Dokonałam wyboru
Życie pisze najlepsze scenariusze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Od kilku lat marzyłam o tym wyjeździe. Po ukończeniu technikum chciałam zmienić swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni i wyjechać z kraju. Nie widziałam żadnych perspektyw w Polsce. Nawet gdybym poszła na studia, to i tak nie znalazłabym po nich pracy. Kiedy zdałam maturę wszystko już było przesądzone. Wyjeżdżam. Nie ma odwrotu. Zatrudniłam się w fabryce, żeby zdobyć pieniądze na wyjazd. Nie boję się żadnej pracy, więc wysiłek fizyczny, który towarzyszył mi przez osiem godzin przerzucania szklanych butelek, był do zniesienia. Odczuwałam ból, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że muszę pracować. To był mój pierwszy przystanek w drodze do sukcesu. W przyszłości chciałabym zająć się organizacją wesel i spełniać swoje pasje związane z gastronomią. Podobno każdy człowiek sukcesu ciężko zaczynał. Z tą myślą rozpoczynałam każdą zmianę w pracy. Chodziło mi tylko o to, żeby przetrwać. I wtedy pojawił się On. Mam na myśli chłopaka, który wywrócił mój świat do góry nogami. Zaczęło się od zwykłego zagadywania w pracy, zaczepiania i żartowania. Miło mi było, że tak ciepło zostałam przyjęta przez innych pracowników. Jednak nie miałam zamiaru z nikim nawiązywać bliższych relacji. Wiedziałam, że nie zabawię długo w tej pracy i…w kraju. Nie chciałam tworzyć sobie kolejnych znajomości, przez które później będę płakać. Chodzi mi o rozstanie. Tak ciężko jest zostawiać przyjaciół i zaczynać od zera. Ta wizja najbardziej mnie przerażała. Od zawsze byłam raczej osobą towarzyską, lubiącą pożartować i porozmawiać z najbliższymi. Moją ogromną wadą jednak była samokrytyka i brak pewności siebie. Nie miałam nigdy chłopaka, bo w głębi duszy nie czułam się piękna. Jak może mnie ktoś pokochać, skoro ja sama nie kocham siebie? To pytanie towarzyszyło mi przez większość życia. Odtrącałam każdego potencjalnego adoratora jeszcze przed rozpoczęciem jakiejkolwiek znajomości. Nie wiem, czym to było spowodowane. Do tej pory się nad tym zastanawiam. Kubę traktowałam jako kolejnego miłego kolegę, z którym będzie mnie łączył jedynie zakład pracy. Wielokrotnie odrzucałam jego zaproszenia na kawę czy inne spotkanie. Mieszkał w miejscowości położonej kilka kilometrów od mojej. Codziennie przejeżdżał koło mnie. Bardzo często proponował mi podwózkę po pracy i w końcu któregoś dnia pękłam. Wsiadłam do jego samochodu. Tak to wszystko się zaczęło. Wziął ode mnie numer telefonu i godzinami rozmawialiśmy ze sobą. Wtedy dowiedziałam się, że jest w związku od sześciu lat. Z jednej strony poczułam ogromną ulgę, ponieważ nie musiałam kolejny raz odrzucać zalotów chłopaka, z drugiej strony natomiast smutek. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało. Nie musiałam się trudzić, żeby znaleźć jakiś temat do rozmowy. Cały czas mieliśmy milion rzeczy do poruszenia. Rozmawialiśmy o naszych pasjach, ulubionych potrawach, filmach, muzyce. Normalność. Traktowałam go jak mojego dobrego kumpla. Oczywiście wyobrażałam sobie, jak by to było, gdybyśmy byli parą, ale bardzo szybko wybijałam sobie ten pomysł z głowy. „Za niedługo wyjeżdżasz. Daj sobie spokój. Skoncentruj się na swojej przyszłości.” Te zdania wypowiadałam w swojej głowie niczym mantrę. Wszystko było całkowicie zwyczajne do momentu, jak nie oznajmił mi, że zerwał ze swoją dziewczyną. Powiedział wtedy, że nie może z nią być, ponieważ będąc w jej towarzystwie, tak naprawdę cały czas myśli o mnie i zastanawia się, czy jestem bezpieczna i czy nic mi nie jest. Nie zapomnę tamtej chwili. Serce podpowiadało mi, że to najszczęśliwszy dzień mojego życia, rozum natomiast kazał się z tego wycofać. Posłuchałam tego drugiego. Wielokrotnie mówiłam Kubie, że planuję wyjazd za granicę i nie wiążę przyszłości z Polską. Zawsze wysłuchiwał mnie do końca, po czym mówił: „Ty i tak nie wyjedziesz”. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że już dawno miałam kupiony bilet i wszystko zaplanowane. Musiałam zakończyć tę znajomość. Obiecałam sobie, że już nigdy nie odpiszę na jego SMS-a i nie odbiorę od niego telefonu. Kilka dni miałam spokój. Przerażająca cisza powodowała u mnie falę smutku. Nie mogłam jeść ani spać. Wszystko miało szary kolor. Bardzo brakowało mi rozmowy z nim. Odnalazłam w nim przyjaciela. Mogłam się ze wszystkiego zwierzyć. Był moim pierwszym męskim przyjacielem. Wiedziałam, że muszę to przetrwać i zdawałam sobie doskonale sprawę z tego, że to zarówno dla jego, jak i mojego dobra. Przyjęłam do wiadomości fakt, że to kolejny taki kolega, który chciał czegoś więcej, ale oczywiście ja stawiałam opór. Do pewnego momentu… Siedziałam jak zwykle przed komputerem. Był późny wieczór. Nagle zadzwonił do mnie Kuba. Powiedział, żebym wyszła przed dom, bo za pięć minut będzie. Nie miałam pojęcia, o co może mu chodzić. Założyłam sweter i pospiesznie wyszłam przed dom. Nie czekałam na niego długo. Podjechał swoją granatową Laguną i poprosił mnie, żebym wsiadła. - Muszę o czymś z tobą porozmawiać. To nie może zwlekać. – powiedział i patrzył na mnie swoimi zielonymi oczami pełnymi nadziei. Nie zastanawiałam się. Wsiadłam. To nie było nasze pierwsze wieczorne spotkanie. Często przyjeżdżał do mnie, żeby porozmawiać, pośmiać się i spędzić miło czas. Czasami przyjeżdżał ze swoim starszym kolegą, który był sympatyczny, ale miał w sobie coś, co budziło we mnie strach. Kuba natomiast był zupełnie inny. Przy nim mogłam zachowywać się naturalnie i nie przejmować się opinią. Myślałam nad nawiązaniem z nim romansu. Typowego wakacyjnego romansu. Chciałam tego. Chciałam mu się oddać, bo wiedziałam, że nie będzie mnie oceniał. Miał wiele dziewczyn przede mną i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że będzie wobec mnie delikatny. Związek nie wchodził w grę. Wiedziałam, że
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil noone
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…