Wróć do katalogu

"Dwulicowa" - część 1,2,3

O dziewczynie, która wiecznie stoi przed trudnymi wyborami i ma dwa oblicza.

Antiseptic, opublikowano , 20 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Prolog

- Oddaj mi zeszyt, drewniaku – przybrałam wredną minę i patrzyłam, jak jego twarz zmienia się w jednej chwili. Ból, złość, zdziwienie. - Dobra.. . spadaj – ze zrezygnowaniem rzucił nim o ziemię. Powypadały z niego kartki. „Kocham Bena, kocham Bena” – tak właśnie było napisane na co drugiej stronie. - Żałosne – skwitował Peter i wrócił na swoje miejsce. Pozbierałam kartki. Byłam cała czerwona ze złości. Na Petera... i samą siebie. Przecież niedawno darzyłam go tak silnym uczuciem. Czy to jego wina, że go nie odwzajemniał? Byłam dla niego tak wredna, mimo że wcale nie chciałam. Coś, niczym nadludzka siła, sprawiało, że nieprzyjemne, wredne słowa wydobywały się z mojej krtani. Może po prostu mój charakter. - Merci, że jesteś tuuuu! - zawyły moje koleżanki. Wyśmiewały Petera. Nauczyły się tego ode mnie – jako że chłopak miał na nazwisko Mercy. Odruchowo się zaśmiałam. Nad tym też nie panowałam – cieszyłam się, gdy nie było mi do śmiechu, zachowywałam się jak szalona, gdy tak naprawdę miałam ochotę na święty spokój... Byłam dwulicowym, złym człowiekiem. Przy znajomych nigdy nie miałam okazji pokazać siebie. Zachowywałam się niczym przywódczynie elity z amerykańskich filmów. Wredna, szalona, obdarzona darem ciętej riposty. Gdy byłam sama, stawałam się przeciwieństwem. Pewnego dnia nie wytrzymałam już napięcia.

Rozdział 1 Dzień jak co dzień?

Leżałam na łóżku ze słuchawkami w uszach. Słuchałam Kings of Leon, The Kooks, Paramore. Utożsamiałam się ze słowami piosenek, jak zwykle rozmyślając przed zaśnięciem. Myślałam o Benie, którego znów będę jutro przytulać z obowiązku. Peterze, który patrząc na nas, siedzących na ławce, jak zwykle o coś się potknie, zatrzyma się i odwróci, popatrzy z bólem i złością... a ja będę się śmiać. Chyba byłam nienormalna. Coraz częściej odkrywałam prawdziwą stronę swojego chłopaka – prostaka, idiotę, niepotrafiącego dbać o siebie kretyna. Co do tych pierwszych dwóch cech, które wymieniłam, być może to ja miałam na niego zły wpływ. W końcu zasnęłam. Obudziłam się rano. Sobota. W końcu mogłam chwilę poleżeć, zanim spotkam się z koleżankami. Susan pewnie jak zwykle nakręci mnie na wymyślanie żartów o Peterze i jego koledze, Michaelu. Westchnęłam i wstałam. Godzina dziewiąta. Czekała na mnie wiadomość w telefonie. Jakiś nieznany numer. „Drewno XDDD” Jej, o co znowu chodzi? To przydomek zarezerwowany tylko dla Petera, który sama wymyśliłam, a właściwie pomógł mi Ben. „Kto pisze?” Zeszłam z telefonem na dół. Przygotowałam sobie jakieś płatki. Jadłam, gdy otrzymałam kolejnego SMSa. „Peter. Chciałbym się z tobą pogodzić. Nie chcę mieć wrogów." Faktycznie, jego numer skasowałam już dawno. Nie chciałam patrzeć na jego imię podczas przeglądania spisu kontaktów. Odpisywałam. Ogarnął mnie gniew. A więc tak zaczyna rozmowę, a potem ma zamiar się ze mną godzić? Zamierzałam odpisać coś maksymalnie wrednego i dobitnego, gdy komórka wpadła mi do płatków. - O nie –mruknęłam. Kolejny zepsuty telefon. Świetnie! Postanowiłam poczekać, wystawiłam go na słońce. Wzięłam jakąś starą cegłę z szafki, włożyłam kartę. Złość minęła i pomyślałam, że chętnie odpiszę miło... Ale oczywiście nie miałam już numeru. A niech to! Potraktuje to jako zignorowanie go i odmowę. A w szkole nie rozmawialiśmy od dawna, chyba że dokuczliwie. Poza tym Ben chyba mnie zabije, jeśli zobaczy mnie rozmawiającego z dawnym przyjacielem. Przyszła wiadomość! Rzuciłam się do telefonu z nadzieją. „Hej, Anne. A więc w pizzerii o 14? Zgadnij, kogo jeszcze zaprosiłam! Oczywiście Bertę i Natalie, ale też Bena! Susan” Och, matko. Liczyłam na trochę czasu spędzonego z koleżankami. Mogłabym im opowiedzieć o Peterze i poprosić o numer pod pretekstem odpisania czegoś wrednego. Ale nie, przy Benie nie mam na to szans. Przejrzy mnie, poza tym za napisanie ‘zrobi coś’ Peterowi. Zawsze sprzeciwiałam się , przemocy, a mój chłopak był jej miłośnikiem. Jedynym wyjątkiem byłam ja, Susan, Berta i Natalie. Inni obrywali, gdy tylko mu się coś nie spodobało – ale nie wiedziałam o tym wcześniej. Usiłowałam z nim o tym gadać. Bezskutecznie. „Jasne! Do zobaczenia.” Umyłam włosy rozjaśniającym szamponem – zawsze były ani jasne, ani ciemne, co niesamowicie mnie denerwowało. Zawsze byłam pomiędzy – ani ładna, ani brzydka, ani chuda, ani gruba... Czy to nie jest właśnie przeciętność? Na razie nie miałam ochoty się nad tym zastanawiać. Wyszłam z prysznica. Osuszyłam, wystylizowałam włosy (mimo największych starań i tak pojedyncze kosmyki niemiłosiernie sterczały). Ubrałam się. Była dopiero dwunasta. Pizzeria znajdowała się blisko mojego domu. Weszłam więc na AIM. Susan była zalogowana. Szybko wysłałam wiadomość. Antiseptic: Zgadnij, kto dziś do mnie napisał. Sagacious: Hmm, babcia nauczyła się pisać wiadomości tekstowe? Antiseptic: Bardzo śmieszne. Tak się składa, że Drewno. Sagacious: LOL, co chciał? Antiseptic: Pogodzić się. Miałam zamiar napisać coś wrednego, ale telefon wpadł mi do płatków :| Sagacious: Hahahahha, to w twoim stylu. Nie odpisuj mu, nie jest tego wart, muszę iść, przyszykować się, narka! Kurczę. Jak zdobyć numer Petera? Na pewno i tak już pomyślał, że mam go gdzieś. Miałam ochotę do niego zadzwonić i wszystko wyjaśnić. Ciekawe, jak zareagowałby na mój wywód o tym, że czuję się, jakby w moim ciele mieszkały dwie osoby. Jego AIM też wykasowałam. Matko, jaka ze mnie idiotka. Wyłączyłam laptopa i chwilę poczytałam książkę. Dotarłam do pizzerii w dziesięć minut. Czekali już tam na mnie Ben i przyjaciółki. Chłopak pocałował mnie na powitanie w policzek – jak na urodzinach ciotki. Susan, Berta i Natalie uściskały mnie serdecznie. Złożyliśmy zamówienie i rozpoczęliśmy rozmowę. Dziewczyny jak zwykle gadały jak najęte – ze mną włącznie. Ben rzadko się odzywał, a jeśli już, to żeby opowiedzieć jakiś głupi żart. Gdy byliśmy w połowie jedzenia, wstał i zapytał: - Anne, możemy pogadać w cztery oczy? - Jasne – odparłam. Poszliśmy w kąt pomieszczenia. - Drewno aż prosi się o porządne lanie – stwierdził. – Patrzy na mnie, jakby chciał mnie zabić wzrokiem. Chyba trzeba go nauczyć posłuszeństwa. Znałam tę minę. Był już zdeterminowany. Nieważne, jak będę go przekonywać, żeby tego nie robił, nie uda się. - Ben... nie rób tego... pogadaj z nim, ja mogę to zrobić... – jęczałam. - Ty miałabyś z nim gadać? Wiem, jaki on jest, zbuntowałby cię przeciwko mnie – oburzył się. - Nie znasz go, ko... kochanie. Nie jest taki. - I co wynikłoby z rozmowy z nim? Wiem już wszystko, to widać. Kocha cię. A tylko ja mam do tego prawo. Poczułam, jakby ktoś kopnął mnie w brzuch. Tylko on ma prawo do kochania mnie? Co on wygadywał? - Ben, nie masz prawa tak mówić. Nie jestem twoją własnością. - A więc cieszysz się z jego uczuć względem ciebie. Cóż... chyba czas na mnie. Przemyśl to – fuknął i wyszedł. Tak, na pewno o tym pomyślę.. Może aż za dobrze. Jedno było pewne: czas na rozmowę z Peterem. Najlepiej w prawdziwym życiu, nie przez AIM i SMSy.

Rozdział 2 Luke powodem?

Obudziłam się ze słuchawkami w uszach. Chwilę posłuchałam piosenki, która akurat leciała w Bitelsowym radiu, po czym wstałam i skierowałam się do łazienki. Doprowadziłam się do porządku, tego dnia decydując się na kręcone włosy. Zjadłam śniadanie, cały czas rozmyślając o zadaniu, które czekało mnie dzisiejszego dnia. Spotkanie z Peterem i wyjaśnienie, dlaczego tak zawistnie spogląda na Bena. Miałam tylko nadzieję, ze powodem nie byłam ja: przecież chłopak nigdy nic do mnie nie czuł, najwyżej ja do niego, i to przez długi czas. Zapewne chodziło o coś innego albo miał pretensje do Bena, ze nie jest już moim przyjacielem. Nie było czasu na rozmyślania, ponieważ tego dnia wstałam wyjątkowo późno – o dwunastej, a Peter zawsze po trzynastej trzydzieści ćwiczył grę na skrzypcach i nie należało mu przeszkadzać. Wyszłam więc z domu, patrząc na liście spadające z drzew. Listopad – piękny miesiąc, jeden z moich ulubionych, kiedy to razem z Susan, Bertą i Natalie robiłyśmy bukieciki z liści i dawałyśmy je najmniej atrakcyjnym chłopakom, mówiąc: „Jedyny bukiecik, który wręczysz lub dostaniesz w życiu”. Podłe. Zanim się obejrzałam, znajdowałam się przy domofonie. Zadzwoniłam na numer mieszkania 30. - Tak? – zapytał jakiś kobiecy głos, zapewne jego mama. - Dzień dobry, tu Anne River. Chciałabym porozmawiać z Peterem. - Peter zaraz wyjdzie – oznajmiła. Kilka minut czekałam przed wejściem do klatki. W końcu wyszedł. Wyglądał tak idealnie. Miał blond, rozczochrane włosy, niebieskie oczy i przypadkowo dopasowany strój. Na chwilę odwróciłam wzrok. - O czym chcesz porozmawiać? – zapytał. Jak zwykle rzeczowy. - Lepiej nie rozmawiajmy pod klatką. Chodźmy na spacer- zaproponowałam bez cienia uśmiechu. - Jasne. Gdy już zaczęliśmy iść, chłopak zaproponował, abyśmy usiedli na huśtawkach. Gdy już zajęliśmy miejsca, rzekłam: - Peter... dlaczego z taką zawiścią patrzysz na Bena? On uważa, że powinien cię pobić. Chłopak był najwyraźniej w szoku. Po chwili wykrztusił ze złością: - Na pewno chcesz wiedzieć, dlaczego? Kiwnęłam głową. Nieważne, jaki był powód, przyszłam po to, aby go poznać. - Znasz jego przyjaciela Luke’a? - zapytał. Ponownie przytaknęłam. Luke był bardzo dobrym znajomym Bena. Często wspólnie urządzali przeróżne imprezy, spędzaliśmy czas w trójkę: ja, Ben i Luke. Wprawdzie ten trzeci ciągle dokuczał mi, że bardzo mu się nie podobam, ale go ignorowałam, taki już był. - Jeszcze kilka miesięcy temu Luke był moim najlepszym przyjacielem. Zwierzałem mu się z najważniejszych spraw. Ze swoich miłostek, przeżyć, żalów. Zawsze rozumiał, doradzał, i on się zwierzał. Gdy spotkał Bena, zmienił się tak bardzo. Kazał mi być twardzielem, nie mogłem…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych