Wróć do katalogu

Godvil - Hell'aven - rozdział 6

Dwa najważniejsze pionki w walce o dusze stają do walki. Maciek(Mati) spotyka swoje największego rywala, którym jest tajemniczy fioletowo-włosy chłopak. Jak zakończy się ich konfrontacja.

Ergo, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

HAG prezentuje: Godvil Rozdział szósty: "Niedościgniony rywal"

Obudził się w kolejnym dniu swojej męki. Pierwszą myślą, jaka przyszła mu do głowy było to, iż nie ma powrotu. Stał się bezwolnym wysłannikiem piekieł, który to dla egoistycznych pobudek mordował ludzi. Nie była to przesadzona myśl i wiedział o tym dobrze. Tak wyglądała prawda, od której nie mógł się już cofnąć. Nie było przycisku "Cancel" na ekranie. Żadnych kodów do poprzedniego poziomu. Most za nim spłonął już dawno. Nie pozostawało mu nic innego jak brnąć przed siebie w nadziei, że gdzieś tam po drodze znajdzie jakieś wybawienie. Ale nawet takie trwanie w nadziei nie najlepiej mu wychodziło. Gdy całkowicie się obudził, zauważył, że coś było nie tak. Na stole w jego pokoju leżała jakaś książka. A dokładniej było to coś w rodzaju pamiętnika. Oprawionego w czerwony plusz. Wyglądało to trochę zabawnie, ale bardzo ładnie. Gdy tylko tworzył i ujrzał pierwszą stronę wszystko stało się jasne. Były to wskazówki od Tofoe dotyczące jego kolejnej ofiary:

"Mam dla ciebie robotę, paszczurku mój. Sprawa jest pilna, więc jak tylko oczęta swe otworzysz, zabierzesz dupę w ruchy i udasz się pod adres na załączonej wizytówce. W mieszkaniu będzie czekała kobieta. Zapewne domyśliłbyś się na miejscu, ale wolę uprzedzić oczywisty fakt. To ją masz zabić! Dlaczego? Zapewne zapytasz, gdyż zdołałem się już przyzwyczaić, że o takie głupoty pytasz. Anastazja, jej imię brzmi, a jej zawód to 'czarna wdowa'. Kojarzysz fakty, prawda. Głupi raczej nie jesteś, inaczej bym cię nie wybrał. Pochowała już trzech mężów, których pozbyła się za pomocą trucizny. Zawsze wyglądało to jak zawał serca. Potem ona zgarniała kasę i żyła długo i szczęśliwie aż do momentu spotkania następnego frajera. Dzisiaj wieczorem spotka się już z czwartym. To jak... Do roboty."

Stronę dalej Maciek znalazł wizytówkę, na której był adres kobiety. Nie zastanawiał się nad tym, po prostu ubrał się i wyszedł. Jego mama coś mówiła, że wychodzi potem, ale zignorował to. Miał ważniejsze sprawy na głowie. Wsiadł do pierwszego autobusu, który zmierzał w kierunku jego następnej ofiary. Próbował myśleć o wszystkim tylko nie o tym, co robi. Nie było to jednak takie łatwe.

- Zrobiłem tyle ile mogłem. Opóźniłem sprawę o godziny, może dni. - Nic więcej mi nie trzeba. Czuję, że jesteśmy blisko jakiegoś kulminacyjnego momentu. Chwili, która zwróci wszystko w dobra drogę - Tofoe nie krył podniecenia. Podrapał się po bródce i uśmiechnął szatańsko. - Aha, mam dla ciebie informacje, która cię zaciekawi zapewne. - Ksiądz odłożył kieliszek z winem. - Watykan na prośbę papieża utworzył "squadra della raccolta". Nie za wiele o tym wiem, ale ponoć wchodzą w ten oddział najlepsi wojownicy z XXIV i XXVII dywizji. - Sekcje specjalne do spraw wystąpień aniołów i demonów. Drużyna zbieraczy. Na prośbę papieża. Czyli i oni rozpoczęli poszukiwania. - I to na dużo większą skalę. - Nie myśl jednak, że wygrają. Nasze plany mimo pewnego podobieństwa są zgoła inne. - Wiem, nie musisz mi mówić. Zdaję sobie sprawę z tego jak działa Niebo. A zwłaszcza sługusy Rafaela. W końcu kiedyś sam byłem jego prawą ręką. - Jak by jednak nie było, kończą się powoli latarnie w tym mieście. Pozostały już tylko dwa inne miejsca zgrupowania tak wielkiej energii duchowej. Jeśli chcemy odnaleźć TĄ duszę będziemy musieli się przenieść. - Demon wstał i podszedł do okna. - Ale to nie powinno stanowić problemu. Nasz chłopaczek na posyłki zaczyna się wyrabiać ponad normę. Co nam pasuje jak ulał, że tak rzeknę. Adonis zarzucił nogę na nogę i sięgnął ponownie po kieliszek wina. Upił z niego jedną kroplę, po czym uśmiechnął się. Przed oczami jego mieniła się wizja powrotu do domu.

Po trwającej parę minut podróży Mati znalazł się niedaleko mieszkania kobiety. Nie targały nim żadne wątpliwości. Pogodził się już z tym, co robi. Mimo wielu mieszanych uczuć, jakie mogły go wypełniać, szedł bez wahania. Dla niego teraz liczyło się to, iż ukarze kogoś złego. Nie chciał za to żadnych nagród, nie chciał pójść do nieba. Chciał po prostu coś zrobić dla świata zanim pochłonie go na wieczność ogień piekielny, co zapewne niedługo się stanie. Wszedł od niewielkiej kamieniczki i od razu udał się pod drzwi Anastazji - czarnej wdowy. Zmaterializował miecz i uniósł dłoń, by zapukać. W tym momencie ze szczelin między drzwiami i ścianą wypłynęła niczym ciecz, czarna aura. Jakiś wewnętrzny zmysł kazał Maćkowi uciekać. Bezzwłocznie i nie zastanawiając się nawet dlaczego, ale zrobił to. Odskoczył w bok, a dokładnie w tej chwili drzwi od mieszkania kobiety wyleciały z hukiem na korytarz. Dopiero gdy uniósł głowę, zdał sobie sprawę z tego, że cała ta sytuacja trwała zaledwie ułamek sekundy. Nawet piaskowy pył ze ścian, który powstał podczas zerwania się zawiasów nie zdołał opaść. Mimo tego Mati widział wszystko dokładnie. Wszystkie kontury, zarysy, kolory. Powoli zaczął się przyzwyczajać do swoich niesamowitych zdolności, więc nie przejął się tym zbytnio. Bardziej poruszyło nim to, iż o drzwi po drugiej stronie ściany opierała się kobieta - choć było to mocno naciągane stwierdzenie. Była ona po prostu do nich przybita za pomocą niewielkich sztyletów. Od razu było też widać, że jest martwa. Żadna żywa istota nie zdołałaby tego przeżyć, zgon nastąpił natychmiast. W momencie, gdy Mati wstał w drzwiach pojawiła się nowa postać. Był mniej więcej wzrostu Maćka. Ubrany był cały w czarne dżinsy i czarną koszulkę z krótkim rękawem. Na jego prawej ręce był metalowe zarękawie, które lśniło srebrnym kolorem. Szyję jego natomiast otaczał szal identycznego koloru jak jego włosy. Fioletowe, długie aż do ramion z odstającymi na boki końcówkami. Sługa Tofoe natychmiast skojarzył chłopaka - to właśnie jego spotkał w parku po tym jak dostał miecz. Ale co on tu robił? - A więc się spotykamy panie M. Ha ha ha. Najwyższa była już pora by dwa najważniejsze pionki w tej grze się zeszły. Czyż nie? - przemówił tajemniczo chłopak. - Kim jesteś? Odpowiedz! - powiedział stanowczo Maciek kierując miecza na stojącego naprzeciw niego nieznajomego. Chłopak jednak nie odpowiedział. Zamiast tego odwrócił się i pobiegł w kierunku okna, przez które wyskoczył, rozbijając szybę. Nie było to może najwyższe piętro, ale jednak do ziemi było dobre siedem metrów. Chwilę po tym jak tajemniczy przybysz zniknął z oczy Matiego, ten usłyszał odgłos zgniatanego metalu. Zostawiając zwłoki kobiety zbiegł na dół po schodach najszybciej jak mógł. Ale nie zobaczył nic, co by go zaskoczyło. Gdzieś w głębi wiedział, że chłopak przeżyje ten upadek - choć to, że karoseria terenowego Nissana wbije się pod jego ciężarem to było nie do przewidzenia. Natychmiast zebrało się dokoła niego kilkoro gapiów. Chłopak jednak się tym nie zraził. Postronni go nie obchodzili, jedyną osobą, w która się wpatrywał był Maciek. Po chwili zeskoczył z samochodu i wbiegł miedzy ludzi, dosłownie znikając. Mati natychmiast pobiegł w prawo, w kierunku jednej z bocznych uliczek. Podpowiedział mu tak jego instynkt, który ponownie się nie mylił. Przez ułamek sekundy zobaczył biegnącego po przeciwległej stronie ulicy chłopaka. Wiedząc, że jeśli chce go dopaść musi pokonać jakoś budynki ich dzielące, postanowił zaryzykować. Rozbiegł się i odbijając się od kosza na śmieci doskoczył aż na dach niewielkiego sklepu. Było to trzy, cztery metry, jednak normalny człowiek by tego nie zrobił. Gdy tylko znalazł się na dachu natychmiast pobiegł na drugą stronę. Zdziwił się mocno, gdy nagle naprzeciw niego pojawił się ten, którego gonił. Stał tam tak jakby mu odpowiadało miejsce ich spotkania. Również Mati się zatrzymał. Lecz taki zastój nie trwał długo. Nieznajomy rzucił się w swoją lewą stronę, prawie że znikając z oczu Maćkowi. Choć wyglądało to tak jakby chłopak poruszał się znikając i pojawiając się, co kilka metrów. Nagle zniknął na dłużej. Po raz trzeci tego dnia sługę Tofoe uratował jego instynkt. Choć może to już nie był instynkt, tylko coś w rodzaju jego naturalnego systemu obronnego, a może już świadomie zaczął wykorzystywać swoje zdolności? Jak by nie było, czując zbliżające się niebezpieczeństwo wykonał cięcie w tył, na wysokości ramienia. Właśnie tam pojawił się fioletowowłosy chłopak,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych