Wróć do katalogu

Elfy z Przklętej Puszczy roz. V

Kilka tajemnic powoli zaczyna się wyjaśniać, inne - tak jak pozostawały nieodgadnione takimi też pozostają. Martwi wojownicy wracają do życia, Enrajanie zaczynają się domyślać co zaszło wczorajszej nocy

Mitra, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Konste stał w miejscu jak wryty, nie wykonywał żadnych ruchów. Szczęka opadał mu nisko a oczy miał jak monety. Z twarzy króla jeszcze nigdy wcześniej nie płynęło takie bezgraniczne zdziwienie. Z resztą nie tylko z jego twarzy – wszyscy ludzie na wzgórzu wyglądali jak posągi a każdy z nich miał minę podobną do królewskiej. Elfy – zniknęły. Po prostu rozpłynęły się w powietrzu bez przyczyny i ostrzeżenia. Długie minuty mijały zanim ktoś zaczął w myślach analizować zajście: król Enraji rozmawiał z królem Elfów. Elf żądał wydania mu ciał jego żołnierzy – król ludzi na to się nie zgodził. W końcu, po bezowocnych pertraktacjach, Elf Hethiva wezwał swoje wojsko. Na jego wezwanie pod lasem stanęło około stu pięćdziesięciu elfich żołnierzy uformowanych w linię, a przynajmniej na tyle ich liczbę oceniali Enrajanie. Zanosiło się na starcie, z którego pewnie niewielu ludzi uszłoby z życiem, nawet pomimo przewagi liczebnej i dogodnej pozycji. Czarne Elfy już pokazały co potrafią, i ludzie woleliby walczyć z watahą smoków niż z oddziałem śmiercionośnych Hethiva. Król Konste, w przypływie gniewu, zdecydował się jednak na walkę – rzucił się z mieczem na elfa, ale zanim zdążył zadać pierwszy cios – elf po prostu zniknął. Podobnie jak wojownicy pod lasem. Nie pozostał po nich najmniejszy ślad. Jakby byli tylko marą. Ludzie długo dochodzili do siebie po tym zajściu, nikt nie potrafił wytłumaczyć, co się stało. Rozglądali się nieufnie wokół – może za sprawą jakiejś magii elfy stały się niewidzialne i czekają na dogodną okazję do ataku? Jednak nie, gdyby faktycznie chcieli zabić, już by to zrobili. Więc co się u licha stało? Król podszedł do wbitej w ziemię strzały, na której zawinięta była wiadomość wzywająca go na wzgórze. Strzała była prawdziwa – tak samo jak te, które widział wczoraj – jak te które zabiły jego przybocznych. Różniła się od nich tylko tym, że poniżej grotu zamocowany był gwizdek. Konste wyciągnął z kieszeni list. On także był prawdziwy. „Witaj Królu Konste. Nasze drogi znów się krzyżują. Na pewno mnie pamiętasz. Udaj się jak najprędzej na wzgórze, chce z Tobą porozmawiać. Nie bój się, to nie jest pułapka. Przychodzę sam, co może potwierdzić Twój żołnierz. Namanath Isilra - król Hethiva” List i jego treść były całkowicie prawdziwe... nie było tylko nadawcy. W końcu, po jakiejś godzinie od zniknięcia przeciwników, król zarządził powrót swoich jeźdźców do głównego obozowiska. Na wszelki wypadek postanowił podwoić liczebność strarznicy na wzgórzu, choć gdyby tamci żołnierze okazali się jednak być prawdziwi Enrajanie nie mieli by szans na odparcie ataku. Ale teraz to już nie miało znaczenia, Konste, ani nikt inny, nie miał pojęcia co się tutaj dzieje. Najpierw przyboczni księcia Iktara giną w ataku Hethiva. Najlepsi żołnierze Enraji, mimo przewagi liczebnej, padają co do jednego w walce w „młodymi, niedoświadczonymi” żołnierzami z Przeklętej Puszczy. Potem przyboczni króla nadciągający z odsieczą ponoszą ciężkie straty... w walce z „młodymi, niedoświadczonymi” spiczastouchymi żołnierzami. Taraz zjawia się tu sam król Isilra i żąda ciał swoich wojowników tłumacząc się, że jego elfy pomyliły przybocznych księcia i króla z jakimiś złodziejami. Hethiva wzywa wojsko a potem wszystkie elfy rozpływają się w powietrzu. Tylko... jakich złodziei, czemu pogoń zagnała elfy aż tutaj i czy te elfy w ogóle istniały? Im dłużej Konste się nad tym zastanawiał tym mniej z tego rozumiał. Nic do siebie nie pasowało, w układance były same dziury. Gdy jeźdźcy wjechali do obozowiska powitał ich książę Iktar - blady jak ściana. Gdy Konste rzucił na niego okiem wiedział już, że w obozie także zaszło coś dziwnego. - Mieliśmy w obozie szpiega – powiedziała książę zanim król jeszcze zdążył o cokolwiek się zapytać. Konste patrzyła przez chwilę na siostrzeńca, po czym nieco ironicznie mruknął zsiadając z konia: - ...mieliśmy? Iktar zwiesił głowę, odchrząknął i zaczął wyjaśniać: - Zaraz po tym, jak odjechałeś na wzgórze złapaliśmy szpiega. Kobietę... – chłopak zwiesił na chwile głos – Elfkę. Kiedy ją próbowaliśmy pojmać nieco ją zraniliśmy... Ona nas także... mamy czterech zabitych i kolejnych dwóch rannych... – Konste słuchał bez żadnych emocji – Zabraliśmy ją do namiotu i ją opatrzyliśmy. Potem kazałem wyjść żołnierzom, związałem ją i sam też wyszedłem, ale tylko na chwilę – Iktar wyraźnie zaczął się denerwować i plątać, ale zanim dokończył wyjaśnienia król mu przerwał: - A kiedy wróciłeś jej już nie było... – Konste z pobłażliwym uśmiechem patrzył na siostrzeńca - No właśnie... – chłopak patrzył nieco zdziwiony na wuja – Szukaliśmy jej w całym obozie. jak się okazało nie tylko ona zniknęła... ciała też przepadły. - Ciała elfów? - Tak... razem z całym ekwipunkiem i uzbrojeniem. Konste zdawał się nie być zaskoczony niczym, co powiedział mu siostrzeniec. Za to Iktar był całkowicie zdezorientowany. - Elfy na wzgórzu też zniknęły... – spokojnie wyjaśnił chłopakowi po czym udał się do swojego namiotu na odpoczynek zostawiając bezmiernie zdziwionego chłopaka na środku obozowiska.

* * *

Nad krainą powoli wstawało słońce, dym z ognisk w obozowisku i w strarznicy leniwie unosił się do góry i stopniowo rozwiewał. Trawy stepu łagodnie falowały na wietrze a liście drzew Farisu spokojnie szumiały. W cieniach drzew, w głębi puszczy, czterech elfów leżało na trawie. W brudnych zbrojach znajdowały się dziury po uderzeniach broni, wokół nich była zaschnięta krew, ale skóra prześwitująca przez otwory była czysta, bez śladu żadnej rany. Elf o złotych włosach otworzył oczy i z trudem usiadł. Początkowo mętne źrenice z każdą chwilą nabierały wyrazu. Elf spojżał na stojącego naprzeciwko niego kapłana, po chwili spuścił głowę i położył prawą rękę na klatce piersiowej. Trzech pozostałych także otworzyło czy, wszyscy po chwili także usiedli i zastygli w takiej samej pozycji jak ich towarzysz. Kapłan patrzył na nich zimnym wzrokiem, nie odzywał się. Po pewnej chwili twarda mina kapłana nieco złagodniała i elf odezwał się do siedzących szorstkim głosem, w którym pobrzmiewała jednak nuta troski: - Witajcie z powrotem wśród żywych żołnierze Srebrnej Róży – kapłan zaintonował zaklęcie i skierował jego moc na żołnierzy – wstańcie, przygotowaliśmy dla was miejsce do wypoczynku. Wojownicy jednocześnie podnieśli wzrok, skłonili głowy po czym z wysiłkiem podnieśli się z ziemi. Kiedy wszyscy już stanęli na równych nogach kapłan odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie a żołnierze podążyli za nim. Zanim zniknęli za drzewami kapała rzucił jeszcze ukradkiem zimne spojżenie na parę siedzącą nie opodal. Niebieskooki elf uchwycił mrożące oczy kapłana i wydął wargi w kpiącym uśmiechu, ale po chwili uśmiech mu zrzedł. Cicho westchnął i spojżał na śpiącą na jego ramieniu kobietę, delikatnie wtulił się w jej włosy i pocałował. Po chwili zamknął oczy i również zasnął.

* * *

Słońce stało już wysoko gdy Iktar się obudził. Wyszedł z namiotu i rozejżał się po głównym placu obozowiska. Na samym jego środku stał nieruchomo król. Chłopak podszedł do wuja i lekko się skłonił. Konste rzucił spojżenie na siostrzeńca i lekko się uśmiechnął. Przenosząc oczy na zabandażowaną rękę młodzieńca spytał: - Jak rana, nadal cie boli? - Już nie tak... – zwiesił głos, po czym nieco nieśmiało spytał - Co się wczoraj wydażyło na wzgórzu? Konste przez jakiś czas nie odpowiadał, westchnął i spojżał na chłopaka. Patrzył na niego przez jakiś czas zbierając myśli w końcu zaczął mówić: - Też chciałbym wiedzieć... Elf faktycznie przyszedł sam - rozmawiałem z nim przez jakiś czas – zażądał wydania ciał swoich żołnierzy... kiedy się opierałem zawołał swoich – duży oddział wojowników... i potem nagle wszyscy się rozpłynęli w powietrzu. Po prostu zniknęli, właśnie kiedy miała zacząć się walka... Czarny tłumaczył coś jeszcze, że są tu niby szukając jakichś złodziei... Ale wydaje mi się, że to kłamstwo. Z resztą... jak całe to przedstawienie które odegrał Isilra... Zdębiały Iktar słuchał wywody króla a jego zdziwienie rosło z każdym kolejnym słowem. Młodzieniec starał się pozbierać w całość opowieść wuja, ale szło mu to nader opornie, tym bardziej kiedy mimowolnie próbował jakoś połączyć wyjaśnienia władcy z wczorajszymi zajściami w obozie. Król elfów przyszedł a potem zniknął, tak samo jak Aiwe... skrzące, brązowy oczy dziewczyny nie dawały myślom Iktara całą noc. Elfka omotała go a potem chciała zabić, jednak chłopak nie potrafił wzbudzić w sobie wrogości wobec tej istoty. Te wszystkie rzeczy, które wydażyły się od przybycia do źródła Anarsej, zdawały się być złym snem, który jednak nie chciał odejść. Najpierw straszna masakra, z której Iktar ledwo uszedł żywy. Potem dowiedział się, że zabójcami są Elfy z Przeklętej Puszczy – najbardziej tajemniczy i śmiercionośny wróg jakiego Enraja miała wątpliwą przyjemność spotkać. Młody książę słyszał o nich tylko mrożące krew w żyłach opowieści - wielka, enrajańska armia starta na proch w jedną noc przez Czarne Elfy, które od czasu bitwy stały się synonimem wszystkiego, co przerażające, śmiercionośne i niepojęte. Teraz musiał stanąć z nimi twarzą w twarz. Paradoksalnie – gdy Iktar zobaczył ciała martwych morderców umiejętność zabijani byłaby ostatnią cechą, jaką przypisałby tym pięknym istotom. Zwłaszcza tej jednej istocie... Te skrzące, brązowe oczy... Dosłownie - zabójczo piękne. A potem wszystkie elfy znikają, żywe czy martwe. Nic nie układa się w jakikolwiek sensowny sposób. Nic. Konste patrzył przez chwilę na siostrzeńca, potem znów przeniósł wzrok na wzgórze strażnicze. - Ładna była ta elfka? – z lekką kpiną spytał mężczyzna, a chłopak szeroko rozwarł usta - Że co? -

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych