Dzielnica Samobójców cz. II
dalszy ciąg, rozwiniecie akcji i podpowiedz tego, co moze dziac sie dalej. samo zdecydujcie, czy warto, zeby sie dzialo...;P
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Stała przy oknie już drugą godzinę. Z trudem wcisnęła kolejnego peta pomiędzy kilkanaście wcześniej spalonych, tkwiących w nieładzie w ciasnym kręgu starej popielniczki. Cały pokój pełen był dymu, jednak zdawała się tego nie zauważać. Oddychała dymem. A „kontener” można zawsze zamienić na inny. W Dzielnicy było pod dostatkiem opuszczonych mieszkań. Bolały ją już nogi. W końcu Caligari podsunął jej stare, rozpadające się krzesło. - Skoczył już? - Nie. – ucięła rozmowę umieszczając kształtne, jędrne pośladki na obitym staroświecką skórą krześle. Skrzyżowała nagie nogi i zapalając kolejnego papierosa obserwowała scenę, rozgrywającą się na dachu budynku, położonego dwie przecznice dalej. Miała doskonały wzrok, jednak chwilami przykładała do oczu niewielką lornetkę, przypominającą stare, teatralne rekwizyty. Jednak był to najnowszy, wojskowy sprzęt, tak jak wszystko, co grupa wniosła do mieszkania. Anya pochyliła się nad szybą, opierając łokieć na kolanie. Nie mogli otwierać okien – Nowi mieli zbyt dobry węch. Gdyby ich wyczuli lub dojrzeli, pół dzielnicy zwlekłoby się na ich klatkę schodową, demaskując najlepszą od miesięcy kryjówkę. Zmrużyła powieki, kiedy dym przypełzał zbyt blisko jej ogromnych, brązowych oczu. Nie odrywała wzroku od niedoszłego samobójcy, który na jej oczach zmieniał się w mordercę. To miejsce wpływa tak na wszystkich, stwierdziła w myślach. Miała na sobie tylko niebieskie majteczki i koszulkę na ramiączkach, doskonale opinające jej śniadą gładką skórę. Doskonałość jej kształtów dostrzegalna była w każdym, nawet najmniejszym, powolnym ruchu. Jej ciemne, niemal czarne włosy spięte były w kok. Tylko kilka niesfornych kosmyków opadało kusząco na nagie ramiona. Nie obchodziło jej, że reszta oddziału składała się z trzech facetów i zakochanej w niej lesbijce. Musieli przyzwyczaić się do jej luźnego stylu. Lub oszaleć. Ich sprawa. Dopóki ją szanowali. Dopóki słuchali jej poleceń i polegali na jej niezawodnym jak dotąd instynkcie. A już trzeci rok włóczyli się po ogromnej Dzielnicy Samobójców, żyjąc pomiędzy dwoma światami. Pomiędzy tym udającym ład i porządek, tonącym w panice i zakłamaniu światem żywych a dziką, okrutną rzeczywistością Nowych. Oparła stopę na parapecie i wyprostowała się. Zesztywnienie powodowało ból mięśni. Jednak nic nie mogło oderwać jej wzroku od chłopaka, który z każdą chwilą przekraczał granicę obu tych światów, pogrążając się i odżywając na nowo. Ma niezły temperament. Chce się zabić, ale rżnie najlepszą sukę w mieście. I jeszcze rozwala trzech samców… - Chcesz piwa, Maleńka? Magenta. Tylko ona miała prawo mówić do niej w ten sposób. Kobieca koalicja była koniecznością w męskim oddziale. Koniecznością, która po śmierci Caspara dała jej przywództwo w grupie. A może w stadzie. Nie była już pewna. - Dzięki, Maggie. Nie odwracając głowy wzięła zimną butelkę do ręki. Przyłożyła ją sobie do gojącej się powoli rany na prawym ramieniu. Chłód przeszył jej ciało. Chłopak znikał właśnie w głębi budynku, wchodząc przez klapę na dachu. Wiedziała coś, czego nie mógł wiedzieć on. W środku roiło się od trupów. Odizolowanych, nieprzydatnych, jednak śmiertelnie niebezpiecznych. Wszelkie odchyły, choroby, psychiczne zaburzenia – wszystko to Dzielnica tłumiła w Davos, jak nazywali budynek, na którego dachu znalazł się przez przypadek niedoszły samobójca. Nowi mięli na tyle rozwinięty instynkt samozachowawczy, że potrafili odróżnić jednostki chore od zdrowych. „Dziwnych” zaciągali do Davos, którego główne drzwi otwierały się tylko z zewnątrz i tylko nieliczni mięli na tyle sprytu, by wykonać to, z czym poradziłoby sobie siedmioletnie dziecko. W Davos Nowi zjadali się nawzajem - czasem było ich tam kilkudziesięciu, czasem trzech, czterech najsilniejszych. Ich los nie obchodził nikogo. Naturalna brutalność tego gatunku fascynowała Anyę od zawsze, od pierwszej nocy w Dzielnicy. Magenta ukucnęła przy niej. Głowę oparła o długą, smukłą nogę swojej przywódczyni. Niby przypadkiem, jednak Anya wiedziała, że żaden ruch tej dziewczyny nie jest przypadkowy. - Jak rodzi sobie ten gówniarz? – zapytała dziewczyna. - Niesamowicie, powiedziałabym. – starała się, by jej głos brzmiał bezbarwnie, była jednak wyraźnie zaintrygowana. – Jeszcze żyje. Magenta wyjęła z dłoni Anyi tlącego się jeszcze papierosa i zaciągnęła się resztkami tytoniu, nim poczuła już tylko gorzki smak filtra. Zgasiła fajkę o parapet i wrzuciła do przepełnionej popielniczki. - Nie mów nikomu… – powiedziała powoli, ale stanowczo Anya. – Trzech Nowych zrzuciło z dachu Grzechotkę. Magenta spojrzała na dowódcę oddziału z niedowierzaniem. Jednak twarz Anyi była niewzruszona. - Poważnie…? Porucznik nie miała zwyczaju odpowiadać na pytania retoryczne. W ogóle nieczęsto udzielała jakichkolwiek wyjaśnień. Dlatego brak odpowiedzi nie zaskoczył dziewczyny. Jednak nadal wpatrywała się w piękny profil kobiety. Podziwiała ją od zawsze. Nie było to żadną tajemnicą. Była też w niej zakochana. To nie było tajemnicą dopiero od niedawna. Wiedziała jednak, że musi się podporządkować, starać się zapomnieć o marzeniach. O innym niż służbowym tonie głosu Anyi, o dotyku innym niż protekcjonalny dotyk przełożonej. Grupa to grupa. Szczególnie w tych ciężkich warunkach. Patrzyła jednak nadal. Na delikatnie rozchylone, pełne usta, nieco krótszą górną wargę, odsłaniającą równe zęby. Na wysokie kości policzkowe i te niesamowite, inteligentne oczy. - Dlaczego jej to zrobili? – zapytała choć odpowiedz powoli sama kształtowała się w jej umyśle. Wszyscy wiedzieli, do czego
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dominik
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…