten czas mu się przedłużał. Martwił się jedynie co zrobi Mare z tymi dziećmi i jaką krzywdę im wyrządzi ...
Rozdział 8 – Popołudniowe Spotkanie
Miesiąc później ...
Zawsze po zakończeniu lekcji Mikael i Mare spotykali się na małym przedmieściu. Tam omawiali sprawy każdego dnia. - Jutro już odbywa się ten konkurs gondolowy – powiedział Mikael opierając się o ścianę z marmuru. – W ogóle nie ćwiczyliśmy... - Przecież wiadomo, że wygramy. Nie ma co się przejmować. Mikael spuścił głowę. Wcale nie był tego taki pewien. Nie miał pojęcia jak się macha gondolskim wiosłem. Jednak nie próbował jej dalej namawiać na jakikolwiek przećwiczenia, postanowił że wybrnie jakimś cudem z tej sytuacji dzisiejszego wieczoru. Był słoneczny piątek. Słońce piekło niemiłosiernie. Anioł i diablica obserwowali przechodniów. Mare chciała wyłapać kogoś swoim orlim wzrokiem. Cały czas zaczepiała oko na jakimś mężczyźnie. Niestety Mikael miał już dosyć pomagania facetom. Na całe 19 dni (na dzień brali jedną osobę) były tylko 4 kobiety, w tym dwoje dzieci. Pokręcił przecząco głową gdy wskazała na jednego palcem. - Będziemy tu stać cały dzień i na dodatek nie zdobędziemy żadnej nowej osoby. Nie zauważyłeś, że wciąż jesteśmy śmiertelnikami ? Podejrzewam, że Ben i ta mała są już na pierwszym miejscu. Mikael bez żadnych emocji pokiwał głową. Właśnie zaczął nad czymś bardzo intensywnie rozmyślać. - Może byś się podzielił tym co masz w głowie w tej chwili ?- powiedziała pukając go po głowie. - Nie zauważyłaś, że jestem potwornie głupi? Mare spojrzała na niego zaskoczona. - Nie... i nie mam pojęcia do czego zmierzasz. - Czemu nie chciałaś iść z Benem? - Bo wybrałam ciebie, a Bena nie lubię. - Wiesz, że on jest sprytniejszy ode mnie? Jest niesamowicie sprytny... - O co ci chodzi ?! Diablica była coraz bardziej zdenerwowana stwierdzeniami anioła. Nie lubiła gdy bawił się w swoje zagadki. - Ben wybrał sobie 10-letnią anielicę , myślisz , dlaczego? - Nie mam pojęcia. Oświeć mnie – warknęła. - Mała dziewczynka. Przecież to takie bezbronne i niewinne stworzenie. Jest łatwo małym dzieciom podejść do człowieka, porozmawiać z nim, rozbawić go, kiedy tylko tego potrzebuje. Ben to wiedział i dlatego ją wybrał. Po za tym „gdyby” wygrał, przecież nie musi się z nią dzielić życzeniem. Ona jest małym i niedoświadczonym stworzeniem, przez co łatwo ją wykiwać. Popatrz, wystarczy, że pójdą do domu starców, oni uwielbiają dzieci lub innych instytucji, a już zbiorą ponad 300 osób... Ludzie łatwo lgną do małych aniołków.... Głos Mikaela z coraz to głośniejszego, robił się bardziej cichy. Wypowiedział się niegodnie o drugim aniele. Poczuł przez chwilę w swoim sercu głupią zazdrość i chęć wygrania; to doprowadziło go do pychy. Czuł złość do Bena, jaka nigdy nie zagościła w jego sercu- straszliwą nienawiść. - Mikael !- zawołała do niego, ponieważ osuwał się już powoli na ziemię. Tracił przytomność. - Ty idioto! Mogłeś to powiedzieć ... inaczej! Ty dupku, wstawaj! Nie będę cię nieść do domu! Anioł nie odpowiedział. Usiadł spokojnie i przymknął oczy. Ból przechodził przez całe jego ciało. Serce piekło niemiłosiernie. Łza ściekła mu po policzku spod zamkniętych powiek. Próbował się opanować ale to nie było takie proste. Nie mógł nic zrobić póki nie zrobi czegoś dobrego. Diablica spoglądała na niego z nienawiścią. Nie mogła mu w tej chwili pomóc, ponieważ to jej by coś się stało. Pomimo tej złości serce krajało jej się gdy na niego patrzała. Sama kiedyś czuła ten potworny ból i samej było ciężko jej się z tego wyplątać. Za wszelka cenę musiała coś zrobić. Wstała i odeszła na moment od niego, zostawiając go samego. „ I tak się niegdzie nie ruszy. Nie zdoła, chyba że jest aż tak głupi by robić dobre uczynki w takim stanie”. Mare podbiegła do jednego małego sklepiku na rogu, gdzie znajdowały się rzeczy codziennego użytku. Za swoje pieniądze kupiła ostry nóż kuchenny. Schowała go do opakowania i wróciła do „zdychającego anioła”. Leżał nadal w tej samej pozycji. Gdy podeszła do niego okazało się, że oddycha trochę ciężej. Otworzył oczy i spojrzał jej w oczy. Wywinęła się sprytnie z jego spojrzenia i wyciągnęła długi, ostry, jak brzytwa nóż. Mikael zdziwił się bardzo. - Chcesz mnie zabić ?! – powiedział śmiesznym cichym głosem. Kolejne łzy, których nie potrafił opanować, skapnęły mu na koszulę. Mare zignorowała go i chwyciła ostrze noża lewą dłonią. Następnie spojrzała na niego, zacisnęła ją mocniej na przedmiocie i mocno go wyciągnęła. Prysły krople krwi, które opadły na jej kolana i sukienkę. Zacisnęła przy tym mocno zęby. - Może byś mi pomógł, co? Nie siedź tak, zrób coś bo się wykrwawię. Mikael natychmiast odzyskał trzeźwość umysłu. Pomimo bólu usiadł na kolanach i zabrał z kurtki paczkę bandaży. Zawsze nosił je na wszelki wypadek gdyby ktoś potrzebował pomocy. W kieszeni oprócz paczki z bandażami znajdowały się takie rzeczy, jak: plastry, maść na oparzenia i ukąszenia, tabletki wzmacniające, spirytus, woda utleniona i glukoza w proszku. - Daj mi dłoń – poprosił. - Sam ją zabierz... – odrzekła oschle. Pochylił się nad nią i delikatnie położył jej dłoń na swoim kolanie. Ręka okropnie krwawiła. Poczuł wielką skruchę i żal. Wiedział, że zrobiła to dla niego ale wolał nie wypowiadać się na ten temat. Siedział cicho. Jego dłonie delikatnie przemykały pomiędzy jej palcami. Ukłucie nikło w jego sercu i nie miał już tego ciężaru na nim. Myślał w tej chwili o Mare i tylko o niej. Niespodziewanie naszła go dziwna myśl. Tak jakby ta cała sytuacja miała już kiedyś w jego życiu miejsce. „No tak – przypomniał sobie. Przecież to Mare kiedyś bandażowała mi dłoń, kiedy spadłem z drzewa. Jak to dawno było. Jestem zbyt sentymentalny do takich wydarzeń” – powiedział karcąc siebie za te myśli. W jego głowie zaczęły się pokazywać obrazy z dzieciństwa. Przypomniał sobie jak był małym, beztroskim, aniołkiem, który nie musiał martwić się o dobre uczynki. Żył kiedyś w ciszy i spokoju. Niestety wszystko się zmieniło gdy pewnego nie spotkał się z małym diabełkiem. Była to diablica Mare, która przyszła do świata aniołów nie bojąc się w ogóle strażników. Zainteresowało ją zabarwienie skóry Mikaela i dziwne rogi wystające z jego barków i łokci. Od początku chodziła za nim i pytała się o wszystko co dotyczyło aniołów. „Mała ciekawska dusza” – nazwał ją kiedyś gdy nie chciał jej powiedzieć gdzie się wybiera. Od początku był dla niej wyjątkowy, a ona dla niego. W obojętnym tego stopnia znaczeniu. Pomimo tego że tak długo się znali nigdy nie wiedział dlaczego do niego przychodzi. Czasami nawet nie miała w tym celu, a jak stała się starsza to wymyślała na poczekaniu powód przyjścia. Starał się ją zrozumieć przez wiele lat, ale w końcu porzucił tę czynność. Nie miał potrzeby jej rozumieć, wystarczy że przy nim była. Obwiązał bandażem ostatnią rundkę wokoło jej nadgarstka i zawiązał delikatnie ale tak by się trzymało. Ból w jego sercu ustał natychmiastowo. Rana Mare była otwarta, a w krainie aniołów jest ona nazywana raną ciężką ( na szczęście Mikaela), zaliczana jest do uczynku większego , z którego wyróżnia się oprócz niego mały, średni i gigant. Dzięki temu cierpienie w sercu anioła ustało. Miał już spokój, ale za to diablica nie czuła się teraz najlepiej. Kręciło się jej w głowie i po chwili opadła ciężko na kolana Mikaela. - Dziękuję – powiedział biorąc ją na ręce. Musiał się dostać niezauważalnie do hotelu. Nie było to takie proste, ponieważ przechodni mogli w każdej chwili dostrzec jego pokrwawione spodnie i sukienkę Mare. Po niecałej godzinie wędrówki dostał się do hotelu. Recepcjonista popatrzał się na nich dziwnie i przyjrzał się pani Deed. - Czy coś się stało? - Zemdlała – wyjaśnił na odchodnym, wprowadzając ją do pokoju i zostawiając ją samą na łóżku.
Rozdział 9 – Mokry wieczór
Mare zbudziła się wieczorem w swoim łóżku. Gdy wstała zauważyła, że Mikaela nie ma w pokoju. Zaniepokoiło ją to i zadzwoniła do recepcjonisty. Przekazał jej, że pan Deed czeka na nią na dole, przed wejściem do hotelu. Powoli zeszła z łóżka i wstała. Po stracie dość sporej ilości krwi, kręciło się jej w głowie. Jako diabeł miała nieograniczone możliwości kaleczenia swojego ciała. Niestety w ciele śmiertelnika była podatna n wszelkie dolegliwości. Założyła swoje ulubione buty (od 19 dni ) i poszła powolnym i spokojnym krokiem do „męża”. Gdy wyszła czerwona sukienka zaczęła powiewać na wietrze. Spojrzała na przód i zobaczyła go. Wyglądał na o wiele zdrowszego. - Co się stało? Myślałam, że śpisz – powiedziała dziwnie łagodnym głosem. - Musimy coś poćwiczyć – odrzekł, biorąc ją za zdrową rękę. – Mamy 2h, ale jeżeli ci się spodoba możemy zostać dłużej. Mare popatrzała się w bok unikając jego spojrzenia i pozwoliła by ją poprowadził. Nie miała siły by się opierać. Szli obok barierki i obserwowali w ciszy falującą wodę. Po chwili doszli do przystani z gondolami. Diablica przyjrzała się Mikaelowi, ale jego twarz nie okazywała niczego. Poprosił gondoliera o jedną gondolę na ten wieczór. Zabrał Mare na ręce i usadowił w łódce. - Będziesz się uczył tym płynąć? – zakpiła. Mikael pokręcił głową i z wielkim strachem wszedł na pokład. Gondola zachybotała się na lewo i na prawo. Anioł ledwo utrzymywał równowagę. - Teraz wiem dlaczego . Mare zaśmiała się szczerze. - Nie śmiej się – powiedział biorąc wiosło.- To się wydaje być takie proste ale tak naprawdę to baaardzo truuuudna rzecz - dodał o mało nie wpadając do wody. Podparł się dziwacznie przy tym wiosłem i tak został. Nie potrafił zrobić żadnego ruchu, ani w lewo, ani w prawo. - Ratunku! Diablica płakała ze śmiechu, sytuacja w jej oczach wydawała się być przekomiczna. - Może pomóc ? - Nie, już sam sobie poradzę – powiedział biorąc mały zamach i odpychając się cudem od dna wiosłem. Pierwszy raz poszło mu dobrze, ale znajdowali się dopiero 2m od brzegu. - No już, następny taki zamach – zachęciła go. Anioł popatrzał się na nią spode łba ale okazało się, że tym razem nie żartuje. Była jak najbardziej poważna. - Mikaelu, czyżby sił ci zabrakło? - Nie... tylko... Nie ważne. Mam głupie wrażenie, że przegramy jutrzejszy konkurs ,jak nic. - Więcej wiary w siebie a teraz wiosłuj bo nie skończymy do rana. - I raz – powiedział Mikael do siebie, odpychając w jedną stronę. – I dwa. Odbił się w drugą stronę. Z początku gondola chybotała się na wszystkie strony. Mare musiała mocno przytrzymywać się krawędzi łodzi, by nie wypaść. Ci, którzy obserwowali tę scenę wieczorem, mieli dobry ubaw. Mikael przechylał się w oba kierunki o mało nie doprowadzając do pluśnięcia. Po godzinie „treningu” był, aż 50m od przystani, a po następnej ,150. Szło mu coraz lepiej , choć nie był o tym do końca przekonany. - Już przestało chybotać – zaśmiała się ponownie.- Po 2h wchodzisz już w wprawę. Prawie kończymy już drugie okrążenie. Zasapany anioł usiadł na chwilę. Ręce mu odpadały. Jako prawdziwy aniołek nie męczył się, ale jako śmiertelnik odczuwał, jak trzeba sobie zapracować na dobre mięśnie. „ Mare bardzo zależy na wygranej. Nie chciałbym jej zawieźć, ale ją i tak nie obchodzi co ja myślę i czuję. Jak ja „bardzo lubię diabły”. Małe ukłucie w sercu i powrót do normalności. Zwykłe ostrzeżenie, którym się nie przejmował. Po 10 minutach przypłynął do przystani. Pospieszył się bo chciał zobaczyć czy już na 100% opanował sztukę pływania gondolą. Nie podejrzewał siebie o taki wielki talent. Zaśmiał się w duchu na tę myśl. „Może zatrudnię się poza godzinami pracy jako gondolier” – pomyślał. Obrócił się w kierunku Mare. Myślał, że jak już będą na miejscu od razu będzie uciekać z pokładu, ale nie tym razem; diablica usnęła. Jej ręka osunęła się, tak że dotykała dłonią wody. Anioł pewnym krokiem podszedł i przykucnął przed nią. Wyglądała teraz, jak małe niewiniątko, jak normalny człowiek. Mikaelowi przez chwilę przeszły te myśli przez głowę, ale zaraz potem je wypędził. „Diabły to diabły” – pomyślał i spróbował ją lekko ocucić. Diablica nawet się nie poruszyła. - Mare – szepnął. – Wstawaj, wracamy do domu. - Jeszcze nie ! – zawołała niespodziewanie otwierając oczy. Przestraszony anioł cofnął się o krok do tyłu. Nie wyliczył w tej krótkiej chwili grubości łodzi i z głośnym pluskiem wpadł do wody. - Eckhu, eckhu – zakaszlał wypluwając przed tym wodę.- Czy ty zawsze się tak budzisz ? - Trzeba było sprawdzić, jak się budzę kiedy cię prosiłam o odwiedzenie mnie w moim Mieście. I bardzo mi przykro – zakpiła ledwo powstrzymując wielki wybuch śmiechu. Wyłaź stamtąd bo jeszcze się przeziębisz do jutra. - Łatwo mówić. Tylko dlaczego tylko mi się zdarzają takie wypadki? - Nie wiem łamago – powiedziała wychodząc, jak księżniczka z karocy, a tak naprawdę z gondoli. Naprawdę była już bardzo słaba i chciała wrócić do hotelu. Mikael podpłynął do brzegu i wdrapał się niezdarnie na murek. Gdy wyszedł z wody, zrobiło mu się bardzo zimno. Miał na sobie jedynie codzienny podkoszulek i dżinsowe spodnie. Na najgorsze grzywka opadła mu już całkowicie na twarz i na dodatek skapywały z niej wielkie krople. Mare uśmiechnęła się pobłażliwie. Anioł wyglądał przy niej, jak małe dziecko, które zrobiło coś złego. Zdjęła z siebie swój zapinany sweter i okryła go nim. Dotknęło ją małe ukłucie, ale nie przejęła się nim. Nigdy się nie przejmowała ostrzeżeniami. Mogło ich być wiele, a i tak nie robiły większych szkód na organizmie. Zaprowadziła swojego zmokniętego „męża”, aż do pokoju. Po zamknięciu drzwi, trzęsący się z zimna anioł położył się jak co dzień na podłodze. Mare spojrzała na niego, zechciało się jej znowu śmiać. Wyglądał tak żałośnie. - Chodź – powiedziała podając mu rękę by wstał. Anioł posłusznie wyciągnął ją i podniósł się z podłogi.- A teraz zaprowadzę cię do piekła. Mikael uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową. Zarzuciła mu ręcznik na głowę i zaczęła się znęcać nad szorowaniem jej. Stanęła przed nim i zaczęła ściągać mu koszulę. - Mare... – wypowiedział jej imię ale zamilkł. - Cii ... – odrzekła, kładąc mu palce na ustach. – Zajmę się wszystkim... - Dlaczego nie boli cię serce, w gruncie rzeczy pomagasz mi – rzekł spokojnym tonem wpatrując się jej w oczy. Mare odrzuciła jego włosy do tyłu, ale unikała przy ty jego wzroku. Nie chciała mu odpowiadać na to pytanie, nie była do końca pewna czy i tak by coś z tego zrozumiał. - Bądź spokojny, nic mi nie będzie... Mikael choć niechętnie powiedział: - Sam bym sobie poradził... - Wiem - odrzekła przesuwając palcem po jego klatce piersiowej. Nigdy nie odważyła się tego zrobić, ale w tej chwili ciągła ją nieodparta pokusa, której to jej ofiary czasami się musiały oprzeć. Prawą dłonią przejechała od ramienia aż po sam dół, do spodni. Rozpięła guzik, a następnie rozporek. Mikael zabrał jej delikatnie dłonie. - Piłaś coś? Mare zaśmiała się. - Oczywiście, że nie. Nie przerywaj mi. - Jutro będziesz na mnie wściekła. Bardzo dobrze o tym wiesz. Umilkła. On jej nie rozumiał, a raczej nie zdawał sobie sprawy co czuje. Miała taką ochotę go objąć i pocałować, dotknąć choć przez chwilę jego warg, a on odbierał jej tą największą przyjemność. „W końcu jak anioł ma wiedzieć, że my też ... potrafimy czuć. On nawet nie przyjmuje tego do swojej świadomości.” Zaszkliły się jej oczy. Głowa zrobiła się ciężka, a nogi pod nią lekkie. Odpływała w kierunku podłogi. - Mare ! – zawołał Mikael w ostatniej chwili ją łapiąc. Dotknął jej czoła i policzków. Była cała rozpalona. „To chyba dlatego zachowywała się dziś inaczej”. Uśmiechnął się niemrawo do siebie. Miał nadzieję, że tak nie było. Zabrał ją na ręce i położył na łóżku. Diablica trzymała mocno jego dłoń, tak jakby nie chciała jej puścić. Mikael próbował w jakiś sposób wydostać się z uścisku, ale ona nawet nieprzytomna nie dawała za wygraną. - Mare, masz gorączkę. Muszę zrobić ci okłady... Nic, żadnej reakcji. Diablica się nie obudziła. Anioł westchnął głośno i ściągnął jedną ręką ręcznik, który miał na sobie. Zdjął (cudem) mokre spodnie i położył się obok niej. Łóżko było wystarczające by zmieściły się w niej dwie osoby, jednak Mare preferowała wygodę. Zawsze na pierwszym miejscu dawała luksus dlatego też wolała spać zawsze sama.
Rozdział 10 – Kłótnia i zabawa
Mikael rozbudził się ale nie chciało mu się otwierać oczu. Pierwszy raz od miesiąca wyspał się porządnie w łóżku. Wiedział, że jak Mare się obudzi, zrobi się wielka awantura. Poza tym zawody zaczynały się dopiero o 16.00, a do tej godziny mieli dużo czasu. Anioł już chciał przetrzeć zaspane oczy , gdy nagle poczuł jak ktoś dotyka jego włosów i odsuwa je z twarzy. Podniósł powieki. - Witam – powiedziała na przywitanie.- Długo spałeś. Kiedy się położyłeś spać? - Zaraz jak cię położyłem, położyłem się obok – powiedział rozespanym głosem. – Między innymi przez to... Popatrzał się przez chwilę na jej prawą dłoń. Cały czas trzymała jego. Mare zerknęła w tamtym kierunku i jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę, że kogoś trzyma. Wyplątała się z uścisku. - Ale pytałam się kiedy poszedłeś spać, a nie kiedy się położyłeś. - Trochę późno. Czekałem bo myślałem, że się obudzisz. Miałaś wczoraj gorączkę, a dzisiaj... Dotknął w tym momencie jej czoła, a następnie przyłożył dłoń do swojego. - Już nie masz – dokończył. - Tylko nie myśl, że to co się działo wczoraj, robiłam przez głupią gorączkę. Nie miałam żadnych omamów. - Jasne – odrzekł z niedowierzającym tonem w glosie. - A niby kłamię – zapytała drwiąco. - Nie ty w ogóle nie kłamiesz. Wprost uwielbiasz mówić prawdę. - Nie kpij. - Kto niby kpi przez cały czas? Hm? Może odpowiesz mi na to pytanie? - Zabiję – powiedziała rzucając się na niego. – Prosisz się dzisiaj o kłopoty. - Nie tym razem – odpowiedział przerzucając ją. – Dziś górują anioły. Mare prychnęła. Nie lubiła gdy ktoś był nad nią, ale tym razem przyjęła to jako zabawę. Przerzuciła swoje ręce za szyję Mikaela i zaczęła go łaskotać po niej. Doskonale znała jego „czułe” miejsca. Roześmieli się jak dzieci. Nie bawili się tak od dawna. Brakowało im czasami trochę luzu. Czasu, który mogliby przeznaczyć tylko i wyłącznie dla siebie.
- Ok. , dosyć tego dobrego – powiedział Mikael odsuwając ją na drugi koniec łóżka. - No coś ty. Mamy jeszcze dużo czasu... – Mare ugryzła się w język. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że zabawa z aniołem sprawiła jej przyjemność. Zrobiła nadąsaną minę i rzekła : - Masz rację , weźmy się do roboty. - Też tak sądzę – odpowiedział przypatrując się diablicy. Zawsze myślał, że tylko wyrządzaniem komuś krzywdy nazwie zabawą lub będzie z tego czerpać z tego przyjemności, jednak się mylił. „Zastanawiam się co jeszcze ukrywasz przed całym światem” – pomyślał. - Wiesz mam nowy pomysł. Zrobiliśmy paręnaście uczynków ale w ogóle ich nie zliczyliśmy. - Czyś ty dogłębnie oszalał ?! Wiesz ile tego będzie?! - Zaraz się tego dowiemy – powiedział podchodząc do swojej teczki. Wyciągnął z niej swój ulubiony niebieski cienkopis z wizerunkiem złotowłosego aniołka i czarny notatnik (Mare śmiała się z tych akcesori). Usiadł na środku pokoju i zaczął myśleć Mare za zrezygnowaniem dosiadła się do niego. - Pisz – rozkazała. Mikael uśmiechnął się szeroko do siebie. Wiedział, że przyjdzie. - Zrób sobie tabelkę. Zaczniemy od klas w szkole. Są cztery klasy gimnazjalne od „a” do „d”. Teraz w dół i trzy poziomy. Następnie licea po cztery do trzech. - A teraz Mare, zaznacz mi, które klasy uczysz. Mare porobiła krzyżyki w odpowiednich miejscach . - Grzeczna mała, a teraz napisz mi ile osób jest w poszczególnych klasach. Diablica spojrzała się na niego z pół przymkniętych oczu gdy powiedział „mała”. Zabrała osobną kartkę i pozapisywała. Siedzieli nad tym całe trzy godziny. Wtedy dopiero przeszli do przechodniów. Z tym było łatwiej. Na dzień przypadał jeden człowiek więc wychodziło, że zabrali 19 osób. Następnie anioł doliczył jeszcze czterech nauczycieli. Tak zdobyli łączną sumę osób: - 197 !! – wykrzyknęli ze szczęścia na cały pokój. Popatrzeli się przez chwilę z euforia na siebie , a następnie zamilkli. Ta ilość najwidoczniej nie wystarczała by znaleźli się na samym szczycie. Westchnęli głośno. Nawet Mare jakoś się bardziej zrobiło smutno. - W ogóle nie posuwamy się naprzód – powiedziała z lekkim wyrzutem.- Stoimy w miejscu jak te kołki wbite w ziemię. Naprawdę warto się trudzić? Nastała niespokojna cisza. Dopiero Mikael z wielkim podnieceniem w głosie, prawie krzykiem, zerwał się na co diablica o mały włos się nie przewróciła. - Nie trać wiary ! - Łatwo mówić. - Naprawdę bardzo prosto. Przyłożymy się bardziej. To tak jakby to była nasza praca. Jeżeli będziesz lepiej pracował, zauważą cię i będziesz miał większe zarobki. Podobnie jest z nami ! - Dobra – odpowiedziała z lekkim przekąsem w łosie. – Od jutra zajmiesz się Domeniciem... - Skąd wiesz, że nie jest wliczony w te 197 osób ?? - Myślisz, że jestem głupia. W swoim zeszycie zaznaczam sobie każdą osobę w szkole. Poza tym pamiętałabym go. Jest twoim ulubieńcem. Mikael przymknął oczy i się odwrócił do niej tyłem. Pierwszy raz to on bał się jej spojrzeć w oczy. Bardzo się przywiązał do Domenica. Nie chciał by Mare w jakiś sposób mu dokuczyła. Maluchowi było trudno zaufać jakiekolwiek osobie. - Daj mu spokój – odważył się powiedzieć. – To tylko jedno dziecko... - Wszędzie są dzieci Mare uśmiechnęła się zabójczo. - Chcesz zemsty na mnie, prawda ? - Może ... – odparła niewinnie. – Widzisz na świecie jest pełno małych dzieci ze swoimi problemami... - Ale ...– powiedział cicho. - Nie przerywaj mi !! – wrzasnęła. – Nie jesteś teraz aniołkiem, który pomaga każdej niewinnej istotce na ziemi. Co z tego, że posiadasz charakterek typowy dla anioła.. Miej to w nosie! Chyba że jesteś tak beznadziejny i należysz do tego rodzaju anioła, który obojętnie kim są muszą działać w słusznej sprawie. Jeżeli tak powiesz to chyba mnie zemdli. Mikael patrzał się na nią jak mała szara myszka. Wysłuchał w pełni Mare i powiódł po niej marnym spojrzeniem. Wiedział, że w końcu mu to wygarnie, a dzisiaj miała do tego odpowiedni humor. Najgorsze jest to, że nigdy sobie nie przygotował odpowiedzi. Diablica nie widząc by anioł zaczął się tłumaczyć, zebrała wszystkie kartki z podłogi z obliczeniami i schowała je do nocnej szafki. - Mare – powiedział do niej na co natychmiast się zatrzymała. – Proszę cię. Nie myśl tak o mnie. Nigdy. Po prostu ja nigdy nie chciałem być aniołem bez skazy. Pomagam ludziom bo takie jest moje zadanie, ale gdybym miał wybór to chciałbym się odrodzić jako ktoś inny. Na twarzy pani Deed zagościł drwiący, triumfujący uśmiech. Odwróciła się do niego i powiedziała. - Ja nigdy nie powiedziałam, że taki jesteś. Tylko żebyś taki nie był Wiem, że jesteś inny od reszty tych świętoszków. Tylko dlatego się z tobą przyjaźnię - Słucham? - CO mam powtórzyć? - Przyjaźnisz się ze mną. Czy ty aby na pewno się dobrze czujesz? Mare spojrzała na niego spode łba i rzekła: - Nie ... Mikael choć z nietęgą miną uśmiechnął się do niej. - Ale nie myśl sobie, że jak się dowiedziałeś, że jesteś moim przyjacielem masz jakieś dodatkowe przywileje. - Zajęcie łazienki też się liczy? - Też – odparła sucho. - No dobrze – odparł z rezygnacją w głosie. - Słuchaj, właśnie mnie wkurzyłeś. - Co znowu? - Czemu nigdy się ze mną o nic nie pokłócisz. O nic nie pobijesz aby wyszło na twoje? Tylko odpowiadasz „no dobrze”. To nie jest w porządku. - To forma grzecznościowa Mare, która u ciebie nie występuje – odparł zgryźliwie i uśmiechnął się szyderczo. - Jak cię złapię to padniesz martwy!! - Mare jest pewien problem. Jeżeli mnie złapiesz. Diablica prychnęła głośno i rzuciła się w jego kierunku. Mikael skończył by jak ostatnio, czyli na ziemi i duszony przez przyjaciółkę. Ale tym razem nie popełnił tego błędu, gdy Mare nadbiegła, złapał ją za tułów i przerzucił ją sobie na ramię. - Puść – pisnęła. - Ha, ha. Chciałoby się. - Jesteś podły. - Dziękuję – odparł. – No dobrze (zaakcentował). Skoro tak bardzo się kłócisz o pierwszeństwo w łazience to sprawię ci taką kąpiel, którą do końca życia zapamiętasz. Mare pisnęła cicho. Pierwszy raz nie wiedziała czego oczekiwać po Mikaelu. Anioł otworzył łazienkę i gdy znajdował się pod prysznicem zabrał Mare przed siebie, tak że ich twarze spotkały się bardzo blisko. Z jego twarzy nie zniknął chytry uśmieszek, za to ona patrzała się na niego niby to z podziwem, niby z zaskoczeniem. - Koniec tego dobrego - zawyrokował i położył ją w prysznicu, nachylając się nad nią. – Chcę teraz żebyś zapiszczała. - Nie ma mowy. - Wiedziałem, że muszę przedsięwziąć jakieś środki by cię do tego zmusić. Mikael odkręcił kurek z zimną wodą. Mare zapiszczała potwornie. Miała na sobie tylko swoją czerwoną sukienkę. Woda zaczęła ociekać po całym jej ciele. Nie podobało się jej to, że teraz to ona stała się ofiarą. - Nie !- powiedziała do siebie na głos. - Co nie ? Masz już dosyć? - Nie – odparła z nadzwyczajnym spokojem. – Po prostu nie chce odpowiedzieć „no dobrze”. - Hm? Anioł zdziwił się, ale też nie przewidział jej kolejnego ruchu. Mare podniosła się trochę i pociągnęła go do siebie za koszulę. Nie do końca jej plan się udał. Bowiem chciała by to on wpadł pod mroźne krople wody, a zdarzyło się, że wpadli tam razem. Mikael ostatnim ruchem złapał ją i przyciągnął mocno do siebie by się nie uderzyła. Gdy spojrzeli sobie w oczy przez pewną chwilą panował tam niesłychany chaos o przestrach, ale później zaśmiali się jak dzieci. - Mam prywatny parasol – szepnęła. Nie odważyła się powiedzieć tych słów głośniej . Kropelki opadały na nich, a następnie z ich ubrań i włosów. Byli tak blisko siebie. Lodowaty prysznic zamiast ich ochłodzić jeszcze bardziej rozżarzył ich spragnione ciała. Diablica oplotła swoje ręce wokół jego karku i przybliżyła jego twarz. Czuła jego oddech, a on jej. Ich usta spotkały się po raz pierwszy. Ogarnęło ich miłe ciepło. Mikael odsunął delikatnie jej włosy do tyłu. Zaczął ją całować po szyi i po klatce piersiowej. Czas się w tej chwili nie liczył dla nikogo z nich. Mare przesunęła dłonią po jego włosach i plecach, a następnie zabrała w obie jego twarz. Spojrzała w jego oczy z pewnością i zarazem pożądaniem. W rowkach jej oczu pojawiły się małe łezki. Pocałowała go szybko by ich nie zauważył. Chciała jak najdłużej zachować tą chwilę. Serce jej biło jak oszalałe. Nawet nie spostrzegła się kiedy nie miała na sobie już ani jednej rzeczy. Przywarła do jego ciała. Czuła jego ciało całą swoją pełnią. Owładnęła ich namiętność. Kochali się długo nie pamiętając o żywym świecie.
Rozdział 11 – Konkursowa kość niezgody
-Panie Deed ! – zawołał tuż zza drzwi portier. Mare i Mikael przysnęli trochę. Nie rozbudzone oczy spojrzały na siebie roześmiane. - Sprawdź czego chce – odparła całując go po klatce piersiowej. Anioł mruknął pod nosem i wygramolił się z jednoosobowego prysznicu. Gdy wychodził z łazienki zabrał ręcznik i owinął nim tułów, zaś Mare rzucił szlafrok. - O co chodzi? – zapytał Mikael uchylając lekko drzwi. - Zaniepokoiłem się proszę pana. - Czym? – zdziwił się anioł ledwo nie wybuchając śmiechem. - Bo widzi pan. Już od dawna mówił mi pan, że przygotowuje się pan do konkursu gondolowego. - Tak – potwierdził. - To czemu pan tam nie poszedł. Nie powiem panu na sto procent, która jest godzina ale chyba 15.30. Z tego co wiem konkurs się zaczyna o 16.00. Mikael słuchał tych słów- wprost je połykał. - Dziękuję – odparł na odchodnym i zamknął za sobą drzwi. Mare rzuciła mu już suche ubrania z szafy. Sama była już prawie całkowicie ubrana, brakowało tylko sukienki. Na ostatek Mare zapinała jeszcze włosy. Mikael podszedł do niej i upiął jej na szybko kok. - Tak nie wyjdę na ulicę - zaprotestowała. - Zabierz ze sobą szczotkę. Uczeszę cię na miejscu. Nadal nie przekonana zrobiła rozpaczliwą minę. - Wyglądasz prześlicznie. Nie przejmuj się. Diablica uśmiechnęła się pod nosem i pociągnęła go za sobą. Darowali już sobie zamykanie drzwi i tak nie posiadali nic poza ubraniami. Przebiegli szybko przez hotelowy korytarz i wybiegli przez drzwi wyjściowe. Portier zamachał do nich na pożegnanie. Drogę na koniec miasta przebiegli przez 15 minut. Oboje potwornie zmęczeni jednak udało im się przybiec 5 minut przed czasem. Z obojgu, z włosów spadały jeszcze mroźne krople. Mare przyglądała się im kiedy Mikael poszedł ich zarejestrować. Diablica przeczesała małe kosmyki do tyłu. Śmiała się sama do siebie. Za ten czas gdy nie było aniołka, rozglądała się po parach, które też tu przybyły. Niektórzy podenerwowani, niektórzy chorzy z miłości. Westchnęła z zazdrością gdy widziała te szczere pocałunki. Nie wiedząc co zrobić ze sobą, zaczęła chodzić po placu. Z daleka zauważyła już przygotowane gondole. Niespodziewanie potknęła się o wystający kamień. Leżała by na ziemi gdyby nie przystojniak, który podał jej rękę. - Nic się pani nie stało? – zapytał. - Nie, dziękuję za troskę – odparła. - Jak to dobrze, że Xavier panią złapał. Co by było za nieszczęście gdyby pani się potłukła – powiedziała młoda kobieta o czarnych lokatych włosach. – Jestem Laurene Amor, a to mój mąż. Wskazała tu na wybawiciela. - Miło mi poznać. Marisa Deed. Jak sądzę biorą państwo udział w konkursie, jak każdy tutaj zebrany? - Tak – odrzekł Xavier. – Jeżeli mogę się zapytać, gdzie pani małżonek? - Eee. .. – zająkała się pierwszy raz na słowo małżonek. – Poszedł nas zarejestrować. Trochę się spóźniliśmy. Mare poprawiła trochę włosy, które przez cały czas opadały jej na twarz. Czuła się trochę nieswojo. Chciała się czuć jak prawdziwa żona Mikaela ale nie mogła, bardzo dobrze wiedziała z jakiego powodu. Jej niespokojne myśli przerwał anioł, który podbiegł do niej od tyłu i złapał ją za tułów. Pisnęła cicho i zaśmiała się. - Jesteś wreszcie. Czekałam. - A ja cię szukałem . - Szukałeś? – zdziwiła się jakby nieprzytomna. - Miałaś czekać na mnie tam. Tu wskazał na miejsce przed wejściem. - Sorcia – powiedziała całując go w czoło. Po czym zwróciła się dwójki młodego małżeństwa. – Poznajecie mojego męża Mikaela. - Miło mi pana poznać. Laurene Amor i mój mąż Xavier. Przed chwilą zapoznaliśmy się z Marisą. Anioł spojrzał na Mare. Zawsze pozostawała z boku i raczej nie starała się o nowe znajomości. Jakby na swoje wytłumaczenie, diablica odrzekła: - Potknęłam się o kamień a pan Xavier złapał mnie w ostatniej chwili. Tak się zapoznaliśmy. - Rozumiem – odrzekł. Chciał jeszcze coś dodać ale jego głos przerwał dźwięk z mikrofonu. - UWAGA ! UWAGA! PROSIMY WSZYSTKIE PARY DO PIERWSZEJ KONKURENCJI ! Diablica i anioł popatrzeli się na siebie z wyrzutem i niepokojem. Jakby ich głos mówił „to jest ich więcej?”. Nie spodziewali się więcej po takim konkursie. Postanowili na razie się o to nie martwić. Wszystkie młode małżeństwa z przypisanym sobie numerkiem zajęły swoje stanowiska. Trasa składała się z dwóch okrążeń wokół trzech bloków. Na koniec para miała stanąć na swoim miejscu skąd startowała i pocałować się ,w ten sposób oznajmiając przybycie na miejsce. - Nie zawal tego – szepnęła mu na ucho. - Mówisz, że mam tego nie zawalić a ręce mi się potwornie trzęsą. Mare popatrzała się na jego dłonie. Rzeczywiście trzęsły się. - Nie ma się czego bać i denerwować. Przecież jestem przy tobie.. Na te słowa pocałowała go w usta. - Pewniejszy ? - Tak. - To dobrze – odparła i podała mu rękę by pomógł jej wejść do gondoli. Sam zaś stanął na jej dziobie i wziął do ręki wiosło. - DO STARTU – zawołał sędzia przez mikrofon. – GOTOWI . START! Wystartowali. Mikael odepchnął się szybki ale i zarazem delikatnie. Gondola przesunęła się po wodzie. Mini trening wczorajszego wieczoru, sprawił, że od samego startu się nie przechyliła. 10 innych par wystartował jednak nie z takim impetem. Niektórym ciężko było nawet opanować równowagę. 2 pary za to płynęły równo z państwem Deed między innymi państwo Amor. Xavier tak dobrze wiosłował jakby pływał gondolami od dziecka. - Szybciej – ponagliła Mare. Jej głos był pewny i stanowczy. Nie zdziwiło anioła, że nie było w nim nutki strachu lub zdenerwowania. - Staram się. - Nie widzę – ofuknęła na niego.