Wróć do katalogu

Elvisss

O jebaniu łbem w monitor i innych życiowych sprawach

krass, opublikowano , 9 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jebię głową w monitor i wstaję od komputera. Papieros, zapalniczka, popielniczka. Tytoń zajmuje się niczym czupryna kędzierzawego, polana benzyną podczas pożaru w suchej stodole. O tak, po kilku machach znacznie lepiej. Cóż mną wstrząsnęło? No cóż. Cyrk osobliwości. Kobieta z brodą. Karzeł, karlica, karlątko. Człowiek-słoń, człowiek-małpa, człowiek-zając, człowiek-wiadro, człowiek-fortepian, człowiek-ciężarówka. Najmniejsza kobieta świata, największa kobieta świata, najsilniejszy człowiek świata, najsłabszy człowiek świata. Człowiek równa się mężczyzna oczywiście. Kobieta z pizdą w poprzek, człowiek z największym kutasem na świecie. Dziecko o twarzy starca, starzec o twarzy dziecka. Pies z kulawą nogą. Wąż połykający antylopę. Nagroda Grammy w kategorii "Heavy Metal" dla Jethro Tull. Elvis miałby to wszystko w dupie - był to luzak jakich mało. Bo gdy na przykład nie dociągnął dźwięku w "Bringin' It Back", to wszyscy przestali grać, a realizator powiedział: "OK, jeszcze raz". Ale Elvis znowu nie dociągnął dźwięku mniej-więcej w tym samym momencie i znów nastąpiła przerwa, a realizator powiedział: "OK, podejście numer 3". I zaczęli grać, a Elvis znowu się wysypał. Muzycy zaczęli się śmiać, a realizator zapytał: "Co się dzieje, Elvis?", na co Elvis odparł: "Zjadłbym ciastko z wiśniami". Elvis miałby to wszystko w dupie, ale ja nie. Niedopałek, popielniczka. Niedogasek, bo się dymi. Dmucham zamiast dogasić. Wracam do komputera. Z głośników: "Guadalajara", potem będzie "Heart Of Rome" i "Heartbreak Hotel", bo sobie taką składankę poskładałem. Monitor lekko wklęsły, ale działa. Klawierka z zamazanym napisem "enter" na klawiszu "enter". Mysza trzeszczy. I znów cyrk osobliwości. Wypowiedziałem się na forum - żartobliwie, ironicznie, z dystansem, lekko epatując erudycją. Otrzymałem serię odpowiedzi w stylu "spierdalaj ziom" i tak dalej. Żona pyta: - Po co to czytasz, skoro tak się denerwujesz? Chcę zapytać j a k się denerwuję, ale nie pytam, bo się jeszcze bardziej zdenerwuję. - A co mam czytać? - pytam. - Nie wiem, książkę poczytaj. I tu jest mały problem. Nie umiem już czytać książek. Nie umiem się skupić, nie umiem zrozumieć, nie umiem się cieszyć czytanym tekstem. Umiem tylko wynajdować zonki, których jest wiele i które niemiłosiernie mnie wkurwiają, zamiast śmieszyć jak kiedyś, gdy byłem mniej nerwowy. Cyrk osobliwości. Kobieta tłumacząca książkę z angielskiego na polski, która nie zna zbyt dobrze angielskiego, a polski też średnio. Pierdolę zatem książki. I w tej dokładnie chwili nie czytam nic w necie. Chcę się rozerwać. Gram w grę słowną na bazie skrabli. Wszyscy grają automatami. Układają słowa, o których znaczeniu nie mają bladego pojęcia. "Salmiak", "jodoform", "karboksyl", "karborund", "uraninit","aldehyd". Chemicy jebani. Albo: "ablaktacja", "dagerotyp", "pageant", "fagocyt", "tachymetr", "cassis", a gdy na stole leży "tłuk", to czasami nawet jakiemuś omnibusowi uda się dołożyć kilka literek i powstaje "rachatłukum" za 128 punktów. Czuję się durny. I oszukany. Ale bardziej durny, bo może jednak ci wszysycy ludzie mają zasób słów, o którym ja tylko mogę pomarzyć? Elvis miałby to wszystko w dupie. Bo gdy podczas koncertu w Atlancie zapomniał fragmentu tekstu "Tomorrow Never Comes", to przestał spiewać i powiedział: "Przepraszam, zapomniałem tekstu". A laski poszczały się w majtki z radości. A faceci wzruszyli się i pomyśleli: "Ale równy gość z tego Elvisa". A transwestytów jeszcze wtedy tak wielu nie było jak teraz, więc może nic nie pomyśleli, a jeśli nawet, to na pewno coś głupiego. Jebię głową w monitor i wstaję od komputera. Szybki rytuał z papierosem. A potem sprint do kuchni. Lodówka - sok. Gul-gul-gul. Gul-gul-gul. Wódki bym się napił, ale żona powie: - Nie pij. Na co ja zapytam: - Dlaczego mam, kurwa, nie pić? Robisz ze mnie jakiegoś jebanego alkoholika, a chciałem tylko drinka się napić dla uspokojenia nerwów. I wywiąże się niepotrzebna kłótnia. Więc gul-gul-gul - soczek. I teraz tak: mógłbym nie wracać już do komputera. Mógłbym posiedzieć z żoną,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych