Wróć do katalogu

Elfy z Przeklętej Puszczy rozdział II

Retrospekcja, pierwsze spotkanie Enrajan z Czarnymi Elfami, geneza nazwy elfów

Mitra, opublikowano , 27 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Z lasu gdzie drzewa gubią srebrzyste diamenty łez wychodzą zastępy wojowników, istoty piękna, lecz ich dusza obłędna, toż to elfy elfy zapomnienia.

Ręce krwią zbrukane oczy daleko w nicość skierowane, czarne szaty otulają ciała księżyc rzuca poświate unosząc ich cienie daleko pośród drzew. Niedostrzeżalni bogowie leśnej otchłani, cięciwy drżą w ich smukłych dłoniach a strzały przeszywają z okrucieństwem wrogów. Wzrok nasz niedościgion ich prędkości.

Za dnia w oddali lasów słychać śliczną toń głosów, zaś nocą przeraźliwy jęk upadłych elfich aniołów, więc strzeż się śmiertelniku - jest to niepojęte, jesli przekroczysz terytorium wieść będziesz życie upadłe i niepojęte męki w piekle....." Dark Rose

30 lat wcześniej

Młody książę Konste schylił się nad niewielkim strumykiem aby napić się świeżej wody. Po chwili podniósł się i spojrzał na swoich przybocznych. Kilkunastu konnych stało pomiędzy drzewami parę metrów od strumyka. Byli to doświadczeni wojownicy przydzieleni mu przez króla Arahta. Od ponad czterech tygodni, które minęły od opuszczenia Enraji podróżował wraz z nimi. Celem podróży był obóz, który znajdował się w głębi Newastańskiej puszczy. Konste pierwszy raz w życiu znajdował się tak daleko od ojczyzny i pierwszy raz w życiu miał zobaczyć na własne oczy wojnę. Jego ojciec, jak przystało na enrajańskiego króla, od dzieciństwa wpajał swoim synom wojenne rzemiosło. Sztuka walki i dowodzenia była jedną z najważniejszych umiejętności jakie powinien posiadać władca Enraji. Szesnastoletni Konste był już wystarczająco dorosły aby zobaczyć jak naprawdę wygląda to, o czym jego ojciec i bracia opowiadali mu od najmłodszych lat. Teraz nadchodził czas aby młody książę usłyszał okrzyki wojowników i krzyki rannych, zobaczył krew i poczuł jej zapach unoszący się nad polem bitwy, aby poczuł radość ze zwycięstwa. Nad lasem zapadał zmrok, tarcza słońca niedawno przestała rozpraszać mrok puszczy. Według wiadomości jakich dostarczali królewscy posłańcy do królewskiego obozu pozostały najwyżej dwie godziny drogi, jednak wojownicy postanowili rozbić obozowisko. Dalszy marsz nie był możliwy. W lesie panowała nieprzenikniona ciemność, przez liście nie przedostawało się nawet blade światło księżyca. Z resztą, nawet gdyby w tej ciemności jeźdźcom udało się zbliżyć do obozowiska wojska mogliby narazić się na niebezpieczeństwo. Warty mogłyby wziąć ich przez pomyłkę za wrogów i bez ostrzeżenia zaatakować. Król na pewno kazał wzmocnić straże, zwłaszcza że niedaleko znajdował się cel wyprawy – leśne miasto Ulthia - najdalej wysunięta na północ osada elfów zwących się Hethiva. Według opowieści ludzi toczących z nimi niegdyś wojny, elfy te atakowały głównie w nocy. Podczas ostatniej wojny, stoczonej ponad czterdzieści lat temu, Balanowie, zamieszkujący niedaleko puszczy, ponieśli druzgocącą klęskę a ich armia została niemal całkowicie unicestwiona. Główna bitwa miała miejsce właśnie nocą, w dodatku niedaleko miejsca gdzie teraz znajdował się obóz króla – na leśnych wzgórzach zwanych od czasu tamtej bitwy Martwymi. Nie dawało to spokoju młodemu Konsteowi – im bliżej Martwych Wzgórz tym trudniej było mu zasnąć. Jak na pierwszą daleką wyprawę Newastańska puszcza, zwana częściej Przeklętą, nie była nazbyt napawającym poczuciem bezpieczeństwa miejscem. Wiele armii znalazło w Przeklętej Puszczy swój koniec. Wszyscy dowódcy byli pewni swojego zwycięstwa, wszyscy widzieli oczyma wyobraźni bajecznie bogate łupy, wszyscy czuli przyszłą sławę... ale żaden z niech nie wyszedł żywy z puszczy. Nieliczni żołnierze wrócili do swych domów by opowiedzieć co wiedzieli. Wszyscy opowiadali o nocnej rzezi, niewidzialnych wojownikach atakujących ze wszystkich stron, ożywających drzewach i przerażającej magii siejącej śmierć. Hethviańskie elfy były najgroźniejszymi o jakich kiedykolwiek słyszano a nocna zasadzka była ich ulubioną bronią. Napawało to przyzwyczajonych do honorowego pojedynku Enrajan obrzydzeniem. I strachem. Paradoksalnie, były to najważniejsze czynników decydujących o podjęciu wyprawy wojennej: Balanie i inne ludy niedawno przyłączone do Królestwa nie darzyły Enraji wystarczającym szacunkiem i podziwem. Zwycięstwo nad elfami, których tak się wszycy bali, dałoby królowi ogromne poważanie wśród nowych poddanych. Poza tym, wedle opowieści elfy dysponowały olbrzymim bogactwem, które nie mogło przejść Enrajanom koło nosa. Król Arath wystawił więc znaczną armię liczącą prawie pięćdziesiąt tysięcy doświadczonych żołnierzy pod doskonałym dowództwem. Była to największą armia jaka kiedykolwiek weszła do Puszczy, ponad trzykrotnie silniejszą niż balańska armia rozbita przed laty. Enrajanie byli pewni zwycięstwa. Pewność, z jaką król Arath wchodził do puszczy była jedyną rzeczą pomagającą Konsteowi zasnąć każdej nocy w tym niegościnnym miejscu. Wieczorami młody książę nie mógł z nikim porozmawiać, nie widział nawet swoich towarzyszy gdyż nie palono ogniska aby nie zwrócić na uwagi wrogów. Zmroki były najgorsze. Konste cały czas wsłuchiwał się w szum drzew wysłuchując odgłosów kroków albo miecza wyciąganego z pochwy... Ciemność i przerażająca cisza, nawet doświadczeni żołnierze z trudem to wytrzymywali. Młodzieniec nie mógł się doczekać chwili spotkania z ojcem i braćmi – w jego mniemaniu tylko przy nich mógłby poczuć się bezpieczny. Tej nocy nie było inaczej... może nawet gorzej. Świadomość, że ojciec i bracia znajdują się tak blisko, a także bliskość Martwych Wzgórz nie dawały księciowi zasnąć. Tęsknota za rodziną i strach oddziaływały z niezwykłą siłą. Konste nawet zastanawiał się, czy nie jest to jakaś magiczna sztuczka elfów. W końcu jednak zmęczenie zaczęło przezwyciężać strach i młodzieniec zaczął powili zapadać w sen. Wszystkie myśli ulatywały i zastępował je szum liści. Potem i szum także zamilkł. Konste zasnął, ale nie było mu dane długo spać spokojnie. We śnie widział wojowników mordowanych przez przerażające, ciemne postacie, słyszał świst strzał, szczęk stali i krzyki konających. Usłyszał wysoki gwizd, krzyki zaczęły wzmagać się coraz bardziej, odgłosy walki stawały się coraz bardziej realistyczne. Choć sam widok walki zniknął koszmar z każdą chwilą stawał się coraz gorszy. Konste niczego tak nie pragnął jak w końcu się z niego zbudzić. Z całych sił próbował otworzyć oczy. Jakże się przeraził kiedy zdał sobie sprawę z tego, że jego oczy są już otwarte! To nie był sen, to się działo naprawdę! Zerwał się na równe nogi ale ktoś go złapał i przewrócił z powrotem na ziemię. Książę zaczął krzyczeć z całych sił, ale szybko poczuł na ustach ciężką dłoń. - Cichoo, Konste! - odezwał się znajmy głos jednego z przybocznych. - Atakują ich, ale my im nie możemy pomóc. Bądź cicho, bo oni nie będą mogli pomóc nam tym bardziej! Konste, przerażony do szpiku kości, leżał na wznak i wsłuchiwał się w odgłosy bitwy. Wszystko wskazywało na to, że wojsko królewskie znajdowało się bardzo niewesołej sytuacji. Pomimo wzmożonej czujności wart wrogom prawdopodobnie udało się zaskoczyć żołnierzy. Wszystko zgadzało się z tym co mówili Balanie: przeklęte, pozbawione honoru elfy atakowały z zaskoczenia w środku nocy. “Tchórze! Przeklęci tchórze!” - myślał Konste, tymczasem odgłosy bitwy stawały się coraz głośniejsze. Gdzieś pomiędzy drzewami majaczyły pomarańczowe światła, które powoli zbliżały się w strone obozowiska. Starcie wyraźnie przesuwało się w stronę wędrowców. Słychać było już wyraźnie pojedyncze krzyki i nawoływania. Jednak bardziej niepokojące było to, że wszystkie krzyki bez wątpienia były ludzkie. Wszystkie głosy były nawoływaniami i rozkazami wykrzykiwanymi w języku Enraj. Nie było słychać żadnego innego języka, tak jakby Enrajanie walczyli z jakimiś upiorami. - Schowajcie wszystkie rzeczy niepotrzebne do walki pod krzakami Wszyscy do mnie. Uformować okrąg wokół księcia. - mówił cichym, ale stanowczym głosem Karir – przyboczny który nadal trzymał Konsteowi ręką na ustach - dowódca straży. - Wygląda na to że pierwsza bitwa w Twoim życiu, książę, nie będzie wyglądać tak, jak to sobie wyobrażał Król... - rzekł pochmurnie Karir – wszystko co mówili Balanie to prawda... - przyboczni formowali ciasny szyk bojowy wokół Konstea i Karira. Konste przez chwilę jeszcze zastanawiał się dlaczego królewscy wojownicy zmierzają w tą stronę – przecież obóz Króla znajdował się w odwrotnym kierunku. Odgłosy starcia zbliżały się coraz bardziej, światła pochodni przemykały pomiędzy drzewami, dowódcy nawoływali swoich żołnierzy do siebie i wydawali rozkazy, ale poza komendami i przekleństwami wciąż nie było słychać żadnych słów innych niż w języku Enraj. Nie było słychać już także szczęku stali świadczącym o bezpośrednim starciu piechoty, tylko świst strzał i krzyki rannych ludzi. Atakowani żołnierze, około czterdziestu ludzi, starali trzymać się razem uformowani w eliptyczny szyk, przesuwali się w stronę Konstea i jego przybocznych. Światło pochodni pozwalało nie poprzewracać się ludziom na ziemię, ale dawało też napastnikom doskonałą widoczność celu. Przyboczni księcia widzieli jak co chwilę któryś z atakowanych przewraca się na ziemię rażony strzałą, żołnierze wciąż się zbliżali. Przeklęte elfy... - mruczał pod nosem Karir. - Na mój znak wszyscy wstajemy i biegniemy w stronę kolumny, trzymamy cały czas szyk! - potem zwrócił się do księcia – Książę, trzymaj się w śroku szyku. Na komendę wszyscy rzucili się w stronę wojska zachowując cały czas obronny szyk i wykrzykując enrajańskie zawołania. Czoło wojska zatrzymało się, widać było że dowódca i jego najbliżsi towarzysze otworzyli szeroko usta za zdziwienia. Żołnierze z dalszej części kolumny zaczęli wpadać na towarzyszy z przodu. Atakujący prawdopodobnie też sie zdziwili gdyż przez chwilę strzały przestały śmigać w powietrzu. Szybko jednak wznowili atak a żołnierze przyjęli z powrotem postawę obroną klękając za tarczami. Konste i Karir dobiegli do czoła kolumny a straż przyboczna szybko utworzyła krąg wokół księcia oraz dowódców. - Co się dzieje?! - wykrzyczał Karir do dowódcy kolumny, jednak ten gapił się na niego jak na ducha i nie mógł z siebie wydusić ani słowa. - Jestem Karir Uris, przyboczny księcia Konste'a – zaczął szybko tłumaczyć przyboczny wskazując jednocześnie na Konstea – Spaliśmy kiedy się pojawiliście. Co się dzieje?! - Zaatakowali nas! - krzyknął dowódca oddziału wyglądający na coraz bardziej zdziwionego. - Co ty nie powiesz... - rzucił sarkastycznie Karir - Kiedy i gdzie? I gdzie jest główna armia? - Niecałą godzine drogi przed nami jest główny obóz. Jestem dowódcą przedniej straży – zaczął mówić żołnierz odzyskując najwyraźniej pełnie władz umysłowych. Podczas patrolu natknęliśmy się się... - Jak to „przed nami”??!! Tam??!! - wrzasnął Karir wskazując palcem za siebie – przecież wojsko powinno być za nami! Oddalacie się od obozu a nie zbliżacie! - Chyba zabłądziliście... łatwo się tu zgubić. Nieważne. Nadzialiśmy się na oddział elfów i wracamy do głównego obozu. Połowa moich ludzi padła. Drugi oddział chyba już nie istnieje... Zbierajmy się i to szybko, czuję że król również może mieć kłopoty. Karir chciał zaprotestować ale dowódca oddziału go zignorował i kazał ruszyć. Kolumna znów ruszyła, książę szedł za kilka kroków za Karirem otoczony przez przybocznych, strzały śmigały nad głowami, albo rozbijały się na tarczach. Co jakiś czas któryś z wojowników padał na ziemię trafiony. Konste cały czas rozglądał się dookoła próbując wypatrzyć któregoś z atakujących, ale był najniższy ze wszystkich więc nie wiele mógł zobaczyć. Zauważył tylko, że od czasu do czasu któraś ze strzał spadała w środek oddziału. Łucznicy musieli więc wskakiwać na drzewa i stamtąd oddawać strzały. Jedna z nich trafiła w głowę żołnierza obok księcia. Nieszczęśnik jęknął, upuścił miecz i padł na kolana po czym osunął się na ziemię. Reszta żołnierzy niemal tego nie zauważyła, wojownik idący za rannym po prostu przeszedł po nim nie opuszczając nawet wzroku! Młodzieńcowi zakręciło się w głowie i omal nie upadł, któryś z żołnierzy go podtrzymał. - Jakto?! - wrzask Karira usłyszeli chyba wszyscy. Przyboczny nie zwalniając kroku odwrócił się na chwilę w stronę księcia a w jego oczach widoczne było niewypowiedziane zdziwienie pomieszane z niedowierzaniem. Przyboczni, którzy słyszeli rozmowę Karira z dowódcą wojska cały czas patrzyli po sobie z nie mniejszym zdziwieniem. Konste zbliżył sie do dowódców aby dowiedzieć się co się stało. Nie musiał sie o nic pytać – Karir od razu wrzasnął: - On mówi, że zniknęliśmy przedwczoraj! - Co?! Jakto?! Rozmawialiśmy z posłańcem jeszcze dziś! - Posłaniec widział się z wami przedwczoraj, od tamtego czasu nikt nie miał o nas żadnych wieści. - wtrącił przywódca żołnierzy. Konste spojrzał z niedowierzaniem na niego, potem na Karira, który był nadal oszołomiony. Chciał coś jeszcze powiedzieć ale nagle poczuł, że jego ciało coś oplątuje i z coraz większym trudem może się poruszać. Spojrzał dookoła, wojownicy z przerażeniem patrzyli jak z ziemi wyrastają korzenie i rosnąc szybko oplątują nogi, ręce i torsy uniemożliwiając swobodny ruch. Wojownicy próbowali się wyrywać, ciąć przeklęte rośliny mieczami, ale na nie wiele się to zdało. Korzenie i liany coraz mocniej oplątywały żołnierzy. Zaczęły dotkliwie parzyć skórę. A strzały wciąż śmigały. Pozbawieni możliwości obrony nieszczęśnicy kolejno przebijani kolejnymi salwami. Niektórzy ranni, inni juz martwi nie padali na ziemie, ziele utrzymało ich ciała w pozycji w

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych