Druga strona miecza
jest dość długie więc jak się nikomu nie będzie chciało czytać to fragmentami:P
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}Wyszła. I wcale nie miała zamiaru wracać. 15 minut wystarczyło jej na wrzucenie do plecaka kilku najpotrzebniejszych rzeczy. Lubiła ten plecak. Zatrzymał w sobie wiele wspomnień z ostatnich kilku lat. Spakowała jedynie ciepły, czarny sweter, bieliznę i tomik poezji gotyckiej, z którym nie rozstawała się nigdy. Spojrzała na okładkę- mistyczny obraz przedstawiający przepaść, którą zawsze uważała za alegorię skutków, w głębi tajemnicza twarz. Lubiła tę ilustrację, wystarczył tylko moment, żeby dostrzegła i przypomniała sobie każdy jej szczegół. Ale w tej chwili było to dla niej przytłaczające, nie koiło, jak dawniej. Futerał z gitarą wzięła do ręki. Była to kolejna taka rzecz, którą lubiła mieć zawsze przy sobie. Schowała do kieszeni wszystkie pieniądze, które miała. Uzbierało się ponad 300 zł. Tydzień temu obchodziła urodziny. Gdyby ukochana babcia wiedziała, na co Magda przeznacza tę sumę, umarłaby pewnie na zawał. Ale nie myślała w tej chwili o babci. Nie myślała o bracie ani o przyjaciołach. Nawet o tych najbliższych, Kaśce i Marcinie. Nie była zdolna myśleć o niczym po tym, co usłyszała z ust matki. Te słowa były zbyt świeże... Wciąż dźwięczały jej w uszach. Nie chciała o tym pamiętać. Wielokrotnie słyszała, że jest nikim. Miała dosyć upokorzenia. Pragnęła z całego serca już nigdy nie zobaczyć twarzy tej kobiety, którą przez 17 lat nazywała swoją matką. -Nie, ty nie masz prawa być moja mamą!- powtarzała Magda sama do siebie- tak samo, jak ja przestałam być twoją córką. Masz rację. Wyniosę się z twojego życia. Na zawsze! Bardzo chętnie. I nie myśl sobie, że wrócę! O, widzisz- już mnie nie ma.- te słowa wypowiedziała przekraczając próg. Ale nikt jej nie usłyszał. Zresztą, nie zależało jej w tej chwili na jakimkolwiek słuchaczu. Wyszła z kamienicy na ulicę. Nigdy nie lubiła chodzić nocą sama po mieście. Było tak przytłaczająco pusto... Nieliczni spotykani ludzie dziwnie na nią spoglądali. Czy to za sprawą glanów, przykrótkich spodni czy też milionów etnicznych bransoletek na rękach? Nawet jej to specjalnie nie interesowało... Była zaślepiona złością i nienawiścią, nie wiedziała, która jest godzina i jaki dziś dzień tygodnia. Nie patrzyła na przechodniów. Ale czy to ważne? Nie, dla Magdy istotne było tylko to, aby szybko znaleźć się jak najdalej stąd. Nie bała się, że matka będzie jej szukać, byłaby to najmniej prawdopodobna reakcja. Po prostu nie chciała tu być. Usiadła na ławce w parku. Spojrzała na drzewa, przy których kiedyś często siadała z książką i zapominała... Nie mogła przewidzieć, czy jeszcze kiedykolwiek los pozwoli jej powrócić do tamtych wspaniałych, beztroskich chwil, kiedy jedynym zmartwieniem były losy aktualnego bohatera? Zaczęła myśleć. Szybko oceniła sytuację i trochę się przestraszyła, uświadamiając sobie, że jest naprawdę późno i ciemno, a ona nie ma gdzie spać! Pomyślała o przyjaciołach- jak ich skrzywdzi. Naprawdę nie chciała niszczyć tych starannie budowanych przez ostatnie lata więzi. Bardzo się bała, szczególnie o Marcina. A jeśli znów wpadnie w szpony nałogu? Nie chciała, żeby ponownie wpadał w to samo bagno, i to przez nią. Nigdy by sobie tego nie wybaczyła, nigdy! Całe szczęście, że jest silny, miała więc podstawę, żeby sądzić, że jednak da sobie radę. A inni? Z pewnością będzie im brakować ukochanej Magdy, będą tęsknić. Czy będą wspominać jej śmiech, rozmowy i wszystkie chwile spędzony razem? Czy będą pamiętać? Wierzyła, że tak... Ale przecież ona nie umiera! Tylko odchodzi z tego miejsca, co wcale nie oznacza, że zapomni o ludziach. Przecież prawdziwi przyjaciele pozostają na zawsze. Kiedyś jeszcze będą razem, znów usiądą nad rzeką i będą rozmawiać do późnego wieczora. A póki co- pozostają rzadkie spotkania. Gdzie, kiedy i jak? Nie czas teraz na rozwiązywanie tego problemu. Była naprawdę zdezorientowana- musiała przestrzec ich przed cierpieniem, które- paradoksalnie- miała właśnie zadać! A gdyby tak pójść do nich, zanim odjadę, wytłumaczyć?- myślała. Nie mogła tego zrobić. Owszem, zrozumieliby, ale mimo to- nikt nie pozwoliłby jej wyjechać. Nawet ich rodzice by zrozumieli, raczej by jej nie potępiali. Zwłaszcza mama Kaśki była wspaniała. Magda odkąd pamięta, zazdrościła przyjaciółce takich dobrych kontaktów z rodzicami i tego ciepła, którego jej samej zawsze brakowało w domu. Siedząc na tej ławce i rozmyślając, ponownie straciła rachubę czasu... -Całe szczęście, że jest czerwiec, przynajmniej nie marznę.- jedną z największych zalet Magdy była umiejętność dostrzegania jasnych stron nawet w takich beznadziejnych sytuacjach, jak ta. Mimo nienajgorszych warunków, niezbyt podobała jej się perspektywa spędzenia nocy w parku. Postanowiła wyjechać nie żegnając się z nikim, już, teraz! Może to i lepiej? Pożegnania tak bardzo bolą... Zwłaszcza takie na długi czas. Poza tym nie miała teraz siły na spotkanie z kimkolwiek. Poszła na dworzec. Po drodze zaczepił ją jakiś podejrzany typ. Przestraszyła się go i przyspieszyła kroku. Całe szczęście- szybko go zgubiła. Dojście zajęło jej jeszcze jakieś 10 minut. Nie spotkała już nikogo, ulice były puste i szare jak nigdy dotąd. Wiatr się uspokoił. Było cicho, tak strasznie, przerażająco cicho!. To była dziwna cisza. Zła cisza. Złowrogo szumiała Magdzie w uszach... W końcu, dzięki silnej woli, pokonała strach. Doszła. Na miejscu spojrzała na rozkład jazdy. Warszawa, Poznań, Kraków, Gdynia... I nagle poczuła całkowitą wolność. Taką, o której zawsze marzyła. Stała przed tablicą zastanawiając się, który pociąg wybrać. Mogła jechać praktycznie wszędzie, cała Polska stała przed nią otworem! Kraków. Była tam zaledwie kilka razy, ale pokochała to miasto. Jest to jedno z tych wielu miejsc, do których zawsze się powraca. Wszystko było tam takie piękne! Stare ulice, kamienice, młodzi ludzie. I ten wspaniały, niepowtarzalny klimat... Najbliższy pociąg- 23:48. Spojrzała na zegar-23:19. Miała przed sobą prawie pół godziny. Kupiła bilet, nie chciała narażać się na nieprzyjemne spotkanie z kontrolerem. Peron na szczęście nie był aż tak pusty, jak te ulice. Stała tam tylko jedna, starsza kobieta, ale to wystarczyło Magdzie, żeby przezwyciężyć w pewnym stopniu samotność. Sama obecność innego człowieka dodawała sił. Usiadła na obskurnej, dworcowej ławce i znowu zaczęła myśleć. Wspominała miłe chwile. Niemiłe także. Całe życie wydało jej się teraz dziwacznym i zarazem cudownym snem, łączącym w sobie marzenia i koszmary. Nie chciała się budzić. Przecież życie kochała jak nic innego! Nawet ból może być na swój sposób wspaniały, bo przecież jest prawdziwy. A marzenia? One także dość często pojawiały się w tym śnie. Jakie były, czy się spełniały? Niektóre tak, inne- nie. Ale zawsze były piękne. I to piękno nie polegało na bogactwie wyobrażeń, tylko na tym, że mogły się spełnić. W tym momencie przypomniała sobie cytat, który kiedyś pomógł jej dużo zrozumieć: "Marzenia nie są ani lepsze, ani gorsze niż rzeczywistość. Są po prostu zupełnie inne!". Dworce mają to do siebie, że skłaniają do refleksji. To chyba tłumaczyło uczucia Magdy w tej chwili. Kolejną cechą tego miejsca był bardzo częsty wiatr i ziąb. Odkąd pamiętała, na peronie zazwyczaj marzła. Założyła sweter i wyciągnęła tomik poezji. Czytając melancholijne, trochę przygnębiające wiersze, myślami przeniosła się w całkiem inny świat. Te utwory były jej tak bliskie, z każdym z nich mogła się w pewnym sensie utożsamić. Ten fragment wiersza Bandurskiego, nie wiedzieć czemu, zawsze miał jakąś szczególną wartość:
"Mniejsze zło"
Pół twarzy w cieniu zamknięte, Pół twarzy w słońcu skąpane.
Ręka trzymająca miecz srebrny, Ręka z mieczem krwią połączona.
Twarz człowieka na ziemi zdziwieniem błyszczy, Twarz człowieka krwią zroszona.
Słowa które przecinają powietrze, Słowa które ból i gniew niosą. [...]
Przy poezji czas płynie inaczej, więc oczekiwanie na pociąg było całkiem przyjemne. Weszła, znalazła pusty przedział (co nie było trudne, gdyż mało kto podróżował o tej porze) i usiadła przy oknie. Słabe oświetlenie nie wystarczało do czytania, a usnąć nie chciała w obawie przed tymi, którzy są trochę mniej uczciwi niż ona. Bała się myśleć, co zrobi potem, zresztą- męczyły ją tego typu rozmyślenia. Jednak cały czas nasuwało jej się pytanie: "Co dalej?". Mimowolnie, chyba nawet wbrew sobie, zatopiła się w rozmyślaniach. Gdzie pójdzie? Skąd weźmie pieniądze na życie? To, co ma, nie wystarczy na długo. Najlepszym pomysłem na zarobienie paru groszy wydało jej się śpiewanie gdzieś na rynku. Przecież nigdy nie sprawiało jej to problemu. Trudniejszym do rozwiązania problemem stała się kwestia spania. Dworzec, park? To byłoby zbyt niebezpieczne dla dziewczyny. Zazwyczaj w sytuacjach, gdy nie mogła znaleźć rozwiązania, liczyła, że może przyjdzie samo, a dopiero w ostateczności ponownie nad nim myślała. Postanowiła zrobić tak także i tym razem. Znów wyjrzała przez okno. Wszędzie ciemno. W mroku rysowały się ledwo widoczne kontury drzew, gdzieniegdzie- małych domów lub wielkich, fabrycznych budynków ze smukłymi, złowrogimi kominami. Pociąg stanął. Jak długo jechała? Teraz także straciła poczucie czasu. Nigdy nie nosiła zegarka i nie spoglądała na niego bez potrzeby, nie chciała uzależniać swojego życia od jednego, głupiego urządzenia ze wskazówkami. Godziny, minuty- wydały się momentalnie tak dalekie, jakby wcale jej nie dotyczyły. Wysiadając na krakowskim dworcu czuła niemały niepokój- miała przecież zacząć tak zwane "nowe życie"! Była tym podekscytowana i, mimo lęku przed nieznanym, w głębi duszy czuła się szczęśliwa z niemal całkowitej wolności. - Nareszcie nikt nie będzie mi mówił, co mam robić, myśleć, jak się ubierać, co mi wolno a czego nie! -cieszyła się jak dziecko. Nie wiedziała jednak, co dalej- gdzie pójść i czy jest sens się kłaść, czy lepiej przeczekać do rana? Spojrzała na zegar- 4:46. Peron był pusty, tylko bezdomny, wychudzony, rudy pies spał pod ławką. Postanowiła zostać tu do rana, zresztą już powoli zaczynało świtać. Usiadła koło psa i znów pogrążyła się w lekturze. W końcu usnęła zbyt zmęczona aby walczyć ze snem. Obudziło ją ciche skomlenie. Otworzyła oczy i zanim przypomniała sobie, w jakiej jest sytuacji, zdziwiła się, dlaczego nie leży we własnym łóżku. Kundel siedział koło niej i nadal piszczał. Wciąż patrzył na Magdę tymi swoimi czarnymi, proszącymi ślepiami. Wyglądał na głodnego. -Nie mam nic dla ciebie, mały- powiedziała i pogłaskała go. Uspokoił się. Na pewno dawno nikt nie okazywał mu ciepła... -Muszę się zmobilizować. Nie mogę cały dzień przesiedzieć bezczynnie na dworcu. -pies okazał się dobrym słuchaczem. - Nasza sytuacja nie zmieni się, jeśli nic nie zrobimy. Trzeba się stąd ruszyć i poszukać szczęścia gdzie indziej... No, dalej, idziesz ze mną, kudłaty? Nowy przyjaciel nie posłuchał. Chyba wolał spokojny tryb życia. Poczuła się trochę opuszczona- nawet pies jej nie towarzyszył. Poszła więc sama, chociaż postanowiła wrócić tu jeszcze z jakimś przysmakiem. Stwierdziła, że jeżeli już ma się coś stać, to stanie się na rynku, więc tam skierowała kroki. Nie czuła się już taka osamotniona. Wokół było mnóstwo ludzi, życie toczyło się niby normalnie. Ale było w tym miejscu coś niezwykłego. Jakaś niewytłumaczalna magia, która powodowała, że Magda zakochała się w Krakowie. Czuła nawet, że jest to odwzajemniona miłość. Tutaj zawsze było jej dobrze, rzadko musiała znosić dziwne, nieprzyjazne spojrzenia mówiące "Ty tu przecież nie pasujesz!". Skręciła w drugi zaułek, usiadła naprzeciwko Empik-u i zaczęła obserwować przechodniów. Lubiła to robić, odgadywać, jacy są, czym się zajmują i co myślą. Nie było to z jej strony wścibstwo, ale po prostu zainteresowanie psychiką człowieka. Planowała nawet zająć się tym kiedyś poważnie. Po pewnym czasie nawet to pasjonujące zajęcie znudziło się Magdzie. Wyciągnęła gitarę, położyła futerał przed sobą- a nuż ktoś ją zrozumie i wrzuci parę groszy...- i zaczęła grać piosenki ukochanego Dżemu i innych starych, dobrych polskich kapel. Sporo ludzi przystawało koło niej, aby posłuchać, zazwyczaj wrzucali jakieś monety. Tak beztrosko- bo dla niej była to bardziej rozrywka, niż praca- spędziła godzinę, może dwie. Zauważyła, że od jakiegoś czasu przygląda się jej dziewczyna siedząca kilka metrów dalej, po drugiej strony ulicy. Młoda, na oko może 16, 17 lat. Rude włosy, ubrana w wytarte, ciemne sztruksy i stary, oliwkowy sweter. Bardzo zaintrygowała Magdę. Zaczęła się jej także przyglądać, chociaż nieco bardziej dyskretnie. -Cześć, jestem Ola- rudowłosa pierwsza zdobyła się na odwagę, podeszła i przedstawiła się.- Nie masz gdzie pójść, prawda? -Yyy...Magda...- domyślność i bezpośredniość rozmówczyni trochę ją zdenerwowały, a także zaniepokoiły. Zresztą nie czuła się zobowiązana, żeby zwierzać się obcej osobie. - Pewnie, że mam! A co myślałaś? -Przepraszam, nie wiedziałam, że cię urażę. Ale nie musisz kłamać. -Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Dlaczego miałabym cię okłamywać?- Magda zdenerwowała się już nie na żarty. Nie wiedziała, dlaczego czuje do tej dziewczyny taką niechęć.- Idź sobie. -Dobra, w porządku! Nie chcesz rozmawiać, to nie. Jakbyś zmieniła zdanie to
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Iluzja
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…