Wróć do katalogu

Genesis 2,3

Ciąg dalszy "Stworzenia Świata - Historii jak najbardziej prawdziwej" - wydanie II poprawione [po uwagach Lilith (sic!)]. Komentujcie!

Ciemnogrodzianin, opublikowano , 9 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Genesis 2,3 Czyli: „Ale o co chodzi?”

Gdy stworzył Pan Wszechświat, Ziemię, życie i człowieka, pobłogosławił to i odpoczął (bo Bóg to nie Lewiatan i zna wartość dnia wolnego). Wtedy postanowił umieścić człowieka w Ogrodzie Eden. Uznał bowiem, iż stworzenie takiej rangi jak człowiek, powinno mieć dostęp do wszystkiego, co dobre.

Wybrał do tego człowieka imieniem Adam, który był bardziej boski niż jego przodkowie i krewni. Dzięki temu, iż znalazł się w raju, nie musiał biegać po sawannie za antylopami i przed lwami. Albowiem wszystko, co tylko znajdowało się w Raju było dobre i łatwo dostępne - lub miało głębszy sens.

Gdyby chciał się wykąpać - miał cztery rzeki. Jakby był głodny - rosły tu figi tuż obok jabłoni. Gdyby miał ochotę pobawić się za kilka tysięcy lat w złotnika - kruszcu tu nie brakowało.

Z tego wszystkiego mógł korzystać. Tylko z dwóch drzew mu jeść Pan zakazał pod groźbą śmierci. Adam wiedział co to śmierć (jego kuzynom spoza Edenu zdarzało się to często, choć tylko raz w życiu), ale Pan powiedział mu, że jest nieśmiertelny.

„Ale, Panie, dlaczego mam bać się śmierci, skoro jestem nieśmiertelny?” - spytał Adam, zaraz też otrzymał odpowiedź.

„Nie musisz bać się śmierci, dopóki jesteś mi posłuszny.”

„To na co mi wolna wola, skoro muszę robić to, co mi każesz?” - dopytywał się dalej Adam.

„Możesz robić, co chcesz.” - Zapewnił go Bóg. - „Tylko żeby potem nie było płaczu i zgrzytania zębów, jak przyjdzie ponosić konsekwencje!”

Aby trochę wzmocnić wiarę człowieka w jego własne siły, kazał mu Pan nazwać wszystko dookoła. W końcu, najbardziej boi się człowiek nienazwanego. Korowód zwierząt wszelkich gatunków i ras przewijał się przed coraz bardziej znużonym Adamem, aż w końcu dotarł do końca. Przed wielkim, włochatym bykiem człowiek rzucił:

„Żubchrrrr...”

I zasnął.

Wtedy przystąpił Pan do dzieła. Sprawdził, czy zesłał na niego odpowiednio mocny sen (który nazwał anestesia) i po kryjomu wyciągnął z niego żebro. Przyjrzał mu się, oszacował jego kształt i postanowił stworzyć z niego istotę piękną przez zaokrąglenie. Położył ją przy Adamie i zostawił ich na chwilę samych.

Gdy obudził się Adam, ujrzał kobietę i zaniemówił. Ona też nie mogła nic powiedzieć, gdyż nie sądziła, by coś co może tak głośno chrapać, było tak ciche. W końcu Adam się przełamał.

„Kto ty?” - spytał.

„Kobieta” - powiedziała - „A ty kto?”

Ujrzał Pan, iż boi się mężczyzna kobiety, więc postanowił mu podpowiedzieć, co ma robić.

„Nadaj jej imię... Podpowiem ci: jest z twojego żebra.”

Mężczyzna chwycił się za klatkę piersiową i zaczął charkać, dusić się, rzęzić i dyszeć.

„Ewhhh! Ewh hhaa! Duszę się, duszę! Żżżżoo! Ha! Zabierz ją, zabierz i oddaj mi żebro!”

Bóg spojrzał na niego i oznajmił:

„Też ładnie. Niech jej będzie Ewa. Będzie twoją żoną. A że chciałeś odrzucić moje stworzenie, będziesz na nią skazany. Teraz was zostawiam, byście się poznali lepiej.”

Długo zastanawiali się pierwsi ludzie co razem robić, aż w końcu po dokładnym poznaniu reakcji swoich ciał stali się jednym ciałem. Okazało się, że kobieta nie tylko jest dobra na posłaniu, ale także jest mądra, wygadana i potrafiła ładnie śpiewać.

Mężczyzna uznał żonę za doskonały pomysł i pomyślał nawet, że mógłby mieć z nią dzieci.

Żyli więc w Raju jak w... Raju: jedli, pili, kąpali się razem, chodzili nago, bo nie znali wstydu i nie było nikogo, kto wstydziłby się za nich.

A wąż był cwańszy niż wszystko, co stworzył Bóg. Łaził po ogrodzie Edenu i irytował wszelkie stworzenie erudycją i gadatliwością.

Kiedyś wypatrzył Ewę, jak zbierała owoce w okolicach Drzewa Poznania Dobra i Zła. Podpełzł do niej i zagadał.

„Jak myślisz: te owoce to figi, czy może banany?”

Ewa nie chciała wdawać się w dyskusje z wężem, więc tylko rzuciła:

„Na pewno jabłka.”

„Na pewno? A może jednak brzoskwinie?” - Wąż był tego dnia bardziej irytujący niż zwykle.

„To są jabłka!” - Stanowczo odrzekła. - „Choćby dlatego, że wyglądają jak jabłka!”

Nie była to całkiem prawda, ale żeby odegnać węża, sama nazwałaby się jabłkiem.

„Lubisz jabłka?” - spytał wąż.

„Są dobre.” - przyznała Ewa. -

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych