Emily. Część pierwsza
Więcej na http://calamitas.blog.onet.pl
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ból przyszedł z czasem. Zupełnie nieoczekiwanie. Nie od razu zdałam sobie z tego sprawę. Wypierał ze mnie wszystko. Każde uczucie. Bez względu na to, czy było pozytywne, czy też wprost przeciwnie. Nie chciałam go, starałam się odrzucić. Efekty były jednak raczej marne.
Skupiałam się na Niej. Mimowolnie. Widziałam jej zakrwawione ciało przekłute tu i ówdzie strzykawkami. Większość z nich była pusta, w kilku wciąż jednak tliły się resztki białego płynu. Każdy sen kończył się w ten sposób. I w każdym z nich to ja ponosiłam odpowiedzialność za jej odejście. Doprowadzałam ją do śmierci już chyba w każdy możliwy sposób. A na koniec i tak była zawsze w tej samej postaci. Brudnej, zakrwawionej i doszczętnie wyniszczonej. Szczerze siebie za to nienawidziłam. Nie tylko tam we śnie. Bo powoli przestawałam odróżniać fikcję od rzeczywistości. Przestawałam... rozumieć.
Mówią, że odleciałam. Ci, którzy jeszcze niedawno cokolwiek dla mnie znaczyli. Nie było ich wielu. Kilka pojedynczych osób, próbujących wytrzymać z moją porywczą osobowością dłuższy czas. Wiedziałam, że to absurd. Potrafiłam jeszcze kontrolować swoje zachowanie... Bynajmniej w większości przypadków. Próbowali zrobić ze mnie wariatkę, zarzucali mi szaleństwo. Nie miałam wyjścia. Musiałam się od nich oddalić, żeby zachować resztki normalności w pogmatwanym umyśle. Utrudniali mi teraz zbyt wiele rzeczy. Podjęcie każdej, nawet najbardziej banalnej decyzji było od nich zależne. Nie byli kimś ważnym. Przynajmniej nie na tyle.
*
Drżę, chociaż nie jest ani trochę chłodno. Płaczę i nie wiem, dlaczego. Po chwili, na mojej poszarzałej już od przebywania w zamknięciu twarzy, pojawia się uśmiech. Mija kilka sekund i jego miejsce zastępuje niekontrolowany napad śmiechu. Wariuję? Być może. Ale jakie to ma teraz znaczenie? Wszystko się pierdoli. Każdy dzień nie różni się niczym od kolejnego. Tygodnie zlewają się w jedną całość i wtedy przestaję myśleć o miesiącach. Chwilami odnoszę wrażenie, ze nie istnieję. Że to czyste złudzenie resztki mnie, zagubionej na skraju życia i tego, co jest po nim.
Widuję Lisę. Już nie zakrwawioną, brudną postać przebitą ostrzami igieł. Jest sobą z przeszłości. Miłą, nawet kiedy z moich ust padają w jej stronę wyzwiska. Czasami pomocną. Nie odzywa się, często znika. Kiedy jest, siedzi na fotelu nieopodal i patrzy. Jakby chciała powiedzieć "Trzymaj się!". Jednak ja nie mam sił choćby na wyszeptanie w jej stronę głupiego "Odwal się. To moje życie. Ty swoje wystarczająco spieprzyłaś!". Czuję, że jej obecność, choć nieraz pomocna, doprowadza mnie na sam skraj szaleństwa. Jakby i mnie chciała zobaczyć martwą w trumnie niesionej przez zgraję udających współczucie ludzi. Wiem, że jej się to uda. Z każdym dniem coraz bardziej się o tym przekonuję.
Trzask drzwi, który rozlega się nie tylko w mojej głowie, ale i na zewnątrz, nie jest wywołany przez nią. Zawsze pojawia się bezszelestnie i zajmuje to samo miejsce. Niewinna, miła i irytująca na swój własny, wyjątkowy sposób. To coś innego. Ktoś inny. Odgłos ciężkich kroków odbija się o moją czaszkę. Unoszę ciężkie powieki, zdając sobie sprawę, że nie pamiętam, kiedy je zamykałam. Jest ciemno. Nie. Nie ciemno. Raczej szaro. Bez problemu mogę odróżnić każdy element zagraconego mieszkania. Jedynie stojąca w progu postać pozostaje dla mnie zagadką. Oddycha szybko, jakby właśnie przebiegła ogromny dystans. Nie słyszę jednak szelestu powietrza. Ciemna sylwetka jest jakby... znajoma. Wysoka, bardzo szczupła i z całą masa potarganych na głowie włosów. Znam ją. Bez wątpienia. Nie jestem jednak w stanie kojarzyć faktów po tak długim czasie umysłowej bezczynności. - Em! - przez moment nie wiem, do kogo mówi. Chcę zasnąć, a jednocześnie nie jestem w stanie opuścić powiek w dół. "Emily!", sama siebie staram się przywołać do porządku. Tak dawno nikt nie wypowiadał mojego imienia. Emily. Teraz brzmi tak obco, chociaż należy do mnie. Em. To ja. - Ja... - mówił do mnie. Zna mnie, a ja znam jego. Chociaż nadal nie wiem, kim jest, ta informacja zdaje się być jakby oczywista. - Przestań się tak zachowywać - karci mnie, a jednocześnie można wyłapać w jego głosie nutkę…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil detect
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…