Dzień: Potrzeby
Czwarty rozdział opowiadania o 17-letniej dziewczynie, która musi sobie radzić z życiem po wypadku
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
WAKACJE
Pod przysięgą relacjonowałam cały wypadek. Proces był zamknięty dla mediów. Sebastianowi nie przeszkadzało to w udzielaniu wywiadów, po lub przed kolejnymi rozprawami. Odbyłam nieprzyjemną rozmowę z jego agentem, który okazał się gościem po pięćdziesiątce w drogim garniturze i pożelowanymi włosami. Pierwsze co zrobił to wcisnął mi swoją wizytówkę. Mariusz Popiel, agent.
- Czego Pan ode mnie chce? – zapytałam. Sądowy korytarz zapewnił echo moim słowom.
- Chciałbym przedstawić ci ofertę nie do odrzucenia, maleńka. – odpowiedział, żując gumę z otwartymi ustami.
- Po pierwsze nie nazywaj mnie „maleńka”, a po drugie od razu możesz sobie wcisnąć tę ofertę w dupę. – rzuciłam mu wizytówkę w twarz i zdecydowanie ruszyłam korytarzem.
- Jeszcze do mnie wrócisz! – zawołał za mną. Wystawiłam wysoko w górę środkowy palec. Za rogiem natknęłam się na Pawła, który uważnie niósł dwa kubki kawy.
- Gdzie tak pędzisz? – spytał.
- Rozmawiałam właśnie z cholernym agentem Sebastiana. Próbował mnie zwerbować. – ręce lekko trzęsły mi się z tłumionego gniewu.
- Hej, spokojnie. To tylko jakiś palant. Nie stanowi zagrożenia.
- Wiem, ale… on reprezentuje wszystko czego nienawidzę od czasu tego wypadku. Bogacenia się na dramacie. – oparłam się o ścianę i delikatnie kręciłam palcami po wypukłościach wzorzystej tapety.
- Po prostu, rób co masz robić i nie patrz na innych. Może, choć częściowo zapewni ci to spokój. – zaśmiałam się krótko i złośliwie. Paweł popatrzył na mnie z niepokojem.
- Agent jest tylko jednym z wielu. Całe stado dziennikarzy czeka przed wejściem. – powiedziałam.
- Zajmę się z nimi, dobrze? O nic się nie musisz martwić. – przytulił mnie mocno, uważając na trzymane w dłoniach kawy.
- Dziękuje, Paweł. – szepnęłam w kurtkę.
***
Za pobicie w maju dziewczyny zapłaciliśmy dwa tysiące, pięćset złotych. Koszty pokrył mój brat, który świetnie radził sobie z świecie prawniczym. Kiedy przekazywał gotówkę był wręcz uszczęśliwiony ponieważ po tym wybuchu zaczęłam wracać do normalności. Nie powiem też, że zobaczenie świeżych koron i lekko skrzywionego nosa tej panienki nie było satysfakcjonujące.
- Paweł, może dopłacisz jej za wybielenie zębów. Różnica w kolorze jest nazbyt widoczna. – powiedziałam w czasie przekazywania odszkodowania. Zakryła szybko usta, które przedtem były zwycięsko uśmiechnięte. Jej matka stanowczo skrytykowała moją impertynencję.
- Chrzańcie się. – stwierdziłam.
***
W środku letnich wakacji sięgnęłam po telefon. Pierwszy raz od wypadku. Zaginął wtedy w pobojowisku, ale na początku czerwca przynieśli mi go policjanci, mówiąc, że został zbadany i oznaczony jako nieistotny dla sprawy. Czyli mógł wrócić do mnie. Od tamtej pory leżał wyłączony w szufladzie biurka. Coś mnie podkusiło, by po niego sięgnąć i włączyć. Z nabożną ciszą zaczęłam to robić. Na tapecie miałam fragment mojej ulubionej piosenki: „I’m on the pursuit of happiness and I know everything that shine ain’t always gonna be gold. I’ll be fine once I get it, I’ll be good.”
Zawiadomienia o nieodebranych smsach i połączeniach przychodziły sporymi falami. Bardzo się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam wiadomość od Ady. Z szybko bijącym sercem otworzyłam ją.
Jak zwykle będziesz na ostatnią chwilę? Zajmuję już miejsce :D
Gniew wrócił. Jeszcze większy niż poprzednio. Cisnęłam komórkę prosto w przeciwległą ścianę. Telefon rozwalił się na kilka części. Butami zgniotłam pozostałości. Jak możesz mi przypominać o tym?!
Do pokoju wpadła mama. Odciągnęła mnie od fragmentów obudowy.
- Dlaczego ją rozwaliłaś? – zapytała, wyraźnie zdenerwowana.
- Dostałam smsa od Ady. Wysłała mi go w dniu wypadku. Dlatego ją rozwaliłam. – wyszarpałam się z jej uścisku i wyszłam z domu. Moja mama już nie dawała sobie rady ze mną, ani z tą sytuacją. Chyba nie rozumiała jak bardzo i jak długo mogę to przeżywać.
A szkoda, bo myślałam, że otrzymam od niej należytą uwagę.
***
Byłem zdeterminowany by to zrobić. Nie należało tego dłużej ciągnąć. Przygotowałem sznur i wybrałem się do lasku. Znałem jedno takie miejsce, niedaleko starego, ceglanego mostu. W pobliżu niego stało idealne drzewo na powieszenie się. Pięknego, lipcowego dnia wybrałem się tam, razem z moim nowych przyjacielem.
Drzewo cieszyło się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Urrrsula
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…