Wróć do katalogu

Dzień odbity w negatywie

Some kind of love story.

Tomasz Mahanti, opublikowano , 4 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

On znika gdzieś I ona – też. Teraz rozumiem. Bo on – to ty, A ona – to Ja Teraz już wiem, czemu mniej żywi są co dnia...

- Nawet najmniejsza kałuża odbija niebo – pomyślała przeskakując z gracją przez niewielką plamę wody zaraz przy wejściu do metra. Była już spóźniona, kiedy w ostatniej chwili wskakiwała do pociągu linii 7, prowadzącej do zachodniej części Bronx’u. Uderzyła ją fala gorącego powietrza i zapachu stęchlizny. Minęło jeszcze kilka chwil zanim całkowicie ochłonęła. Zauważyła, że mimo, iż był to środek tygodnia to wcale nie było tłoczno. Z lekko zaróżowionymi policzkami usiadła obok jakiegoś czarnoskórego mężczyzny o niezbyt przyjaznej aparycji. Swoim zwyczajem zaczęła rozglądać się po wagonie w poszukiwaniu czegoś lub kogoś interesującego. W pewnym momencie jej wzrok zatrzymał się na pewnym mężczyźnie. - To niemożliwe – pomyślała w duchu - przecież on... Gdy obrócił głowę w jej stronę, udała, że patrzy gdzie indziej. Musiała się upewnić, więc spojrzała znowu. Nie wierzyła własnym oczom - to jednak był on! To była ta sama pociągła twarz, z wyraźnymi męskimi rysami i w końcu to były te same przenikliwe oczy, w które wpatrywała się niemal codziennie, przez ostatnie 8 miesięcy. Aż przeszły ją ciarki na plecach. Stał niedaleko niej odwrócony bokiem, zaczytany, jak domyślała się, w ogłoszenia o pracę w The Daily Telegraph. Wydawał się szczuplejszy i starszy niż wtedy, kiedy widzieli się po raz ostatni, a silne światło jarzeniówek nadawało jego skórze szarawy poblask. Ubrany był w brązową zamszową marynarkę, pomiętą białą koszulę i bardzo znoszone jeansy. Obok niego leżała lekko podniszczona, wielka teczka na rysunki. Patrzyła na jego dłonie. Zawsze jej się podobały. Były długie, wąskie i wrażliwe. Błękitne w kolorze. Były to dłonie artystyczne. Twarz z lekkim zarostem, zmęczone i podkrążone oczy oraz włosy, przyczesane tak jakby od niechcenia, naznaczone były piętnem ciężkiej i burzliwej nocy. Wyglądał jak zagubiony Piotruś Pan, próbujący sklecić…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych