Wróć do katalogu

Dzieci złego króla (antybaśń)

Antybaśń, czyli baśń, która nie kończy się dobrze.

JackNet, opublikowano , 14 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pewien zły król miał trzech synów i córkę. Tuż po północy w dniu, w którym każde z jego dzieci zyskało pełnoletniość (co było możliwe, gdyż urodziły się jako czworaczki), wezwał je na audiencję do sali tronowej i zwrócił się do nich z wysokiego majestatu swego tronu: - Moi kochani. Stary już jestem i przyjdzie mi niezadługo pożegnać się z tym światem… Nie-nie – dodał, widząc, że protestują. – Nie zaprzeczajcie, proszę, wiem o tym dobrze. Nim jednak zdarzy się to, co nieuchronne, chciałbym wybrać spośród was swego następcę. Ostać się przy życiu może tylko jedno z was, inaczej bowiem weźmiecie się wnet za łby i rozchwiejecie królestwem, wystawiając na szwank jego pomyślność. Do tego nie mogę dopuścić. Po wielu rozmyślaniach, jak najlepiej rzecz całą przeprowadzić, postanowiłem poddać was czworo próbom, by wyłonić najgodniejszego lub najgodniejszą do objęcia królewskiego stolca. Ale powiedzcie mi najpierw, czy jesteście w ogóle gotowi przystąpić do takiej selekcji. - Jesteśmy gotowi, ojcze – odparły trzy męskie i jeden żeński głos. - Dobrze. – Król pogładził się z namysłem po siwiejącej brodzie, która opadała mu na brzuch. – Oto wasze pierwsze zadanie: Udacie się w tę niedzielę na cztery strony świata, by czynić najnikczemniejsze łajdactwa, na jakie tylko wam przyjdzie ochota. Następnego dnia zjawicie się tutaj, w sali tronowej, i zdacie mi sprawę z waszych niegodziwości. Przegra ten z was, który wypadnie najmierniej. Ruszyli zaraz królewicze i królewna spełniać wolę ojca, jak tylko umieli najlepiej. Nie szczędzili wysiłków, aby zasłużyć sobie na jego pochwałę, świadomi stawki, o jaką toczy się gra. Gdy wybiła wyznaczona godzina, pojawili się znowu przed królewskim obliczem. Pierwszy królewicz wystąpił z szeregu i jął rozwiązywać wielki wór, który trzymał na plecach. - Kochany ojcze – rzekł. – Tuż po naszej urodzinowej audiencji pognałem co koń wyskoczy do najbliższej wioski i obróciłem ją w krwawe pogorzelisko. Miejscową ludność wybiłem do nogi, nie szczędząc sierot, starców ni wdów. Wyznam, że czyn ten sprawił mi ogromną satysfakcję. – Młodzieniec otworzył wór i wysypał z niego zbryzgane posoką głowy starców, kobiet i dzieci. Król pokiwał głową z uznaniem. - Twoje corpus delicti, synu, robi na nas wrażenie. Włóż je do tej złotej misy, która tam stoi, zatkniemy je jutro ku naszej chwale na zamkowych murach… A ty, mój drogi – zwrócił się do drugiego królewicza – cóż ty mi przywiozłeś? - Nie ukrywam – odparł młody człowiek, wyszedłszy naprzód – że w pierwszym odruchu zapragnąłem dokonać rzezi równie pięknej jak ta, którą przeprowadził mój umiłowany brat. Pohamowałem się wszakże i zacząłem rozważać czyn, który by dał skutki trwałe i dalekosiężne zamiast doraźnie efekciarskich. Udałem się zatem do naszego arcybiskupa i nakazałem mu, aby od tej pory wszystkie msze odprawiano w naszych kościołach na czarno i aby kardynalne przykazanie głoszone wiernym od ołtarza brzmiało „Kochaj siebie samego, nie zaś bliźniego swego.” - Brawo ! – Król klasnął w dłonie. – Panuję już długie lata, lecz nie przyszło mi, wyznaję, do głowy posłużyć się tak wyrafinowaną propagandą… Twoja kolej, kochany synu – rzekł do stojącego obok królewicza. – Powiedz nam, jak wywiązałeś się z pierwszej próby? Młodzieniec dał krok przed siebie, zdawkowo skinął głową i wycedził zblazowanym tonem: - Po tym jak powiadomiłeś nas o selekcji pojechałem do największego w stolicy domu rozpusty, gdzie wynająłem tuzin muzykantów, dwa tuziny ladacznic i trzech posługaczy do pomocy. Przez całą niedzielę jadłem, piłem i oddawałem się cielesnym uciechom, myśląc bez przerwy o Tobie, drogi ojcze. Ufam, że właściwie ocenisz moje poświęcenie, kosztowało mnie ono bowiem wiele mitręgi i zachodu. - Możesz być tego pewien, synu – zapewnił go król. Spojrzał teraz na młodą królewnę. – A ty, najdroższa córko moja, czy ty również trudziłaś się zaspokajaniem chuci z myślą o mnie? - Czcigodny ojcze – odrzekła dziewczyna, składając mu głęboki pokłon. – Zamiast utwierdzać własne zło – mordując, gwałcąc czy też urabiając ciemny lud – szerzyłam pilnie te niegodziwości, które stały się znakiem rozpoznawczym Twoich rządów, zarówno w naszym wielkim królestwie, jak też poza jego granicami. Zamieniłam dziesięcinę na pięcinę, którą odtąd uiszczać mają chłopi i rzemieślnicy, zniosłam natomiast obowiązek płacenia danin przez wszystkich ludzi dworu. Zainicjowałam także plan rozbudowy kamieniołomów, ażeby mogli w nich ginąć z wycieńczenia twoi poddani, których będzie się odtąd skazywać za nową zbrodnię. Polega ona na pomyśleniu, że władca może się mylić. - Doskonale. – Uśmiech radości wygładził pobrużdżone oblicze starego monarchy. – Twoja przemyślność napawa mnie dumą, córko. Król przesunął wzrok na jej poprzednika. - Ze smutkiem przychodzi mi skonstatować – rzekł, marszcząc czoło – że ty, synu, nie przyłożyłeś się należycie do postawionego ci zadania, w związku z czym nie przejdziesz do drugiego etapu selekcji. Drodzy synowie i ty, córko, przynieście mi głowę waszego brata! Słysząc to wezwanie, trzeci królewicz skoczył czym prędzej do drzwi, by uciec z sali tronowej, ale przezorny Król (zło bowiem nie wyklucza przezorności), zamknął je zawczasu na klucz, który trzymał na szyi. Młodzik rzucił się następnie do okna, lecz dwie pary rąk męskich rąk oraz jedna żeńskich capnęły go na parapecie i przywiodły przed wysoki majestat. - Żal patrzeć – westchnął król – jak będąc z mojej krwi i kości, nie umiesz z właściwym naszemu rodowi spokojem przyjąć wyroku w rozgrywce, na którą sam się przecież zgodziłeś. Umacnia to jedynie moje przekonanie, iż nie nadajesz się do objęcia tak zaszczytnego i odpowiedzialnego urzędu, jakim jest pozycja monarchy. Widziałeś dla siebie ratunek w oknie, czy tak? Dobrze, spełnię twą ostatnią wolę, synu, i przez okno pozwolę ci opuścić nas raz na zawsze. Chwilę później sześcioro rąk oddało braterski ciężar sile ciężkości. Sala tronowa mieściła się na piątym piętrze królewskich apartamentów. Straże sprawnie oczyściły trotuar. - Taak, drogie dzieci – zamyślił się król, przeczesując palcami brodę. – Wasze następne zadanie będzie zgoła innego rodzaju. Wiem już, że jesteście zdolni do najgorszych łajdactw. Ale to za mało, aby zagwarantować mocne i trwałe rządy. Chcę sprawdzić odwagę waszych serc, przekonać się, że nie zadrżą, kiedy kraj znajdzie się w obliczu zagrożenia. Jest, jak wiecie, w królewskich ogrodach krypta zwany Mrocznicą, do której nikt poza mną nie ma wstępu. Jak pokazuje historia, każdy, kto po północy odwiedził ów przybytek, tracił ze zgrozy rozum – natychmiast albo na raty. Żądam teraz, abyście spędzili tam najbliższą noc. Kto ucieknie z krypty pierwszy, ten nie zakwalifikuje się do kolejnej rundy. Czy to jasne?…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych