Dziewczyna marzeń (3)– W świecie mediów
Jakie mogą pojawić się komplikacje, kiedy ponętna dziennikarka zabierze się za z pozoru niewinny anons. Co zrobić, kiedy nieoczekiwanie przychodzi „Twoje pięć minut”, czy każdy będzie się z tego powodu cieszył? Trzecia część historii opow
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przez cały następny dzień Damian siedział jak na szpilkach, nie mogąc skupić się na pracy, mimo, że oficjalnie nie wierzył w to, że nieznajoma, która wysłała SMS-a może być jego wyśnioną partnerką, podświadomie liczył na to. O piątej wypadł z biura jak z procy i pognał do domu. Nie zjadł kolacji, przez zaciśnięte z emocji gardło nie był w stanie nic przełknąć. Wykąpał się, założył swój ulubiony czarny garnitur w paski, uznał, że koszula i krawat będą zbyt krępujące, idealnym dopełnieniem stroju okazał się szary, obcisły golf. Ubrał się i wyruszył na spotkanie. W knajpie jak zwykle ruch był niewielki, Damian zamówił drinka i zajął swój ulubiony stolik, serce podskakiwało mu niemal do samego gardła, ilekroć zgrzytnęły drzwi wejściowe. Przyglądał się każdej dziewczynie wchodzącej do lokalu, z reguły były to twarze, które już wcześniej widział. Z nieznajomą umówił się w taki sposób, że kiedy ona dotrze już na miejsce to puści mu SMS-a, bądź zadzwoni. Tak więc pilnie czekał, aż jego telefon się odezwie. Rozglądał się także po pomieszczeniu, czy przypadkiem ktoś z jego znajomych nie siedzi gdzieś na sali i nie obserwuje go ukradkiem. Liczył się z tym, że to może być kolejny głupi kawał Piotrka, bądź Zbyszka, nie pierwszy z resztą. Doskonale pamiętał jak kilka lat wcześniej umówili dwóch mężczyzn za pośrednictwem Internetu w kawiarni, na randkę. Wymyślili wówczas login: „chetna 37” wkleili zdjęcia jakiejś skąpo odzianej dziewczyny i namówili facetów, by się z nią spotkali, oczywiście nie omieszkali sprawdzić wówczas, czy ich eksperyment się powiódł. Tym razem jego przyjaciół nie było widać w pobliżu, przyjął to za dobry znak. W końcu zadzwonił telefon, Damian podniósł go ze stołu, sprawdził numer, był zastrzeżony. Odebrał: - Halo słucham – powiedział. Przez chwilę panowała cisza, w końcu mężczyzna usłyszał odchrząknięcie. - Dzień dobry – powiedział miły, trochę nieśmiały kobiecy głos – czy rozmawiam z osobą, która zamieściła w prasie ogłoszenie… - Poniekąd tak – stwierdził. - No więc… jestem przy drzwiach. Damian obejrzał się w stronę wejścia, stała tam jakaś kobieta, z telefonem przyłożonym do ucha, nie widział jej twarzy, bo odwrócona była do niego tyłem. Miała długie, jasne włosy, spięte w kucyk, ubrana była w beżowy kostium, składający się z krótkiej, dopasowanej do figury garsonki i opinającej biodra spódnicy przed kolano z niewielkim rozcięciem na udzie, brązowe rajstopy uwydatniały zgrabne, kształtne, opalone łydki, buty na niewysokim obcasie, dobrane pod kolor kostiumu dopełniały jej kreację. - Siedzę przy drugim stoliku pod ścianą – powiedział. Nieznajoma odwróciła się, była to młoda kobieta o delikatnej, lekko pociągłej twarzy, dwa cienkie kosmyki, blond włosów, pozostawione po za kucykiem, łagodnie opadały na policzki, przenikliwe, błękitne oczy podkreślone tuszem spoglądały tajemniczo, uwodzicielsko. Damian już gdzieś ją widział wcześniej, lecz to nie była osoba z jego snów. Dziewczyna też go zauważyła, było za późno by się wycofać. Kobieta podeszła do stolika mężczyzna wstał z miejsca i szarmancko ukłonił się. Teraz już przypomniał sobie skąd znał jej twarz, widział ją kiedyś w show telewizyjnym. - Ewa Drazga – Siarczyńska – przedstawiła się podając mu rękę. - Damian Rzemojewski – delikatnie uścisnął jej dłoń. Usiedli do stolika naprzeciwko siebie. Kobieta zmierzyła go wzrokiem. - Inaczej sobie pana wyobrażałam – stwierdziła. - To znaczy? - No cóż – wydęła usta – sądziłam, że takie ogłoszenie mógł zamieścić jakiś cherlawy, blady, i bardzo samotny facecik z rozmarzonym wzrokiem, poszukujący czegoś, co nigdy nie miała nadejść. Pan wygląda mi raczej na kogoś, kto cieszy się powodzeniem u kobiet. Komplement, mile połechtał męskie ego Damiana, nieco uśpił jego czujność. Łagodny, sympatyczny głos kobiety wzbudzał zaufanie. - Czego się pani napije? – Zapytał. - Żubrówki z sokiem jabłkowym. Mężczyzna, wstał od stolika, podszedł do baru, zamówił drinka i wrócił ze szklaneczką napoju z powrotem na miejsce. - Więc przejdźmy do rzeczy – powiedział Damian – nie jesteś osobą, której się spodziewałem, nie sądzę, by w twarzy na portrecie rozpoznała pani własną. Czego więc pani chce? - Chciałam pana poznać – kobieta napiła się drinka – porozmawiać. - Porozmawiać? O czym dokładnie? - Chcę przeprowadzić z panem wywiad – oznajmiła – dowiedzieć się czegoś więcej o kimś, kto zamieszcza desperackie ogłoszenia matrymonialne w prasie. Chciałabym zrozumieć dlaczego. - Acha, o to chodzi – skrzywił się mężczyzna – o nową sensacyjkę dla jakiejś gazety, gdzie ten artykuł ewentualnie by się ukazał? - Reprezentuję magazyn „Rita”. - A, wiem co to za czasopismo – stwierdził Damian – moja poprzednia dziewczyna czytywała go namiętnie. - Więc jak? Zgodzi się pan na rozmowę? Miał ochotę odmówić, jednak perspektywa spędzenia wieczoru w towarzystwie, atrakcyjnej, znanej i lubianej przez tysiące Polaków dziennikarki wydawała się niezwykle kusząca. Ewa przekrzywiła głowę, uśmiechnęła się przyjaźnie i zamrugała powiekami, wyglądała słodko, uroczo. - Niech pomyślę. Miał mieszane uczucia, rozmowa z dziennikarką wydawała się nieco ryzykownym przedsięwzięciem. Kiedyś widział fragmenty jej telewizyjnego programu. Akurat zmusiła jakiegoś wielkiego łysego osiłka do zwierzeń na temat byłej żony, zadawała niezwykle trafne, intymne pytania w końcu facet popłakał się jak bóbr. Ta kobieta miała zwyczaj dopytywania się o najdrobniejsze niuanse życia swoich gości i eksponowania ich przed swoją publicznością. Rozmowa z nią, była rodzajem ryzykownej gry, nigdy nie było wiadomo, co z takiej dyskusji może wyniknąć, mimo wszystko postanowił spróbować. - Dobrze, niech będzie. Co pani chce wiedzieć? Wyciągnęła z torebki dyktafon i włączyła nagrywanie. - Dlaczego zamieścił pan to ogłoszenie? - To długa i skomplikowana historia – stwierdził. - Tym lepiej – uśmiechnęła się Ewa. - No dobra, zacznę od początku. Parę miesięcy temu miałem wypadek samochodowy, moje auto zleciało z mostu i rozbiło się o nadbrzeże. Zapadłem w śpiączkę. Kiedy byłem nieprzytomny… Dziennikarka wyciągnęła z torebki notes i długopis coś zaczęła notować. - Tak, co się stało? – Zapytała. - Nie umiem tego wytłumaczyć… Znalazłem się… Jakby w innym świecie, na bezludnej wyspie. Byłem tam tylko ja, i ona. - Kto? - Kobieta z rysunku. Ewa wyciągnęła z torebki gazetę, w której znajdował się portret dziewczyny. Przyjrzała mu się jeszcze raz uważnie. - Kim ona jest? – Spytała. - Nie wiem – wzruszył ramionami – pierwszy raz ją wtedy ujrzałem. Zdaję sobie sprawę z tego, że to był sen, byłem w śpiączce, wszystko, co znajdowało się na tej wyspie było złudzeniem, jednak ona… Sam nie wiem czy to ta kobieta była prawdziwa, czy tylko uczucie, jakiego przy niej doznałem. - Więc zakochał się pan w kobiecie ze snu – stwierdziła Ewa. - Proszę zrozumieć – westchnął Damian – to nie takie proste, czy się zakochałem, nie wiem. Być może po prostu tęsknię za tym, co czułem będąc w śpiączce, to znaczy śniąc, podczas śpiączki. To teoria mojego kolegi – dodał po chwili zastanowienia – stwierdził, że w wyobraźni stworzyłem sobie partnerkę idealną, a kiedy byłem nieprzytomny te marzenia urzeczywistniły się w formie snu. - Więc ta kobieta – dziennikarka wskazała na szkic – nie istnieje. - Tego nie powiedziałem – pokręcił przecząco głową – parę dni temu widziałem na dworcu dziewczynę, która wyglądała dokładnie jak ona, nie zdążyłem z nią porozmawiać, ponieważ uciekł mi pociąg, którym jechała. - A to pech. - Chcę ją odnaleźć, by porozmawiać, dowiedzieć się czegoś o niej. - Więc dlatego zdecydował się pan zamieścić ogłoszenie? - Nie zupełnie „zdecydowałem” – stwierdził Damian sącząc drinka – to było trochę inaczej, popiliśmy sobie z kolegami i pod wpływem alkoholu… No, różne głupie pomysły przychodzą do głowy… Jakoś tak wyszło, nawet dobrze nie pamiętam jak to było. - Innymi słowy „nawaliłeś się”, film ci się urwał i poszedłeś z kumplami poszaleć – oznajmiła dziennikarka – to pominiemy czytelniczki naszego pisma nie lubią czytać o pijakach i libacjach alkoholowych – długopis i notes znowu poszły w ruch – napiszemy, że świadomie… zamieściłeś… to ogłoszenie, by… odnaleźć swą ukochaną – zanotowała. - Przecież to bzdura, świadomie nigdy bym się na coś takiego nie zdobył. - To nie istotny szczegół – stwierdziła Ewa – tak, czy inaczej zrobiłeś to, dla dobra artykułu lepiej będzie napisać, że świadomie i już. - No dobra to pani tekst – mruknął niepocieszony – i tak napisze pani co zechce. - Był jakiś odzew? - Nie, jedynie pani się zgłosiła. Może nawet lepiej, że nikt nie zwrócił na ten anons uwagi. Sam nie wiem, czy nie wolałbym, aby tak pozostało. - Dlaczego? - Mam pewne obawy – westchnął, popił napojem ze szklanki – jeżeli istnieje kobieta z wyglądu przypominająca tę, którą widziałem we śnie, lecz z charakteru będzie zupełnie inna? Albo zgłosi się cała masa wariatek, poszukujących przygody i romansu, bądź trafię na jakąś histeryczkę, trzymającą zdechłego kota w lodówce... Rozmowa trwała kilka godzin, Ewa drążyła temat do upadłego, wypytując się o wszelkie, najdrobniejsze szczegóły, przez cały czas jej przyjazne, błyszczące oczy świdrowały mężczyznę. Sporo pytań dotyczyło wyspy ze snu, dziennikarkę zaskoczył niezwykle precyzyjny i drobiazgowy opis miejsca, w którym Damian poznał tajemniczą kobietę. Przez cały czas dziewczyna przyjaźnie się uśmiechała, kokietując subtelnie swojego rozmówcę, tak, że on mógł czuć się przy niej bezpiecznie, zupełnie jakby rozmawiał ze starą przyjaciółką, przed którą nie miał sekretów. Łagodny, przyjacielski, kobiecy głos działał kojąco, uśmiech rozbrajał, przenikliwe, ogniste spojrzenie jej błękitnych oczu i roztaczający się wokół zapach perfum powodowały lekkie rozkojarzenie. Na zakończenie zadała jeszcze jedno pytanie. W swoim notatniku zapisała kolejną informację. - Jak sądzisz, uda ci się ją odnaleźć? - Nie wiem, to mało prawdopodobne – stwierdził. - Żyję taką nadzieją – mruknęła pod nosem, zapisując zdanie w notatniku – wierzę głęboko, że dzięki ogłoszeniu spotkamy się w końcu w prawdziwym świecie. - Niech zgadnę – westchnął mężczyzna – tak będzie lepiej dla dobra artykułu, słowem w pani dziennikarstwie liczy się coś więcej niż tylko prawda i rzetelne przedstawianie faktów. - To, co napisałam jest prawdą – stwierdziła redaktorka – nawet, jeżeli nie chce się pan do niej przyznać. - A zwiększona ilość sprzedanych egzemplarzy pisma, po wygładzeniu kilku „niekomercyjnych” szczegółów nie ma tu nic do rzeczy. Mam w takim razie jedną prośbę. - Tak? - Proszę nie ujawniać mojego nazwiska, nie chcę by potem ludzie wytykali mnie palcami i patrzyli jak na jakiegoś wariata. - W porządku, temat nie jest tak dobry jak się spodziewałam – stwierdziła beznamiętnie, pakując notes z długopisem do torebki – nie wiem czy artykuł pójdzie. Ale, jeżeli miałby trafić do druku chciałabym wykorzystać pana imię? Sugestia dziennikarki, że temat nie jest interesujący, sprawiła, że Damianowi spadł kamień z serca. Z jednej strony poczuł lekki żal, w końcu nie każdemu może się zdarzyć, że chcą o nim pisać gazety, ale z drugiej cieszył się w duchu, że będzie miał święty spokój. Tak naprawdę to czego potrzebował to szczerej rozmowy, a przed Ewą po prostu, bez skrępowania wygadał się i tyle. - No powiedzmy, że tak – zgodził się od niechcenia. Zaczął się następny tydzień szarej codzienności, czas upływał szybko w krzątaninie, pomiędzy domem i pracą. Dni mijały monotonnie, beznamiętnie, wciąż zgodnie z jednym, tym samym schematem. Wpierw ciężka harówka w biurze, potem powrót zatłoczonymi ulicami Warszawy do mieszkania, by w końcu zakończyć dzień jałowym pstrykaniem po kanałach telewizyjnych, bądź sprawdzaniem tych samych serwisów internetowych. Jakoś nic go nie było w stanie zainteresować, komputer, radio, czy telewizja, potencjalne źródła domowej rozrywki przestały być pociągające w jakimkolwiek stopniu. Była środa, dzień zaczął się jak każdy, Damian przyjechał do pracy, naszykował poranną porcję kawy i zasiadł do komputera. Tym razem był wcześniej niż zwykle, prócz niego w biurze na razie zjawiła się jedynie Marta. Mężczyzna lubił ten spokój, jaki panował w opustoszałym jeszcze lokalu, była to swoistego rodzaju cisza przed burzą, kiedy w miejscu pracy stawi się już cały zespół zacznie się ciężka harówka, rozlegną się dzwonki telefonów, rozmowy na tematy zawodowe i nie tylko, bieganina od gabinetu do gabinetu, wertowanie dokumentów, składanie projektów szukanie umów i trudne rozmowy z klientami. Drzwi wejściowe do lokalu otworzyły się, do biura weszła Kinga. - Cześć – przywitała się ze współpracownikami. - Cześć – odpowiedział Damian nie odrywając wzroku od monitora. - Cześć – krzyknęła Marta z pokoju socjalnego. - Widzę, że już jest nasza „gwiazda” – uśmiechnęła się Kinga i puściła oko do Damiana – czemu nic nie powiedziałeś? - Powiedziałem – zdziwił się mężczyzna – o czym? - Co się stało – krzyknęła Marta. Kinga położyła na biurku Damiana świeże wydanie „Rity”. - Nasz kolega stał się „główną atrakcją wydania” pewnego poczytnego czasopisma – oznajmiła kobieta – i nie pisnął ani słowa. - Naprawdę? – Marta wybiegła z socjalnego niczym z procy, dopadła biurka i złapała gazetę nim Damian zdołał zareagować – pokażcie no tego. Zaczęła wertować strony. - Poszukaj w dziale „Drazgi” – oznajmiła Kinga. Dziewczyna szybko odnalazła właściwy artykuł. - „Poszukiwacz miłości w świecie fantazji” – przeczytała tytuł artykułu – „Są ludzie, którzy znajdują swoją miłość w Internecie, inni poznają na ulicy, przystanku, czy dyskotece Damian Rzamojewski poznał swą drugą połowę we śnie.” - A to wredna małpa – mruknął mężczyzna – miało być bez nazwiska. - No proszę – pokręciła głową Kinga – nasz kolega rozmawiał z Ewą Drazgą – Siarczyńską. - Jest nawet zdjęcie – stwierdziła Marta. Damian zerwał się z miejsca i wyrwał dziewczynie czasopismo, przyjrzał się fotografii. Rozpoznał bar i siebie, przy stoliku, nie wiedział kiedy dziennikarka zdążyła zrobić tę fotkę. W dole strony znajdował się anons, jaki jego koledzy zamieścili w dzienniku, parę dni wczesniej. - Zawsze możesz się pocieszać, że dobrze wyszedłeś – stwierdziła Kinga zerkając mu przez ramię na fotografię. Praca tego dnia była istną gehenną, wszyscy w biurze przeczytali artykuł Ewy Drazgi – Siarczyńskiej tak więc po kilkudniowym spokoju, perypetie miłosne Damiana znów znalazły się na ustach jego współpracowników. Przez chwilę łudził się, że publikacja w „Ricie” przejdzie mimo wszystko bez większego echa. Jego nadzieje prysły jeszcze przed południem, w czasie przerwy na kawę telefon zadzwonił po raz pierwszy. Mężczyzna odczytał na ekranie nieznany numer, po czym odebrał. Jakaś kobieta rozpoznała siebie na szkicu. Później podobnych rozmów Damian odbył jeszcze kilka. Chcąc nie chcąc odbierał każdy telefon, mimo wszystko podświadomie wciąż wierzył, że ONA będzie jedną z tych, które do niego zadzwonią. - Z tego wniosek – stwierdziła Patrycja – że pomysł mieliście dobry z tym ogłoszeniem, tylko uderzyliście z nim do niewłaściwej redakcji. - Z tego wniosek, że zamiast zadawać się z tymi baranami powinienem ich powystrzelać – mruknął poirytowany Damian – ładnie mnie załatwiliście – powiedział z wyrzutem do Zbyszka. - To nie tylko nasza wina – bronił się mężczyzna – one też dołożyły swoje – wymownie popatrzył na Martę. - My? A co takiego zrobiłyśmy? - „Musisz się z nią spotkać” – niezgrabnie i z przekąsem naśladował głos dziewczyny – „jeżeli tego nie zrobisz, będziesz żałował do końca życia”, pamiętacie? Tego dnia Damian wyrwał się wcześniej z pracy i pojechał prosto do redakcji „Rity”, by rozmówić się z dziennikarkom, która zamieściła artykuł. Słaby opór próbował stawiać portier, dwie stówy wręczone do łapy szybko ostudziły jego zapał. Mężczyzna nawet wyciągnął plan budynku i wskazał dokładne położenie biura. Powiedział jeszcze grafikowi, by w razie czego mówił, że dostał się tylnym wejściem, bo nie chciał kłopotów. Jak burza Damian wpadł do redakcji, rozejrzał się po głównej sali. W pomieszczeniu stało kilka biurek, na każdym znajdował się komputer, gdzieś z kąta dobiegały dźwięki radia, nikt nie zwracał na niego uwagi, wszyscy pochłonięci byli swoją pracą. Kilka osób namiętnie stukało w klawiatury, pisząc teksty do kolejnego wydania czasopisma, ktoś rozmawiał przez telefon, jakaś dziewczyna przeszukiwała szuflady, ustawione przy ścianie. Damian spostrzegł gońca, taszczącego wielki wózek obładowany korespondencją. - Przepraszam – chwycił mężczyznę za rękę – szukam Ewę Drazgę – Siarczyńskom. Goniec z lustrował go nieufnie wzrokiem. - Nie mogę panu powiedzieć – stwierdził – takie są zasady. Damian wyciągnął z kieszeni szeleszczący banknot, mężczyzna rozejrzał się, czy ktoś aby nie patrzy, następnie wyrwał go z ręki i schował do kieszeni. - Prosto do końca i w lewo – powiedział i ruszył w swoją stronę. Damian podszedł do przeszklonej ściany z żaluzjami, zajrzał do środka. Dziennikarka siedziała przy biurku z okularami na nosie i pisała coś na komputerze, wszedł do środka. - A zapukać to nie łaska – powiedziała nie odrywając wzroku od monitora. Nie widziała, kim był gość. - Ładnie mnie pani załatwiła – powiedział Damian. - To ty – parsknęła zaskoczona – co tu robisz? Oderwała wzrok od monitora, ściągnęła okulary i popatrzyła na gościa. - Oszukała mnie pani – klapnął na fotel, stojący w rogu pokoiku, nie czekając na zgodę – zostałem wystawiony. - Nie zrobiłam z ciebie głupka – oznajmiła – jeżeli już ktoś tego dokonał to twoi koledzy, ja cię ratuję. Twoi kumple wpadli na pomysł ogłoszenia, umieściliście je w niewłaściwej gazecie, dzięki naszemu pismu, twój apel dotrze do tysięcy kobiet w tym kraju. Nie bez powodu umieściłam tam twoje zdjęcie, jesteś przystojny, to też łatwiej będzie zwrócić uwagę pań. - Prosiłem, by nie publikować mojego nazwiska, wiedziałem czym grozi rozmowa z panią – parsknął – teraz mam tłum „wielbicielek” na karku. Nie chciałem, by tak się stało. - Nie mój drogi, tobie tylko się wydaje, że nie chciałeś – stwierdziła dziennikarka – po prostu utrzymujesz tą wersję dlatego, że wydaje ci się, że tak właśnie wypada, bo przecież facetom nie wolno okazywać uczuć. Boisz się, tego, że zostały obnażona twoja słabość. Chcesz oszukać wszystkich, udając, że to przypadkiem, że cię wrobili znajomi. W głębi duszy pragniesz poznać prawdę, dowiedzieć się, czy ta kobieta istnieje i zrobić wszystko, by ją odnaleźć. Ja ci to umożliwiłam. - Umiesz odwracać „kota ogonem” – parsknął – dzisiaj zadzwoniło do mnie kilka czytelniczek, tego twojego magazynu, chcą się spotkać. Powiedz, co ja teraz mam zrobić? - No jak to co? Spotkaj się z nimi. Może dzięki mojemu artykułowi znajdziesz to, czego szukałeś – kobieta uśmiechnęła się – to długo nie potrwa – oznajmiła – w przyszłym tygodniu wypłynie coś innego i będziesz miał spokój. Wykorzystaj dobrze czas, który ci podarowałam. Może znajdziesz dokładnie taką kobietę, jakiej szukasz. - Jesteś niesamowita – stwierdził Damian – to na czym naprawdę ci zależało to mieć dobry artykuł w swoim dziale, wątpię w to, by kierowały tobą jakieś szlachetne pobudki. Ty po prostu lubisz „obnażać ludzi”, bo to najlepiej się sprzedaje i tyle. Mimo wszystko zastosuję się do twojej rady, nie zachowam się przecież jak ostatni cham, „olewając” te dziewczyny zupełnie. Przyzwoitość nakazuje chociaż z nimi porozmawiać. Podniósł się i ruszył w stronę wyjścia. Kobieta odprowadzała go wzrokiem, zaskoczona zdała sobie sprawę z tego, że jej zainteresowanie Damianem nie jest natury czysto zawodowej. Ten człowiek miał „coś” w sobie, nie potrafiła określić co takiego w nim dostrzegła, ale wzbudzał w niej ciekawość. - Poczekaj – rzuciła, kiedy mężczyzna był już przy drzwiach. - Tak? – Odwrócił się i popatrzył na nią. Ewa przez chwilę szukała dobrego wyjaśnienia, powodu dla którego mogłaby go zatrzymać na dłużej. - Masz moją wizytówką – rzekła po chwili – zadzwoń jak to się skończy. - Po co? - Chcę po prostu wiedzieć co z tego wyniknie. Damian wepchnął rękę do kieszeni kurtki, wyciągnął plik karteczek z numerami telefonów, przejrzał je, aż trafił na wizytówkę dziennikarki. - Dobrze – powiedział – zadzwonię, może. Wyszedł z gabinetu, kiedy tylko opuścił biuro do pokoju Ewy wpadła Ilona. - Kto to? – zapytała. - Bohater mojego ostatniego artykułu – oznajmiła dziennikarka. - To on – parsknęła redaktorka – milutki. Przystojny, nie rozumiem, dlaczego go tak obsmarowałaś. Ilona zerknęła na Ewę, dziennikarka bawiła się długopisem, rozmarzonymi oczyma spoglądała na drzwi, pogrążona we własnych myślach. - On ci się podoba – stwierdziła redaktorka. - Nie – nieco sztucznie oburzyła się Ewa – jest sympatyczny, troszkę niezdarny, zagubiony, ale słodki. Szkoda mi jego, być może trudno w to uwierzyć, ale ja naprawdę chcę mu pomóc. - Znamy się nie od dzisiaj – powiedziała Ilona – wiem, kiedy jakiś facet cię pociąga. Damian czekał na windę, drzwi w końcu się otworzyły, z wnętrza wyszedł mężczyzna w płaszczu i drogim garniturze, grafik przyjrzał się obcemu, jego twarz wydawała mu się znajoma. Odprowadził wzrokiem nieznajomego, w końcu wsiadł do windy i wcisnął przycisk oznaczony literą „P”. Do gabinetu Ewy wparowała jak burza sekretarka. - On tu jest – pisnęła jak podlotek – Szymon Walendowicki, szuka ciebie. - O nie – mruknęła redaktorka – tylko nie ten dupek. Powiedzcie mu, że mnie nie ma. Ewa desperacko zaczęła szukać jakiejś kryjówki, ale w gabinecie nie było gdzie się schować, po za tym było już za późno. Szymon stanął w drzwiach, ubrany był w drogi garnitur i płaszcz szarmancko zarzucony na ramiona, w rękach trzymał kwiaty. Tuż za aktorem krok w krok jak cień podążał asystent, Wiktor Okonski, kiedyś uczeń szkoły kosmetycznej teraz spec od wizerunku sławnego artysty. Walendowicki był popularnym aktorem, sławę zdobył dzięki cyklowi seriali kryminalnych oraz komedii romantycznych, w których zagrał główne role. Był przystojny, zwykle nosił krótkie, starannie uczesane włosy i dwudniowy zarost, zawsze szarmancki i kulturalny nie było więc dziwne, że reżyserowie obsadzali go w rolach amantów, bohaterskich policjantów walczących z korupcją na najwyższych szczeblach władzy, bądź uwodzicielskich kochanków, rodem z dramatów romantycznych. Szczycił się tym, że najwięcej razy wystąpił w roli Gustawa – Konrada w produkcjach filmowych, telewizyjnych i teatralnych. Kiedyś, przy okazji premiery jego filmu, Ewa umówiła się z nim na wywiad. Obraz nosił tytuł „Jak miłość to tylko z nim” i według dziennikarki był najgorszym gniotem w historii polskiego kina, ale czytelniczki „Rity” były żywo zainteresowane swoim bożyszczem, odtwarzającym w tym filmie główną rolę. Zapatrzony w siebie aktor źle odczytał intencje dziennikarki, sądząc, że kobieta umówiła się z nim w restauracji na rozmowę dlatego, że była nim zainteresowana. Od tego czasu wciąż nachodził ją, wręczając kwiaty, bombonierki podsyłając drogą biżuterię. Ewa dawała mu dyskretne sygnały, że nie jest nim zainteresowana, odsyłając upominki, jednak efekt tych zawoalowanych działań był dokładnie odwrotny do zamierzonego. W którymś z wywiadów aktor naopowiadał dziennikarzowi, że redaktor Drazga – Siarczyńska zapałała do niego gorącym uczuciem, spotkali się raz na kolacji w jednej z drogich warszawskich restauracji i nie mogą się doczekać ponownego spotkania. Prasa bulwarowa podchwyciła temat i wkrótce zaczęła rozpisywać się o namiętnym romansie popularnej dziennikarki ze słynnym aktorem. Kiedy Szymon przeczytał te wyssane z palca brednie, szczerze uwierzył w to, że kobieta go pożąda. - Witaj najdroższa – powiedział i zrzucił płaszcz z ramion. Asystent w mig skoczył i chwycił drogocenne ubranie, nim ono spadło na podłogę. - Cześć – westchnęła poirytowana Ewa – czego chcesz? Aktor ruszył do niej żwawo, przyklęknął na kolano i wręczył jej kwiaty. To co robił artysta żywo przypominało scenę z jego filmu, robił dokładnie to samo, co jego bohater w obrazie „Z miłością mu do twarzy”. Dziennikarka przez chwilę zastanawiała się czy przyjąć podarunek, widząc rozbawioną, z trudem powstrzymującą się od śmiechu Ilonę, oraz swoją sekretarkę, patrzącą na idola nastolatek, jak na ósmy cud świata, postanowiła odrzucić bukiet. - Wstań i nie kompromituj się – westchnęła. Szymon odłożył kwiaty, upadł na drugie kolano i objął w pasie zaskoczoną Ewę. - Przestań się w końcu ze mną droczyć – powiedział – udajesz zimną i nieczułą, ale w twoich oczach widzę ten żar, który rozpala się ilekroć mnie widzisz. „Płomień”, który dostrzegał aktor u dziennikarki był w rzeczywistości wynikiem irytacji, do której Walendowicki ją doprowadzał swoim zachowaniem. - Po co to robisz? – Spytała – czemu się czepiłeś właśnie mnie? - Ewo, popatrz na mnie – rzekł – jestem sławny i przystojny, mógłbym mieć każdą dziewczynę w tym kraju, ale wybrałem ciebie. Razem stanowilibyśmy idealną parę. Pomyśl, ile szumu medialnego pojawiłoby się wokół nas, długo gościli byśmy na okładkach gazet i czasopism. Nasze wspólne zdjęcia jeszcze przez wiele miesięcy, sprawiałyby, że będzie o nas głośno. - A nie pomyślałeś o tym, że mi może nie zależeć na takim szumie – westchnęła kobieta – mi pasuje to, co mam obecnie, po za tym chcę się promować poprzez talent dziennikarski, a nie sztucznie podsycaną atmosferę wokół swojej osoby. - Nie utrzymasz się na „topie” licząc jedynie na talent – stwierdził Szymon – żeby zatrzymać sławę trzeba sprawić, by było o tobie głośno. Jeszcze nie dawano ludzie kojarzyli twoją twarz z show telewizyjnego, teraz pracujesz tylko w gazecie, jak myślisz ile jeszcze potrwa twoja popularność, jeżeli nie wywołasz wokół siebie jakiegoś małego zamieszania? - Może nie zależy mi na popularności? - W to nie uwierzę – stwierdził Szymon – każdy, kto poznał jej smak, chce by trwała jak najdłużej. Dziennikarka poszukiwała desperacko sposobu, by uwolnić się od natręta, błagalnie popatrzyła na szefową, w nadziei, że ona podeśle jej jakiś pomysł. Ilona nic nie powiedziała, tylko wskazała na swój pierścionek zaręczynowy. Ewa pojęła w mig o co jej chodziło. Ściągnęła łapska aktora ze swojej tali i podeszła do okna. - Wybacz Szymonie – rzekła – ale, nie możemy się spotykać bo… Mam narzeczonego… o właśnie. Walendowicki podniósł się z kolan, jego asystent wyciągnął z kieszeni swojego płaszcza szczoteczkę i natychmiast wziął się za oczyszczanie spodni swojego szefa, na kolanach. - Narzeczonego? Kłamiesz – parsknął aktor – na pewno bym coś o tym wiedział. Napisaliby w gazetach. - On nie jest nikim znanym – skłamała kobieta – dlatego raczej nikt się nim nie interesuje. - Wiesz co? Nie wiem w co ty pogrywasz – parsknął aktor – ale wątpię w to, by ten twój „narzeczony” istniał naprawdę. Ty chyba po prostu jesteś lesbijką, no tak, to byłoby logiczne, inaczej nie oparłabyś się mojemu urokowi. Zawrzyjmy układ: za jeszcze jedno spotkanie i kilka fotek nikomu nie zdradzę twojej tajemnicy. Ilona mało nie przewróciła się słysząc, jakie wnioski wyciągnął Szymon, Ewa się wściekła. Miała ochotę przysunąć zadufanemu w sobie Walendowickiemu prosto w ten zadarty w chmury kinol. Z trudem się powstrzymała. - Wynoś się – warknęła zjadliwie – moje życie prywatne to zdecydowanie nie twoja sprawa. - A więc trafiłem w czuły punkt – uśmiechnął się krzywo Szymon – jesteś lesbą! Ewa popatrzyła na swoją sekretarkę, przejętą tym co usłyszała, oczyma wyobraźni już widziała, jak ta biega po całej redakcji i opowiada ten stek bzdur, wymyślony przez zadufanego w sobie aktora. Musiała wymyślić coś, co szybko ucięłoby wszelkie spekulacje na temat jej orientacji seksualnej. Na gwałt potrzebowała jakiegoś przystojnego mężczyzny, który nie należałby do świata wielkich mediów i nadawałby się do roli jej narzeczonego. Patrząc przez okno, spostrzegła na ulicy Damiana, właśnie łapał taksówkę. Do głowy przyszedł jej pewien pomysł: - Kiedy tu przyjechałeś – uśmiechnęła się – on wychodził właśnie ode mnie – oznajmiła – musiałeś go widzieć. - Kto wychodził? – Zapytał Walendowicki. - No, mój narzeczony – oznajmiła z dumą dziennikarka – ma na imię Damian, on woli, by na razie nasz związek pozostał tajemnicą, bo nie cierpi znajdować się w świetle obiektywów – kątem oka popatrzyła na Ilonę, redaktorka dawała jej dyskretne znaki, że mieszanie w całą aferę Rzemojewskiego to kiepskie rozwiązanie, jednak Ewa nie zrażona gestykulacją przyjaciółki ciągnęła dalej – nie noszę pierścionka zaręczynowego ponieważ go kocham i szanuję to, że on chce mieć odrobinę prywatności! Szymon przypomniał sobie mężczyznę, którego mijał przy windzie. - Tamten? – Parsknął – a co on niby ma takiego, czego nie mam ja? Przecież nic nie może mieć, bo ja mam wszystko… Ewa już chciała dodać, „ma rozum baranie”, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. - Po prostu go kocham – powiedziała z powagą, z trudem powstrzymując się, by nie parsknąć śmiechem. - Płaszcz – powiedział Szymon, asystent posłusznie wykonał polecenie, narzucił okrycie na plecy aktora – moje serce, to nie tarcza w którą możesz bezkarnie strzelać – stwierdził oschle – wychodzę, by cierpieć z godnością. Wiesz co? – pogroził palcem dziennikarce – nikt nie potraktował Szymona Walendowickiego tak jak ty. Uważaj by tego nie pożałować. Aktor ruszył do wyjścia w ślad za nim poszedł asystent, po chwili obydwaj byli już na korytarzu, czekając na windę. Ilona wyprosiła sekretarkę i zamknęła drzwi do gabinetu. Teraz mogły swobodnie porozmawiać. - Co za osioł – pokręciła głową redaktor naczelna – ale mu wypaliłaś z tym narzeczonym. - Nie wiem czy dobrze zrobiłam – westchnęła Ewa – ale musiałam coś zrobić, by ten palant się w końcu ode mnie odczepił. - Chyba wybrałaś niewłaściwy sposób – stwierdziła Ilona – jeżeli coś z tej dzisiejszej rozmowy przeniknie do jakiejś plotkarskiej gazety, to ten cały Damian chyba cię udusi… - Zrozum mnie – powiedziała Ewa – trochę spanikowałam, coś musiałam powiedzieć, sama z resztą…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dani
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…