Wróć do katalogu

Dni

Krótka historia brutalnie zgwałconej dziewczyny

czarna27opublikowano 11 lutego 200918 min czytania 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dzień 1

Ciemność przeszła nagle, bez ostrzeżenia, w błysk ostrego, południowego słońca. A potem był ból. I fala wspomnień z poprzedniego wieczoru… Milena otworzyła oczy, tym razem powoli. Nie w pełni jej się udało. Jedno oko miał tak zapuchnięte, że ledwie mogła unieść powiekę. Zobaczyła wszechobecną biel. Białe ściany, firanki, pościel. Była w szpitalu. Jak przez mglę pamiętała, że przyjechała karetka. Przymknęła oczy, nie chciała do tego wracać, dopóki nie musiała. Wiedziała, że pojawi się wielu ludzi, którzy będą wypytywać o wszystkie najdrobniejsze szczegóły.

Czuła ból. Dotknęła dłonią twarzy. Miała opatrunek nad lewym okiem i na policzku. Prawą rękę miała usztywnioną, ale nie w gipsie. Czuła jak fala gorączki rozlewa się z okolic łona na całe ciało, tam bolało najbardziej. Chciała zwinąć się w kłębek i zapomnieć o całym świecie, znaleźć się daleko stąd, daleko w czasie i przestrzeli. Nie pamiętać. Nie czuć. Nie być.

Pojawiła się kobieta ubrana na biało i nie był to anioł. Spojrzała na Milenę ze współczuciem, poprawiła poduszkę i okryła ją kocem, widząc jak się trzęsie. — Poinformowaliśmy twoich rodziców. Już tu jadą. Policja prosiła, żeby ich zawiadomić, kiedy się obudzisz. Twoje współlokatorki powiadomiły ich wczoraj, ale w nocy nie mogli z tobą porozmawiać. Będziesz musiała wszystko im opowiedzieć. Postaraj się przypomnieć sobie jak najwięcej, żeby mogli do-rwać tego skurczybyka.

Mila już nie słuchała. Podciągnęła kołdrę pod brodę i zamknęła oczy. Rada pielęgniarki nie była tym, czego potrzebowała. Rodzice… Chciała, żeby zabrali ją z tego miejsca do domu. Żeby nie musiała z nikim rozmawiać, żeby mogła zaszyć się w swoim dawnym pokoju i nie musieć utrzymywać kontaktów ze światem. Nie mogło być jednak całkiem kolorowo. Przeprowadzka do mieszkania była jej pomysłem, z którego rodzice nie byli zadowoleni. Uważali, że akademik jest bezpieczniejszy. Właśnie tak argumentowali swoje stanowisko. Będą się martwić, troszczyć i pielęgnować swoją kochaną córeczkę, ale niewypowiedziane słowa zawisną między nimi. Mila wiedziała, że oprócz strachu odczuwają żal za to, że postawiła na swoim.

Dopiero teraz, fragmentami, docierało do niej to, co wydarzyło się w nocy. Karetka, szpital, badanie ginekologiczne, szwy, prześwietlenie, krew do badań na HIV… Czuła się, jakby oglądała kiepski film. Główna bohaterka, była grana przez marną aktorkę, wydawała z siebie jedynie nieartykułowane dźwięki, trzęsła się jak w febrze i nie była w stanie ustać na własnych nogach ani chwili, nie wspominając o przejściu kilku kroków. Jedynie charakteryzację miała dobrą.

Teraz zamiast krwi były plastry, bandaże i siniaki. Podciągnęła rękawy szpitalnej koszuli i na ramionach zobaczyła fioletowe odciski palców, które nie znikną przez następny miesiąc. Z płytkiego, niespokojnego snu wyrwał ją przyciszony głos pielęgniarki. Przyszedł ktoś z policji. — Nie mogli poczekać, aż stąd wyjdę? — zapytała drżącym głosem. Nie była jeszcze gotowa na tę rozmowę, bała się wracać do tego, co przeżyła. Ponad jej siły było opowiadanie komuś obcemu o bólu i upokorzeniu. — Dzień dobry. Straszy aspirant Maja Walczewska — przedstawiła się spokojnym i życzliwym głosem. Mileną wstrząsnął dreszcz. Wcale nie poczuła się lepiej widząc jej uśmiech.

Pani aspirant wyciągnęła mały dyktafon. Powiedziała, że musi nagrać zeznanie, żeby potem sporządzić protokół. — Opowiedz mi o wszystkim, co wydarzyło się wczorajszego wieczoru. Dziewczyna musiała cofnąć się w czasie do momentu, kiedy skończyła zajęcia. Było po dziewiętnastej, kiedy wsiadła do tramwaju. Zapadł już zmrok. Dojechała na swoje osiedle i wysiadła. To był przedostatni przystanek na trasie. Słuchała muzyki, więc nie słyszała niczyich kroków. Do bloku miała niecałe dziesięć minut drogi. Kiedy przechodziła koło parku, albo raczej skweru, zauważyła, że latarnia nie świeci, ale nie przejęła się tym. Miała blisko. Nagle poczuła, że ktoś jedna ręką łapie ją za ramię, a drugą zatyka usta. Zaskoczona nie zdążyła zareagować. Próbowała się wyrwać, ale uścisk był zbyt silny. Na-pastnik zaciągnął ją w najbardziej zadrzewiony zakątek. Pchnął ją na ziemię, a kiedy spróbowała krzyknąć uderzył w twarz. Raz, potem drugi i następny. Poczuła krew w ustach. Mimo tego, że kilka z kopniaków dosięgło celu, napastnik powalił ją na trawę. Kiedy upadła, wiedziała, że jest po wszystkim. Usiadł na niej okrakiem i lewą ręką ściskał jej ramię, a prawą wymierzył jeszcze kilka uderzeń. Musiał mieć coś na którymś palcu, bo w pewnym momencie zadrapał ją dość mocno w policzek. Kiedy krew zalała jej jedno oko, przestała się bronić i ukryła twarz w dłoniach.

Mila rozpłakała się. Nie chciała pamiętać tego, co się potem wydarzyło. Tych informacji mógł udzielić lekarz. — Czy widziałaś go? Jak wyglądał człowiek, który cię zaatakował? — Nie wiem… — odpowiedziała szlochając, jednak wyczekujące spojrzenie policjantki zmusiło ją do rozwinięcia wypowiedzi. — Było już ciemno, latarnia nie świeciła, a on zaszedł mnie od tyłu. Potem, między drzewami, nic nie widziałam. — Postaraj się wytężyć pamięć, musiałaś coś widzieć — powiedziała tonem nieznoszącym sprzeciwu. — Było ciemno do cholery! Nic nie będę wytężać!

Jej oddech stał się szybki, a serce chciało wyskoczyć z piersi. Uderzenie gorąca i powracająca fala bólu, sprawiły, że opadła na poduszkę zanosząc się płaczem. Bała się. Groził jej. Zabrał portfel, w którym miała dokumenty. Powiedział, że ją znajdzie. Jednak mówiła prawdę, nic nie widziała. Krzyki przywołały lekarza, który zdecydowanym głosem odprawił policjantkę. — Jeszcze nie skończyłam. Tylko jedno pytanie. Opisz go, jakkolwiek potrafisz. Jeśli chcesz, żebyśmy go znaleźli, musisz nam pomóc. — Nie był młody, mógł mieć koło czterdziestki. Śmierdział alkoholem, ale nie tak jak bezdomni. Był po prostu pijany. Twarzy nie widziałam… — No dobrze. Może znajdziemy portfel i będą na nim jakieś odciski palców. Gdybyś sobie coś przypomniała… — nie dokończyła, bo Mila odwróciła się w stronę okna i nakryła kołdrą prawie że razem z głową.

Policjantka nie negowała przynajmniej faktu, że to był gwałt, a nie zemsta na byłym chłopaku, czy seks, który wymknął się spod kontroli. Odciski palców były jedną nadzieją na odnalezienie gwałciciela. Znalezione włosy i skóra spod paznokci były bezużyteczne, dopóki nie było ich z czym porównać. Niestety baza danych DNA nie istniała.

Dzień 2

Następnego dnia wypisano ją ze szpitala i razem z rodzicami pojechała do mieszkania. Nie mogła jeszcze wrócić do domu. Policja chciała przynajmniej przez kilka dni mieć ją pod ręką. Na wszelkie wypadek — powiedzieli. Kiedy tylko weszła do pokoju, zdjęła ubranie i położyła się do łóżka. Nic więcej nie była w stanie zrobić. Już w szpitalu, przebierając się w normalne ciuchy, zobaczyła swoje uda. Były granatowe… Żołądek podszedł jej wtedy do gardła. Brzydziła się siebie. On wszędzie zostawił po sobie ślady. Odbił swoje place na skórze, czuła jego dotyk na piersiach i jego członka w sobie. Zaciskała mocno pięści, wbijając do krwi paznokcie w dłonie. Płakała bezgłośnie, wtulona w poduszkę.

Matka stała nad łóżkiem, ale nie była w stanie nic zrobić. Serce pękało z żalu, oczy były wilgotne od łez. Nie miała mocy, aby pomóc córce. Mila wzdrygnęła się, kiedy próbowała ją objąć. Nie chciała, by ktokolwiek ją dotykał, a słowa w żadem sposób nie mogły ukoić bólu. Kobieta stała z bezradnie opuszczonymi rękami. Wyszła do kuchni i spojrzała na męża, który siedział przy stole z wzrokiem utkwionym w ścianę.

— Znajdę tego sukinsyna i zabiję! — wycedził przez zaciśnięte zęby. — Zabiję. — Musimy ją stąd jak najszybciej zabrać. Może w domu dojdzie do siebie. Powiedzieli, że byłoby dobrze, jeśli zostaniemy tu do końca tygodnia. Trzy dni i ani minuty dłużej. Myślisz, że możemy ją zostawić samą na chwilę? Ja nie wiem… boje się… — Boisz się, że przyjdzie jej do głowy coś głupiego? Ona jest silna. — W tym krótkim zdaniu zawarł wszystko, co wiedział o córce i cała swoją wiarę w nią. — Zostań. Ja pójdę na zakupy.

Matka postanowiła zająć się tym, co było jej bliskie, codzienne i bezpieczne. Domowe obowiązki działały uspokajająco, przynajmniej w tej kwestii wiedziała, co robić. Zakupy, obiad, te słowa brzmiały znajomo, nie tak jak gwałt. Ugotowała pyszny, pachnący rosół i zrobiła schabowe. Zaniosła talerz Mili i postawiła na biurku. — Zjedz coś kochanie. Chociaż trochę.

Dziewczyna podniosła głowę znad poduszki. Na widok jedzenia poczuła mdłości, ale przemogła się. Nie podejrzewała, że mogłaby być głodna. A jednak. Spojrzała na matkę wzrokiem, w którym był ból, ale i wdzięczność.

Dzień 15

Była niedziela. Milena obudziła się wcześnie. Kocur o imieniu Filo spał w nogach łóżka. Kiedy usiadła sięgając po książkę, przeciągnął się z niezadowoleniem i zaczął domagać się uwagi. Dziewczyna uśmiechnęła się i podrapała go pod bródką. Zawsze lubiła koty. Teraz to głównie za ich

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych