Wróć do katalogu

Gdzie diabeł mówi dobranoc

(...) Dzieci z trwogą mówiły o niej „wiedźma” i szeptały między sobą o niesamowitych i przerażających rzeczach, które mogła z nimi zrobić. (...)

Imlardis, opublikowano , 12 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Gdzie diabeł mówi dobranoc

Było leniwe popołudnie. Tonące w promieniach letniego słońca miasteczko zdawało się zapadać w drzemkę i alejki pomiędzy kolorowymi straganami powoli pustoszały. Siedzący w ogródku kawiarenki mężczyzna obserwował ostatnich przechodniów. Schroniwszy się przed upałem pod ogromnym parasolem, rozkoszował się smakiem chłodnego piwa. Zagłębiony w rozmyślaniach nie słyszał rozmów osób siedzących przy innych stolikach. Jego myśli krążyły wokół powieści, którą tworzył od miesięcy. Już dawno powinien był ją skończyć. Cierpliwość wydawcy zaczęła się kończyć, ale jego ogarnęła niemoc twórcza i pomimo nieustannych prób, nie był stanie sklecić nawet jednego zdania. Lekki wietrzyk zakołysał drzewkiem tui stojącym w donicy nieopodal. Po chwili jednak wszystko zamarło. I nagle ją zobaczył. Szła szybko pomiędzy budkami straganiarzy. Wyglądała tak samo jak wtedy. Ile to już czasu minęło od tamtego popołudnia? Jakieś dziesięć lat... Było takie samo, upalne i senne popołudnie. Na drugim końcu kraju, gdzie spędzał urlop. Był wówczas początkującym dziennikarzem i – mimo że wybrał się tam na odpoczynek, postanowił zrobić świetny reportaż. Zainteresowała go historia, opowiadana głównie przez dzieci, ale częściowo potwierdzona przez dorosłych. Dotyczyła kobiety, która rzekomo miała mieszkać w środku lasu, w pustelni. Dzieci z trwogą mówiły o niej „wiedźma” i szeptały między sobą o niesamowitych i przerażających rzeczach, które mogła z nimi zrobić. Rozbawiony opowieścią, zagadnął o nią gospodarza, u którego bawił na kwaterze. - Wiedźma? – roześmiał się mężczyzna, ciężko siadając na ławce obok gościa. – Ta z lasu? - Tak. Podobno pożera nieproszonych gości, a dzieci zmienia w myszy... - Mają wyobraźnię, słowo daję! Jest taka, rzeczywiście chodzą słuchy o kobiecinie, która mieszka w lesie. Nigdy jej nie widziałem, nie zapuszczam się w głąb lasu. Ale sąsiad mówił, że ją widział z daleka zeszłej jesieni, kiedy zbierając grzyby zapędził się tam, gdzie las jest taki gęsty. Nie pojawia się u nas na wsi, pewnie chodzi do miasta, z drugiej strony lasu na zakupy. - A co z jej mocami nadprzyrodzonymi? – spytał wesoło dziennikarz. - Jakimi tam mocami! – machnął ręką gospodarz. – Ubzdurało się dzieciakom, że czarownica, albo coś, a to zwykła kobieta. Może lubi taki tryb życia? Tutaj nikt się nie wtrąca w życie innym. - A można tam jakoś dojechać samochodem? Może z tego być ciekawy artykuł. - Można, ale niełatwo będzie panu znaleźć to miejsce. Trzeba objechać ten las dookoła. Będzie ze dwadzieścia kilometrów. - Niech mi pan wytłumaczy, jak ją znaleźć. Proszę! Mam przeczucie, że to dobry materiał... Następnego popołudnia pojechał, według wskazówek gospodarza i objechawszy szerokim łukiem ciemny las, zjechał z szosy na wąską polną drogę. Wzniecając tumany kurzu brnął w piasku i coraz trudniej mu było jechać. Na skraju lasu, gdzie droga skręcała pomiędzy drzewa, zatrzymał się. Tabliczka zamocowana na metalowym słupku informowała o zagrożeniu pożarowym i zabraniała wstępu do lasu. Przez chwilę się zawahał, ale pomyślał, że na takim pustkowiu nikt chyba nie będzie się go czepiał. Zostawił pojazd w cieniu drzew i pieszo ruszył przed siebie. Samochodem i tak nie zajechałby daleko. Tuż za zakrętem droga zwężała się drastycznie i prawie ginęła w kępach suchej trawy i bujnie rosnących krzaków. Widać było, że trasa bardzo rzadko uczęszczana. Co chwilę musiał się schylać pod zwieszającymi się nisko gałęziami. Po godzinnej wędrówce, gdy celu wciąż nie było widać, przystanął i otarł pot z czoła. Pomimo cienia wśród gęstej roślinności, nieruchome powietrze wcale nie chłodziło. Mężczyzna zastanowił się, czy nie zawrócić. Może wcale jej tu nie było? A widziana kobieta była po prostu grzybiarką z sąsiedniej wsi? Jakiś głos wewnętrzny mówił mu jednak, żeby szedł dalej. Jeśli rzeczywiście odnajdzie tajemniczą kobietę, może uczynić duży krok naprzód w swojej karierze. Kiedy ujrzał jasny prześwit pomiędzy drzewami, ucieszył się. Po chwili znalazł się na zalanej słońcem polanie i zamrugał oczami, jakby niepewny, czy dobrze widzi. Po jednej stronie stał mały domek z kamienia, ze spadzistym dachem. Z parapetów małych okienek zwisały kaskady kolorowych kwiatów, ściana budynku opleciona była dzikim winem, wokół domu rozciągały się połacie wszelkiej ozdobnej roślinności, od której zapachu zakręciło mu się w głowie. Za domem znalazł rosnące w równiutkich grządkach warzywa, jak i krzewy owocowe, dalej kilka jabłoni i najprawdziwsze ule. Mężczyzna rozejrzał się niepewnie. Miał wrażenie, że znalazł się w jakimś innym świecie. Ten zapach, ciche brzęczenie pszczół i ledwo widoczna, złocista poświata unosząca się wokół sprawiały, że rzeczywistość odsunęła się gdzieś w głąb ciemnego lasu. Czas zdawał się stanąć. I wtedy zobaczył ją. Stała pochylona w strumieniu, wypatrując czegoś w błyszczącej wodzie. Była naga. W promieniach popołudniowego słońca jej skóra miała złoty kolor. Kiedy wyprostowała się, odrzucając na plecy falę bursztynowych włosów, dziennikarz stanął, jak wryty. To nie była żadna stara czarownica, tylko współczesne wcielenie Afrodyty. Zdawała się być doskonała w każdym calu. Nagle go zauważyła. Przez chwilę patrzyła na niego ze zdumieniem. Nie uciekła z krzykiem, nie zrobiła nic, by skryć swą nagość przed obcym; powoli wyszła ze strumienia i narzuciła białą zwiewną sukienkę. Ubrana podeszła do niego spokojnie. - Chyba pan zabłądził? – spytała. Z bliska zauważył, że nie była młodą dziewczyną, jak mu się początkowo wydawało. Jej jasna, pokryta złocistymi piegami twarz nosiła ślady upływu czasu w postaci siateczki drobniutkich zmarszczek. - Właściwie, nie. Szukałem pani. - Mnie? Przenikliwe spojrzenie jasnych oczu odebrało mu pewność siebie. - Tak. We wsi słyszałem różne opowieści. Jestem dziennikarzem i zainteresowało mnie to. - Co pana zainteresowało? - Historia czarownicy, co mieszka w lesie. Kobieta roześmiała się i jakby milion dzwoneczków rozbrzmiało wokół. - Proszę, niech pan usiądzie, tam pod…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych