Drobne wydarzenia
Opowiadanie na - nazwijmy to - cel szkolny. Miał być papież - jest papież. Nawet te nieważne wydarzenia mogą mieć wpływ na nasze życie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
1. Zawsze jest początek.
„Kolejny dzień do przeżycia…” – pomyślał Adam obudzony przez natrętny dźwięk budzika – „Kolejny pusty, pełen rutyny dzień.” Ociężale zebrał się z łóżka i skierował do okna. Westchnął zrezygnowany widząc strugi deszczu uderzające o szybę. Czy dzisiaj cały dzień będzie właśnie taki? Czemu to spotyka akurat jego? Przeciągnął się bez przekonania i rzucił okiem na bałagan w pokoju. Posprząta później… - Witaj znowu. - powiedział do siebie wychodząc z pokoju. To było jedno z jego głupich przyzwyczajeń. Zawsze gdy się budził, mówił to aby się jakoś rozweselić. Przywitać się z nowym dniem. Robił to od dziecka. Jednak gdy był mniejszy mówił to pełny przekonania, z uśmiechem na ustach, a teraz? Teraz wiedział, że czeka go koszmar, nie cieszył się z tego. Nienawidził, tak cholernie nienawidził. - Adam, mówiłeś coś? – usłyszał głos ojca z kuchni. No tak, dzisiaj piątek. Tata zaczyna pracę o tej samej godzinie, co on szkołę, więc zajął się śniadaniem. Urocze. Chłopiec niechętnie wszedł do pomieszczenia z nadzieją, że ominie go przesłuchanie. - Nie, nic takiego. – mruknął w odpowiedzi i sięgnął po talerz pełen kanapek z planem jak najszybszej ucieczki do pokoju. - Może porozmawiamy? Dawno się nie widzieliśmy. – zaproponował tata Adama. Wciąż stał do chłopca tyłem, co okropnie go zirytowało. Chłopca irytowało też, że jego rodziciel miał rację. Dawno nie rozmawiali. Nie mieli okazji, mijając się codziennie w korytarzu, czy na ulicy. Byli obcymi ludźmi. A przecież nie zawsze tak było, to ciągnie się zaledwie od kilku lat. Kiedy to… - Nie, nie porozmawiamy. Spieszę się do szkoły, tato. – rzucił wychodząc z kuchni. Naprawdę, naprawdę nie miał ochoty na rozmowę. Nie dzisiaj, nie teraz, nie z nim. Rosnąca frustracja szukała ujścia z jego świeżo obudzonego umysłu. Czemu nagle chciał rozmawiać?! Trzasnął drzwiami od swojego pokoju i usiadł na łóżku wciąż trzymając w ręku talerz z kanapkami. Odłożył go z odrazą na biurko. Przecież nie jada śniadań. Czemu on tego nie wie? Jest jego tatą, prawda? Więc czemu, tak paradoksalnie, nim nie był? Adam nie rozumiał tego. Na co dzień wydawało mu się to normalne. Nieobecność ojca była rzeczą, do której się przyzwyczaił. Czasami jednak przychodziły momenty takie jak ten. Jego życie z tym człowiekiem nie było normalną relacją między ojcem a synem. To z pewnością nie było normalne… *** - Dzieci, poznajcie nową koleżankę. – zwróciła się do uczniów wychowawczyni klasy Adama – No dalej, przedstaw się. – starała się ośmielić dziewczynę, która stała jak skamieniała, ogarniając wzrokiem twarze jej przyszłych kolegów i koleżanek. - J-ja nazywam się Daria. Daria Mahayeva. – Adam w mig wyłapał ledwo zauważalny rosyjski akcent. Zmierzył nową koleżankę wzrokiem. Miała długie, kręcone, kasztanowe włosy i ciekawe szarozielone oczy. Ubrana była elegancko, ale też bez przesady – idealnie na pierwszy dzień w szkole można by rzec. Niby nie wyróżniała się niczym spośród setek innych dziewczyn w tej szkole, lecz mimo to chłopiec od razu poczuł do niej pewien rodzaj sympatii. Zainteresował się nią. Po chwili spostrzegł się, że pani Zalewska wskazuje na niego palcem: - Adam pomoże ci się odnaleźć w tej szkole, prawda Adamie? – spytała uśmiechnięta nauczycielka. Chłopiec miał już rzucić: „Z przyjemnością, proszę pani!”, powstrzymał się jednak, myśląc jak głupio to zabrzmi. Kiwnął tylko głową i uśmiechnął się do Darii. Odwzajemniła uśmiech, a chłopiec poczuł ciepło rozpływające się po ciele. Nie chciał się do tego przyznać, ale… chyba naprawdę lubił tę nową. 2. A wszystko było w niej inne.
- Mówisz, że mieszkasz w Polsce od pięciu lat, tak? – upewniał się Adam, a gdy dziewczyna kiwnęła głową, wypytywał dalej – To czemu przychodzisz do szkoły dopiero teraz? Daria zaśmiała się w odpowiedzi i wytłumaczyła, że wcześniej mieszkała w Warszawie. - To ciekawe… - mruknął pod nosem – I w pięć lat nauczyłaś się tak pięknie mówić w naszym języku? – niedowierzał. - Nie, to nie tak… - Uśmiechnęła się – Moja mama jest Polką, w domu zawsze posługiwaliśmy się tym językiem. Przyjechałam tutaj, do Sosnowca, bo stąd właśnie pochodzi. Tutaj się urodziła. - Więc… jesteś pół Rosjanką, pół Polką, tak? – Starał się nadążać nastolatek. - Owszem. A teraz wybacz, że przerwę to twoje drobne przesłuchanie, ale zbliża się 9.40, a ja wciąż nie wiem, gdzie jest sala 62… - Uśmiechnęła się przyjaźnie. - Ach, no tak. – Uświadomił sobie, że miał ją oprowadzić po szkole. – Chodź tędy, będzie szybciej. – Wskazał ręką schody po prawej. Wchodząc na górę chłopak zapoznawał dziewczynę ze swoimi znajomymi, odpowiadał cierpliwie na jej pytania, słuchał, sam opowiadał. Czuł się naprawdę cudownie. Zapomniał o swoich troskach i zmartwieniach. W jego świadomości siedziała tylko jedna osoba – Daria. - To tutaj. – powiedział gdy byli już na miejscu. Akurat rozległ się dźwięk dzwonka. - Widzimy się na następnej przerwie, prawda? – Pomachała mu na pożegnanie i weszła do klasy.
*** Po skończonych lekcjach Adam zaproponował, że odprowadzi nową koleżankę. Mimo świadomości, że ojca i tak nie będzie w domu, nie miał ochoty tam wracać. Pogra na zwłokę, potem przyjdzie mu się zmierzyć z własnymi demonami. Podświadomie – a może nawet świadomie – całą swoją uwagę poświęcił rówieśniczce. Daria fascynowała go, chciał wiedzieć o niej jak najwięcej. Nie mógł uwierzyć, że polubi kogoś tak bardzo, a na dodatek w tak krótkim czasie. Niewyobrażalnie cieszył się z jej towarzystwa. Zadziwiało go, jak bardzo się różnili. Rozgadana, roześmiana, pełna życia… szczęśliwa. Uwielbiał patrzeć w jej cudowne, rozbiegane, szarozielone oczy. Tak naprawdę uwielbiał ją całą i to było naprawdę niesamowite. Gdy w końcu dotarli pod jej dom, chłopiec zebrał całą swoją odwagę i spytał się: - Daria, może… - zawahał się – Może poszlibyśmy do kina w niedzielę? Dziewczyna popatrzyła na chłopca zaskoczona, nie wiedząc co odpowiedzieć. Zamyśliła się chwilę, a każda sekunda trwała dla chłopca niczym wieczność. Już miał mówić, że tylko żartował, ale dziewczyna przerwała tę niezręczną ciszę: - Ja… bardzo chętnie, Adam. Tylko... – „Tylko”, tylko co?! Chłopiec bał się usłyszeć następnych słów. – moja rodzina… ja jestem wierzącą, co niedzielę chodzimy do kościoła i… - Kościoła? – przerwał jej zdziwiony – Wierzysz w… to wszystko? - Tak. – powiedziała z pełnym przekonaniem i szybko dodała zdziwiona – A ty nie? Adam musiał zastanowić się nad odpowiedzią. W jego domu nigdy nie zwracano uwagi na Boga, nie chodzili do kościoła, nie modlili się. Sam nawet nad tym jakoś wyjątkowo nie rozmyślał. Tak było… od zawsze i już. Nie interesowało go jak doszło do powstania świata – po prostu tak się stało. Wierzył nauce, wierzył w człowieka. Dużo poświęcał humanizmowi. Zainteresowanie w tym nurcie filozofii zaszczepił w nim jego dziadek, gdy chłopiec był mały. Renesans - początki pewnej rewolucji na tle religijnym, czasy życia jednej z centralnych postaci tej epoki – Ficino, którego słowa tak uwielbiał staruszek: „Poznaj samego siebie, o boski rodzie w człowieczym przebraniu!” Tak, mógł być niewierzącym… ale czy naprawdę nim był? - Nie, chyba nie. – odpowiedział niepewnie. – Powinienem? - Nie mogę ci mówić czy powinieneś czy nie, to twój własny wybór. Ścieżka, którą sam musisz wybrać. Nie wybrałeś jej jeszcze, prawda? – nie czekając na odpowiedź kontynuowała. – Mogę z tobą o tym porozmawiać jeśli chcesz. Zamiast kina, co ty na to? - Z przyjemnością. – Uśmiechnął się. Pożegnali się, a chłopiec powoli skierował się do domu. Założył słuchawki na uszy, puścił ulubioną muzykę i zaczął myśleć nad całym dzisiejszym dniem. A im dłużej myślał, tym głębiej schodził w czeluści swojego umysłu. Jego życie, wiara, psychika. Jego świat. Czy ta dziewczyna może tak po prostu wejść i rozwalić wszystko na miliony drobnych cząsteczek, jak gdyby nigdy nic? Czy on powinien na to pozwolić? Zawsze uważał, że już wszystko w jego życiu jest ułożone. Ma wyrobione przekonania i własne racje, chodzi do szkoły, znajdzie pracę, i wszystko jakoś się ułoży. Więc czemu ta kobieta z taką łatwością zmusiła go do zwątpienia? Jak to w ogóle mogło się stać? Wszedł powoli do domu i ściągnął słuchawki. Porozglądał się po starych kątach. Poszedł do pokoju i usiadł na łóżku. Pustka, cisza i chłód. Jak zawsze.
3. A gdyby jednak?
Wkrótce nadeszła niedziela. Spotkanie nieubłagalnie zbliżało się wielkimi krokami. Adam bał się. Zdawał sobie sprawę, że ten strach jest kompletnie irracjonalny – w końcu to tylko rozmowa, lecz mimo to czuł pewną obawę. Nie wiedział jak się do tego przygotować, czy jest gotów usłyszeć pewne rzeczy, czy w ogóle chce je słyszeć. Czemu ma to robić? Przecież nie wierzył przez te czternaście lat, to i teraz nie zacznie. Nie zmieni się z dnia na dzień, pomimo starań. Nie chciał, nie umiał – na jedno wychodzi. Nikt tego nie zmieni. Lecz co ma powiedzieć dziewczynie? Stop. Najpierw musi ją wysłuchać. W końcu powinien zacząć słuchać. Zbliżała się piętnasta, godzina do spotkania. Do głowy chłopca przyszła szalona myśl. Poszedł do salonu, gdzie ojciec siedział rozwalony w fotelu, z mętnym wzrokiem zwróconym w stronę telewizora, popijając bezmyślnie piwo. Starał się zebrać myśli, wytężył swój mózg do granic możliwości. To nie będzie łatwe, o nie. Musi być przygotowany na wszystko. Jednak czuł, że to dobry moment. Czuł głód wiedzy. Pewne rzeczy muszą zostać wytłumaczone. Stanął pomiędzy tatą a telewizorem. - Musimy porozmawiać. – powiedział zimnym, pozbawionym uczuć głosem, zaskakując samego siebie. Nie dał tego jednak po sobie poznać, żadnego wahania. Zdezorientowany ojciec wciąż siedział rozwalony z rozdziawioną buzią, jakby doznał szoku, że jego syn w ogóle żyje. W chłopcu wzbierała się wściekłość. – MUSIMY POROZMAWIAĆ! – krzyknął, tym razem z efektem. Mężczyzna popatrzył na niego uważniej. Przełknął głośno ślinę, jakby spodziewając się, co go czeka. - Dobrze. Porozmawiamy, jeśli przestaniesz krzyczeć. – Na jego twarzy znów zagościł wyuczony uśmiech, taki sam jaki przyjmował w rozmowie ze swoimi klientami. – O czym chcesz porozmawiać, Adamie? Ostatnio nie byłeś skory do żadnej konwersacji… - zauważył. - O nas. O mnie, o tobie, o mamie. O wszystkim. Musisz mi chyba coś wytłumaczyć. – odpowiedział, nie zważając na kąśliwą uwagę ojca. – Muszę wiedzieć… Mężczyzna trawił chwilę słowa syna, a sztuczny uśmiech znikał z jego twarzy, ustępując smutkowi i zadumie. - Dobrze. Masz rację, powinieneś wiedzieć. Przejdźmy może do kuchni. Ja……
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil selfishlover
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…