- Jesteś silny. Wykorzystaj to. - Nie jestem silny.. Mare spojrzała na niego z niedowierzaniem i odrzekła: - A skąd te mięśnie ? – powiedziała z pół przymkniętych oczu. – Jak zostałeś człowiekiem to tak jakbyś pozostawił wszystkie zdolności na dawnym ciele. Przecież naprawdę tak nie jest. Długo trenowałeś. Do diaska teraz nie czas na rozmowy ! Chcę te mieszkanie i je dostanę ! Wiosłuj! Anioł zaśmiał się na głos. Czasami bardziej wolał gdy się złości. Wyglądała wtedy tak słodko. Dodawało mu to zarówno otuchy, jak i rozbawiało go. - Nie żyjesz – powiedziała na głos z nutką grozy. - To dopiero na brzegu. Kocham cię Mare. A raczej Mariso. Mare popatrzała się na niego o mały włos nie wypadając z łodzi. Zrobił na niej piorunujące wrażenie. Miłość dodała mu w tej chwili skrzydeł. Przyspieszył jak potrafił najbardziej. Wiosłowanie stało się dla niego teraz bardzo proste. Szło mu gładko i sprawnie. Nawet nie zorientował się kiedy znaleźli się o 5 minut drogi przed dwoma wrogami numer jeden. Mare pisnęła z radości. - Jeszcze jedno okrążenie kochana a już się cieszysz? - Ty potrafisz każdemu zepsuć humor ! – powiedziała z żartobliwą złością. – Przecież to TYLKO jedno okrążenie. Cieszyli się jak dzieci. Włosi patrzyli się na nich jak na dwóch wariatów. Zaś drudzy - na młode zakochane w sobie do szaleństwa małżeństwo. Drugie okrążenie, jak przypuszczał Mikael, nie poszło już tak dobrze. Jednak nawet teraz wyprzedzali wszystkie pary choć widać było, że niektóre się przybliżały. W kolejne parę minut Mikael znajdował się już przed miejscem startu. Elegancko dobił do brzegu i po dżentelmeńsku podał rękę swojej „żonie”. Wszyscy zaczęli bić brawa na cześć zwycięzców. - Naprawdę mnie kochasz? - Anioły nie kłamią – odparł i pocałował ją. - PIERWSZA KONKURENCJA ZA NAMI!- zawołał sędzia. - Jednak będziemy się musieli trochę pomęczyć o nasze mieszkanko – powiedział zawiedziony Mikael. - Przestań może być z tego niezła zabawa. - Zależy jakie dadzą pytania. - Obojętnie jakie dadzą i tak na nie odpowiem. Znam cię bardzo dobrze od dzieciństwa. - I nic przed sobą nie ukrywamy od tego czasu? Mare zawahała się. Często ukrywała przed aniołem dużo tajemnic. Jednak po namyśle zdała sobie sprawę, że były to tylko ilości ofiar, które ukrywała przed nim by nie robić mu przykrości. To wszystko. „Nie to nie wszystko” – przemknęła jej w myślach jedna rzecz, którą ukrywała dopiero od paru dni. W drugiej konkurencji mieli się wykazać wspólnymi zdolnościami kulinarskimi. Mare dostała gęsiej skórki na myśl o gotowaniu. „Jak to zawsze Włosi mówią. Przez żołądek do serca. Oby się nie mylili” – pomyślała z lekkim załamaniem. Nie potrafiła gotować, ani robić jakichkolwiek dań. To Mikael zajmował się przez te wszystkie dni posiłkami. Ona była jedynie księżniczką, której dawano wszystko pod nos. Do następnej konkurencji zakwalifikowało się 5 par. Państwo Deed, Amor i jeszcze państwo Cotugno, Fabiani i Ross. Gotowanie nie poszło tak źle jak sama Mare myślała. Nie trzeba było nic piec ani gotować. Uśmiechnęła się ironicznie gdy zobaczyła przed sobą same owoce i warzywa nadające się do spożycia bez gotowania. Zaczęła się bawić śmietaną, dżemami, alkoholem. W jednej misce umieściła pokrojony ananas, zakryła go później śmietaną i oblała winem. - Co to za papy? – zapytał się Mikael. - Dobre papy – odparła. - Ja tego jeść nie będę. - Nie musisz. Zjedzą to sędziowie. Mikael popatrzał się w ich kierunku. Byli to ludzie w sędziwym wieku. - Jeszcze na starość robisz im numery. - Najwyżej. Mare zachichotała. Druga konkurencja skończyła się bardzo szybko. Danie Mare jak się okazało przypadło sędziom do gustu. Niestety nie dostali najwyższej punktacji. Przypadła ona państwu Cotugno. Przez co ostatnich dwóch konkurencjach zostały tylko 3 pary. Mare i Mikael, oraz depczący im po piętach Cotugno i Amor. Kolejny konkurs wymagał trochę ruchu. Był to po prostu popularny taniec z balonami przy, którym mieli zatańczyć tango. Nie poszło im tak źle. Tylko państwie Amor pod koniec wypadł balon przez co wypadli i nie mogli brać dalszego udziału w zabawie. Po właśnie tej przedostatniej rozgrywce Mare podeszła do siedzącej samotnie na ławce Laurene. - Siedzisz sama. A gdzie Xavier? - Poszedł po coś do picia. - O Mikael też – powiedziała Mare z uśmiechem na twarzy. – Świetnie wam szło. Deptaliście nam po piętach. - Tak myślisz? - No pewnie. Szczerze to wolałbym żebyście to wy z nami startowali do półfinałów. W ogóle nie znam państwa Cotugno. - Tu nie chodzi o znajomości Mariso. - Tak wiem – odrzekła przez śmiech graniczący się już z bólem (pocieszała drugiego człowieka świadomie). - Będę za was teraz trzymała kciuki. - Przyda się. - A co. Boisz się, że nie odpowiesz tak samo jak Mikael? - A to teraz jest jakiś test? – zaniepokoiła się Mare. - Tak . Nie wiedziałaś? - Szczerze to nie wiedziałam, że będą jakieś inne konkurencje poza gondolami. Obie zaśmiały się. Diablica poczuła się tak jakby miała przyjaciółkę, której by mogła wszystko powiedzieć i się zwierzyć, a jednak była to tylko znajoma. - Może po konkursie będziemy utrzymywać nadal znajomość? – zapytała się. - Pewnie, że tak. Zawsze miło poznać kogoś nowego prawda? - Tak – odparła Mare, a ucisk w jej sercu był już niemożliwy. - Mogę cię o coś prosić Laurene? - Jasne. - Możesz pójść po mojego męża? Nie najlepiej się czuję. - Coś cię boli? - Po prostu idź po niego – powiedziała przez zęby. Laurene bardzo zaniepokojona stanem zdrowia Mare pobiegła szybko do stoiska z napojami. Znalazła swojego męża i Mikaela razem gaworzących z państwem Cotugno. Zatrzymała się przy nim i szepnęła : - Marisa się źle czuje. Prosi byś do niej podszedł. Mikael kiwnął głową i poszedł tam gdzie zostawił Mare. Państwo Amor poszło za nim. Zatrzymali się przed diablicą. Siedziała przyciskając mocno lewą stronę. Gdy Mikael kucnął przy niej, ta skoczyła mu do ramion i rozpłakała się. - Przestań płakać – rozkazał. – Już za wiele jak na jeden dzień. Jego głos był stanowczy. Diablica jednak nie przestała płakać. - Przepraszam chcielibyśmy na chwilę zostać sami. - Pewnie , powiadomimy was kiedy zacznie się kolejna konkurencja. - Dzięki Xavier. Gdy nikogo nie było w pobliżu Mikael zwrócił się do Mare. - Mów o co chodzi. - Dlaczego muszę być diabłem? - Ojeju, bo nią jesteś Mare - Ale nie chcę już nią być. Nie mam przyjaciół, męża , miłości. Niczego. Na te słowa rozpłakała się na dobre. Anioł nie wiedział już co powiedzieć. - Mare ... - Myślisz, że na ziemi byłam naprawdę złym człowiekiem? Myślisz, że było tak naprawdę. - Nie wiem. Ja miałem wybór. Tylko to pamiętam. Wiedziałem, ze nie mogę być diabłem bo bym nie wytrzymał. Nie wiem, po prostu diablica ci była przeznaczona. - Ale ja nie chcę - Mówisz jak małe dziecko. - W gruncie rzeczy jeszcze jestem dzieckiem. Dopiero rok temu stałam się pełnoletnia. - A żebyś wiedziała że ja też – odparł przedrzeźniając się z nią.- Zrozum chcę dla ciebie jak najlepiej. Dlatego musisz mnie bić i poniewierać mną żebyś się dobrze czuła. - Ale ja nie chcę - Przestań! – krzyknął. Diablica przestraszyła się. Wiedziała, że Mikael mówi na serio ale ona już miała dosyć. Pociągnęła jeszcze raz nosem i otarła łzy. Na twarzy jednak nie pojawił się uśmiech. - Jutro się poczujesz lepiej – odparł przez zęby. - Skąd wiesz? - Przypuszczam . Chodź znajdziemy teraz państwa Amor. Nie musieli długo szukać. Państwo Amor wyszło im naprzeciw oznajmiając o rozpoczęciu kolejnej rozgrywki. Mieli odpowiedzieć na 15 pytań. Każde pytanie było za 2 punkty. Można w ten sposób zdobyć 30 punktów. Na koncie państwa Cotugno znajdowało się 41 punktów, zaś na koncie państwa Deed nieznaczna przewaga 4 punktów. Sędziowie przyglądnęli się Mare gdy zajęła swoje miejsce. Miała czerwone policzki i oczy od łez. Jednak jej mina sprawiała mówić „Wszystko w porządku, możemy zaczynać”. Tak naprawdę bała się domyśłań Mikaela. „W końcu tak naprawdę nie mogę go kochać”. Zaczęła się pierwsza tura pytań. Polegała ona aby każda para napisała to samo na swoich tabliczkach, ale żadne nie miało dostępu zobaczyć co pisze drugie. Jak Mare z początku zapewniała Mikaela nie poszło źle na 10 możliwych 9 było dobrych. Znali się zbyt dobrze by popełnić więcej błędów w tym teście. Zostało ostatnie 5 pytań. Państwo Cotugno z łatwością odpowiedzieli na każde z nich. Tak samo jak poprzednio. „Nie podoba mi się ta para . Jest zbyt idealna” – pomyślał Mikael. Przeciwnicy mieli już na koncie pewne 71 punktów. Jeżeli Mikael i Mare nie odpowiedzą poprawnie na 2 pytania odpadają. Jeżeli odpowiedzą źle na choć na jedno będzie remis. Mare zaczęły się pocić ręce z przejęcia. Odetchnęła trochę kiedy mieli już bezpieczne te 8 punktów. Oboje czekali teraz na ostatnie. - Czy – zaczął prezenter. – Pani Mariso, zdradziłaś męża z innym mężczyzną ? Mare zawahała się przed napisaniem na kartce „TAK”. Mikael za to od razu napisał na kartce „nie” i pokazał ją publiczności. Mare za to zastanawiała się co napisać. - Widzę, że pani się jeszcze zastanawia. Mikael prychnął. W końcu Mare pokazała kartkę, na której wielkimi literami było napisane „NIE”. - W ten sposób możemy państwo Deed ogłosić zwycięzcami! – zawołał radośnie prezenter. – Dostajecie nagrodę pieniężna wraz z domem z ogródkiem. Diablica nie mogła w to uwierzyć. Oparła się o stolik przy którym siedziała. Anioł za to podszedł do niej i okręcił nią koło. - Juhuuu , mamy mieszkanie! – wołał. - Naprawdę? – zapytała się trochę nieprzytomna. - Naprawdę kochana, naprawdę ! Mikael pocałował ją przez co ocknęła się. - Skąd wiedziałeś, żeby napisać „nie:” ? - Wiedziałem, że nie napiszesz prawdy - odparł z prostotą. Diablica palnęła go ręką w głowę. Miała już taką nadzieję, że jej ufa.
Minęła niecała godzina kiedy znaleźli się ze swoimi rzeczami w nowym domu. Był to dwupiętrowy jednorodzinny domek. Idealny dla diablicy. Razem z państwem Deed przybyło także państwo Amor. Mikael i Mare bardzo chcieli uczcić ten dzień z kimś znajomym. Papiery dotyczące własności do mieszkania mieli podpisać dopiero następnego dnia . Tego wieczora próbowali się trochę wyluzować po koszmarnych konkurencjach. Mikael kupił po drodze dwie butelki wina. Siedzieli w głównym pokoju na dole do piątej rano. O szóstej położyli się spać. Państwo Deed otrzymało pokój na dole, zaś aniołek zabrał na rękach Mare do jakiegokolwiek pokoju na górze. - Upiłaś się – odrzekł wpatrując się jej w oczy. – Wiesz , że jutro jest niedziela? - Co z tego, że się upiłam i co z tego, że jutro jest niedziela ? - To, że nie musimy iść do szkoły. Dyrektor chyba by nas zatłukł gdybyśmy przyszli w takim stanie. Mare zaśmiała się szyderczo. Nie widziała nic przed oczami. Świat wirował jej wokoło w przeróżnych kolorach. - Jestem śpiąca – powiedziała cicho. – Zanieś mnie do łóżka. - Właśnie to robię – odparł otwierając drzwi z sypialni. - Przytulisz mnie ? – powiedziała jeszcze ciszej. - Tak – odrzekł szeptem kładąc ją na łóżku. Zaraz potem położył się sam i objął diablicę. Ta wtuliła się i usnęła natychmiastowo. Anioł pocałował ją w czoło i zaczął głaskać po włosach póki sam nie zasnął.
Rozdział 12 – Spokojna niedziela i przeklęty poniedziałek
Mikael wstał około godziny 12.00. 7 godzin snu wystarczyło by wytrzeźwiał i obudził się z niezłym kacem. Przytulił się do poduszki bo promienie słońca wpadały przez okno i zaczęły go kąsać po oczach. Naraz zorientował się, że kogoś obok niego nie ma. Rozejrzał się po pokoju. Mare w nim nie było. Zajrzał do łazienki a następnie otworzył drzwi z pokoju. Usłyszał jej głos na dole. Śmiała się, a jakiś drugi kobiecy głos jej wtórował. Zapewne należał do Laurene. Teraz trochę już uspokojony poszedł do łazienki i umył się porządnie. Nie wyobrażał sobie, że jest to jego mieszkanie. „To chyba sen „ - pomyślał gdy brał prysznic. – „Takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach” . Najbardziej był zaskoczony, że dom był urządzony w całości aż po czubek dachu. Nie spodziewał się tego po takim konkursie. Po szybkiej toalecie ubrał się w trzecie na cztery ze swoich ubrań. Nie posiadał ich wiele , ponieważ połowa zarobku ze szkoły szła na opłaty w hotelu i na wyżywienie. Teraz miał nadzieję, że tych wydatków będzie mniej. Gdy się ubrał zeszedł na dół. Do tej pory chichoty nie ustały. W salonie ich nie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Fenris
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…