Dziękuję, mój wampirze.
Jakże jest, gdy umiera nieśmiertelny? Poznaj historię zakochanego, który stracił miłość.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gdy przechadzam się ciemną drogą, czuję jak me serce mocno uderza, a zmysły wariują. Niemal dobiega mnie twój cichy szept, łaskoczący powietrzem mą szyję. Me oczy widzą Twe, tak jasne, niemal metalicznie srebrne źrenice. Już mam powiedzieć te dwa słowa, za które byliśmy w stanie skoczyć w ogień, gdy nagle znikasz, a pojawia się światło. Wychodzę z tunelu mych marzeń, wchodzę w teren zwany życiem. Nie czuję już ciebie, bo tutaj nigdy nie było twego miejsca - tak mawiałeś. Zawsze powtarzałeś, że świat ludzi nie jest dla ciebie. Zawsze pragnąłeś z niego odejść, uciec gdzieś, gdzie mógłbyś być sobą - wampirem czystej krwi, rozkochanym w sztuce, namiętności i we mnie. I ja też ciebie kochałem. Kochałem i kochać będę już zawsze - nawet po mojej śmierci. Nieustannie zadaję sobie jedno pytanie, dlaczego się wtedy zgodziłem? Wtedy, gdy pierwszy raz zniknęliśmy w ramionach rozkoszy cielesnych... Wtedy, gdy kazałeś mi obiecać, że jeśli coś się stanie, ja mam żyć dalej, rozkoszując się człowieczeństwem. Wtedy nie zdawałem sobie sprawy z tego, na jak wielkie cierpienie mnie skazujesz. Ty myślałeś, że czynisz dobro, że będę wstanie żyć. Nie jestem. Dlatego też, postanowiłem pierwszy raz w życiu powiedzieć ci "nie". Ukończę te zapiski, które będą wspomnieniem naszej miłości, a później... pójdę w twoją stronę, gdziekolwiek jesteś. Kiedyś nieustannie powtarzałeś, że jesteś potępiony i znajdziesz się w piekle - chcę być tam z tobą i zrobię wszystko, aby właśnie tak się stało. Teraz nie jesteś w stanie mnie powstrzymać czy zwieść swym urokiem, teraz ja decyduję. Zdecydowałem.
2 grudnia 1999 roku. Nie, wtedy się nie poznaliśmy - wiem. Wtedy to poznałeś mnie, jednakże to nie zadziałało w obie strony. Te dziwne napięcie, magia towarzyszyła mi od samego ranka, jakbym zdawał sobie sprawę z tego, co mnie czeka przez następne dwa lata. Nie zdawałem. Mnie nie wolno było znać ciebie, nie wolno mi było w ogóle. Oboje złamaliśmy zakaz. Me życie było doprawdy trudne. Wraz ze wschodem słońca starałem się żyć przyzwoicie - skromne zakupy, spacer po parku, mały jogging. A później następywał wieczór i ma praca, której nienawidziłeś. Ja też umiem cierpieć w milczeniu. Siedziałem w ciemnym pokoju, ubrany jedynie w czarne, obcisłe spodnie. Oczekiwałem finału tego wieczoru - białego nasienia na świeżej pościeli i mej zbrukanej po raz kolejny duszy. Nie umiałem dawać niczego ponad rozkosz, dlatego też właśnie tak zarabiałem na moje utrzymanie. Spędzałem wieczory w domu publicznym, łudząco podobnym do zwykłego hotelu. Kilka minut czekania zawsze wystarczyła - byłem nieustannie gorącym towarem, jak to określali moi klienci. Tak naprawdę do teraz zastanawiam się, dlaczego właśnie tak było. Chudy, niezbyt wysoki, raczej przeciętnej urody, a za razem "gorący". Pewna odpowiedź przychodzi mi do głowy, jednakże pokrywa się z tym, jak mnie nazywałeś - Niewinny. Oni też właśnie tak mnie postrzegali, wbrew temu, co robiłem, jednakże te imię nadałeś mi Ty, bo to Ty ów niewinnym mnie uczyniłeś. Ciche pukanie do drzwi. Otworzyłem je, kłaniając się wedle japońskiej tradycji. Dopiero po chwili dane mi było ujrzeć twarz mego tymczasowego właściciela, który tak naprawdę mógł zrobić ze mną wszystko, gdy tylko Ashina - mój opiekun - dostał odpowiednią sumę. Uśmiech, który opatrywał twarz ciemnowłosego mężczyzny, był niesamowicie brudny, skalany. Zepsuty. Jednym, szybkim ruchem pochwycił mnie za nadgarstek, zamknął drzwi i pchnął w stronę łóżka. Nadal pamiętam jego niski, niesamowicie męski głos, każący mi się rozebrać do naga. Zsunąłem z siebie spodnie, spoglądając niepewnie w stronę klienta. Zaśmiał się, a ja speszyłem... Nienawidziłem, gdy się śmiali z tego, co ze mną robili. Czułem się wtedy jeszcze brudniejszym, jeszcze bardziej zniszczonym i poniżonym. Oni jednak nie mogli o tym wiedzieć, to nieprofesjonalne zachowanie dziwki, którą byłem, a mimo to, się do tego nie przyznawałem. Stał chwilę przy drzwiach, jakby chciał się upewnić, czy dobrze je zamknął, po czym ruszył w moją stronę. Położył swe duże, silne dłonie na mych biodrach, przysuwając się tak, że nic nas nie dzieliło poza jego ubraniem. Ocierał się o mnie, chcąc pobudzić. Jestem niesamowicie wyczulony na dotyk, jednakże nie wiedziałem, co tak naprawdę znaczy przyjemność, dopóki Ty mi jej nie dałeś. Wtedy dostałem tylko złudzenie rozkoszy. Ciemnowłosy bawił się ze mną długo, doprowadzając me ciało na skraj przyjemności tylko po to, aby po chwili zostawić nieruszonego, obserwując jak wiję się w ekstazie i pragnę więcej. Kazał milczeć, jednakże nie potrafiłem. Cichy, błagalny szept, wychodzący z mych ust, spotkał się z bolesnym uderzeniem w policzek. Za raz za nim nastąpił kolejny, znacznie silniejszy. Kazał mi się odwrócić na brzuch, eksponując to, co było głównym elementem mej pracy. Jednakże, on znalazł sobie znacznie lepszą zabawę, niż myślałem. Wybrał pejcz, jeden z wielu akcesorii, powieszonych w rogu pokoju, w którym spędzałem każdy wieczór. Już miałem poczuć bolesne uderzenie, już zaciskałem swe dłonie na poduszce, kiedy cichy jęk zbił mnie z pantałyku. Niepenie obejrzałem się przez ramię i już byłem sam, a pieniądze leżały na szafce. Wtedy nie rozumiałem jak to się stało. Przecież... nikt nie znika. Ale Ty potrafiłeś przemieszczać się z taką prędkością, że stawałeś się niewidocznym. Wtedy nauczyłeś tego mężczyznę co to prędkość, prawdziwy ból i śmierć. Powinienm dziękować? Dziękuję, mój wampirze.
3 grudnia 1999 Dopiero po przeczytaniu porannej prasy, zrozumiałem co stało się z mężczyzną, który ostatni wieczór spędził w moim pokoju. Pisało: "Niedaleko domu rozkoszy im. Fausta znaleziono ciało, zabitego w makabryczny sposób mężczyzny. Nazywał się Akira Kuzono, miał dwadzieścia jeden lat. Pozostawił żonę i syna. W jaki sposób zginął? Prawdopodobnie nawet sekcja zwłok nie da nam jednoznczniej odpowiedzi, jednakże patrząc na te ciało do głowy przychodzi tylko jedno określenie >>Wyschnięty<<. W ciele mężczyzny nie ma ani grama krwi." Wtedy, jedyne co biegało po mej głowie to krótkie oznajmienie, krzyczące "Oskarżą Cię". Nie oskarżyli, gdyż kolejnego dnia pewien mężczyzna przyznał się, że to on jest sprawdzą morderstwa. Zwykły, przeciętny pracownik stacji benzynowej oświadczył, że to on dokonał makabrycznego morderstwa... Dlaczego prasa nie podała sposóbu, w który zabito? Do dziś jest to wielką zagadką społeczeństwa, a ja wiem. To nie on był winnym, a ja. To ja go zabiłem, będąc tylko dziwką. Chodź nie trzymałem narzędzia zbrodni w ręku, to ja go zabiłem. I chodź nie było mnie na miejscu zdarzenia - jestem winien. Jestem wnien tym, jak pachnę. Ja i moja krew, która uzależniła cię do tego stopnia, że nie byłeś świadom tego cóż czynisz... A może właśnie byłeś? Byłeś i nie powiedziałeś, wiedząc, że będę się obwiniał. Minęło jedynaście lat - wiem, że jestem winien. Niewiele zmieniłeś kłamiąc.
10 grudnia 1999 Nie słyszałem, nie czułem, nie widziałem nic dziwnego, co by wskazywało na Twoją obecność przez cały tydzień. Jednakże, Ty nie zniknąłeś. Byłeś przy mnie każdego dnia, każdej nocy. Obserwowałeś, chowając się tak skutecznie, że Cię nie widziałem. Jakże człowiek jest ślepy, gdy nie dostanie rozwiązania na złotej tacy. Jakże człowiek nie potrafi dostrzec tak bliskiej magii. Wszyscy my, zaślepieni pracą, nudą, szarością, tracimy poczucie piękna, życia, koloru. A później, gdy jesteśmy u kresu swej egzystancji, pytamy "Dlaczego żyłem tak słabo, mogąc żyć tak mocno?" Ty mnie nauczyłeś, jak żyć powinienem. Dziękuję, mój wampirze. Cóż się stało dziesiątego grudnia? Widziałem Cię. Pierwszy raz byłem tak blisko czegoś idealnego, wspaniałego i harmonijnego. Jednakże... Opiszę od początku tylko po to, aby uświadomić człowiekowi, bądź innej istocie, która po latach znajdzie te zapiski, jaką wielką rolę w naszym istnieniu odgrywają marzenia senne. Moje się spełniło. Dostałem pozwolenie na jeden dzień wolnego. Jeden w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil realistka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…