Gabriel
Opowiadanie fantasy, które napisałam w 2005 roku... Trochę krwi, szaleństwa i uczucia. Zapraszam do czytania i komentowania.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Gabriel myślał, że umiera. W pęknięciach drewna, z którego zbudowany był stół operacyjny, czerniała zaschnięta krew. Nie brakowało też świeżej esencji życia, która obficie spływała z ran wojownika. Jego prawa noga była niemal odgryziona, na udzie zaciśnięty był skórzany pas, który powstrzymywał upływ krwi. Twarz Gabriela przecinały trzy równoległe do siebie pręgi, zapewne pozostałość po pazurach jakiegoś zwierza, brakowało mu również płata skóry na piersi. Odsłonięte żebra lśniły upiornie w blasku kopcących lamp. "Więc tak wygląda koniec..." - pomyślał gorzko Gabriel. - "Myślałem, że będę bardziej się bał. Że będzie bardziej bolało..." Do sali wszedł niski, tłusty medyk, wraz ze swoimi dwoma pomocnikami. Byli to młodzi mężczyźni, wyglądający na uczniów. Obrzucali ciekawymi spojrzeniami blade, bezwładne ciało wojownika. Długie, czarne włosy mężczyzny zlepione były krwią. - No, moi drodzy! - ryknął medyk. - Wasz pierwszy pacjent... Gabriel zaklął w myśli. - ...Widzicie te ugryzienia? - Tłuścioch zbliżył się do wojownika i wskazywał jego nogę. - Coś napadło go po drodze, całe szczęście, że pomyślał o opatrunku uciskowym, zanim stracił przytomność. Tak to jest, gdy podróżuje się samotnie. - Czy on ma duże szanse na przeżycie? - spytał jeden z młodzieńców, przygotowując skalpel, nici, igły, oraz piłkę do cięcia kości. - Phhh... Mizerne, bym powiedział. Ale kto wie, silny jest, może mu się uda. Ej, zostaw tą piłę, obędzie się bez amputacji. No, wracając do tematu, jeśli nie będzie na tyle silny, co może się zdarzyć, patrzcie, jaki on blady i mizerny, dużo krwi stracił, to będzie co kroić na anatomii. Widzicie, ta wspaniale rozwinięta muskulatura... "Świetnie, po prostu świetnie. Skończę jako jakiś eksponat... Świetnie..." - ...zszyjecie wszystko potem, no, macie szczęście, to znaczy on ma szczęście, że nie dostał w brzuch. Bo wiecie... "Tak, cholerne szczęście. Leżeć tu i znosić to, że dwóch gówniarzy uczy się na mnie zawodu... A trzeci, staruch i imbecyl, stoi i pieprzy głupoty, zamiast im pomóc." - ...i ten mężczyzna z bełtem w jelitach, mój pierwszy przypadek, no i to w dodatku bełt rozpryskowy był... "Cholera, jak on zaraz nie skończy..." - ... otwieram, a tam masa treści jelitowej zmieszana z kawałkami tkanki, mówię wam, smród taki buchnął, że cholera brała, a tu nic, robić musiałem dalej... - A teraz nie musisz robić? - powiedział cicho Gabriel. Chciał krzyknąć, ale nie miał na tyle siły. - Gdybyś tyle nie gadał, medyku... - No, chłopcy, na co czekacie? - Klepnął jednego w ramię. - Już mi go zszywać. Ja popatrzę. Gdzie z tym idziesz!? Bez znieczulenia. - Co? - Gabriel jęknął cicho. - Straciłeś tyle krwi, że po znieczuleniu byś się nie wybudził. - Medyk cały czas się uśmiechał. - Miałem już taki przypadek... "Tylko z tego wyjdę... Jeśli spotkamy się sami w ciasnej uliczce, to..." Stracił przytomność z bólu.
***
Miarowy stuk drewnianej laski niósł się po całym korytarzu. Gabriel zaciskał zęby i szedł. Do ściany, chwila odpoczynku, znów do ściany. Czasem zatrzymywał się, by obetrzeć pot z czoła, lub poprawić zsuwający się opatrunek. - Ty jesteś ten pokąsany? - Do uszu wojownika dobiegł ochrypły głos. - A co? - odrzekł Gabriel, idąc dalej. - A nic, po prostu nawiązuję rozmowę. Co ci się stało? Wilki? Wściekły pies? - ...Nie pamiętam. - Gabriel odwrócił się, by spojrzeć mężczyźnie w oczy. Nie dostrzegł ich jednak, ponieważ nieznajomy miał kaptur na głowie. Zobaczył za to fragment jego twarzy, cały w okropnych bliznach. - Jak to nie pamiętasz? - Po prostu nie pamiętam, i tyle. - Wzruszył ramionami. - A ty? Miałeś jakiś wypadek, poparzyłeś się ogniem, czy co? - Wypadek? Heh... - Mężczyzna zdjął kaptur, odsłaniając całą twarz. Gabriel drgnął mimo woli. Cała twarz stanowiła jedną wielką bliznę, z nierówną dziurą zamiast ust. Ku zdziwieniu wojownika, oczy nieznajomego były nietknięte. - Co... Co ci się stało? - Gabriel wciąż wpatrywał się w te oczy. W te niebieskie, niewinne, duże oczy, które tak bardzo kontrastowały z resztą twarzy. Mężczyzna pokazał wnętrza swych dłoni - również w tych miejscach skóra była pokryta bliznami. - Może pójdziemy porozmawiać do jakiejś karczmy, zamiast tkwić tutaj na środku korytarza? Chyba cię wypuszczą na spacer, nie? Ja opowiem ci moją historię, ty opowiesz mi swoją...
***
Gabriel popijał piwo z glinianego, wyszczerbionego kufla i obserwował zakapturzonego mężczyznę. Ciekawiła go jego historia. Lecz mężczyzna wciąż milczał, wpatrzony w pełny kufel. - Nie przedstawiliśmy się jeszcze. Zwę się Gabriel. - Seph. Zapanowała niezręczna cisza. Wojownik nie chciał zmuszać mężczyzny do zwierzeń, wiedział, że musi mu być ciężko opowiadać o takim strasznym kalectwie. Żony sobie nie znajdzie, będzie skazany tylko na płatną miłość, o ile będzie go na to stać. Gdy zdejmie kaptur, będzie budził w ludziach odrazę, dzieci będą płakać i uciekać z krzykiem. Nie znajdzie żadnej godnej, dobrze płatnej pracy. - Jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, możemy... - Chcę. - przerwał mu Seph, pociągając łyk piwa. - Zastanawiałem się tylko, od czego zacząć. Słuchaj... Byłem kiedyś bardem. Dość znanym bardem. Zdarzało mi się nawet występować na królewskim dworze. - Nie słyszałem nigdy o bardzie zwanym Sephem. - To nowe imię. Chcę się odciąć od przeszłości. - Więc dlaczego o tym ze mną rozmawiasz? - Muszę zrzucić z siebie ten ciężar, zanim będę mógł o tym zapomnieć... Przywyknąć do nowego życia. Słuchaj... - przerwał na chwilę. - W środowisku bardów nie brakuje zawistnych, odtwórczych, pozbawionych talentu rzemieślników bez pasji. Nie wiem, który z nich to zlecił, ale... Nawet nie chcę wiedzieć. Nie obchodzi mnie to. I tak nie wróci mi to poprzedniego życia. - Co dokładnie zlecił? - Nie zabójstwo, nie, chociaż to by było dla mnie znacznie lepsze. Zawsze miałem powodzenie u kobiet, uważały, że jestem przystojny. - Seph mówił powoli, mimowolnie bawiąc się kuflem. - Dlatego oblano mi kwasem twarz. Dłonie oblali dlatego, bym nie mógł brać do ręki lutni. I tak kiedyś będę mógł, ale... nie wiem, czy chcę. I tak nie mógłbym do tego śpiewać. - Dlaczego? Masz blokadę psychiczną? Boisz się? - Nie słyszysz mojego głosu? Jest zachrypnięty, nie potrafię wydobyć z siebie czystego tonu. Nie potrafię śpiewać. - Pokazał bliznę na gardle, która wyróżniała się na tle innych blizn. - Rozcięli. Chyba też polali kwasem, nie wiem, byłem nieprzytomny. Obudziłem się dopiero w szpitalu. Znów zapadła cisza. Gabriel zamówił więcej piwa. - A ty? Nie pamiętasz, czy nie chcesz pamiętać? - Nie pamiętam... - Wojownik zmarszczył czoło. - Jechałem przez las i zdawało mi się, że coś słyszę. Tylko tyle pamiętam, naprawdę. Potem droga do szpitala na telepiącym się, kupieckim wozie, który śmierdział starą kapustą. Widać, transport do jakiejś karczmy. Może nawet do tej, kto wie? - Gabriel, całkiem możliwe, że wspomnienie jeszcze wróci do ciebie. Słyszałem o takich przypadkach. - Wiesz, możliwe. - Wzruszył ramionami. - Ale nie chciałbym, by tak się stało. Cieszę się, że tego nie pamiętam. - Nie zabrano ci żadnej z twoich rzeczy? - Co, zwierzęta mi ją miały zabrać? Bezmyślne potwory? Zginęła mi tylko sakiewka z pieniędzmi. I tak niewiele tam było. Poza tym podejrzewam, że zabrał ją kupiec, który mnie znalazł. - Gabriel uśmiechnął się. - Niech tam, należało mu się. Gdyby przejechał obok, wykrwawiłbym się do końca. - Nie ma już na tym świecie ludzi prawdziwie bezinteresownych... - Seph łyknął potężnie z kufla. - Powiedz no, będziesz jeszcze kiedyś walczył? - Chyba już nie wrócę do miecza. Przecież nie będę w stanie bić się, mając nie do końca sprawną nogę. Chyba, że z konia, ale co to za walka? Nie, do przeszłości już nie wrócę. - To jest nas dwóch. Eks-wojownik i eks-bard. I co planujesz robić w życiu? - Mam dom w mojej rodzinnej mieścinie. I trochę funduszy w banku. Czeka na mnie kobieta, którą poślubię. - Gabriel wzruszył ramionami. - Chyba będę wiódł spokojne, normalne życie. Nudne życie. Rodzina, dzieci... Wiesz, nawet nie musiałbym zarabiać. Wykonałem kilka, hmm, wątpliwych etycznie zleceń, które naprawdę były dobrze płatne. W karczmie podniósł się nagle krzyk, słychać było tłukące się naczynia, potem głuche huknięcie spadającego stołu. Czterech rosłych mężczyzn zaciskało pięści, w dłoni jednego z nich lśnił nóż. Karczmarz gwizdnął głośno, za drzwi wyszli dwaj potężni mężczyźni, uzbrojeni w pałki nabite gwoździami. Sprawcy zamieszania od razu spotulnieli. - Chyba będę musiał znaleźć sobie pracę jako wykidajło. - rzekł Seph. - Wystarczy, że zdejmę kaptur, a każdemu przejdzie ochota do bitki! - Przesadzasz. - uśmiechnął się Gabriel. - Tak szczerze mówiąc, nie bardzo mam gdzie wrócić. Domu nie miałem, rodziny też nie. Gabriel... Chciałbym cię o coś prosić. Jeśli odmówisz, nie ma sprawy. Czy mógłbym u ciebie zamieszkać przez pewien czas? Wiesz, pozwolono mi zostać w szpitalu dłużej, niż potrzebowałem, ale niedługo będę musiał się wynieść. - Póki co, chyba będziesz się mógł wprowadzić. Dom jest duży. Poznaczona bliznami twarz rozciągnęła się w uśmiechu, a oczy przybrały dziwny wyraz, którego Gabriel nie potrafił zidentyfikować. Przez chwilę zastanowił się, czy dobrze zrobił - w końcu Seph mógł okazać się mordercą lub złodziejem. No nic, pomyślał, będę miał na niego oko. A przynajmniej nie będę podróżował samotnie
***
Jechali konno przez małą wieś, która nawet nie miała nazwy. Gabriel nie miał już opatrunków, jego twarz znaczyły trzy równoległe, poszarpane blizny. Nie używał już laski podczas chodzenia, ale wyraźnie kulał. Mimo swoich wcześniejszych zapewnień, miał ze sobą miecz, "tak na wszelki wypadek", oraz skórzany, nabijany ćwiekami kaftan. - Seph, przybliż no się! - krzyknął Gabriel. - Czemu znów skracasz moje imię? - spytał, podjeżdżając bliżej. Gabriel pochylił się nad Sephem i zaczął szeptać: - Ktoś jedzie za nami. Nie, nie odwracaj się! Seph jednak odwrócił się na chwilę. - Przecież nikogo nie ma na drodze. - Ale mam takie uczucie, jakby ktoś za nami jechał. I to od pewnego czasu. - Gab, nie przesadzasz? Ja nic nie zauważyłem. - "Gab" głupio brzmi. - Były wojownik uśmiechnął się krzywo. - Nie mów tak na mnie. Poza tym mam doświadczenie i ufam swojemu instynktowi. Ktoś nas śledzi, mówię ci. - Gadasz jak baba! - oburzył się Seph. - Instynkt, przeczucia jakieś, to babskie sprawy. Ufaj rozumowi, nie przeczuciom. - E tam. - Gabriel otarł pot z czoła. - Cholernie dzisiaj gorąco... Aż się cieszę, że nie muszę nosić hełmu. - Ani pełnej zbroi płytowej. - roześmiał się bard. Pojechali dalej. Dzień był bardzo słoneczny, podróż umilały im śpiewające ptaki. Po niebie płynęły leniwie białe obłoczki, a wiatr przyjemnie chłodził. Dzień byłby naprawdę piękny, gdyby nie było pewnego mężczyzny z toporem, przyczajonego w krzakach, który akurat musiał rzucić się na Sepha. - Z konia! - wrzasnął Gabriel, czym uratował życie barda. Seph pisnął wysoko, niczym przestraszona dziewka. Zsunął się ze zwierzęcia, któremu po chwili topór wgniótł żebra w płuca. Koń kaszlnął krwią i upadł ciężko na ziemię, tuż obok Sepha, wzniecając tuman kurzu. Gabriel już był na ziemi, przeklinając niesprawną nogę. W dłoniach trzymał mocno miecz półtoraręczny, którym szybko odbił w bok trzon topora - po raz drugi ocalił skórę bardowi. Topór przeciwnika odleciał na bok, mijając skulonego na ziemi mężczyznę. Gabriel wygiął nadgarstek i ciął z dołu. Niestety, miecz zderzył się po drodze z tarczą, wojownik poczuł wibracje aż w łokciu. Uniknął z łatwością ciosu topora, odsuwając się w bok. Uśmiechał się, jego czarne włosy powiewały na wietrze. - Powolny jesteś! - krzyknął wesoło. Czuł euforię walki, przypływ adrenaliny sprawił, że nie odczuwał już bólu w nodze. Uderzył z góry, wkładając w to całą swoją siłę - chciał złamać rękę, która trzymała tarczę. Dalej poszłoby już znacznie łatwiej. Ku jego zdziwieniu, coś musiało puścić w tarczy, bo miecz ześlizgnął się po niej, trafiając w bark. Gabriel wyszarpnął szybko ostrze. Dojrzał, jak błyszczący w słońcu kawałek kości spada na ziemię. Przeszywanica wroga pokryła się czerwienią. - Ha, pierwsza krew! - uśmiechnął się Gabriel.. Sparował z łatwością dwa kolejne ciosy, za trzecim razem zbił topór w dół i przydepnął nogą stylisko. Przecenił jednak swoje siły w okaleczonej nodze, bo napastnik nie puścił topora. Spowolnił go jednak na tyle, że bez problemu uderzył go płazem miecza w bok szyi. Chrupnęło. - Gabriel, następni!!! - wrzasnął skulony Seph, wskazując na dwóch jeźdźców. - Dam radę! - odkrzyknął wojownik, odgarniając włosy z czoła. - Przywitam ich należycie. Pierwszy z nich spadł z konia, zanim jeszcze dotarł do Gabriela. W jego szyi tkwił sztylet. - Odebrałeś mi zabawę, Seph! - roześmiał się wojownik, parując pierwszy cios jeźdźca. Siła uderzenia powaliła go na kolana, noga nie wytrzymała obciążenia. Teraz już nie było mu do śmiechu. Przeturlał się pod konia, tnąc mieczem na odlew po jego brzuchu. Ciepła krew spryskała mu twarz, koń wierzgnął i kopnął go w ramię. Jeździec zeskoczył na ziemię. Gabriel wstał, oszczędzając nogę. Zerknął przelotnie na Sepha, który wymiotował w trawę. Nie, Seph nie rzuci sztyletem po raz drugi. - No co, na co czekasz? - spytał mężczyzna, wywijając mieczem. - Specjalne zaproszenie mam wysłać? - Kim jesteś? - Coś taki ciekawski? - Mężczyzna uśmiechnął się, odsłaniając spiczaste, naostrzone zęby. - Chcę jego, potem się dogadamy. - Nie sądzę. - odpowiedział Gabriel, ruszając na próbę ramieniem. Bolało. - I co, myślisz, że od nas uciekniesz? Nie, tego się nie pozbędziesz. Niedługo sam to poczujesz. - Nie!!! - Gabriel rzucił się na mężczyznę. - Nigdy!!! Nastąpiła szybka wymiana ciosów. Seph, skończywszy wymiotować, obserwował to wszystko z otwartymi ustami. Po raz pierwszy widział, że ktoś tak walczy mieczem półtoraręcznym. Szaleńczo, szybko, zwinnie, jak gdyby to był zwykły długi miecz. Z daleka bard i tak nie mógł wszystkiego dostrzec, wszystkich drobnych szczegółów. Na przykład łez, cieknących z oczu Gabriela. Kolejna wymiana ciosów, odskok. I następna. Gabriel uważał, by przeciwnik nie zaszedł go od strony niesprawnej nogi, jednak popełnił drobny błąd. Krew pociekła z draśniętej piersi, ale to tylko dodało sił wojownikowi. Wcześniej czerpał siłę z przyjemności walki na śmierć i życie, z mieszaniny podekscytowania i obawy, teraz czerpał ją z bólu i gniewu. I to było bardziej skuteczne. Znalazł wreszcie błąd w zastawie przeciwnika. Uderzył na skos, miecz rozciął skórzaną zbroję i zazgrzytał po żebrach. Krew polała się dość obficie. Przeciwnik zaczął mylić się w zastawach, po chwili jego kolekcja ran znacznie się rozszerzyła. Gabriel zakończył wszystko mocnym uderzeniem w hełm, który wgniótł się na dobrych kilka centymetrów. Spod hełmu wylała się czerwień, a napastnik upadł bezwładnie na ziemię. - I ty mówisz, że nie jesteś w stanie walczyć. - rzekł Seph. - Chciałbym cię zobaczyć w akcji przed wypadkiem. - Sytuacja mnie zmusiła. - odpowiedział, dobijając leżącego mężczyznę sztyletem. - Tak, cieszyłeś się na początku z tego, że sytuacja cię zmusiła. Jasne. - Nie moja wina, że walka wzbudza we mnie takie uczucia. A ty, czemu rzygałeś? Co się tak rumienisz? - Po raz pierwszy zabiłem. - Całkiem nieźle ci poszło, jak na pierwszy raz. - odrzekł, tnąc mieczem w kark konia, który wlókł za sobą własne jelita i rżał przeraźliwie. - Już, już. Biedny koń... Cholera, zawsze żal mi zwierząt. Co ten koń zawinił, że niósł…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Firewarrior
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…