Wróć do katalogu

Dzieci z Yellowheart.

Fantasy opowiadające o losach przyjaciół. Głównym bohaterem jest Cincal - 16 letni chłopiec, złodziejaszek. Yellowheart - Miasto-arena, gdzie magowie, wojownicy, ludzie, krasnoludy, elfy, mutanty biorą udział w wydarzeniach za które dostają pieniądze

KolegaKolegi122, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{c:green} Rozdział pierwszy – Sieroty. {/c}

Jak co wieczór siedziałem w raz z Derbe i Cilkeltem na wzgórzu niedaleko wioski. Derbe żmudnie rozpalała ognisko, a Cilkelt wpatrywał się w gwieździste niebo łamiąc dla Derbe patyki na opał. Ja natomiast odwiązałem sznureczek i wyjmowałem kolejno dzisiejsze łupy z worka. -Cztery bochny świeżo upieczonego chleba, dwie litrowe butelki wody, trzy porcelanowe kubki, srebrny lekko zardzewiały sztylet – Zawołałem. Oni nie zwrócili na mnie uwagi. -Czy wy mnie w ogóle słuchacie? – Spytałem. Bez efektu. Derbe i Cilkelt wymieniali się spojrzeniami, uśmiechami udając, że rozpalają ognisko. Nic na to nie poradzę – Pomyślałem wzruszając oschle ramionami. Trzymamy się naszą trójką już cztery lata. Oni ewidentnie mają się ku sobie. Są nierozłączni. Gdyby nie doszło do wojny może nie walczylibyśmy kradnąc każdego dnia po to by przeżyć. My sieroty z Gardenwall każdego dnia walczymy o przeżycie. Czasami, kiedy nikt nie widzi płaczę borykając się z myślami jak to było by mieć rodziców, budzić się w łóżku, podnosić głowę grzaną przez promienie słoneczne padające przez okno i zasiadać do stołu w raz z rodzicami. Nigdy nie znałem swoich rodziców, oni też nie. Od lat żyjemy z kradzieży. Gardenwall – miasto kupców to dla nas złodziejaszków miejsce idealne na żer. Dni są ciepłe, musimy kraść sporo wody. Często bywa, że jesteśmy spragnieni. Picie zdobyć znacznie ciężej niż żywność. Noce spędzamy w pobliskiej opuszczonej jaskini u podnóży gór Urrilfariod. Niegdyś ową jaskinie pewnie zamieszkiwała jakaś paskuda, na szczęście wyniosła się stąd i zostawiła nam swój dom. Codziennie, gdy słońce budzi się ze snu rażony jego promieniami lekko podnoszę głowę, ręką zasłaniam oczy i myślę. Myślę każdego dnia o tym by się stąd wyrwać, zmienić coś w swojej nędznej, żebraczej egzystencji, ale nie mogę. Nie mam siły. -A może spróbujemy sił na Yellowheart? – Spytałem spoglądając na Derbe i Cilkelta. -O, czym ty bredzisz? – Odparł pogardliwie Cilkelt. -Nawet sobie tak nie żartuj – Dodała Derbe spoglądając na mnie złowieszczo. Nie odezwałem się. Zakłopotany ich reakcją i spojrzeniem na sobie udałem, że grzebie coś w plecaku. Mimo to wydaje mi się, że Yellowheart to całkiem dobre rozwiązanie, jeśli chcemy się wybić. W końcu, co mamy do stracenia? Czy nasze życia aktualnie są cokolwiek warte? Czemu by nie zaryzykować? Yellowheart to miasto-arena. Wielki kompleks przeróżnych aren, mieszanki krajobrazów. Co roku 50 nowych uczestników zostaje dostarczonych, jako gracze – uczestnicy, nowicjusze. Większość to wyłapani nieletni przestępcy, ale niektórzy zgłaszają się sami by spróbować szczęścia. Z 50 nowicjuszy przeżywa tylko 10 i tych 10 ma wybór albo zostać na arenie, jako doświadczony wojownik i brać udział w tutejszych turniejach, konkursach albo odejść z nagrodą pieniężną i zacząć życie na nowo. Słońce zaczyna zanikać. -Cincal musimy się zbierać – Woła mnie Derbe. Nie jest daleko, chyba widzi moje zamyślenie, dlatego nawołuje jakbym był kilometr stąd. Kiwam głowom na znak, ze rozumiem. Chowam przedmioty, które wyjąłem z powrotem do plecaka, podnoszę się z ziemi. Spoglądam jeszcze chwilkę na piękny widok zachodzącego słońca, po czym zarzucam plecak na ramie. Derbe, oraz Cilkelt stoją już z pakunkami na plecach gotowi do drogi. -Cincal pośpiesz się – Pogania mnie Cilkelt. - Przecież wiesz, jakie to ryzyko wracać po zmroku – Przypomina m jakbym nie wiedział. Chcę zrobić ze mnie głupka. Jeszcze ten jego wymuszany uśmieszek, jak on mi działa na nerwy. Podnóża gór są około półtorej godziny pieszej drogi stąd. Musimy przejść przez las, gdzie podobno w nocy wychodzą stamtąd Ściemniaki – potwory, paskudy, nadludzie. Co prawda nie spotkałem jeszcze żadnego z nich, ale kradnąc w Gardenwall czasami można usłyszeć jak mieszkańcy gawędzą między sobą o owych potworach. Podobno mają pazury ostre jak brzytwy długości czarownicy, kły jak wilki, zielone oczy widzące w ciemności, oraz brązowe lub białe futro. W jeden z gazet nawet było napisane o zbliżenia się tajemniczej kreatury do murów miasta. Strażnicy ciężko ranili kreaturę, mimo tego ta uciekła. Las przeszukano i nic nie znaleziono. Kompani cały czas mnie poganiają – Bo będziesz wracał sam. – Mówi Cilkelt. Ja natomiast wyciągam z kieszeni moich porozdzieranych spodni. Skrawek kartki, który zawszę mam przy sobie. Widnieje na nim tekst:

{c:red} „Stworzyłeś Panie człowieka, dałeś mu marzenia. Stworzyłeś Panie zło, dałeś nam cierpienie. Głupi ten, kto marzy a nic nie robi, jeszcze głupszy ten, kto marzyć nie potrafi. Ja – Istota żywa, serce bicia swego słyszę. Póki serce me uderza mam marzenie. Żyję. Codziennie rozpadam się, sklejam i ponownie kruszę. Nie! Nie poddam się. Uważaj, komu odbierasz wolność, bo wchodzisz na grunt niebezpieczny. Człowiek bez wolności to nie człowiek bez marzeń, Pochodnie zgasić łatwo, ale i rozpalić ponownie można. Miej się na baczności, gdyż grunt z marzeń jest sklejony.” {/c}

Nie wiadomo, kto jest jego autorem, znalazłem ten kawałek papieru na ziemi. Kartka sponiewierała się miotana przez wiatr. Tekst strasznie mi się spodobał. Spoglądam na niego by poprawić sobie humor. Patrzę na niego teraz, tekst znam na pamięć. Patrzę i uśmiecham się. Czuje jak coraz to chłodniejszy wiatr delikatnie łaskocze mnie po twarzy. Mam ochotę wyciągnąć dłoń i spróbować dotknąć słońca. Ah, tak bardzo chciałbym być kimś – Mówię w myślach. Kiwam nerwowo głowom, chowam skrawek papieru do kieszeni i podbiegam do kompanów. -Co ty taki uśmiechnięty – Pyta Cilkelt. Chcę mnie sprowokować. Zdenerwować. -Nie wolno mi? – Pytam. -Ni… -Chłopaki dajcie spokój – Wtrąca się Derbe przerywając Cilkeltowi. Cilkelt wymienia się z dziewczyną spojrzeniami, po czym odpuszcza sobie docinki skierowane we mnie i mówi stanowczo – Ruszajmy. Ja i Derbe kiwamy głowami i zaczynamy schodzić z pagórka. Podążamy przez piaszczyste, pokryte większymi, mniejszymi kamykami ziemie. Prosto do naszej groty, z dala od dróg, gdzie mogliby przechadzać się strażnicy albo kupcy. Gwiazdy zaczynają rozsypywać się na niebie. Wśród gwiazdek pojawia się też księżyc – rogal. Idę z podniesioną głową do góry podziwiając piękno gwieździstego nieba z czuwającym nad swoimi dziećmi ojcem – księżycem. Zaczyna robić się coraz chłodniej. Rozważam założenie kurtki, spoglądam na kompanów idących przede mną. Oni na razie nie zakładają grubszego odzienia, więc i ja sobie daruję w końcu nie mogę być gorszy od nich. Po pewnym czasie wchodzimy do lasu. Drzewa są dość gęsto rozstawione, ale ich gęste igiełki i tak zasłaniają sporą część światła. Zbliżamy się do końca lasu, gdy nagle Derbe zastyga bez ruchu.. -Słyszeliście? – Pyta, nasłuchując w skupieniu. -Że, co? – Pyta Cilkelt. -To pewnie Ściemniaki. – Odpowiadam żartobliwie wzruszając ramionami. -Cicho. – Szepcze nerwowo Derbe. – Te dźwięki, one dochodzą gdzieś stamtąd – Pokazuje palcem na krzaki. – Tam ktoś jest. Rzeczywiście było słychać, że ktoś lub coś szeleści w krzakach. Cilkelt najprawdopodobniej też zaczął słyszeć szelest, ponieważ dobył z za paska swój srebrny sztylet. Również wyjmuję nóż. Jedynie Derbe cały czas skupiona nasłuchuje się szelestu i stara podążać za odgłosami wzrokiem. Wszyscy stoimy obok siebie przygotowani na obronę. Co to może być – Pytam siebie w myślach. –Ściemniaki? Nie na pewno nie, to tylko bajki. Może wilk? Jakiś inny potwor? A może strażnicy? Nie! Strażnicy odpadają, te szelesty na pewno nie należą do ludzkich. Szeleszczenie liści nasila się coraz to mocniej i zbliża do nas. Derbe gania wzrokiem dźwięki, ale te coraz bardziej krążą wokół nas. W końcu wydaje się jakby zagrożenie było metr od nas. Nadal nic nie widać. Moje ręce z nerwów zaczynają się pocić. Cilkelt też najwyraźniej się denerwuje, z jego czoła zlatują krople potu. -Jest blisko – Informuje Derbe. -Co ty nie powiesz – Odpowiada sarkastycznie Cilkelt zaciskając jeszcze mocniej nóż. Dźwięki po chwili kompletnie znikają. Tak jak nagle pojawiły się ów dźwięki, tak nagle zniknęły. Zastanawia mnie to, że nie było słychać jak się oddalają,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych