Do Kutna
"Żaden nietoperz nie nasra mu na nadgarstek."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1.
Czekasz w podstawionym pociągu. Do odjazdu pozostało niecałe pół godziny. Jeździsz nim o dawna, powiedzmy, rok, czytasz książkę, kiedy ktoś wsiada i zadaje ci pytanie: - Dzień dobry. Do Kutna jedzie? - Tak. Do Kutna. – odpowiadasz. - Acha. – mówi nieco uspokojony, lecz po chwili za oknem dostrzega inny pociąg, taki sam jak ten, w którym się znajdujecie, może nieco bardziej pomazany sprayem, i ogarniają go wątpliwości. – A nie tamten? – wskazuje palcem za okno. - Nie, to na pewno ten. Tam jest tablica. - Acha, dziękuję. Tak to jest jak człowiek pierwszy raz jest w tym mieście. Ty się uśmiechasz i mówisz „proszę”. Widzisz, że teraz facet szuka miejsca, patrzy po siedzeniach, nie może się zdecydować, kręci się dookoła jak gówno w betoniarce, może zastanawia się czy będzie mniej zakrętów w prawo, a może mniej w lewo, może lubi promienie słoneczne, a być może nie, zastanawia się, po której stronie będzie mu lepiej? Są tylko dwie, niczym się nie różnią, jednak będąc po tej złej można czuć pewien dyskomfort, później przyzwyczaisz się do złej strony i nie możesz w nocy spać… najważniejsze, że gość, który zaczął rozmowę kulturalnym „Dzień dobry”, co rzadko zdarza się wśród… ludzi ogólnie, jest pewien dzięki tobie, że pociąg jedzie do Kutna. Teraz może usiąść zadzwonić do kogoś tam z rodziny i powiedzieć, że za ponad godzinę będzie w Kutnie. Przesiadka będzie krótka, wysiadam i od razu wsiadam, ścisz ten telewizor do cholery, a, to zostaw… Lecz ciebie tym razem ogarnęły wątpliwości, czy dojedziesz nim do Łęczycy? Umysł automatycznie podrzuca ci fragmenty sprzed paru chwil, kiedy to szedłeś przez korytarz stacji na właściwy (z założenia właściwy) peron. Przypomina ci się nagle, że wszedłeś nie od tej strony, co zawsze, ponieważ wejście po prawej zagrodzono taśmą. Pociąg jakby to zauważył i stał nieco bliżej lewego wejścia. Podejrzane, bo nigdy tak się nie zachowywał. Niemalże równocześnie przypominasz sobie, że kiedy wychodziłeś przed stację na papierosa, zerknąłeś specjalnie na tablicę z rozkładem, żeby przeczytać, z którego peronu odjeżdża pociąg. Peron nr 2. Jak zawsze. Chociaż zdarzyło się parę razy, iż odjeżdżał z innego. Może pytanie tego kolesia od „Dzień dobry” nie było do końca takie paniczne i nieprzemyślane? Może on więcej podróżuje od ciebie. W końcu w domu ma być na 20:39, tak usłyszałeś podsłuchując jego rozmowę z pewną osobą z rodziny, a teraz jest 12:30, co znaczy, że będzie miał niejedną przesiadkę. Chyba kolejna po Kutnie będzie miała miejsce w… Poznaniu. Na pewno tam. Także ma większe doświadczenie w podróżowaniu niż ty. Student, co tydzień odbijający się od dwóch oddalonych od siebie o niecałe czterdzieści kilometrów miast, niczym piłeczka pingpongowa, którą napędza jakąś maszyną wytwarzającą wiatr. Nie, to miasta wytwarzają wiatry. To, w którym się urodziłeś pcha cię w stronę tego, w którym studiujesz. Jak już jesteś w tym większym, to staje się na odwrót. Lecz najpierw tania piłeczko, z może nieco bogatszym wnętrzem, musisz zapłacić za ten wiatr. Nawet on nie wieje za darmo. W przyszłości okaże się czy na darmo. Tak więc nieznajomy w białej koszuli, powiedzmy Bolek, chociaż wyglądał raczej na Burger - Bogdana, ale zostawmy Bolek, widzę, że bardziej ci przypadło do gustu, sprawił, że masz ochotę wyjrzeć przez okno jedynie, aby przekonać się, że wsiadłeś do idealnego pociągu, jeśli chodzi o kierunek, w którym chcesz się udać. Czy nie podpierdoli mi rzeczy? A może specjalnie zapytał, żeby wzbudzić moje wątpliwości. Nie, ludzie nie są, aż tak bystrzy. To byłoby zbyt… inspirujące. Ktoś wsiada do pociągu, gdziekolwiek, może być nawet do czołgu, pyta, czy aby na pewno jedziemy do jakiegoś zapyziałego miasta, wiedząc, że zbije cię tym z tropu, bo po pierwszym rzucie oka wywnioskował, że może cię tak zdezorientować. Przestajesz się nad tym zastanawiać, bo nie ma po co. To zbyt dziwne, a i piękne. Nie mówię, że nikt by na to nie wpadł. Mówię, że człowiek. Tak więc zostajesz na miejscu. Nie dlatego, żeby pilnować cennego bagażu zawierającego notatki i wodę mineralną, która ma ugasić pragnienie, na które sam wczoraj ciężko zapracowałeś. Siadasz, bo jesteś pewien, że dojedziesz do rodzinnego gniazda. Choć miałeś garstkę zaraźliwych wątpliwości.
2
Zaćpany menel leży pod mostem. Jak zaćpany, to i menel, ale nie każdy menel jest ćpunem. Żaden jednak ćpun nie potrafił tak dyskretnie się zakamuflować przed blaskiem reflektorów nadjeżdżającego pociągu. Gdzieś daleko na ratuszowej wieży zegar wskazywał prawdopodobnie 19:00. W każdym razie ściemniło się. Normalny lump zrobiłby sobie kartonowy biwak, zasnąłby w wyższej trawie lub też zasypał się stosem psich, kocich, jeżowych lub nietoperzowych gówien. Niestety, ten menel schował się w tunelu pod mostem. Przyćmiony umysł nie zastanawiał się, po co ktoś budowałby tunel pod mostem lub też most nad tunelem. Takie rzeczy chyba nie istnieją. Dla jasności, owy tunel ciągnął się od nieskończoności po nieskończoność. Ktoś wybudował nad nim most. Tunel był pusty, lecz pokryty kamieniami, stał na szynach, a wchodziło się do niego przez okno. Wychodziło przez ścianę… o ile Bóg pozwolił. Ćpun, ledwo co nie skręcił sobie karku przez wchodzenie do niego. Człowiek trzeźwy spostrzegłby desperata w dziwny sposób próbującego dostać się pomiędzy szyny, po których co jakiś czas sunął pociąg. Niestety, nikogo akurat nie było. Nawet policji. Tym bardziej nikogo trzeźwego. Nieszczęśnik, w stanie skołowania psychicznego, po sporej dawce słonecznego kwasu widział tunel, w którym spokojnie będzie mógł spędzić noc poza domem. W nocy nie pogryzą go żadne szczury ani psy. Żaden nietoperz nie nasra mu na nadgarstek. Idealne rozwiązanie. I wszystko jego. Cała nieskończona ilość metrów kwadratowych, kilometrów sześciennych, cisza i spokój, jakiego łaknie nie tylko uzależniony. Kiedy wreszcie dostał się do środka, czyli na zafajdane kamienie pokrywające trasę pociągu doznał dziwnego uczucia. Czuł, że robi mu się smutno, jakby nie zdążył zrobić czegoś na czas. Może czegoś zapomniał. Tyłek na pewno sobie podtarł. Nie lubił ludzi, którzy robią to ręką. To takie nieludzkie, prawda? A może zapomniał tyłka? Nie został w domu? Zaraz, a gdzie ja mam dom? Tam gdzie masz mamę. Mama mnie nie lubi. Ale kocha. Czyli nie kocha. Próbował to przez chwilę ogarnąć i udało mu się. Czuł jak schodzi z niego narkotyk. Tak nagle, jak nigdy dotąd. A ćpał już ho, ho, żeby nie powiedzieć, od czasu zanim atomy znalazły swoje jąderka. Jąderka. Ależ to śmieszne słowo. Jak salaterka albo gierka. Gierka w jąderka. Zaśmiał się, miał ochotę rżeć ze śmiechu, ale nic z tego, zapchał się nagle i puścił strumień lepkiego pawia. Zapomniał, o czym myślał. Ale to nic. Nauczył się pięknej sztuki seksu z myślami. Niektóre doprowadzały go do orgazmu, niektóre jedynie miło łaskotały jego jakże łaknący pieszczot umysł. W każdym razie, po seksie z jedną zaraz wpadała następna na mały numerek. Może by rzec, iż to dziwki, lecz to słowo było jakoś nie na miejscu, na dodatek nie chciały żadnej zapłaty. Nie brały pieniędzy. Wyglądało to jak orgia. Myśli, obrazy, fantazje, nasuwały się na siebie. Widział siebie jako dzieciaka, bawiącego się z mamą w wannie. Myła jego plecy, stopy, za uszami zmazywała brud, który przyniósł z piaskownicy, w której bawił się w robienie kotletów z koleżanką. Za nazwanie jej bezpłodną dostał kotletem w ucho. Choć oboje nie wiedzieli, co to znaczy. Przypomniał sobie również zapach jego ulubionego czekoladowego szamponu, który pachniał tak cudownie, że miało ochotę się go wypić, gdyż wyobraźnia podsuwała, płynący z matowo brązowej tubki o żółtym otworze, obraz wylewającej się, słodkiej jak marzenie czekolady z wiórkami kokosowymi. Po chwili myśl ta została zajechana na śmierć przez inną, mniej wyraźną, ale jakby bardziej niepokojącą i smutną. Zobaczył siebie oraz kobietę o pięknej twarzy i oczach siedzących na czerwonej sofie przed dużym płaskim telewizorem, który miał chyba z 300 cali. Na stole między telewizorem a kanapą leżał jeszcze pachnący paragon i gwarancja z IKEI za ów karmazynowy mebel. Dziewczyna odwróciła się do niego, uśmiechnęła i pocałowała, tak pięknie, że aż wzruszająco. Po chwili jej oczy zaczęły świecić. Nigdy nie miał dziewczyny. Następny obraz przedstawił wszystkich ludzi, których znał. Matkę… kochał matkę. Ale ona go nie lubiła. Ale kochała. Czyli nie kochała, teraz to zrozumiał. Zrozumiał wszystko. Ojca, którego ledwie pamiętał. Ciotka mówiła, że jest on wykapanym ojcem. Chodziło jej pewnie o to, że też skończy tak jak on. Ojciec skoczył z wieżowca, ale nie sam. Z trzema promilami w sobie. Nie lubił ciotki, ale również ją widział. Kolegę z ławki szkolnej. Sprzedawcę w sklepie, w którym zawsze kupował bułki i papierosy, pod koniec liceum. Swojego szefa, jego sekretarkę, czarującego księdza Antoniego, sąsiadów, siebie. Wszyscy coś mówili. On słuchał i płakał, jak noworodek. Obraz przemieniały się jeszcze z setkami innych. Miał wrażenie, że wariuje i jak czegoś z tym nie zrobi, to będzie za późno. Za późno, ale na co? Magiczny ten tunel. W jednej chwili postanowił, że kończy z ćpaniem. Musiał. A wiadomo, że jak człowiek musi, to nic go nie powstrzyma i sprzyja mu szczęście. Matka go kochała, ale nie lubiła, czyli kochała. Miłość do syna jest inna niż miłość do obcej osoby. Matka musi kochać. Upadł na kolana, rzygi kapały mu z rąk. Na brodzie zaschły wśród zarostu. Wyglądał jak zasraniec. Zobaczył jeszcze raz te wszystkie twarze, i nagle z oczu wszystkich wypłynęło światło. Twarze zniknęły. Tunel zniknął. On już nigdy nie będzie ćpał. Do końca życia, nawet trawki nie zapali. Zza zakrętu wysunął pociąg. Ćpun nie miał szans na ucieczkę. Nic z niego nie zostało, poza plamą przypominającą wymiociny olbrzyma.
3.
Są takie bajeczki, mówiące o tym, jak ktoś robi sobie żarty, strasząc czymś innych, a gdy nadchodzi prawdziwe niebezpieczeństwo, nikt w nie nie wierzy, myśląc, że to kolejny dowcip. Nie tyczy się to jedynie głupiego robienia kawałów, ale przecież ma wiele wspólnego z zasadą, że jeśli nic nie stanie się dziesięć razy, to może stać się za tym jedenastym. Dlatego, jeśli warto, zawsze lepiej uważać,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Juliuvini
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…