Wróć do katalogu

Dziwne wesele

Z życia mojej klasy

Alicja L, opublikowano , 8 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Do mojej klasy, w szkole średniej chodziło około trzydzieści małolatów, większą część stanowiły dziewczyny, ale nie miało to znaczenia. Od początku byliśmy klasą zgraną, jak rzadko która, szybko się ze sobą porozumieliśmy. W klasie było kilka mózgów ścisłych, kilka humanistycznych, a reszta to zwykła przeciętność. Wiedzieliśmy jednak, że musimy sobie pomagać w każdym tego słowa znaczeniu. Pomoc często polegała na podpowiadaniu i ściąganiu, ale jak trzeba było mobilizowaliśmy siły i braliśmy zagrożonego w obroty i musiał się poddać ogólnemu praniu mózgu, co skutkowało poprawieniem oceny. Co by jednak nie mówić, nie samą wiedzą człowiek żyje, szkoła średnia to nie tylko nauka, również pierwsze miłości, pierwsze randki, pierwsze rozczarowania. Konrad od początku pierwszej klasy, bardzo mi się podobał, ale on potrzebował trochę więcej czasu, aby dostrzec mnie wśród damskiej części ogółu. Dopiero po powrocie z wakacji, zauważyłam, że coraz częściej spogląda w moją stronę. Minęło jednak kilka ładnych tygodni zanim Konrad odważył się zapytać - Mariolu, pójdziesz ze mną do kina ? – Przez chwilę udawałam wahanie, ale w obawie, że się rozmyśli, wyraziłam zgodę. Następnego dnia lekko stremowana, ale wystrojona i lekko podmalowana przyszłam na umówione miejsce. Oboje byliśmy trochę zawstydzeni, przecież zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że przestajemy być kolegami ze szkolnej ławki, nasza znajomość nabierała innego charakteru. Czas, który spędziliśmy razem, uświadomił nam obojgu, że jest nam ze sobą dobrze, mamy dużo tematów do rozmów, mamy wspólnych znajomych wspólnych przyjaciół. Mamy też wspólne problemy szkolne i to wszystko jeszcze bardziej nas do siebie zbliża. Kiedy w klasie zorientowano się, że jesteśmy parą, nikt się specjalnie nie zdziwił, zaczęto o nas mówić – klasowa para – i już wszyscy wiedzieli o kim mowa. Fakt, że tworzyliśmy parę nie przeszkadzał nam bywać ze wszystkimi na dyskotekach, na babskich plotkach, czy Konradowi na męskich spotkaniach po meczach. Szkolne życie cementowało nasz związek, wzmacniało nasze uczucia, uczyliśmy się razem do klasówek, odpytywaliśmy się z wierszy wykuwanych na pamięć, sprawdzaliśmy swoje wypracowania, albo pisaliśmy je wspólnie troszkę zmieniając treść. Tak mijały kolejne lata nauki, aż przyszła ostatnia klasa – klasa maturalna. Uczyliśmy się w grupach lub samodzielnie, a my z Konradem często uczyliśmy się u mnie w domu, bo tu był największy spokój. Moi rodzice pracowali na zmiany, więc nikt nam nie przeszkadzał. Któregoś dnia, zamiast wziąć do ręki podręcznik od matematyki, zaczęliśmy się całować i lekcja matematyki zamieniła się w praktyczną naukę biologii i anatomii. Wiem brzmi to mało romantycznie, ale wcale tak nie było. Konrad delikatnie całował moje usta, delikatnie muskał moją szyję, czule całował moje oczy. Poddałam się urokowi chwili i z coraz większą przyjemnością oddawałam mu pocałunki. Nie pomyślałam nawet przez chwilę, aby mu powiedzieć, żeby przestał, z sekundy na sekundę pragnęłam go coraz bardziej. Kiedy odpinał zamek przy bluzie od mojego dresu, ja zdejmowałam mu sweter, gdy dotknął ustami moich piersi, zapomniałam o całym świecie zapomniałam o nauce, o maturze, nie myślałam o rodzicach, byłam cała jednym wielkim pragnieniem. Zbliżenie było jakby uwieńczeniem naszej miłości, szalone i jednocześnie spokojne, burzliwe i jednocześnie lekkie jak wiosenny deszcz. Później leżałam w jego ramionach, szczęśliwa z głową wypełnioną marzeniami, Konrad delikatnie gładził mnie po włosach i delikatnie całował po rękach. - Musimy, się ubrać – usłyszałam swój głos – niedługo wrócą rodzice, musimy się jeszcze pouczyć – dodałam Od tego dnia nasza nauka, przeplatała się z kochaniem i tak zbliżaliśmy się do matury. Pewnego dnia musiałam pójść do lekarza, zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, że mogłam zajść w ciążę, bo dopadły mnie poranne mdłości. Lekarzowi pozostało tylko potwierdzić moje podejrzenie. Powiedziałam o wszystkim…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych