Elfy z Przeklętej Puszczy rozdział III
Dzień po masakrze u źródła Anrasej - Enrajanie liżą rany, Elfy obmyślaja plan dalszego działania
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Iktar obudził się i powoli otworzył oczy, rozejrzał się wokół. Leżał na łóżku znajdującym się wewnątrz dużego namiotu. Podniósł głowę ale chwilę późnij znów ją opuścił. Czuł, jak czaszka zaczyna pulsować z bólu. Cierpienie powoli rozlewało się równomiernie po całym ciele. Młodzieniec patrzył tępo w dach namiotu nie mogąc sobie przypomnieć przyczyny swojego stanu ani sposobu, w jaki znalazł się tutaj. W ogóle nic nie pamiętał. Zamknął oczy. Z wolna zaczął przypominać sobie ostatnie dni spędzone w drodze wraz ze swoimi przyjaciółmi. Celem wędrówki było źródło rzeki Anarsej – miejsce zebrania królewskiej armii przed wyruszeniem na wyprawę wojenną w głąb Farisu – rozległego lasu na północy królestwa. Młody człowiek powoli przypominał sobie szczegóły drogi, jaką przebył. Rozmowy prowadzone ze swoimi towarzyszami i strażnikami jednocześnie. Nieświadomie wykrzywił usta w lekkim uśmiechu na myśl o dowcipach najbardziej zwariowanego z przybocznych. Nagle nieświadomy uśmiech zniknął z twarzy, czoło w jednej chwili zlało się potem a całym ciałem wstrząsnął dreszcz, następnie przeraźliwe zimno ogarnęło każdą jego część. Nie żyją. Wszyscy są martwi. Wszyscy jego przyboczni i przyjaciele zginęli. Zabici przez przerażające istoty. Promień silnego bólu wbił się w ramię i szybko rozlał się na całe ciało. Iktar głośno jęknął i z trudem otworzył oczy. Spojrzał na zraniony członek. Ramię było wprawnie zabandażowane, ale spod białej warstwy białego płótna przesiąkała krew. Pjedyncze kropki czerwieni powiększały się z każdą chwilą by zlać się w jedną plamę, która nie przestała rosnąć. Młodzieniec syknął i wykrzywił twarz w bolesnym grymasie. Po pewnym czasie cierpienie powoli zaczęło ustępować. Zasłony przy wejściu się rozsunęły do namiotu wszedł potężnie zbudowany, dojrzały mężczyzna z czarną brodą. Król Konste – wuj Iktara, szybko podszedł do młodzieńca i troskliwie objął siostrzeńca ramieniem podając mu jednocześnie róg wody. - Nareszcie się obudziłeś – rzekł król nie odrywając wzroku od chłopaka. Iktar pił skwapliwie. Gdy opróżnił cały róg odetchnął z ulgą i utkwił spojrzenie w oczach wuja. - Co się stało? - ledwo słyszalnie zapytał młodzieniec. Mężczyzna smutno się uśmiechnął i zwiesił głowę, głęboko westchnął. Nie odzywał się przez dłuższą chwilę po czym znów spojrzał siostrzeńcowi w oczy i rzekł: - Zaatakowały was przeklęte czarne elfy... - król zwiesił głos, zmrużył oczy i zacisął zęby w przypływie gniewu – przeklęte czarne elfy – powtórzył powili cedząc słowa przez zęby. Iktar patrzył chwilę na wuja i po czym niepewnie się odezwał: - Drowy? Konste spojrzał na młodzieńca jakby nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Parę sekund wpatrywał się w lico chłopaka po czym na twarzy mężczyzny pojawił się wyraz zrozumienia. Znów uśmiechnął się smutno i odpowiedział: - Nie... Nie Drowy. Mrocznych elfów nigdy nie widziano w Enraji, a przynajmniej ja o niczym takim nie słyszałem. Napadły na was inne elfy. Na pewno o nich słyszałeś, wszyscy o nich słyszeli... Częściej mówimy o nich elfy z Przeklętej Puszczy... - Iktar rozwarł szeroko oczy niedowierzając słowom wuja i jednocześnie skulił się ze strachu. - Nie... to niemożliwe! Jak to... co one tu robią?! - niemal wykrzyczał próbując się podnieść, ale nagły spazm bólu obezwładnił chłopaka. Krwawa palma na bandażach nieznacznie się powiększyła. - Też chciałbym wiedzieć co robią tu te przeklęte istoty... – powiedział król wzdychając - ...miałem nadzieje, że dowiem się czegoś więcej od ciebie. Opowiedz mi dokładnie co wczoraj zaszło. Iktar milczał dłuższy czas próbując przypomnieć sobie szczegóły koszmaru, przez który przeszedł. W końcu zaczął mówić: - Dotarliśmy do źródła rzeki w wyznaczonym czasie, ale nikogo tam jeszcze nie było, więc zaraz po przybyciu rozpaliliśmy ognisko przy wodzie. Kładliśmy się spać... - Rozbiliście obóz przy lesie?! - krzyknął Konste – Kto na to pozwolił?! To jak dopraszanie się o... - Nikt nie spodziewał się żadnych wrogów! - przerwał natychmiast chłopak, ale szybko ugryzł się w język patrząc we wściekłe oczy mężczyzny. Gniew w oczach króla zaczął jednak ustępować. Od wielu lat okolica uchodziła za jedną z najspokojniejszych, jakie można sobie było wyobrazić. Od czasu zwycięskiej wyprawy przeciw orkom, osobiście prowadzonej przez króla, nikt nie spodziewał się tu jakichkolwiek kłopotów. - Mów dalej – rzekł łagodnie król. Iktar namyślił się chwilę i wznowił opowieść: - Już prawie spaliśmy kiedy z lasu zaczął ktoś do nas strzelać. Najpierw posłali jakąś dziwną, gwiżdżącą strzałę w ognisko, potem skupili się na nas... jedna trafiła mnie – Iktar nieznacznie zerknął na ranę, miał wrażenie, że krwawi coraz bardziej – Ukryliśmy się za tarczami, ale oni cały czas strzelali. Aska... wychylił się zza tarczy... - chłopak zamknął oczy żeby ukryć łzy - ...kilku innych się nie wychyliło ale... te... efy... strzelały celnie – zamilkł na dłuższy moment. Otworzył mokre oczy, po chwili z powrotem je zamknął. - Kto zadął w róg? - Anakte... mi kazał – mówił łamiącym się głosem – tamci wyskoczyli z lasu i zaczęli do nas biec. Anakte kazał mi uciekać... nie chciałem ale on mi kazał – znów zamilkł na jakiś czas - ...usłyszałem jak walczą, chyba sie przewróciłem. Nie wiem co było potem. Pamiętam tylko, że kiedy się odwróciłem za siebie oni już leżeli, wszyscy, martwi a ci przeklęci... stali przy ognisku i śmiali się ze mnie. Potem zjawiliście się wy. Oboje milczeli. Król wbił oczy w ziemię, Iktar nie otwierał oczu, z trudem powstrzymywał płacz. W końcu nie wytrzymał i zaczął łkać. Konsteowi także zakręciły się łzy w oczach. Przypominał sobie swoje pierwsze spotkanie z koszmarnymi wojownikami w czarnych płaszczach. Pobojowisko w Przeklętej Puszczy. Głowę ojca nabitą na włócznię i smród palonych ciał. Jedna noc zmieniła całe jego życie. Starał się zapomnieć o tych strasznych chwilach, ale powracały w sennych koszmarach. Teraz mary przybrały realny kształt. Czterech elfich zabójców. Może tylko czterech a może aż czterech. Od czasy starcia w pobliżu Martwych Wzgórz sama ich nazwa wroga przeszywała go dreszczem. Gdyby wczoraj wiedział z kim ma do czynienia... Konste nawet nie chciał myśleć co by zrobił. Być może zamiast ratować krewniaka po prostu by uciekł. Król Konste – nieustraszony władca potężnej Enraji – uciekł na widok czterech spiczastouchych. Czterech przedstawicieli tak pogardzanej rasy. Co sprawiło, że te elfy tak doskonale opanowały sztukę zabijania? Przecież wszystkie inne elfy jakie napotykali enrajańscy wojownicy były słabymi, naiwnymi, bezbronnymi istotami. A tych czterech w ciągu zaledwie kilku chwil uśmierciło niemal dwudziestu najwaleczniejszych synów Enraji! Teraz król zaczynał sobie wyobrażać, co jego ojciec i bracia mogli widzieć trzydzieści lat temu podczas leśnej bitwy. Dotychczas myślał, że królewska armia broniła się dzielnie i z honorem, atakowana przez hordy Czarnych Elfów wspomaganych przez magiczne potwory. Teraz te wyobrażenia się zmieniły. Całkowicie. Dla Aratha i jego synów ta bitwa musiała być gorsza niż najstraszliwszy koszmar. Konste gwałtownie wstał i ze łzami w oczach wybiegł z namiotu. Ciepły powiew powietrze ukoił twarz króla, gdy stanął przed wejściem do namiotu. Był wieczór, słońce właśnie zaszło. Konste stał twarzą ku południu. Zamknął oczy i poczekał aż wyschnął na tyle, by poddani nie widzieli płaczącego władcy. Po kilku chwilach otworzył oczy i spojrzał na zachód. Patrzył przez chwilę na niski namiot po czym skierował ku niemu kroki. Wszedł do środka. Na ziemi leżały cztery nieruchome ciała. Torsy, ramiona i nogi do kolan zakryte były lśniącymi, łuskowymi zbrojami, gdzieniegdzie pokryte krwią lub brudem. Reszta członków odziana była czarnym materiałem. Na głowach nie było hełmów ani masek, które nosili, gdy ich zabito. Pociągłe twarze o regularnych rysach były blade, ale nie aż tak, jak blada byłaby twarz nieżyjącego od doby człowieka. Spływał z nich spokój. Wszyscy mieli długie włosy - jeden miał złociste, pozostali trzej kruczoczarne. Spod włosów wystawały koniuszki spiczastych uszu. Nie do wiary, że te emanujące spokojem i pięknem istoty były tak wprawnymi zabójcami. Mężczyzna stał dłuższą chwilę patrzył na ciał po czym przeniósł wzrok na ścianę, pod którą złożono ekwipunek i uzbrojenie martwych. Przy każdym wojowniku znaleziono kilka buteleczek z dziwnymi eliksirami, prawdopodobnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mitra
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…