Doktor Wim Wenders cz.4
Kera i jej nowe odkrycie. Jak to na nią wpłynie?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Tatku? – zaczęła Kera swym niewinnym tonem. - Słucham cię kochanie. - Chciałabym się zobaczyć z Wimem. Mogę do niego pójść? Rodney zamyślił się patrząc podejrzliwym wzrokiem na swoją córkę. Nie był pewien, czy towarzystwo jego przyjaciela miałoby dobry wpływ na Kerę. Podrapał się po głowie w milczeniu próbując uniknąć pytania. - Tato – nacisnęła na niego Kera, aby pospieszył się z odpowiedzią. Wiedziała, że Wim nie długo siedzi w domu. A już na pewno będzie miał jakieś ważne sprawy do pozałatwiania. - Oh, no dobrze. Ale nie zawracaj mu zbytnio głowy. On jest zajęty. - Tak, wiem. Doskonale go rozumiem. Jej ojciec chciał coś dodać, ale pomyślał, że jeśli Kera miałaby wiedzieć coś więcej o Wimie, pewnie by się zaczęła dopytywać o dalsze szczegóły. Chciał ominąć zbędną dyskusję. - W sklepie się dzisiaj zjawisz? - Ależ oczywiście – odparła z udawanym oburzeniem. – Przecież jest dużo pracy. Dzisiaj przywożą nowy towar, prawda? Ostatnie słowa przedłużyła sprawdzając reakcję ojca. Niestety nie zareagował tak, jak to sobie wyobrażała. Wcinał bułkę z gotowanym jajkiem, mocząc ją sobie w sosie niewiadomego pochodzenia. Wolała nawet go nie próbować. Ojciec zawsze wymyślał dziwne potrawy, w większości niejadalne. - Ale nie wracaj dzisiaj zbyt późno, dobrze? - Będę przed dziewiątą i nie będę się dzisiaj za bardzo szwendać. Przecież jestem dużą dziewczynką. Potrafię o siebie zadbać. - Tak Kera, ale nie zawsze jest bezpiecznie. Pamiętaj o tym. - Tatku, jesteś kochany. Nawet nie wiesz ile koleżanek mi zazdrości twojej nadopiekuńczości. Na jej twarzy rozlał się promienny uśmiech. Rodneyowi rozpłynęło się serce. Kochał kiedy jego córeczka uśmiechała się do niego serdecznie. Zaśmiał się w duszy. Kera w ogóle nie przypominała jej matki, która z lodowatym sercem podchodziła do każdej sprawy. Była bezinteresowna i rzadko okazywała komuś swoje emocje. Kera była jego oczkiem w głowie i największym skarbem pod słońcem. - To ja już lecę. - Tak szybko? A co ze śniadaniem? - Wim mnie poczęstuje – powiedziała zadziornym tonem i już znikła za drzwiami. - Eh, ta mała. Wszystko w biegu. Pokręcił głową biorąc się do swojego posiłku. Kera pobiegła schodami w dół. Czekało ją jeszcze ponowne wspinanie się na czwarte piętro u Wima. Nienawidziła schodów. Kojarzyła je z jakimś przekleństwem. Wyobrażała je sobie, jako coś podobnego do odliczania „kocham”, „nie kocham” na stokrotce. Tyle, że schody mówiły troszkę innym językiem. Wskazywały jej, jak będzie wyglądał twój dzień, chwila. Ile schodów przebędziesz bez potykania, z lekkim wchodzeniem, z ciężkim, mocnym, zdecydowanym, taki będzie twój dzień, czy może część dnia. Wierzyła w takie bzdury, dlatego wchodząc po schodach próbowała się skupić albo na ostrożnych, albo na stanowczych krokach. Zmęczona stanęła przed właściwymi drzwiami. Miała lekkiego stracha by w nie zapukać. Ostatnim razem była w tym dziwnym mieszkaniu, gdy Wim miał zaledwie 17 lat. To całkiem inna sprawa, gdy wchodzi się do miejsca gdzie jest dorosły facet mający już na karku 24 lata. Ostrożnie zapukała w duże, białe drzwi. Wpatrywała się w czarną piętnastkę. Nie wiedziała dlaczego, ale ta liczba przyniosła jej wiele pecha w życiu. Stała w zamyśleniu przypominając sobie ostatnie lata z tą liczbą. Wydawało jej się w końcu, że może zastukała za cicho. Powtórzyła czynność. I tym razem nie było żadnej odpowiedzi. Zauważyła jednak coś jeszcze. Na posrebrzanej klamce widniały brązowe zacieki. Bardzo dobrze rozpoznawała już ten kolor. To była krew. Nacisnęła klamkę, a drzwi same się przed nią otworzyły. - Wim? Jesteś w domu? Cisza. Zupełna cisza. Nawet deszcz nie robił takiego hałasu, jak podczas rannych godzin. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Po latach jakby nic się nie zmieniło. No, może zrobiło się bardziej ponuro. Czarne zasłony w ogóle nie pasowały do wnętrza mieszkania, ponieważ ściany i umeblowanie utrzymane było w pastelowych barwach. Zaciekawiły ją niektóre sprzęty. Jeden z nich leżał na biurku Wima. Przypominał klawiaturę komputera przenośnego, który zakupił ostatnio jej ojciec, ale tak, jakby guziki były zupełnie odczepione. Zamiast tego, pozostał tylko jeden, z napisem „ROF”. Bez zastanowienia włączyła go. Odskoczyła do tyłu, gdy tylko zauważyła co cię stało. Z małej klawiatury na dole pojawiła się nad nią kolejna, prawie niewidzialna. Wisiała w powietrzu jakby nigdy nic. Zaraz z niej poleciał wyświetlacz z obrazem. - Co to ma być? Kera z początku zbyt przerażona by sprawdzić z czym ma do czynienia zrobiła wielki krok do tyłu. Natrafiła na przeszkodę, czyli na łóżko. Potknęła się o coś pod nogami i natychmiast na nim usiadła. Stwierdziła, że miała wielkie szczęście, że nie przewróciła się na drewnianą posadzkę. Jednak się myliła. Przy łóżku leżały różnej wielkości i rodzaju - bronie palne. Wzięła szybko nogi do siebie, kuląc się i zarazem drżąc ze strachu. Jej wzrok nie miał chwili odpoczynku. Do drzwi od szafy poprzybijane były wszystkie zaliczone zlecenia Wima. Z początku nie orientowała się z czym ma do czynienia, dopóki nie pozwoliła sobie ich obejrzeć. Ręce zaczęły się jej trząść jeszcze bardziej. Uważała Wima za naprawdę dobrego człowieka. Nigdy by nie przypuszczała, że jest mordercą. - Wim, w coś ty się wpakował? Zauważyła, że przy wypowiedzeniu imienia jej przyjaciela, monitor z przenośnego komputera rozbłysnął na kilka sekund. Zmarszczyła…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Fenris
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…