Dostać szansę
O tym, jak chora Anastazja dostała drugą szansę na życie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Anastazja pamiętała dość dobrze swe dzieciństwo. Wspominała, że był to okres radości, zabawy i śmiechu. Pamiętała wspólne zabawy z rówieśnikami oraz swą matkę, która często ją przytulała i obdarzała uczuciem. Ojca praktycznie nie znała, wyprowadził się od nich, gdy była jeszcze mała. Dziewczyna dorastała w otoczeniu swych przyjaciół i matki. Była jedynaczką. Uczyła się dobrze, szczególną sympatią darzyła lekcje polskiego, bo wtedy mogła popuścić wodze swej fantazji. Lubiła wiersze, sama też trochę tworzyła. Była bardzo wrażliwa na bodźce otoczenia, szczególnie na piękno, jawiące jej się we wszystkim, co ją otaczało. Pojedynczy pączek kwiatu, malownicza chmura, gwiazdy na niebie czy też ptak na drzewie wpędzały ją w doskonały nastrój. Lubiła na nie patrzeć. Potrafiła godzinami spacerować po okolicznym parku, oglądać majestatyczne drzewa. Jej matka była z niej bardzo dumna, często też to powtarzała. Potem zaś Anastazja weszła w wiek dojrzewania. Czasem kłóciła się ze swymi przyjaciółmi i matką, potrafiła jednak po chwili opanować emocje, przeprosić ich za swe napady złości i przyznać, że nie miała racji. Sprawiało to, że nigdy tak naprawdę nie była smutna. Zaczęła również interesować się otaczającymi ją chłopakami. Kilka razy zakochała się, lecz nigdy tak naprawdę nie zaangażowała się w związek, nie chciała tego, czuła się na to niegotowa. Pewnego dnia stwierdziła jednak, że nadeszła pora, by dorosnąć. Miała szesnaście lat. Postanowiła powie-dzieć o swoim uczuciu chłopakowi, w którym od dłuższego czasu była zakochana, Mariuszowi. Zanim jeszcze zdążyła z nim porozmawiać, on opowiedział jej o swym uczuciu do niej. Była niezwykle szczęśliwa. Ta wieść była spełnieniem jej marzeń. Gdy wracała ze szkoły do domu, czuła jak rozpiera ją radość. Chciała o wszystkim powiedzieć swej matce, z którą pozostawała w przyjaźni. Czuła się jak najszczęśliwsza osoba na świecie. Niestety, radość nie była jej pisana. Gdy mijała ostatnie skrzyżowanie a jej oczom ukazała się brama pro-wadząca na podwórko jej domu, rozpędzony samochód minął niespodziewanie skrzyżowanie. Nie zatrzymał się. Kiedy go zauważyła, było już za późno. Rozpędzone tony metalu uderzyły w nią z wielką siłą; uderzenie wyrzuciło ją w powietrze… a potem pamiętała tylko ciemność. Gdy w końcu zaczęła zdawać sobie sprawę z otaczającego ją świata, z przerażeniem odkryła, że jest całko-wicie sparaliżowana. Czuła wszystko, co ją otaczało: delikatny dotyk koszuli na jej skórze, ciepło pościeli. Sły-szała każdy dźwięk, czuła zapach. Nie widziała, nie mogła, bowiem jej oczy, mimo wysiłków, pozostawały za-mknięte. Z jej ust nie wydobywał się żaden dźwięk, pomimo iż próbowała krzyczeć. Już po niedługim czasie z prowadzonych przy niej rozmów zdołała wywnioskować, co tak naprawdę się zda-rzyło. Została potrącona przez samochód, którego kierowca nie dostosował się do zasad panujących w mieście. Uderzenie zadało jej wyjątkowo mało obrażeń; pod wpływem zderzenia wyrzucona została w powietrze. Upadek okazał się jednak tragiczny. Uderzywszy o ziemię, uszkodziła sobie ośrodkowy układ nerwowy. To z kolei spo-wodowało paraliż. Tylko jedno mogło ją ocalić, niezwykle trudna i kosztowna operacja. Anastazja wiedziała, że nim do niej dojdzie, minie wiele czasu. Jej matka nie miała tyle pieniędzy. Dziewczyna leżała w szpitalu. Przykuta na stałe do łóżka z kroplówką wpiętą w jej żyły, zastanawiała się nad tym, co usłyszała. Początkowo nie mogła zrozumieć, co się stało, nie mogła uwierzyć, że nigdy nie będzie się ruszać. Wraz z upływem czasu zaczęła sobie uświadamiać, co się zdarzyło i co utraciła. Wiedziała, że choć była możliwość wyleczenia, była ona jedynie małą szansą. Z początku była często odwiedzana przez przyjaciół oraz Mariusza. Opowiadali jej o tym, co się działo w ich życiu. I chociaż wiedziała, że nie będzie mogła im towarzyszyć, te opowieści przynosiły jej ulgę. Mogła to wszystko przeżywać w swej wyobraźni. Stanowiło to dla niej pewien światek, pomagający jej przeżyć przeraża-jące chwile. Oczywiście, przy jej łóżku nie zabrakło matki. Siedziała ona wraz ze swą córką całymi dniami, często nocami, pocieszając ją i będąc blisko swego jedynego dziecka. Anastazja często słyszała, jak jej rodzicielka płacze, lecz nie mogła jej pocieszyć. Sama też chciała zapłakać, lecz była zbyt bezsilna, by to zrobić. W miarę upływu czasu, jej przyjaciele przychodzili do niej coraz rzadziej. W końcu, pięć miesięcy po jej wy-padku, odwiedziny nagle się skończyły. Była to dla niej najgorsza rzecz – zostać zapomnianą przez osoby, z którymi znała się już bardzo długo. Jej matka niestrudzenie trwała przy odwiedzinach. Anastazja nie wiedziała, co o jej stanie sądzą lekarze. Nigdy nie rozmawiali o tym przy niej, a jej rodzicielka nie powtarzała jej ich słów. Stała się dziwnie milcząca. Pewnego dnia jednak, wychodząc, jeden z lekarzy zapomniał zamknąć drzwi od sali, w której leżała. Usły-szała rozmowę prowadzoną przez jej matkę i doktorów. Z konwersacji wynikało, że bez operacji nie ma dla niej żadnych szans na powrót do zdrowia. Lekarze suge-rowali, żeby matka dziewczyny założyła jakąś kampanię, której celem będzie ufundowanie drogiego zabiegu. Rodzicielka Anastazji nie przyjęła pomocy. Powiedziała po prostu, że to nie ma sensu, że jej córka nie ma już żadnych szans. Po tej rozmowie pojawiła się w szpitalu jeszcze dwa razy. Potem zaś jej wizyty urwały się gwałtownie. Ana-stazja nie wiedziała, dlaczego. Martwiła się o swoją matkę, myślała, że stało się jej coś złego. Po wielu dniach, zlewających się jej ze sobą, do jej sali przybyli dziennikarze. Lekarze opowiedzieli o jej hi-storii, fotograf zrobił jej parę zdjęć. Był to najgorszy dzień w życiu Anastazji. Dowiedziała się, że jej matce nic się nie stało. Po prostu porzuciła swoją córkę. Wyprowadziła się z domu, nie wiadomo było, gdzie się aktualnie znajduje. Kontakt z nią urwał się całkowicie. Wiadomość przebrzmiała przez media, po tygodniu jednak ucichła. Nikt nie pomógł dziewczynie. Nikt się nie zjawił. Nikt nie pocieszył jej w cierpieniach. Jej życie zamieniło się w udrękę.
Cztery lata później nadal była sparaliżowana. Niezmiennie leżała w tym samym pomieszczeniu, w tym sa-mym łóżku. Opuszczona. Zapomniana. Miała teraz dwadzieścia lat. Tęskniła za swym dawnym życiem. Żałowała, że nigdy nie zaznała odwzajemnionej miłości partnera. Żało-wała wielu rzeczy, jakich w życiu nie dokonała, myśląc, że ma jeszcze czas. Jakże się przeliczyła! Jej życie było udręką. Często myślała, że chciałaby to zakończyć. Gdy jednak usłyszała, że lekarze chcą poddać ją eutanazji, przeszył ją zimny dreszcz. Nagle zrozumiała, że, pomimo iż nie może cieszyć się życiem, nie chce umierać. Czuła, kiedy odłączali ją od maszyn podtrzymujących jej funkcje życiowe. I gdy myślała, że to już koniec, zjawił się on. Był to mężczyzna; chociaż zapamiętała jego głos jako miły i łagodny, w rozmowach z lekarzami nabierał ostrego, pełnego uporu tonu. Niedługo po tym, jak odłączyli ją od urządzeń, przyszedł do doktorów, mówiąc, że nie zgadza się na takie postępowanie, że zapłaci za jej operację. Postępowanie to zdziwiło zarówno ją, jak i lekarzy, jednakże zrobili to, co im powiedział. Podłączyli ją do maszyn, co przyjęła z ulgą. Nie chciała umierać, wiedziała, że jej szansa nie została jeszcze wykorzystana.
Jak co rano, Damian wyszedł z domu i kierował się ulicą w stronę swej pracy. Był właścicielem prężnie działającej firmy komputerowej. Zarabiał dużo, z domu wyniósł zaś nie małą fortunę. Szedł teraz do pracy, by omówić ze swymi pracownikami szczegóły dotyczące nowego programu. Gdy wszedł do budynku firmy, uwagę jego przyciągnęły wiadomości rozgrywane w telewizji. Mówiono o młodej dziewczynie, która na skutek wypadku została całkowicie sparaliżowana. Lekarze nie mieli pojęcia, czy dziewczyna jest w śpiączce, czy też po prostu wegetuje. Jej choroba trwała już cztery lata, a z braku pieniędzy nie miał jej kto wyleczyć. Wobec tego, lekarze postanowili poddać ją eutanazji. Takie właśnie informacje podawał reporter w telewizji. Dodał on, że zebrała się grupka protestująca zabiciu dziewczyny, lecz była ona zbyt niewielka i miała za mało pieniędzy, by mogła cokolwiek zdziałać. Damian przez chwilę patrzył w ekran telewizji, lecz reporter przeszedł do innej wiadomości. Po chwili męż-czyzna odwrócił wzrok i wróciwszy do rzeczywistości, wykonał swe obowiązki. Dziewczyna, która miała umrzeć nie dawała mu jednak spokoju. Nie mógł tego tak po prostu zostawić. To było nie w porządku. Gdy tylko wrócił do swego domu, od razu zaczął przeszukiwać Internet w poszukiwaniu jakichś informacji odnośnie choroby dziewczyny. Odnalazł przestarzały artykuł, mówiący o tym, jak doszło do tragicznego wypadku i jak rodzina opuściła Anastazję. W pierwszej chwili wiadomość ta poraziła nieco mężczyznę. To, że dziewczyna została opuszczona przez rodzinę było niezwykle druzgoczące i smutne. Początkowo nieśmiała myśl, teraz zaczęła się zagnieżdżać coraz pewniej w jego umyśle. Nie mógł tego tak zostawić. A jedynym, co mógł w tej sytuacji uczynić, to skłonić lekarzy do ponownego podłączenia dziewczyny pod aparaty podtrzymujące funkcje życiowe i sfinansowanie operacji. Podjąwszy decyzję, zaczął przeszukiwać strony internetowe w poszukiwaniu informacji odnoście operacji, jaka czeka kobietę, i jej kosztów. Gdy ujrzał cenę aż się zakrztusił. Wiedział jednak, że czyjeś życie ma o wiele większą wartość niż największa suma pieniężna. Posiadał odpowiednią sumę pieniędzy. Operacja kosztowała niemal tyle, ile zebrał przez wiele lat oszczę-dzania, lecz suma, jaka by mu pozostała, pozwoliłaby mu na przeżycie do kolejnego zysku. Musiał działać szybko i doskonale o tym wiedział. Gdyby zwlekał z udaniem się do kliniki, mogłoby się oka-zać, że przybył za późno. Wobec tego, tego samego dnia wyruszył na poważną rozmowę z lekarzami Anastazji. Ku zadowoleniu Damiana, szpital, w którym leżała dziewczyna, znajdował się dość blisko jego domu. Gdy dotarł na miejsce, oznajmił w recepcji, że chce zobaczyć dziewczynę. Początkowo recepcjonistka nie chciała pozwolić mu na to, w końcu jednak uległa jego przekonywaniom. Na widok Anastazji jego serce zabiło mocniej. Jej złote włosy okalały jej bladą twarz. Jej delikatne rysy nadawały jej obliczowi spokoju. Jej pełne usta przyciągały uwagę swym czerwonym niczym dojrzałe wiśnie ko-lorem. Długie rzęsy muskały policzki młodej kobiety. Ręce dziewczyny spoczywały luźno na kołdrze. Gdyby nie wiedział, że jest całkowicie sparaliżowana, powiedziałby, że Anastazja po prostu śpi. Damian westchnął cicho. Podszedł nieco bliżej do sparaliżowanej. Gdy tak na nią patrzył, nie wiedząc skąd, nabrał pewności, że jest ona przytomna i że słyszy i czuje wszystko, co dzieje się wokół niej. - Anastazjo – powiedział cicho i łagodnie – nie bój się. Zajmę się tobą. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, byś wyzdrowiała. Obiecuję ci to. Nie zawiodę cię. Wiem, że zostałaś opuszczona przez bliskich, ale nie pozwolę, by to się powtórzyło. Delikatnie dotknął jej ramienia, próbując w ten sposób dodać jej otuchy. - Teraz muszę iść, porozmawiać z twoimi lekarzami. Niebawem jednak powrócę do ciebie. Wyszedł z pomieszczenia, jeszcze bardziej niż kiedyś umocniony w swej decyzji. Trochę czasu zajęło mu znalezienie lekarza odpowiedzialnego za stan Anastazji. - Doktorze – powiedział, stając na wprost starszego mężczyzny w lekarskim fartuchu – muszę z panem po-rozmawiać. - Słucham pana – odpowiedział lekarz, wyglądający na trochę zniecierpliwionego. - Chciałbym porozmawiać o Anastazji. Chciałbym… - Nie możemy jej ponownie podłączyć – przerwał Damianowi mężczyzna. – Nasz szpital nie ma pieniędzy na utrzymywanie dłużej tej dziewczyny. Nawet, jeśli okaże się, że wybudzi się ze śpiączki, to bez operacji nie ma szans, by ponownie zaczęła normalnie funkcjonować. Damian spojrzał na lekarza ze złością. - Właśnie o tym chciałem z panem porozmawiać. Chcę sfinansować operację tej dziewczyny. Lekarz spojrzał na niego z niedowierzaniem. - Czy wie pan ile kosztuje taka operacja? - Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Doktor wskazał głową w stronę sali, w której leżała Anastazja. - Czy to członek pana rodziny? - Nie, nie znam tej dziewczyny. Starszy mężczyzna wyglądał na nieco skonsternowanego. - Jest pan pewien, że chce pan to zrobić? - Absolutnie. Lekarz skinął głową. - A więc dobrze. Za chwilę podłączę ją do aparatów.
Siedział przy łóżku Anastazji. Delikatne promienie słońca oświetlały jej twarz, nadając delikatny blask jej złotym włosom. Spała spokojnie, jeśli można tak nazwać sen po zabiegu, spowodowany po…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Navera
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…