Wróć do katalogu

Dziecko

opowiadanie, którego wątki tworzyły mi się w głowie od samego ranka;)

babeshia, opublikowano , 8 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dziecko

- Kochanie, czy chciałbyś mieć ze mną dziecko? Teraz już wiem, że powinienem był zareagować w jakiś inny sposób niż odrzucenie łyżki na stół, rozpryskując owsiankę na około. Może faktycznie chwilami byłem zbyt nerwowy. Wizja mnie jako tatusia jakoś nie przypadła mi do gustu, bałem się wtedy, że dziecko zabierze mi ją, jej miłość, jej czas, który przecież teraz miała tylko dla mnie – chciałem żeby tak zostało. - Iwonko, może poczekajmy jeszcze trochę, ok? Popatrz, jesteśmy małżeństwem dopiero od trzech lat, tyle samo się znamy... Powinniśmy poczekać, nie mamy odpowiednich warunków na przyjęcie na świat naszego potomka. Potrzebujemy mieszkania, stałego mieszkania, a teraz wynajmujemy klitkę, na dodatek w każdej chwili mogą nas z niej wyrzucić; moja praca jest niepewna, mało płatna. Zastanów się jeszcze, przecież jeszcze mamy czas! Spojrzała na mnie ze smutkiem, spodziewałem się tego. Jak każda kobieta w jej wieku zaczynała czuć instynkty macierzyńskie, chciała mieć już dzidziusia. Ale przecież nie mogłem sprostać jej wszystkim wymaganiom, zachciankom. W głębi duszy dziękowałem Bogu, że do stworzenia dziecka potrzebny jest także mężczyzna, w innym wypadku, po naszym skromnym mieszkaniu z dwoma pokojami biegałaby już cała gromadka wrzeszczących dzieciaków - a to wszystko z jej inicjatywy. Spuściła wzrok na swoja owsiankę i zaczęła w niej grzebać łyżką, robiąc fale i odgarniając płatki na boki talerza. Chciałem zażartować, aby rozluźnić atmosferę: „czy mamusia nie mówiła małej Iwonce, że jedzeniem nie wolno się bawić, bo się Bozia obrazi?”, ale wydawało mi się, że to nie jest odpowiedni moment i ten żart wcale by ja nie rozśmieszył. - Masz rację, kochanie, zaczekamy... – ledwo dosłyszałem jej głos. Mówiła cichutko, z nutką załamania w głosie, ale wiedziałem już, że jej przejdzie i że skończy już temat dziecka na jakieś dobre parę miesięcy. Podszedłem do niej i zacząłem głaskać jej włosy. Tak, za bardzo ją kochałem, żeby dzielić się jej miłością z kim innym, nawet z moim własnym dzieckiem.

*

Następnego dnia znalazłem na jej nocnym stoliku kartkę. Nie mogłem uwierzyć w jej treść. Gapiłem się głupio w rzędy liter jej ładnego, pulchniutkiego pisma i zaciskałem pięści. Naigrywały się ze mnie, wyśmiewały i stałem przed nimi – ja, mężczyzna pozostawiony sobie. „Mój Drogi Arturze, musiałam odejść, było i jest to dla mnie tak oczywiste, ale i bardzo bolesne. Bardzo Cię kocham i zawsze będę Cię kochać i właśnie dlatego odeszłam. Nie myśl sobie, że mam kochanka lub że mi się znudziłeś, nawet o tym nie myśl. Po prostu, teraz będę mieszkać osobno, trochę dalej, trochę bliżej, nie powiem Ci, gdzie będę się ukrywać. Będę mieszkać sama. Nie proszę Cię o rozwód, i chyba nigdy nie poproszę, bo to, że jestem twoją żoną, sprawia, że jestem sobą i czuję się z tym wspaniale. Wybacz mi, wiem co myślisz. Kocham Cię nadal. Iwona” Nie mogłem w to uwierzyć. Tylko kobieta może zrobić coś takiego, tylko kobiecie może przyjść do głowy odejście od mężczyzny i jednoczesne zapewnianie go, że go nadal kocha. Skoro kocha, nie ma innego, to dlaczego odeszła? Jeszcze długo nad tym się zastanawiałem, i jeszcze długo nie było dane mi poznać odpowiedzi.

*

Żyłem sam. Sam gotowałem, sam prałem, sam sprzątałem. Całkowicie zapomniałem o seksie i innych przyjemnościach, jakich mogłem zażyć jako mężczyzna wolny. Wolny, ale w niewoli. Jej odejście wciąż nie dawało mi spokoju, analizowałem dzień za dniem nasze wspólne życie i doszukiwałem się błędów w moim zachowaniu, niedopatrzeń. I nie znalazłem nic, co mogłoby sprawić, że uspokoiłbym się i dał sobie wreszcie spokój z przeszłością. Wciąż szukałem odpowiedzi. Ciemno, głucho. Trwałem w totalnej samotności bardzo długi czas, tak mi się wydaje. Wiem teraz, że to był okres ok. roku, lecz dłużył mi się niemiłosiernie. I pewnego dnia nadszedł czas, bym się wszystkiego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych