Flaczki
Z życia wzięte...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Bardzo mocno postanowiłem, że napiszę to opowiadanie. Wiele razy w życiu nie dotrzymywałem słowa, wiele razy obiecywałem sobie to i owo. Nie napiszę o nieudanych próbach rzucenia palenia, czy pozbyciu się kilku kilogramów wagi. Kiedyś nawet postanowiłem rzucić smażenie mięsa i zakupiłem garnki przeznaczone do gotowania na parze. Długi okres zajadałem gotowane piersi z kurczaka, inne mięska oraz różnego rodzaju warzywa i nawet dało się obejść bez smaku schabowego czy mielonego. Czar prysł gdy spróbowałem ugotować na parze rybę. Nawet nie próbowałem udawać, że jest to smaczne i tak jak mintaj wylądował w śmietniku, tak garnki parowe umieściłem głęboko w szafce… To dowód, że te postanowienia są oczywiste i z góry skazane na niepowodzenie w moim przypadku. Podając kolejny przykład- tego lata obiecałem sobie, że w każdym wolnym dniu będę jeździł na rowerze, tak dla zdrowia i ogólnej kondycji. Dzisiaj mam wolne ale przyrzekłem też sobie codziennie coś napisać… Swego czasu obiecałem sobie, ze w życiu nie wezmę więcej do ust tradycyjnego, polskiego dania zwanego flaczkami. Cała historia wzięła się to stąd, że w celach zarobkowych byłem zmuszony do wyjazdu do Anglii. Pracowałem tam w zakładach mięsnych, gdzie masowo mordowało się barany. Pod względem organizacyjnym fabryka dorównywała niemieckim obozom koncentracyjnym, perfekcyjnie zabijano tam kilkaset bezbronnych zwierząt dziennie. Wykonywałem swoje obowiązki spokojnie pakując w folię odrąbanych kawałków mięsa, które po cieplnej obróbce lądowały na talerzach mieszkańców Wysp Brytyjskich. Pojechałem tam razem z moim kolegą z podwórka, który miał poważne problemy finansowe i potrzebował zastrzyku konkretnej gotówki. Jako, że był już ścigany przez wielu ludzi za długi to bardzo pasował mu wyjazd poza granicę naszego państwa. Mój kolega miał na imię Piotrek był miłym, nieco zabawnym gościem ale był też strasznym leniem. Przekonałem się o tym zwłaszcza w Anglii, gdzie wiecznie narzekał na ciężką pracę, a każdą przerwę wykorzystywał na ucinanie drzemki. Jak twierdził; ” kariera zawodowa doprowadzi go kiedyś do bezsenności”. A jeśli już długo pracował to zdarzały mu się dziwne „umysłowe” przerwy i potrafił przez kilka minut wpatrywać się nieprzytomnie w jeden, wybrany na ścianie punkt. Nie był ulubieńcem przełożonych, często zwracano mu uwagę. On zawsze reagował podobnie, twierdząc że ”chyba chcą mnie tutaj pochować”. Pewnego dnia nasz szef nie wytrzymał i skierował Piotrka do pracy w owianej złą sławą „flaczkarni”. Było to miejsce, które wszystkich pracowników odstraszało, gdzie nikt nie chciał nawet zerknąć. Małe pomieszczenie na końcu hali, skąd wydobywał się nieziemski smród. Reakcja Piotrka była do przewidzenia- wpadł w histerię i po prostu zmiękł. Ja, nie mogąc patrzeć na skomlącego mężczyznę i błagającego łamaną angielszczyzną o jeszcze jedną szanse, stanąłem w jego obronie. W sumie to tylko powiedziałem, ze mogę pójść do „flaczkarni” za Piotrka. Przełożony popatrzył na mnie jak na idiotę, ale czego nie zrobi się dla kumpla... Tak oto od następnego dnia stanąłem gotowy do pracy na nowym stanowisku. Od razu dostałem od szefostwa specjalistyczny uniform, który składał się z kilku gumowych elementów przysłaniających większość mojego ciała. Jak się później okazało chroniło mnie to wdzianko przed wszędobylskim w tym miejscu baranim gównem. Było cholernie gorąco i zacząłem to odczuwać od samego rana ale jeszcze wtedy wierzyłem w moc mojego bohaterskiego czynu. Pracowało nas tam trzech, młodych i silnych chłopaków. Tamci byli mocno wprawieni w robocie jakby niczego innego w życiu nie robili. Zwinnie i sprawnie uwijali się z pracą, precyzyjnie cięli swoimi ostrymi nożami baranie żołądki. We „flaczarni” było bardzo gorąco, do tego latały muchy, a białe kiedyś ściany ozdobione były odpryskami baranich odchodów. Wyglądało to jakby ktoś wsadził wielkie kupsko do włączonego wentylatora i ten rozpylił odchody po całym pomieszczeniu. Praca polegała na rozcinaniu cieplutkich żołądków i doprowadzaniu ich do względnej czystości,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Wojtek81
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…