Wróć do katalogu

DZIEŃ REKLAMOŻERCY

-

trufla, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Był grudzień. Zalany słońcem, mroźnie rześki. Jechałem właśnie do Grupppy i pyszniłem się doskonałym pomysłem, który planowałem wyciągnąć z rękawa, jak magik z kapelusza, na najbliższym spotkaniu z klientem. „Królik” był wyjątkowy. Rudy, dziki, niebezpieczny, z nienaturalnie długimi zębami, które szorują o marmurowe powierzchnie intelektów. Proszek Tajax miał być przełomem! Kością rzuconą nad Rubikonem. Pierwszym, nieśmiałym krokiem na chropowatej powierzchni księżyca. Już widziałem ich zszokowane miny, tę białą kartę zapisującą się powoli nowym reklamowym językiem. Uśmiechnąłem się do siebie, uśmiechem szczerego trzydziestoletniego faceta. Wiedziałem, że trafiłem w dziesiątkę. Oczywiście do samych drzwi agencji nie myślałem już o niczym innym. Pewnym ruchem popchnąłem drzwi i wszedłem do środka. - Jak leci? Niezły mrozek. - Rzuciłem Renacie, naszej recepcjonistce. Odpowiedziała lekko wymuszonym, zaspanym uśmiechem. Wychyliła się do mnie znad kontuaru, przywołując mnie jednocześnie ręką. - Jest ktoś do ciebie, posadziłam go w konferencyjnej. - Klient? - Chyba tak, taki elegancki…przystojny – Renata ściszyła głos i rozmarzyła się. - Ale to ten od Tajaxa? Trochę za wcześnie…Dobra. Idę. Renatka…- puściłem do niej oko – To, co kawka? Kiwnęła głową. Przyśpieszyłem kroku. Nacisnąłem na klamkę i wszedłem do sali konferencyjnej, w której panował jeszcze lekki półmrok. Nie mogłem odnaleźć wzrokiem żadnej postaci. W końcu zauważyłem go. Siedział pod ścianą i obserwował mnie. - Dzień dobry – odezwał się pierwszy- Jestem trochę…, ale ja i tak nie zajmę Panu dużo czasu. Jan Kowalski. - Witam – odpowiedziałem przysypany natłokiem jego słów - Zanim Pan zacznie chcę Pana uprzedzić, że się nie zgadzam. Wyglądałem chyba jak jeden wielki znak zapytania, bo szybko dodał: - Wiem, że wymyślił Pan, to znaczy…agencja coś wyjątkowego, ale ja się nie zgadzam z tym tokiem rozumowania – wyprężył się dumnie w fotelu. - Jeszcze nic nie powiedziałem a Pan…Mamy bardzo innowacyjny projekt, ale wolałbym rozmawiać o tym w szerszym gronie. Może kawy? - Ja już Panu mówiłem, że nie zajmę Panu więcej niż 15 minut a za kawę dziękuję, chyba, że macie Esencję Przyjemności? - Nie… Nie wiem…Zapytam. A dlaczego akurat tę, jeśli mogę spytać. Smak? - Nie widział Pan ich reklam w telewizji? Świetne, doskonałe…- twarz mojego rozmówcy przybrała kolor lipcowej malwy – i do tego ta muzyka! - Widziałem, ale…będę szczery nie powaliła mnie na kolana. - Dlaczego? – Kowalski zasępił się. - No właśnie muzyka. Prosta i bez wyrazu, wcale nie wpadła mi w ucho, nie nucę jej. To dla mnie znak, że nie należy sobie zawracać nią głowy. A poza tym naprawdę jej nie pamiętam zbyt dobrze. Wracając do Pana…- Chciałem go zapytać, co właściwie tu robi, czego szuka, skąd… - Nie mogę Pana pozostawić ot tak sobie z tym problemem – Kowalski wstał z krzesła i zaczął przechadzać się po salce. Ze spuszczoną głową kontynuował wykład – Pan pewnie myśli, że my wszyscy z jakiejś choinki się urwaliśmy, czy co? Że głupi jesteśmy i że można nam wciskać jakiś blef, jakąś rąbankę?! No właśnie nie pomyślał Pan, że żeby reklama odniosła sukces wcale nie jest konieczne, żeby była dobrze zapamiętana. Ona i tak gdzieś się Panu zaplącze i wylezie przed półką w sklepie. Mówię Panu, wiem sam przez to przeszedłem. Nieraz już myślałem, że jestem nieczuły i że to na mnie nie działa. Wie Pan, co jest tak naprawdę najważniejsze?! No niech Pan mi powie, w końcu to Pana działka. - Chodzi Panu pewnie o „Świętą Trójcę”? – Zacząłem się już nieco niecierpliwić. W końcu był na moim terenie i jeszcze mnie pouczał. - A no właśnie. – Pan Janek wystawił przed siebie trzy palce – Uświadomienie, zainteresowanie i wzbudzenie zainteresowania u kogoś... na przykład takiego jak ja. - Pan mi tu z jakimiś frazesami wyjeżdża – nie wytrzymałem – Coś Panu powiem, no niech Pan teraz posłucha bardzo uważnie. Zdradzę Panu tajemny przepis na najlepszą „pod słońcem” reklamę. – Przybliżyłem się do niego bardzo blisko. Był niższy, przez co czułem się dziwnie mocny i potężny.- Teraz, to ja Panu policzę: zaskakujący pomysł, niebanalne skojarzenie i inteligentny humor, taki z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych