Wróć do katalogu

Dziewczyna w czerwonym kapeluszu

Właściwie jest to nowela, ale może być traktowana również jako opowiadanie. Wydaje mi się dość bezbarwna, ale kilka osób mówiło mi, że nie jest najgorsza. Zobaczymy :)

Verity, opublikowano , 10 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wiosna w pełni. Chłopak rzucił kolejną garść okruchów tłoczącym się wokół jego stóp gołębiom. Ona nie lubiła wiosny. Ona jedna nie lubiła wiosny spośród wszystkich znanych mu osób. ”Jest zbyt radośnie” twierdziła. A on nie rozumiał, jak cokolwiek mogło być radosne za bardzo. I nie rozumiał też, jak mogła odejść. I pamiętał. To była wyjątkowo mroźna zima. Ludzie, jeśli w ogóle decydowali się wyściubić nos z domu, przemykali ulicami skuleni, okutani warstwami grubych płaszczy, kiwając się z boku na bok niby małe pingwiny, uginające się pod ciężarem gwiazdkowych zakupów. Wszystko było białe. Wyjątkowo w tym roku śnieg spadł tuż przed świętami, tak jak powinien, a to nie zdarza się często. Okrągłe szare kulki. Tak myślał o ludziach, śpieszących gdzieś i potrącających go co chwilę. Nie wiedzieć czemu, wszyscy uznawali za stosowne spowijać się zimą w brązy i szarości. Manifest zimowego letargu? A może chęć schowania się przed zimnem w ciepłych kolorach ziemi? Wtedy zobaczył ją. Z całą pewnością nie chciała się w niczym chować, a jeśli już przyszłoby wyczytywać z jej stroju jakiś manifest, byłoby to z pewnością „patrzcie na mnie”. Najpierw zamajaczył mu czerwony kapelusz, ostro odcinający się od szarości tłumu. Przyspieszył kroku, zaintrygowany. Po chwili ukazała się cała sylwetka odziana w czerwień nie mniej jaskrawą, niż ta zdobiąca nakrycie głowy. Poszedł za nią. Teraz nie umiałby dokładnie powiedzieć, dlaczego. Może po prostu przykuła jego oko swoją odmiennością, a może to przeznaczenie. Ale on nie wierzył w przeznaczenie. Minęli jedno skrzyżowanie, potem drugie, aż w końcu znaleźli się w dzielnicy, której nie znał. Teraz był już zaledwie krok za nią. Gdyby chciał, mógłby jej dotknąć. I wtedy ona przystanęła. Nie spodziewając się tego wcale, z całym impetem wpadł jej na plecy. Obróciła się. Wbrew jego oczekiwaniom, nie była wściekła. Więcej – śmiała się. - Dlaczego za mną idziesz? – Spod szerokiego ronda w kolorze maków wyjrzała drobna, piegowata twarz. Zielone oczy patrzyły niby to groźnie, a mały nosek zmarszczył się w wyrazie udawanej złości. - Ja… masz ładny kapelusz! – wypalił bez sensu. Dziewczyna zastanowiła się chwilę. - Jeśli naprawdę ci się podoba… To zatrzymaj go sobie! – jednym ruchem ściągnęła z głowy kapelusz, spod którego wysypały się proste, rude włosy i nacisnęła mu na głowę – Oddasz mi kiedyś… - dodała patrząc na niego spod oka. Nie zważając na jego bezgranicznie zaskoczoną minę obróciła się na pięcie i pomknęła w dół ulicy. Chłopak zamrugał oczami, jakby całe wydarzenie było snem, z którego za chwilę się obudzi. Popatrzył jeszcze przez chwilę, po czym ruszył w drogę powrotną. Zadanie nie należało do najłatwiejszych, jako że kompletnie nie wiedział, gdzie się znajduje. Do domu dotarł grubo po dwudziestej pierwszej. Otrzepał buty, zostawiając na wycieraczce niewielki, szybko topniejący kopczyk śniegu. Klucz jak zwykle nie chciał obrócić się w zamku. A za drzwiami powitało go pełne wyrzutu miauczenie głodnego kota. Niedbale rzucił siatki w kąt i ruszył do kuchni, starając się nie uszkodzić pałętającego się mu pod nogami zwierzęcia. Kiedy jest się samemu Wigilia to najsmutniejsze święto w roku. Wyjął z lodówki wątróbkę i powoli zaczął kroić ją na kawałeczki, co spowodowało kocie poruszenie gdzieś w okolicy jego stóp. Dlaczego w ogóle zamierzał ją obchodzić? I tak ten dzień nie będzie ani trochę inny od pozostałych. Nagle zdał sobie sprawę, że wciąż ma na głowie ten czerwony kapelusz. Czerwony kapelusz… Czerwony kapturek. Tak, ona z cała pewnością wyglądała jak czerwony kapturek. Ta drobna twarz, dziecięcy uśmiech. I zupełnie niepasujące rude włosy. Kto mając rude włosy ubiera się w ostrą czerwień?! „Oddasz mi kiedyś” powiedziała. A więc miało być jakieś „kiedyś”. Nie wiedzieć czemu, na tę myśl serce biło mu szybciej. Przez trzy następne dni spacerował wokół miejsca, gdzie widział ją poprzednio. Kilka razy wydawało mu się, że ją widzi, nie raz mignęło mi w tłumie coś czerwonego, ale za każdym razem przeżywał rozczarowanie. Raz był to pracownik kanalizacji w hełmie, raz nawiedzony narciarz w czapce z pomponem i dwa razy dość ekscentryczna staruszka – za każdym razem ta sama. W końcu czwartego dnia zdał sobie sprawę, że przecież ona nie musi mieć kilku czerwonych kapeluszy. Być może ten był jedyny, a że obecnie on jest w jego posiadaniu… Zasępił się. To była Wigilia. Dzień, w którym wszystkie szczęśliwe rodziny siadają do mniej lub bardziej wystawnej kolacji. A wszyscy samotni ludzie mogą się tylko posępnie wpatrywać w ogień, który jak na złość był również wesoły, wyrażając swą radość poprzez taniec płomieni i potrzaskiwanie palącego się drewna. Wigilia. Najsmutniejszy dzień w roku. Wstał, ubrał się i wyszedł. Nie wiedział, dlaczego to robi, ale skierował swe kroki w stronę kościoła. Nacisnął mosiężną klamkę i odsuwając ciężkie drzwi wsunął się do środka.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych