Wróć do katalogu

Emeryci: Sekret Ujawniony część 1

Rozwikłanie jednej z największych współczesnych zagadek, a jednocześnie pierwsze opowiadanie spod mojej ręki zamieszczone na opowiadania.pl

Reinee, opublikowano , 12 min czytania, 4,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Emeryci: Sekret Ujawniony

cz.1

Chciałem usiąść. Ale prędzej znajdzie się życie na Marsie, niż wolne miejsce w autobusie o ósmej rano. Fotele okupowali emeryci i gdyby ktoś był na tyle głupi, by spróbować im je odebrać, z łatwością zamieniliby tak niepozorne przedmioty jak laski, parasolki i siatki z zakupami w śmiertelną broń i nie wahaliby się walczyć o to, co od wieków należało do nich. Ale dopóki nikt ich nie zaczepiał byli spokojni. Siedzieli nieruchomo, podskakując tylko na wybojach, część rozmawiała półgłosem, jakiś dziadek rzucał pod nosem wiązanką przekleństw, wpatrując się wściekle w podłogę pojazdu. Nagle podniósł głowę i spojrzał na mnie. Poczułem na plecach zimne ukłucie i szybko odwróciłem wzrok na obraz za oknem autobusu. - Dokąd oni jadą? - spytałem cicho Piotrka, który od dłuższego czasu kontemplował widok za oknem - Kto? - moje pytanie wyrwało go z zamyślenia - Oni - kiwnąłem głową wskazując na ponura armię – Dziadki Młody chuligan wzruszył tylko ramionami. - A co ja, znam ich? Lepiej powiedz, czy idziesz dziś ze mną?

Piotrek wpadł w złe towarzystwo. Gdy zaczęliśmy chodzić do liceum poznał tam kilku niezbyt przyjemnych z wyglądu jak i zachowania chłopaków, którzy wprowadzili go w świat aktywnego kibicowania. Dość powiedzieć, że jeździ na wszystkie możliwe mecze naszego regionalnego klubu piłkarskiego, codziennie nosi szalik kibica i miał już dwa razy podbite oko, wybity ząb i złamane palce. Ale, jak sam twierdzi, świetnie się bawi. A dzisiaj chce mnie zabrać na mecz. - Nie... Raczej nie, dzięki - odparłem, a on pokiwał tylko głową - Kiedyś byłeś zabawniejszy - skwitował

Mógłbym to samo powiedzieć o nim. Odkąd zaczął się w to bawić prawie się nie widujemy poza szkołą. A przy każdym spotkaniu tylko coraz bardziej działa mi na nerwy. - Weź jedź – kontynuował - Mówię, że nie chce. - Będzie piękny mecz! A potem obijemy tych frajerów, tak jak ostatnio! Wiesz, jak było super, jak z miesiąc temu dorwaliśmy kilku z nich w centrum? Podobno teraz szykują na nas większa akcje! To będą najlepsze derby w historii, będziesz do końca życia żałował, że nie poszedłeś! - Nie bawi mnie to, jasne? Odpuść, dobra? - zaczęła mnie irytować ta rozmowa - Cholera, czy ty w ogóle jesteś patriotą? - Jakim znowu patriotą?! - Lokalnym!

Nie odpowiedziałem, odwróciłem tylko głowę. Akurat w momencie, gdy autobus zaczął powoli się zatrzymywać przed przystankiem. Jednym okiem widziałem czekających już na chodniku przyszłych pasażerów, drugim wstającego ze swojego miejsca dziadka, który wcześniej rzucił mi złowrogie spojrzenie. Poczułem, że mam okazje stać się pierwszą osobą w historii, która zajęła siedzące miejsce w autobusie o siódmej trzydzieści, nie mając nawet pięćdziesięciu lat. Pojazd się zatrzymał, a ja wyskoczyłem jak wystrzelony z procy w kierunku miejsca, które się zwolniło. Byłem w połowie drogi, gdy ludzie zaczęli dopiero wciskać się przednimi drzwiami busa. Widziałem ledwo wchodzącą po schodkach starowinkę w berecie, podpierającą się parasolem i dźwigającą ciężką torbę. Jak w zwolnionym tempie odwróciła głowę w bok i nasze spojrzenia spotkały się. A potem zauważyła wolne miejsce.

Gdy mijałem wychodzącego z autobusu dziadka, którego miejsce miałem zająć, uśmiechnąłem się złowieszczo. A on podstawił mi nogę. Potknąłem się, ale nie straciłem równowagi, przechyliło mnie tylko trochę w lewo. I wtedy coś przeleciało koło mojej głowy i rozcięło mi prawy policzek, a potem wbiło się w oparcie fotela, który właśnie miałem zająć. Upadłem na tyłek i złapałem się za twarz, potem spojrzałem na ręce, były całe we krwi. Byłem w takim szoku że nie czułem bólu. A potem spojrzałem na narzędzie, które, gdyby nie odrobina szczęścia, tkwiłoby teraz w mojej głowie. Z oparcia wystawała parasolka, cały ostry czubek zatopił się w materiale. Jeszcze się trzęsła, jak oszczep który dobrze się wbił. - Matko Bosko Częstochowsko! -krzyknęła staruszka, którą przed chwilą widziałem wchodzącą do pojazdu, biegnąc w moim kierunku.

Spojrzałem na dziadka, który mnie podciął. Wychodził już z pojazdu i miał minę jeszcze gorzką niż przedtem, najwyraźniej niezadowolony, że jego drobna złośliwość uratowała mi życie. Potem przetoczyłem wzrokiem po autobusie. Emeryci zachowywali się, jakby nic się nie stało, nieliczni młodsi pasażerowie nerwowo odwracali wzrok. Staruszka dobiegła do mnie i klęknęła. - Nic ci się nie stało, chłopczyku? - spytała spanikowana -Ojejku, ojejku, strasznie cię przepraszam, parasolka mi się wyślizgnęła. Nic ci nie jest? Wszystko w porządku? Bardzo boli? Może chcesz cukierka?

Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć polizała się w kciuk i zaczęła wycierać mi nim policzek. Zapiekło, jakby ktoś posypał mi ranę solą. Syknąłem. - N-nic się nie stało - ból sprawił, że szok minął - Wszystko w porządku. Chyba... - Aha - uśmiechnęła się - No to dobrze.

A potem szybko się podniosła, jednym ruchem wyszarpała parasol z oparcia i usiadła. W powietrzu latały paprochy z fotela, które wypadły podczas wyciągania z niego potężnej broni, a ja nie mogłem uwierzyć w to, co się przed chwilą stało. I wtedy autobus ruszył. Wstałem powoli, otrzepałem się i powolnym krokiem wróciłem na miejsce stojące obok Piotrka. - Widziałeś? - spytałem

Pokiwał głową - Babcia jest niezła. Mogłaby pójść z nami na ustawkę. Popatrzyłem na niego jak na idiotę. - Mogłem zginąć. A ty nadal myślisz tylko o tych bredniach? - No co? - nie zrozumiał mojego rozgoryczenia - U nas Koniu często rzuca kawałkami chodnika, raz nożem, a kiedyś trenował rzucanie siekiera, ale nawet on nie ma takiego cela. I nie panikuj, przecież nic takiego się nie stało. Masz trochę krwi na twarzy.

Poczułem się przeżuty i wypluty. Coś tu było zdecydowanie nie tak, po mieście jeździ specnaz przebrany za staruszków, mój niegdyś najlepszy kumpel oddaje dusze fanklubowi klubu piłkarskiego, a ludzie na ulicy nie zareagowaliby, gdyby ktoś na ich oczach zaczął dźgać przechodni nożem. Czy to cały świat stał

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych