Dzień odbity w negatywie
Some kind of love story.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
On znika gdzieś I ona – też. Teraz rozumiem. Bo on – to ty, A ona – to Ja Teraz już wiem, czemu mniej żywi są co dnia...
- Nawet najmniejsza kałuża odbija niebo – pomyślała przeskakując z gracją przez niewielką plamę wody zaraz przy wejściu do metra. Była już spóźniona, kiedy w ostatniej chwili wskakiwała do pociągu linii 7, prowadzącej do zachodniej części Bronx’u. Uderzyła ją fala gorącego powietrza i zapachu stęchlizny. Minęło jeszcze kilka chwil zanim całkowicie ochłonęła. Zauważyła, że mimo, iż był to środek tygodnia to wcale nie było tłoczno. Z lekko zaróżowionymi policzkami usiadła obok jakiegoś czarnoskórego mężczyzny o niezbyt przyjaznej aparycji. Swoim zwyczajem zaczęła rozglądać się po wagonie w poszukiwaniu czegoś lub kogoś interesującego. W pewnym momencie jej wzrok zatrzymał się na pewnym mężczyźnie. - To niemożliwe – pomyślała w duchu - przecież on... Gdy obrócił głowę w jej stronę, udała, że patrzy gdzie indziej. Musiała się upewnić, więc spojrzała znowu. Nie wierzyła własnym oczom - to jednak był on! To była ta sama pociągła twarz, z wyraźnymi męskimi rysami i w końcu to były te same przenikliwe oczy, w które wpatrywała się niemal codziennie, przez ostatnie 8 miesięcy. Aż przeszły ją ciarki na plecach. Stał niedaleko niej odwrócony bokiem, zaczytany, jak domyślała się, w ogłoszenia o pracę w The Daily Telegraph. Wydawał się szczuplejszy i starszy niż wtedy, kiedy widzieli się po raz ostatni, a silne światło jarzeniówek nadawało jego skórze szarawy poblask. Ubrany był w brązową zamszową marynarkę, pomiętą białą koszulę i bardzo znoszone jeansy. Obok niego leżała lekko podniszczona, wielka teczka na rysunki. Patrzyła na jego dłonie. Zawsze jej się podobały. Były długie, wąskie i wrażliwe. Błękitne w kolorze. Były to dłonie artystyczne. Twarz z lekkim zarostem, zmęczone i podkrążone oczy oraz włosy, przyczesane tak jakby od niechcenia, naznaczone były piętnem ciężkiej i burzliwej nocy. Wyglądał jak zagubiony Piotruś Pan, próbujący sklecić…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Tomasz Mahanti
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…