ELFIE LEGENDY. Naszyjnik Dakerona
Pierwsza ze zbioru Elfich Legend. Związana z naszyjnikiem Dakerona, znakomitego żołnierza i rzemieślnika, budowniczego Błękitnego Miasta. Oraz jego syna który stał się opiekunem miasta. Tudzież o walce jaką stoczył o odzyskanie własnego honoru i sweg
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przed tysiącami lat gdy Królestwo Wiecznych Elfów dopiero się zradzało, mieszkał w jego zachodniej części znany wojownik Dakeron. Ten ów wielki elf i znakomity woj niejednokrotnie zasłużył się w boju o granice pierwszego na Kecie państewka. Prócz tego Dakeron był zmyślnym majstrem i kochał drogocenne klejnoty. Toteż Dakeron kupował je od krasnoludów bądź znajdywał na polach bitewnych. Orki często miały przy sobie zrabowane kupcom i podróżnym skarby. Z owych pięknych minerałów elf Dakeron wykonał jeden z najpiękniejszych na Kecie naszyjników. Wkrótce naszyjnik stał się jego symbolem, a do Newli stolicy królestwa dotarły głosy o niezwyciężonym wojowniku noszącym wspaniały klejnot. Za swą wierną i znakomitą służbę Dakeron dostał od króla Einoritra tytuł szlachecki i włości nad Owczą Przełęczą, skąd pochodził. Dakeron założył rodzinę i osiadł na owych ziemiach. Zbudował tam na stoczu Góry Anadron, górujące nad przełęczą miasto. Miasto uczynił najpiękniejszym po Newli miastem Królestw Elfów. W jego budowie pomagało mu wielu zaprzyjaźnionych krasnoludów, którzy dołożyli starań o niepowtarzalną architekturę budowli. Miasto nazwał Balandal, inaczej Błękitny. Błękitne bowiem były jego mury z białymi kafelkowymi drzewami na murach. Również budynki zbudowane były z błękitnych cegieł pokrytych licznymi ornamentami, oraz motywami roślinnymi. W mieście i na murach pełno było smukłych wieżyczek, a nad każdymi drzwiami jak i we wnętrzach pełno było zdobionych arkadowych, okrągłych bądź ząbkowanych łuków. Całość urozmaicona była krasnoludzkimi smukłymi kolumnami co trwożyło niesamowitą mieszankę architektury elfickiej z krasnoludzką. Nad całym miastem, u podnóża Anadronu znajdował się niewielki pałacyk rodu Dakerona wzniesiony w tym samym stylu. Przez lata Dakeron, jego żona i dwaj synowie żyli w spokoju. Samego Dakerona szybko jednak znużył wieczny żywot. Postanowił więc je zakończyć, co przyzwalało każdemu elfowi. Przedtem jednak na rynku Błękitnego Miasta kazał wznieść postument, a na nim umieścić w szklanym kontenerze swój piękny naszyjnik. – Tak długo jak pozostanie tu ten wspaniały klejnot, tak długo miasto będzie silne i piękne. – A swe słowa kazał wyryć na postumencie. Kilka dni potem wsiadł na swego konia i pojechał w kierunku Złotego Mostu na Ottocie. Mostu łączącego Królestwo Elfów z Miastami Krasnoludów a dalej z Kultem. Dalszy ślad po nim zaginął. Jedynie krasnoludzcy kupcy z Gór Złotych wspominali coś o elfie w zbroi jadącego przez Wielkie Pustkowia w kierunku Bagien Zobny. Przez lata miasto rozwijało się i pozostawało silne i piękne, tak jak przepowiadał Dakeron. Dla elfów z Balandal przyszły jednak cięższe czasy. Nad Granicami Królestwa, w niezamieszkałej i ciężko dostępnej części Gór Białych pojawił się potężny i chciwy ludzki mag, Wighar. Ów niegodziwiec zapragnął kontrolować tą piękną krainę i wspaniałe miasto. Po wielokroć atakował elfów z Balandal i samo miasto, nie odnosząc jednak sukcesu. Przepowiednia Dakerona działała. Wszelako podczas jednaj z bitew, gdy wszyscy mężczyźni z miasta walczyli z Ardulami, człekokształtnymi, mocno pozniekształcanymi i pozbawionymi skóry stworami maga oraz jego najemnymi strażnikami nad jeziorem Hafe, zdarzył się wypadek. Wighar dzięki swym sztuczkom dostał się niepostrzeżenie do Balandal i ze szklanego kontenera skradł naszyjnik Dakerona. Gdy po kolejnym zwycięstwie Dakeron Ar-Tan i jego brat Ramsib powrócili do Balandal zastali mieszkańców w rozpaczy. Wiadomość była dla nich zatrważająca. Ich święty artefakt zniknął i to w biały dzień, przy mieście pełnym elfów. Nikt nie wiedział co się naprawdę stało choć podejrzenia były oczywiste. Choć armia Wighara była zniszczona to on sam mógł ją szybko odbudować, a bez amuletu miasto nie mogło liczyć na pomoc dobrych duchów. Wieść o haniebnej dla elfów kradzieży szybko się roznosiła i niebawem miasto straciło swą silną pozycję. Przestali do niego przyjeżdżać kupcy, a mieszkańcy stali się smutni i posępni. Nawet wśród swych rodaków byli wytykani i pomijani, nie mówiąc o przybyszach spoza Królestwa. Co gorsza, zawzięci wrogowie elfów, haramidzi uważali za dyshonor pokonanie i zabicie w walce elfa z Błękitnego Miasta, Balandal. Lord Dakeron Ar-Tan, jako najstarszy syn Dakerona, wódz miasta, mocno był zaniepokojony tym stanem rzeczy. Postanowił więc samotnie wyruszyć na poszukiwanie złodzieja i wymierzając mu sprawiedliwość za jego podłe czyny odzyskać naszyjnik swego ojca. – Bracie – zwrócił się do Ar-Tana Ramsib – Pozwól że będę ci towarzyszył w twej podróży. I choć jestem ranny to na pewno pomogę. – Nie. Pod moją nieobecność twoje miejsce jest tutaj. Musisz zapanować nad tym miastem dopóki nie powrócę. Twe rany są ciężkie, a prócz tego jednemu łatwiej się będzie przedostać do zamku i zgładzić tą zarazę jaka niszczy naszą krainę. Ramsib przystał na prośbę brata i pozostał w mieście. Sam Ar-Tan przywdział zbroję, błękitny napierśnik z rysunkiem naszyjnika, granatowe, stalowe nagolenniki i buty z siwej skóry. Zabrał zdobiony, refleksyjny elfi łuk z kołczanem, jak również wykonany na zamówieni zdobiony młotek rycerski. Pożegnał się z rodziną i obywatelami miasta otrzymując liczne dary, spodziewał się bowiem że może już nigdy nie powrócić. Wsiadł na swego siwego wierzchowca Netepa i ruszył na północ. Podróżował wiele miesięcy przemierzając wzgórza i doliny, szczyty i padoły Gór Białych. Nigdzie nie potrafił jednak trafić na ślad Wighara, bądź drogę do jego warowni. Ten jakby zniknął z jego rodowym skarbem. Po roku bezowocnych poszukiwań dotarł do Ogaati. Górzystej krainy nad źródłami rzeki Keffu pokrytej lasem, której północny kraniec był jednocześnie granicą Królestwa Wiecznych Elfów. W miejscu gdzie granica stykała się z puszczą, dostrzegł gorejącą łuną za wzniesieniem. Wjechał więc na nie i spostrzegł dwie walczące ze sobą istoty. Anioła boga Xepu i anioła boga Vyre. Anioł Vyrego przegrywał. Ar-Tan zdjął więc łuk i strzelił do anioła Xepu. Anioł boga krasnoludów był mu znacznie bliższy ze względu na przyjaźń między krasnoludami a elfami, niżeli drugi. Anioł Xepu ugodzony strzałą elfa nie poległ lecz ugiął się lekko co wykorzystał anioł krasnoludów i zabił przeciwnika. Ciało wrogiego anioła opadając rozbłysło i znikło. Ar-Tan na swym koniu zjechał ze wzgórza i skierował się ku zmęczonemu aniołowi. – Dziękuję przyjacielu za twą pomoc. Pozwól więc że ci pomogę w twej wędrówce. Aczkolwiek wiem kim jesteś i czego poszukujesz. – Rzekł do niego anioł, a jego dziwnie brzmiący głos wbijał się i szumiał w powietrzu. – Wszak jesteście aniołami, dlaczego więc ze sobą walczyliście ? – Nie mogę ci na to odpowiedzieć. Są rzeczy których mieszkańcy Ziji wiedzieć nie winni. Mogę ci jedyni wskazać drogę i miejsce gdzie znajduje się poszukiwana przez ciebie osoba. – Wobec tego gdzie jest ludzki mag Wighar ? – Rusz zatem na południe przez jakieś dwa kilometry aż dotrzesz do rzeki Keffu. Poruszaj się jej lewym brzegiem wraz z biegiem nurtu. Po kilku dniach opuścisz Ogaatię, a po kilku następnych dniach trafisz na dolinę pośród gór. Z tamtej doliny wychodzi jedna droga, prowadzi ona prosto do źródeł Ottotu. Tylko nie skręcaj z niej bo zbłądzisz i nie dotrzesz nigdy do celu. Na tej drodze nie natrafisz na żadnego z Arduli. Stwory Wighara nie znają tych terenów. Jak tylko dotrzesz do Ottotu podróżuj razem z jej biegiem aż nie natrafisz na wodospad. Tam już będziesz wiedział co uczynić. Ar-Tan podziękował za pomoc i ruszył drogą wskazaną przez anioła . Podróżował przez wiele dni i nocy rzadko napotykając kogoś ze swych rodaków. W owych dniach Królestwo było jeszcze słabo zamieszkane przez elfy, natomiast watahy wilków i szwędające się po lasach i wyżynach ghule były widokiem dość częstym. Syn Dakerona dotarł wreszcie po tygodniu do polany między górami, nad rzeką Keffu. Nie było tam jednak żadnej drogi. Elf poczuł się oszukany. Wszelako nie poddawał się i wjechał na północno – zachodni skraj doliny. W dole widać było niewielką polanę od której odchodziła droga na północ. Na polanie była grupka pokracznych istot Wighara. Anioł mylił się. Stwory maga wiedziały o tej ścieżce. Te tymczasem zbierały się do drogi, a po kilku chwilach wyruszyły na północ. Zaś za nimi ruszył Ar-Tan mając nadzieję że doprowadzą go do twierdzy Wighara. Przez kolejne dni elf podążał śladami stworów ku źródłom Ottotu, ciągle pozostając dzień za nimi. Będąc już nad samym Ottotem syn Dakerona zbliżył się do grupki stworów na odległość kilkudziesięciu metrów. Nie wiedział jak blisko nich się znajduje dopóki nie usłyszał odgłosów walki. Zsiadł z Netepa i wczołgał się na wzgórze. Tam piątka Arduli atakowała dwóch, jeszcze żywych krasnoludów. Ar-Tan przez moment przyglądał się walce, lecz gdy jeden z krasnoludów padł Ar-Tan podniósł się z ziemi. Ściągnął swój kompozytowy łuk i strzelił do jednego ze stworów. Strzała przeszyła ciało pokraki pozostając w jego trzewiach. Walczący jednak nie spostrzegli co się dokonało. Kolejna strzała jaką wypuścił elf przemknęła koło głowy krasnoluda i przeszyła ciało stojącego za nim Ardula. Krasnolud na początku przeraził się, myślał że strzała wymierzona była w niego, lecz gdy spostrzegł elfa powrócił do walki. Jeden z potworów Wighara pozostał walcząc z krasnoludem a pozostałe dwa pobiegły ku Ar-Tanowi. Nie zdołały jednak do niego dobiec. Elf szybko wystrzelił jedna po drugiej swe strzały, celnie trafiając przeciwników w głowy. Tymczasem walczący z krasnoludem stwór zasłaniał się mieczem przed mocnymi uderzeniami krasnoludzkiej halabardy. W końcu jednak potwór wyczerpany wypuścił przy kolejnym uderzeniu pordzewiały długi miecz, a po chwili padł bez łba na ziemię. Ar-Tan zszedł ze wzniesieni a za nim podążył jego koń. Elf podszedł do układającego zwłoki swych dwóch towarzyszy, krasnoluda. Ten podniósł się z ziemi i rzekł. – Co w tych stronach robi elf. Jeszcze sądząc po zbroi szlachcic ? – To samo mógłbym rzec o tobie, mały przyjacielu. Daleko stąd do Gór Złotych, a do Gór Sajsi jeszcze dalej. Krasnolud usiadł na niewielkim kamieniu a obok niego spoczął elf. – Zostaliśmy wysłani przez naszego pana, Kagawę aby dogłębni zbadać tereny prze które nasi ojcowie przechodzili do Gór Złotych. – Krasnolud opuścił głowę – Cała nasza chorągwia została wyrżnięta w pień. Stu żołnierzy. Tylko ja, Wurak i mich dwóch towarzyszy ....... przeżyło. Nie mogliśmy skierować się prosto do domu bo te paskudy czuwały na wszystkich drogach. Udaliśmy się na wschód, lecz te imbecyle odnalazły nas. Teraz pozostał jedynie Wurak. – Ja jestem Lord Dakeron Ar-Tan. Władca Balandal i Owczej Przełęczy. – Tyś jest władcą Balandal. Mój brat ......... bywał tam z karawaną. Więc to ty jesteś tym wodzem plemienia które utraciło honor ?!- Elf wyglądał na nieco zmieszanego. – Czegoż to może ode mnie chcieć elf bez honoru ? – Ar-Tan przez moment milczał. – Chcesz pomścić śmierć swych towarzyszy ? – Nie dość żeś jest pozbawiony godności to do tego jesteś wariat i szaleniec. Może te stwory to tępaki, ale jest ich tak wiele. A ich zamek to nie jakaś lepianka, lecz mała warownia. – Tak czy inaczej tam zmierzam i mam cel zabić Wighara. Jak również odzyskać naszyjnik mego ojca. Możesz mi pomóc prowadząc mnie do zamku. Tam ja odzyskam skarb mego ludu a ty pomścisz swych rodaków. Czy jednak to co powiadają o szaleńczej odwadze krasnoludów to mit. – Jesteś szalony. A my jesteśmy już zabici. – Wurak myślał przez chwilę – Poprowadzę cie do zamku tego przeklętego Wighara. – Zatem ruszajmy, mój koń poniesie nas oboje, ty tylko wskazuj drogę. Ar-Tan wsadził krasnoluda na wierzchowca po czym sam wskoczył i ruszył wzdłuż biegu Ottotu. Przed nimi wiele było kilometrów. Drogi w Górach Białych były raczej w owych czasach jeszcze rzadkością, zatem podróżowanie sprawiało wiele trudności. A dotarcie do celu niekiedy zajmowało wiele czasu, koń niekiedy pozwalał pokonywać drogę szybko, lecz czasem sprawiał jedynie kłopot. Czasem Ar-Tan trafiał na ślad Arduli, lecz nich samych widać nie było. Okolica była cicha i spokojna, jedynie szum rzeki i śpiew ptaków. Czasem pojawiały się w oddali wilki, ghuli natomiast nikt nigdy nie uraczył nad Ottotem. Tak jakby te rejony je odstraszały. Po kilku dniach podróży, z rana, elf i krasnolud dotarli do wodospadu. W oddali, na drugim brzegu rzeki widać było niewielki i niedokończony zamek ludzkiego maga Wighara. Zamek Złożony był z dwóch części. Obie otoczone były wysokim murem. W pierwszej części zamku trwała budowa dwóch wysokich wież, natomiast w drugiej części stały cztery wieże połączone w wielu miejscach korytarzami. Wszystkie wieże zakończone były spiczastym dachem z chorągwiami maga. Jedna z nich stanowiła siedzibę Wighara. Za nimi był mały budynek jeszcze w budowie oraz mury kończące warownię, również otoczone rusztowaniami. Koło rusztowań stały cztery namioty, brak jednak było kogokolwiek w pobliżu. Również rusztowania pozostawały puste. Zamek wyglądał jak umarły. Tuż przed wodospadem nad rzeką rozwieszony był długi linowy most prowadzący tuż pod bramę zamku. Ar-Tan wraz ze swym towarzyszem schował się za skałą i poczekał do zmroku. Mimo upływu wielu godzin włoku zamku nie pojawiła się żadna żywa istota. Kiedy zapadła już noc, Ar-Tan i Wurak wyszli z ukrycia i udali się ku mostowi. Ukradkiem przemierzyli linowy most, a następnie dostali się do niedokończonej części murów. Wnet jednak z ciemności pod rusztowaniami wyłonił się Ardul. Zdążył jedynie cicho krzyknąć nim krasnoludzka halabarda rozłupał go na pół. Kawałki ciała stwora opadły na ziemię. Sam Wurak nie przejął się tym zbytnio i począł oglądać rusztowania. – Kiepska robota, nie to co nasze. – rzekł z pogardą – Dalej musisz iść jednak sam, ja nie wdrapię się po tych pokracznych deskach. – Dlaczego, chyba nie boisz się wysokości – Dakeron spojrzał w górę i jego samego przeszły ciarki, przed nim stał czternasto metrowa ściana otoczona pokrzywionymi i połamanymi deskami. – Nie ! – Krasnolud lekko się zdenerwował – Po prostu jestem za niski aby tam wleźć – wymamrotał. Ar-Tan z lekkim lękiem począł wspinać sie po rusztowaniach. Robił to powoli i ostrożnie, mimo to niektóre deski trzeszczały pod jego nogami a inne nawet pękały. W końcu jednak dotarł na szczyt rusztowań i zeskoczył na mury otaczające całą twierdzę. Po stromych lecz szerokich schodach udał się na sam dół. Będąc już u podnóży murów dostał się drzwiami na niewielki słabo oświetlony dziedziniec między wysokimi wieżami. Gdzieniegdzie między kolumnami u podstaw wież pojawiały się cienie stworów żadnego jednak nie zauważył, a w dodatku żaden z nich nie wyczuł obecności elfa. Przekradł się do kolejnych schodów i wszedł na pierwsze piętro jednej z wież. Gdzie jednak był Wighar ? Jak go znaleźć w gąszczu korytarzy i pomieszczeń ? Ar-Tan czół jednak obecność naszyjnika swego ojca, jego bliskość i siłę którą się teraz kierował. Mimo to błąkał się po wierzy przez ok. dwie godziny przez nikogo nie dostrzeżony. Wurak przez ten czas mocno się niecierpliwił ale brak odgłosów alarmu dowodził że elf jeszcze żyje. W końcu młody Dakeron trafił na piętnaste piętro wieży do której dostał się na początku. Były tam tylko jedne drzwi. Otworzył je więc i wszedł do długiego korytarza, łączącego ze sobą górne piętra dwóch południowych wież. Przez całą długość przejścia, po obu stronach znajdywały się okna z których widać było Ottot i dziedziniec zamku. Na końcu korytarza stał jeden z Arduli pilnujący drzwi. Elf zauważył go zanim ten dostrzegł jego. Delikatnie zdjął z pleców łuk i przygotował strzałę. Ta pozostawiła po sobie jedynie cichy świst i martwego stwora. Ar-Tan po otwarciu drzwi na końcu tunelu znalazł się w wielkiej oświetlonej sali z licznymi obrazami i gobelinami przykrywającymi ściany. Wiele było tam dzieł sztuki i innych licznych skarbów. Pełno też było ksiąg i magicznych przedmiotów. Po prawej stronie, tuż przy ścianie były schody prowadzące na poddasze budynku. Ar-Tan powoli wszedł wyżej do sypialni Wighara. Tam obok sporego teleskopu skierowanego na szklaną część dachów stało ogromne baldachimowe łoże. W nim też spał ludzki
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil chajr-ad-din
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…