Dzień 18letniego świra
Nie ma to jak dać upust emocjom, pisząc..
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
06:30 (a może 06:50?) Ze snu, który udało mi się wywalczyć, wręcz wyrwać z gardła temu, ktokolwiek odpowiada za dystrybucję snu spółka z o.o., wyrywa mnie pipczenie mojego radiobudzika kartkowego, nastawionego na godzinę 06:30. Zaspany trę oczy, próbując odpędzić resztki snu, który był nieuprzejmy śnić mi się przed chwilą. Nie to, że był to sen zły – był to sen idealny. Wizja w nim przedstawiona była wprost sielankowa. Takie sny są najgorsze, zamiast delikatnego dreszczyku jaki pozostawiają koszmary, ten typ mary nocnej, tak zwany słodki sen, pozostawia smutek, żal, rozpacz, zazdrość, zależnie od tego, co akurat śniłem. Lewą ręką namacuję w szarości przedświtu, spoczywający na pufie obok łóżka, laptop Toshiba Satellite L300, mój prezent na osiemnastkę. No cóż, prezent jak prezent, trzy czwarte ceny sam zapłaciłem. Otwieram klapę, namacuję ręka przycisk włączający i wduszam tenże, chcąc sprawdzić swoją pocztę, oraz czy aby mój Demotywator nie dostał się na główną. Leżę tak, patrząc w skośny sufit i czekam, aż Windows Vista załaduje się do pamięci operacyjnej. Usiłuję przypomnieć sobie plan dnia. Co dziś? Czwartek… Więc etyka, religia (okienko), coś tam, coś tam, angielski, niemiecki (lub na odwrót) religia (okienko), matematyka. Mielę przekleństwo w ustach myśląc, czemu w tym sklerykalizowanym państwie nawet uczęszczanie na głupie lekcje etyki musi być tak utrudnione. Gdyby nie własny samochód, nie miałbym najmniejszych szans na dotarcie na etykę. A religia? Pokraczny twór, parodia przedmiotu, indoktrynacja wjebana ni w pięść ni w oko wśród godziy lekcyjne? Oczywiście, bez problemu! I dojazd jest, i w normalnych godzinach, i bez okienek tylko wydłużających czas spędzany w szkole. A do tego opłatek raz do roku i aprobujące spojrzenia gratis. W dupie mam te spojrzenia. Sięgam po komputer. Ten się już uruchomił. Najeżdżam kursorem na ikonkę Mozilla Firefoks, gdy nagle kątem oka, moje prawe oko dostrzega coś niepokojącego. By zjawisko to potwierdzić, oko lewe również kieruje się w stronę prawą i zaczyna się przyglądać. Zegar systemowy pokazuje godzinę 06:52. Walę się w czoło otwartą dłonią, Aż dudni. W nocy musiało na chwilę braknąć prądu, przez co mój budzik późnił się o 20 minut. Wyskakuję z łóżka, ubieram się pospiesznie, porywam plecak i wychodzę.
07:03 Aura panująca na zewnątrz przywołuje mi na myśl wers z piosenki Kazika: Ten dzień przywitał nas ulewą, W tym wietrze syfu z listopada… Siedzę w moim Cinquecento, w korku, co rusz wycierając rękawem kurtki parę z szyby. Moim Cinquecento… Nie ważne jak żyjesz, nie ważne, co myślisz, kim jesteś, jak się ubierasz, jak mówisz, jak jesz i wydalasz, ludzie zawsze znajdą swoją własną metkę na ciebie i ochoczo przypną ci ją do dupy. Ile to razy ja słyszałem, że jestem zasranym burżujem? Że mam pieniądze w plastiku i mi wszystko zwisa? A to z powodu tego oto Cinquecento, rocznik 1997, elektroniczny wtrysk. Sam fakt posiadania przez osiemnastolatka własnego samochodu, nie ważne w jakim stanie i ile się za niego dało, jest już synonimem przepychu. Cienkiego dostałem bo ojciec kupił sobie Punto. Ale, żeby go dostać, przez trzy lata płaciłem za ojca składki na ubezpieczenie i opłaty za przeglądy. A gdy go już dostałem, akumulator miał siedem lat, bak był suchy a w środku syf. Nawet popielniczki nie opróżnił. Nie wspominając już o tym, jaką składkę na OC wyliczyli mi, gdy rejestrowałem go na siebie. Natomiast moi kumple wożą się do szkoły Passatami, Vectrami, Corsami. Mogliby nawet i Maybachami, bo zawsze mogą się usprawiedliwić „to nie mój, stary mi dał…”. I ten argument ostateczne zwalniał ich z przezwiska burżuja.
07:14 Przydeptuję peta nogą i rozglądając się uważnie wchodzę na teren szkoły. Co za ponury absurd: nie jestem w szkole, mam osiemnaście lat, jest jeszcze przed lekcjami, a ja kryję się z papierosem jak gimnazjalista. Dyrektor jest kretynem. Ma w dupie to, że niektórzy uczniowie mają już po osiemnaście lat. Najchętniej anulowałby matury absolwentom po trzydziestce, gdyby tylko akurat spotkałby ich w barze z piwem.
07:17 Etyka. Jedyny przedmiot w całym toku nauczania, który czuję, że mnie rozwija. Tam w środku. Czytamy „Rok 1984”.
08:08 Siedzę w szkolnym sklepiku i czekam na hamburgera. Piję czarną kawę siedząc nad streszczeniem lektury. Koledzy piętro wyżej czytają list do Koryntian. Albo coś w tym stylu.
09:11 Polski. Miała pytać z lektury, „Granicy” Nałkowskiej, lecz zapomniała. Niekompetentny babsztyl. Ale mnie to cieszy. Upiekło się. Swoją drogą, czemu ŻADNA z lektur nie jest książką wartościową?! Pomijając takie perełki, wywalczone ostatkami sił, jak „Ferdydurke”. Na przykład „Chłopi”. OK, panie Reymont, wszystko ładnie, fajne źródło historyczne, pełne informacji o kulturze chłopskiej z XIX wieku. Dla kogoś, kto się tym interesuje. Ale mnie na co to potrzebne?! Rozumiem jeszcze wszelakie romantyzmy, ichniejsze powstania i tęsknotę za ojczyzną, którą stracili. To Polak powinien znać. „A w Stolicy koronacja się zaczyna I Król światowy pokazuje szyk, Ale z obecnych nie wie jeszcze nikt, Że na tortach dał napis: Wiwat Katarzyna!” – Jak to śpiewał Jacek Kaczmarski. Właśnie, niech ktoś mi powie, czemu na lekcji historii, zamiast memłać kolejny
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil inferi
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…