Gawron
zaleca się czytanie przy piosence T. Waitsa "hold on" ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Mieszkanie pozbawione mebli wydawało się ogromne. Stare graty zostały wywiezione, ściany pomalowane, odnowiono podłogi. Pomieszczenia wypełniało echo i światło poranka. Puste, pachnące świeżością, było spełnieniem marzeń Dagi. Nie śpieszyła się z urządzaniem. Nie wybrała jeszcze szaf, stołów i łóżka. Rozkoszowała się przestrzenią, za którą tęskniła tak długo. Teraz miała dla siebie dwieście metrów i wreszcie mogła odetchnąć. Wprowadziła się kilka dni temu, jedynie z materacem i ekspresem do kawy. Jeszcze nie zeszła na ziemię. Wszystko było takie nierealne. Spędzała godziny wędrując boso, w samej koszuli, po pokojach. Z uwagą słuchała dźwięków kamienicy, ucząc się ich na pamięć. Niewiele tego było, bo jak się zorientowała, zamieszkane było tylko ostatnie piętro, naprzeciwko, ale nawet najdrobniejszy stukot świadczył o tym, że to miejsce jest prawdziwe. Jej osobisty raj, w którym chciała spędzić życie. Wysokie okna wychodziły na podwórze, na którym rosła rozłożysta topola. Drzewo głośnym szumem zaznaczało swoją pozycję w tym miejscu. Było centralnym punktem podwórza i niemym obserwatorem życia mieszkańców. Ilu ich było przed Dagą? Nie wiedziała, ale i nie pytała. Może kiedyś zainteresuje się losem tego domu, na razie chciała tworzyć własną, odrębną historię. Coś na co czekała całe życie. Siedziała po turecku na materacu, grzejąc się w drgającej plamie światła słonecznego. Kiedy zrywał się wiatr, jej nagą skórę muskało chłodne powietrze. Na ramionach i udach pojawiała się gęsia skórka. Jeden łyk parującej jeszcze kawy, rozgrzewał i przeganiał dreszcz. Nie mogła się zdecydować na zamknięcie okna. Jesień powoli rozbierała drzewo z liści, ale jeszcze rozpieszczała ludzi słońcem. Gdy spadł pierwszy śnieg, na oknach pojawiły się śnieżnobiałe firanki. Nagie drzewo nie chroniło już przed wzrokiem sąsiadów. Na podłodze znalazło się też miejsce dla staromodnego adaptera. Muzyka towarzyszyła jej podczas długich wieczorów. Po powrocie z pracy, po skromnej kolacji i długiej, gorącej kąpieli, suszyła włosy przy dźwiękach jazzu. Czasami otwierała butelkę wina i zadawała sobie pytanie, dlaczego tak bardzo nie lubi ludzi, że woli spędzać wieczór samotnie w pustym mieszkaniu? Może dlatego, że to miejsce było dowodem na to, że coś w życiu osiągnęła? Kupiła je za własne pieniądze, sama, nie oczekując od nikogo pomocy. Po raz pierwszy poczuła że jest coś warta, że nie potrzebuje faceta, by poczuć się dobrze. Już nic nie musi udowadniać. Zadziwiające, że zaczęło się jej układać dopiero wtedy, gdy przestała się oglądać na innych ludzi. Już nie interesowała jej opinia rodziców i znajomych. Dojrzała na tyle, że mogła i chciała sama podejmować decyzje. Uczyła się żyć na nowo, odczuwać przyjemność, cieszyć się i wierzyć, że da sobie radę. Obudziły ją dźwięki opróżnianych kubłów na śmieci i pokrzykiwania śmieciarzy. Leżała w mroźnych ciemnościach, z szeroko otwartymi oczami i lawirowała na granicy snu. Wskazówki zegarka na ręku wskazywały 4:15, godzinę w której rzeczywistość zlewa się, z sennymi marzeniami. Przeciągnęła się i odkryła kołdrę, pozwalając by chłodne powietrze rozpędziło resztki snu. Nie zapalając światła, przeszła do kuchni i włączyła ekspres do kawy. To będzie miły dzień, pomyślała, gdy zdała sobie sprawę, że jest sobota. Nie miała konkretnych planów, ale zamierzała wreszcie odpocząć. Praca po 12 godzin na dobę, dawała się ostatnio we znaki. Dziwne, gdy w tygodniu musiała wstać o 7:00, nie mogła się dobudzić, ale mając w perspektywie, dzień tylko i wyłącznie do własnej dyspozycji, nie miała nic przeciwko temu, by wstać przed świtem. Z pełną filiżanką pobudzającego gorącego napoju, podeszła do okna i odsunęła firankę. Podwórko tonęło w księżycowej poświacie. Topola stała nieruchomo, lekko opierając jedną z gałęzi o parapet Dagi. Otworzyła okno i dotknęła chropowatej kory. Zdziwiła się, gdy pod opuszkami palców poczuła pulsujące ciepło. Cofnęła dłoń, a wtedy podmuch lodowatego wiatru zmusił ją, by schowała się do pokoju. Jeszcze przez chwilę, skryta zza przezroczystą tkaniną obserwowała drzewo, ale widziała tylko cienie zaplątane między konarami. Jakie tajemnice chowasz? Zapytała szeptem zostawiając na powierzchni szyby krąg pary. Gdy wróciła pod kołdrę, nie mogła pozbyć się wrażenia, że ktoś ją obserwuje. Nie było to nieprzyjemne, wręcz przeciwnie, jakby ktoś z troską przyglądał się każdemu jej gestowi. Rozkoszne uczucie, jakbym była ważna dla kogoś, pomyślała i odstawiła niedopitą kawę na podłogę, strącając przy tym książkę ze sterty czasopism. Usnęła nim umilkło echo. Nie wiedziała czy się ma cieszyć, czy wręcz przeciwnie. Rozpoczęła nowy rok od nieprzyjemnego wirusa i chcąc nie chcąc, została zmuszona do tygodniowego leniuchowania. Z jednej strony chciała nadrobić czytanie książek, których sterta przy łóżku, od jakiegoś czasu zaczęła się niebezpiecznie chwiać, ale z drugiej, wysoka gorączka i bolesny kaszel uniemożliwiały skupienie na lekturze. Bezsenne noce zaowocowały halucynacjami. Tak przynajmniej pomyślała, gdy ptak, który od dłuższego czasu dotrzymywał jej towarzystwa, znajdując przytulne schronienie na gałęzi topoli, przybrał postać mężczyzny. Z każdą nocą był coraz bardziej rzeczywisty, aż zobaczyła jego twarz. Wpatrywał się w nią nieustannie. Trwał godzinami, skulony na gałęzi, w czarnym wymiętym płaszczu i kapeluszu. Miał szarą skórę pokrytą głębokimi zmarszczkami. Jakby całe życie był stary. Pewnego razu zrobiło się jej żal. Wymysł jej chorego umysłu, czy nie, przecież jest zimno. Otworzyła okno i zaprosiła go do środka. Nie skorzystał. Gdy pomachała do niego, do lotu poderwało się wielkie czarne ptaszysko, skarżąc się światu głośnym krakaniem. Następnej nocy, gdy na chwilę zasnęła w otoczeniu obłoków zasmarkanych chusteczek, coś ciężkiego usiadło tuż przy niej. Zapachniało dziwnie przyjemnie, wolnością, tytoniem i kurzem. Delikatne muśnięcie w szyję napięło boleśnie nerwy. Odwróciła się, mocniej naciągając kołdrę, ale łaskotanie nie dawało jej spokoju. Machnęła raz i drugi ręką, aż w końcu skoczyła na równe nogi, zła i zdezorientowana. Na kołdrze, jak przecinek, leżało czarne pióro. Choroba ustąpiła szybciej niż się tego…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil A.S.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…