Wróć do katalogu

Doktor Wim Wenders cz.2

Wim odkrywa kolejne tajemnice. Do jakich wniosków dojdzie? Kolejne pytania i mało odpowiedzi :P Czyli druga część jego przygód.

Fenris, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wim obudził się z bólem w klatce piersiowej. Nie był przyczepiony do żadnej aparatury, poza zwisającą kroplówką znad jego głowy i wbitego w dłoń wenflonu. Przed oczami nadal mu się ćmiło. Obawiał się, że traci wzrok. Pocieszył się, że już po kilku minutach widział normalnie. Otarł dłonią po policzku, a następnie podparł się nią by wstać. - O, obudziłeś się, Wim! – zawołała Kera podbiegając do niego. Trzymała w ręku paczuszkę z ciasteczkami. Jedno miała już w drugiej ręce i wcisnęła go sobie szybko do buzi. – Wybacz, ale zgłodniałam. Usiadła przy nim na łóżku. Nie wolno było siadać na łóżkach szpitalnych, ale ona sobie z tego nic nie robiła. - A więc trafiłem, aż tutaj – wymamrotał dopiero przyzwyczajając się do mówienia. - Właśnie. A lekarze powiedzieli, że zemdlałeś ze zwykłego przemęczenia. Masz silną anemię, wiesz o tym? - Właśnie się dowiedziałem – odpowiedział jej oddychając z ulgą. - A więc to nie tylko ja myślałam, że to z powodu tego pokoju się tak źle poczułeś. Zaśmiali się sarkastycznie. Już nigdy więcej w takie głupoty nie uwierzą. - Mogę stąd dzisiaj wyjść? – zapytał z nadzieją. - Nie. Już dzisiaj nikogo nie wypisują. Zresztą zostajesz tu na obserwacji. Wiesz jacy są lekarze. - Właśnie, zawsze wynajdą jakąś chorobę ponad tą, którą masz w rzeczywistości. - Spróbuję zrozumieć, ale patrz na to, że staniesz się taki sam jak oni. Wim skrzywił się na tę myśl. Z pewnością nie będzie takim lekarzem jacy są teraz. Będzie doktorem z prawdziwego zdarzenia. W jego oczach pojawił się błysk szaleństwa. - Tylko nie wyobrażaj sobie za wiele – powiedziała uśmiechając się szczerze. Jej policzki były tak różowe – podobnie, jak zawsze, gdy na niego patrzyła. - Jak ty dobrze mnie znasz... - Mieszka się dom, w dom obok, co nie? - Zadziwiasz mnie swoją otwartością. Gdzie podział się twój cichy głosik? - Minął od chwili przybycia do tej rupieciarni. - Ah, tak. Mężczyzna parsknął. Żeby takie rzeczy dawały kobiecie odwagi do rozmowy. Zdawał sobie sprawę, że podobał się Kerze. Ale on nie liczył na długi związek z tą kobietą. Była dla niego za czysta, za piękna i zbyt urocza. On potrzebował seksownej diablicy, aby pasowała do niego - prawdziwego morderczego diabła. Taką osobę jak Kerę mógłby co najwyżej wykorzystać, no i oczywiście zostawić ze złamanym sercem. A tego nie chciał. W tym przypadku wolał zostać na zasadzie „kumpel – kumpelka”. - A więc z tym pójściem do sąsiadów jest nadal aktualne? – zapytała zaciekawiona odpowiedzią. Potrzymał ją przez chwilę w niepewności. Jeszcze parę godzin temu był zdecydowany, że chce iść do tego budynku ponownie, ale teraz stracił wszelkie poczucie pewności siebie. Miał dziwne wrażenie, że ponowne odwiedziny mogłyby się dla niego skończyć tragicznie. - Pójdę z tobą. Nie będę jednak już wchodził do budynku, chyba że będzie to koniecznie. - Dziękuję, Wim – odpowiedziała mu z wdzięcznością. - Nie ma za co. Jej wzrok padł na zegar w sali. Wskazywał już bardzo późną godzinę. Złapała się za głowę. Popatrzała na Wima z żałością w oczach. - Coś się stało? - Wiesz jaki jest tata. Nie lubi kiedy przebywam do późna na dworze. - Więc ruszasz do domu? Na jej twarzy nie było już uśmiechu. Pozostał słodki grymas. Odrzuciła długie, ciemne blond włosy do tyłu. Jej ciepłe, brązowe oczy błądziły jeszcze jakiś czas po podłodze. Wim stwierdził, że musiała się nad czymś głęboko zastanawiać bo nagle podniosła się z łóżka i oznajmiła: - Muszę lecieć. Spotkamy się jutro. O której ci pasuje? – zapytała. - Myślę, że zanim mnie wypiszą to tak na pierwszą. - W porządku. Na pierwszą będę gotowa. - Czy ty czasem jutro nie pracujesz? - Tata nie będzie przecież zły kiedy zrobię sobie dzień wolnego. - Powiesz Rodneyowi, że siedzę w szpitalu? - Wolę nie wspominać. W ogóle nie wie, że się z tobą zadaję, dlatego lepiej nasze odkrycia trzymać w tajemnicy przed nim. - Zgoda – odparł uśmiechając się żartobliwie. Czuł się jakby jeszcze chodził do średniej szkoły. Tylko wtedy takie rzeczy trzeba było ukrywać przed rodzicami. – W takim razie do zobaczenia. - Do zobaczenia – powiedziała machając mu na pożegnanie. Uciekła tak szybko, że zrobiło mu się żal, że nie zostanie na dłużej. Położył się wygodniej na łóżku szpitalnym. Próbował nie rozmyślać zbyt wiele o tym co się stało. Miał tylko dziwne przeczucie, że jego odkrycie zaważy nad jego przyszłym losem. „Może nie jest mi pisane zostać lekarzem?” Nie znalazł odpowiedzi na to pytanie. Raczej było skierowane do powietrza znajdującego się w sali, niżeli do niego samego. Przymknął oczy i prawie natychmiast zasnął.

Szedł powolnym krokiem. Zastanawiał się, czy zdobędą jakieś nowe informacje. Chciałby chociaż spotkać tą kobietę, która stała przed starym budynkiem poprzedniego dnia. Był pewien, że musiała wiedzieć coś na temat tej starej rudery. Może nawet dostrzegała miejsce zbrodni, którego nikt inny poza nim i Kerą, nie widział. - Wim! Tutaj! Tutaj! - Nie krzycz, już idę. Wołała do niego z drugiej strony ulicy. Była podekscytowana. Pewnie coś odkryła. Nie mylił się i tym razem. - Rozmawiałam z panią z pierwszego piętra, z pierwszego bloku. Nie ma nic przeciwko by opowiedzieć nam co nieco o tym budynku. - Doskonale. Jak to zrobiłaś? - A... nieważne – odparła szybko. - Chyba nie zrobiłaś czegoś głupiego? - Nic z tych rzeczy – skwitowała agresywniejszym tonem, więc nie wchodził w dalszą dyskusję. Za płotem, po drugiej stronie ulicy, zaraz naprzeciwko rudery stały dwa szare bloki. Widać było, że zadbane przez właściciela i pewnie przez nowych mieszkańców, bardziej zamożnych od tych, którzy mieszkali już tam od lat. Budynek był po renowacji. Prezentował się w jasnych barwach oliwki. Kera zadzwoniła na domofon. Odpowiedział jej słaby głos, zmęczonej życiem staruszki. - Przy domofonie Klara Trar – zawołała Kera. - Proszę wejść. Wim zrozumiał już o co chodziło Kerze. Nie chciała się przedstawiać prawdziwym imieniem i nazwiskiem, żeby nie nadużyć reputacji ojca. Z drugiej strony zastanawiało go za kogo się przedstawiła, że nakłoniła kobiecinę do mówienia. - Pamiętaj. Jesteśmy dziennikarzami. Pracujemy nad nowym artykułem. Prowadzimy rubrykę o paranormalnych zjawiskach, zrozumiano? – wyjaśniła prędko. - Ehe.... – odparł wzdychając. Lekko załamał ręce w geście bezradności. Był ciekaw co jeszcze wymyśli w przyszłości. Miała zaledwie 19 lat, ale głowę pełną niesamowitych pomysłów. - Przestań. Przecież sam chciałeś dowiedzieć się czegoś więcej. - Prosiła cię o dokumenty? - Nie. Starszy ludzie rzadko pamiętają by wypytywać o takie rzeczy. - Oby jej umysł nie był tak samo zamknięty na inne sprawy. Kera wzruszyła ramionami jakby było jej to obojętne. Widać było niestety, że aż pchała się do rozwiązania tej sprawy. Zapukała do drzwi numer 2. Starsza pani otworzyła w rekordowym czasie 10 minut. Wim stał zniecierpliwiony, ale patrząc na Kerę wiedział, że jeśli poczekaliby dłużej znalazłaby inna potencjalną ofiarę, od której mogłaby się dowiedzieć czegoś więcej. Była do tego zdolna. - Witam panią, pani Rosera. - Dzień dobry Klaro. Dobrze, że jesteś tak wcześnie. Wim zauważył jak staruszka obserwuje każdy ruch Kery. Nie był przygotowany na jasny i ostry umysł kobieciny, która jeszcze potrafi coś spostrzec w życiu. Przyszła i na niego kolej. Pani Rosera zmarszczyła brwi, ale nagle, jakby sobie o czymś przypomniała, rozluźniła je. Tonem stwierdzającym, przypominającym śpiew słowika na emeryturze, powiedziała: - Oh, to zapewne twój partner - Właśnie. To ten, o którym wspominałam. Proszę poznać Wiktora Haydyna. - Miło mi. Miło, proszę, wchodźcie. Na jej twarzy nie było widać, aby było jej miło, ale posłusznie weszli za nią do środka. Mieszkanie pachniało starością. Na szczęście było czyste i wysprzątane. Wyglądało na to, że ktoś pomaga staruszce w porządkach. - Zaparzyłam herbatę. Pewnie napijecie się państwo? - Z chęcią. - Nie odmówimy – powiedzieli razem. Popatrzeli na siebie rozbawieni. Usiedli w dużym pokoju na sofie. Była trochę zapadnięta przez co Wim przy zgięciu nóg, miał głowę prawie między nimi. - Nie usiedzę tutaj – szepnął Kerze na ucho. Ta zachichotała. - Będzie dobrze – odpowiedziała mu poklepując go po ramieniu. Kobieta przyniosła herbatę na tacy. Jak na starszą panią miała wytrzymałe mięśnie i nie trzęsły się jej jeszcze ręce. Jej siwe włosy opadały na twarz. Wim uśmiechnął się do siebie. Jakby nie patrząc kiedyś musiała być śliczną blondynką. - A więc, może najpierw opowie nam pani coś o sobie – zaczęła Kera, jak wprawny dziennikarz. - Nazywam się Bitra Rosera. Mieszkam już tutaj od 51 lat. Wcześniej z rodzicami w bloku obok. Teraz już nie żyją. Ich mieszkanie zostało zajęte przez młode małżeństwo – wyjaśniła rzeczowym tonem. – W młodości przyjaźniłam się z wszystkimi dzieciakami z podwórka. Wszyscy się znali ze sobą i właściwie nowiny dosyć szybko się roznosiły. Głównie przez młodzież. - W takim razie przyjaźniła się pani również z dziećmi z budynku obok? – zapytał Wim. - Oh, nie! Ten budynek od…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych