Drzewo
Historie rodzinne nie muszą być nudne...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie mam pojęcia jak dałam się namówić na ten rodzinny zjazd. Odkąd wyprowadziłam się z domu, nie miałam czasu na takie sprawy. Zajmowała mnie praca i cieszyłam się, gdy spotykałam się z nimi na Boże Narodzenie, a teraz... No cóż, pod natłokiem zajęć nie mam zbyt wiele czasu na odwiedzanie rodzinki, czas najwyższy przypomnieć sobie ten beztroski nastrój rodzinnych zjazdów. Wciąż nie będąc pewna, czy dobrze robię, zostawiając kota pod opieką sąsiadki zamykałam ostatnią walizkę. Cierpliwie czekałam na telefon, że mam schodzić na dół, jako, że byłam rodzinnym dziwolągiem i w wieku dwudziestu ośmiu lat wciąż nie posiadałam męża, ani nawet samochodu, co w ogóle dyskwalifikowało mnie w rodzinnym konkursie na najbardziej udanego wnuka babci. Z powodu braku dwóch fundamentalnych rzeczy w życiu kobiety, byłam skazana na łaskę mojego brata, który lada chwila miał się zjawić swoim fiatem punto. On również nie posiadał jeszcze żony, ani dzieci i dlatego to jego wydelegowano po mnie. Nie byłam zachwycona tym pomysłem, ponieważ nigdy nie mogliśmy się porozumieć, nawet w dzieciństwie. Być może byliśmy za bardzo do siebie podobni. Nie wiem. Dalsze moje rozważania zostały brutalnie przerwane dzwonkiem. Nawet listonosz nie dzwoni do mnie tak ostro, ale Maciek jak zwykle nie jest zbyt subtelny. Raz dwa, otwieram drzwi i przyoblekam się w najsłodszy z moich uśmiechów, oto ja, twoja skromna i cnotliwa siostrzyczka. - Cześć Anka! Gotowa? Co mam znosić?- No tak, Maciej wyglądał olśniewająco, życie niebieskiego ptaka służy mu. Ciekawe, kto tak dokładnie prasował te jego szare koszule? Nie zdążyłam zapytać, bo już siedziałam w samochodzie i zapinałam pasy. - I co tam u ciebie? Słyszałem, że twoja najnowsza książka to klapa?- Cholera, wysiadam- Nie przejmuj się. Moim zdaniem to wina kompletnego braku promocji. Z kim ty w ogóle pracujesz? Gdyby nie internet, nigdy bym nie wiedział, że znowu coś twojego wydali. A tak wszedłem na twoją stronę internetową... -Ale ja nie mam strony internetowej!- Wreszcie udało mi się coś wtrącić, bo moje zdziwienie było obecnie większe niż biust Cioci Anieli. Nie spodziewałam się ataku z tej strony. Byłam przygotowana na żarty z powodu mojego zawodu (według mojej rodziny na szacunek zasługiwali jedynie lekarze, księża i rolnicy), mojego stanu cywilnego i ogólnie moich zainteresowań, ale nie z TEGO powodu. O tej porażce nie wiedział nikt z moich znajomych, albo dobrze to ukrywali, żeby mnie nie pogrążyć. Westchnęłam. - Spoko siostra nikomu nie powiedziałem. I masz stronę, jakiś fanklub, czy coś... Bez względu na to co powiedzieli krytycy, niektórzy cię naprawdę kochają- Zaraz go uściskam. - Faktem jest że niektórzy są całkowicie kopnięci, ale przecież za twoje książki płacą. Wyobraź sobie że jest tam parę lesbijek które piszą o tym jak to w swoich powieściach cudownie opisujesz ich problemy, jak to je rozumiesz i w ogóle, same achy i ochy- Tylko się uśmiechnęłam. Nie chciało mi się już z nim rozmawiać. On się naprawdę nigdy nie zmieni. Ma to po ojcu. Przez całe życie czekałam bezskutecznie na cudowną przemianę ojca, modliłam się żarliwie w jego intencji i co? I gówno. Zmarł na marskość wątroby, robiąc nam i matce wielką przysługę. Panie świeć nad jego duszą. Ale Maciej nie pił, tylko miał ten okropny zwyczaj walenia wszystkiego prosto z mostu. Chociaż to też miało czasami swoje dobre strony. Pamiętam minę ciotki Anieli, gdy Maciej powiedział jej że wygląda jak najlepsza krowa Dziadka. Maciej dostał w ucho, co było całkowicie niesprawiedliwe, bo wszyscy tak uważali, tylko, ze on jeden miał odwagę powiedzieć to głośno. Ciotka Aniela była najważniejszą i najbarwniejszą postacią w naszej rodzinie. Nikt do końca nie znał ciotki Anieli miała swoje tajemnice, dziadek po kryjomu nazywał ją starą czarownicą, potrafiła wykrakać najmniej spodziewane nieszczęścia, ale też potrafiła pomóc w najbardziej beznadziejnych przypadkach. To, że była taka wyjątkowa podkreślała na każdym kroku. Jej wygląd, sposób chodzenia, a najbardziej jej sposób ubierania się wzbudzał sensację. Za życia była nie tylko najważniejszą osobą w naszej rodzinie, ale także w całej wsi. Była brzydka jak noc. Wielka kobieta, o wielkim biuście, wielkich oczach, wielkim nosie, i największym pod słońcem sercem. Trudno jej było ukryć to serce. Maskowała je kwiecistymi sukniami, kolorowymi chustami i pasiastymi bluzkami. Na nic zdawały się jej zabiegi. Starała się ze wszystkich sił odstraszyć potencjalnych kandydatów na męża, ale mimo tej jej całej brzydoty, konkurentów do ręki było wielu, ale ciotka jak gdyby obraziła się na naturę za jej zewnętrzną brzydotę, zaparła się i za nic nie chciała spełnić swojego kobiecego obowiązku. Owszem zakochiwała się często, ale cała miłość przelewała na nas, na dzieciaki, swoich siostrzeńców, bratanków i chyba na wszystkie stworzenia poniżej metra pięćdziesięciu. Gdy szła po polnej drodze, było to wprost nieziemskie zjawisko. Jak afrykańska królowa dumnie kroczyła wzniecając kłęby kurzu swymi wielkimi, bosymi stopami (ciotka nigdy nie nosiła butów, w zimie po prostu, nie wychodziła z domu, siedząc przy piecu paliła fajkę i z kotem na kolanach komenderowała wszystkimi). Jej suknie nadymały się jak balon, a zad poruszał się jak wielki okręt na wzburzonych falach. Za nią ciągnął się orszak, chowających się w jej cieniu dzieciaków i psów, a pewnego lata, nawet owcy. Gdy siadała, aby odpocząć, na jej kolanach schronienie znajdowało co najmniej czworo z nas, a reszta siadała na kwiecistej płachcie sukni. Pot zbierający się nad jej górną wargą tworzył malutkie jeziorka, z którego nieraz korzystały muchy, albo inne owady. Uwielbiałam opierać głowę na jej biuście i wyłuskiwać z fałd materiałów i ciała bicie jej ogromnego serca. Serca, które było tak ogromne, że chyba każdy na świecie miał tam swoje miejsce i serca które z tego nadmiaru miłości, pewnego pięknego, upalnego dnia po prostu pękło. Drzewa wzdłuż drogi stawały się coraz bardziej znajome. Zbliżaliśmy się do kresu naszej podróży. Przez ten czas dowiedziałam się o kolejnych sukcesach mojego cudownego brata. Od razu po skończeniu studiów dostał pracę w ekstra firmie, miał mieszkanie, samochód i perspektywy na karierę, tylko kompletnie nie miał czasu na stały związek. Dziewczyny za nim latały, a jakże! Był w końcu świetną partią, przystojny, w ciągu pierwszych pięciu minut potrafił oczarować po prostu każdą, tylko, że żadnej nie potrafił utrzymać przy sobie. Nie bawiła go pielęgnacja tej wspaniałej więzi łączącej ludzi o szumnej nazwie- miłość. Tylko ze to jego skakanie nie przerażało nikogo z naszej rodziny, każdy z uśmiechem przyklaskiwał jego kolejnym podbojom, w końcu chłopak ma czas, musi się wyszaleć. Za to nad moim przypadkiem każdy kręcił głową, wdała się w ciotkę Anielę, nic dobrego z tego nie wyjdzie. Dokładnie tak jak teraz. Właśnie próbowałam wyplątać obcas z mojej zbyt długiej sukienki, gdy ktoś ściskając mnie dosyć brutalnie wyszeptał, że do sąsiadów przyjeżdża syn, taki przystojny chłopak, koniecznie muszę go poznać, w końcu już najwyższy czas żeby rozejrzeć się za mężem. Jeszcze nie zdążyłam się ze wszystkimi przywitać a już zdążyłam wzbudzić u babci niesmak słowami: mi mąż nie potrzebny. - Teraz nie, ale za parę lat będzie za późno- Zripostowała babcia rzucając mnie w ramiona dziadka, a ja z zazdrością spoglądałam na Maćka, który z uśmiechem przyjmował gratulację od naszej siostry Marzeny. W koło nich kłębiły się dzieci Marzeny i naszej kuzynki Hani, a także dwójka, których zupełnie nie kojarzyłam. W sumie czwórka dziewczynek i trójka chłopców, między nimi zawieruszyły się psy i w ogóle było bardzo wesoło. Udało mi się jakoś wyrwać z tego kotła i w asyście mamy usadzono mnie przy stole. Obiad przygotowano w sadzie, co zorganizowała Marzena niedoszła dekoratorka wnętrz, która spełniając marzenie mamy oddała się całkowicie życiu rodzinnemu. Nie mogłam tego zrozumieć. Marzena była piękna, miała talent i była najlepsza na roku, wszystko wskazywało na to, że będzie się realizowała gdzieś w Paryżu, a rzuciła to, wyszła za mrukliwego listonosza i zaczęła rodzić dzieci na masową skalę, jakby w odpowiedzi na prasowe doniesienia o zbliżającym się niżu demograficznym. Dlaczego? Nigdy nie odważę się o to zapytać. Odkąd na forum publicznym wyznałam, co czuję naprawdę po śmierci taty, rzadko ze sobą rozmawiamy, nie wspominając o zwierzaniu się. No cóż, była wymarzoną córką taty, a ja jedynie wypadkiem przy pracy. Byłam najmłodsza i to stawiało mnie na przegranej pozycji. Nie narzekam na brak miłości w dzieciństwie, miałam jej aż nadto, ale nigdy nie zapomnę, jak Marzena mi powiedziała, że gdy okazało się, że mama była ze mną w ciąży, o mało co a wyskrobała by mnie. Przeszkodził jej w tym ojciec przepijając wszystkie nasze oszczędności i mama nie miała za co jechać do miasta na zabieg. Gdy się o tym dowiedziałam, powiedziałam sobie, nie mam żalu o nic do matki, dobrze mnie wychowała, wiele dzieci mogłoby pozazdrościć mi dzieciństwa, broniła mnie przed ojcem, ale skoro już jestem na tym świecie, a o mało co by mnie nie było, to chociaż dobrze je wykorzystam. Nigdy w życiu nie zrobię nic wbrew sobie. Trzeba przyznać, że moje zachciewajki czasami były kompletnie bez sensu i dzięki nim zyskałam miano wariatki, ale mogę co rano spokojnie spojrzeć sobie w lustro i pogratulować konsekwencji. Obiad był pyszny. Babcia jak zwykle sprawiła nam ogromną przyjemność i przygotowała tyle jedzenia, że cała wieś najadłaby się spokojnie, a nie tylko nasza skromna gromadka. Najedzona rozejrzałam się. Obiad w tym miejscu to cudowny pomysł. Lekko zapuszczony sad wyglądał bardzo romantycznie. Drzewa dawały przyjemny cień, trawa chłodziła stopy, a zieleń sadu jeszcze świeża, niezmęczona upałami, uspakajała. Wiosna w tym roku była prawdziwą wiosną i nie było takich uciążliwych upałów. Anomalia w dzisiejszych czasach. Przez korony drzew przeświecało idealnie błękitne niebo. Dziadek i…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil A.S.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…