Wróć do katalogu

GOLDEN GATE

Most Golden Gate jest jednym z najpopularniejszych mostów na świecie,szczególnie wśród...samobójców.

beatrix, opublikowano , 32 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ze zdjęcia uśmiechał się około dwudziestoletni mężczyzna. Lewą ręką opierał się o pomarańczową ramę, która stanowiła jedyne kolorowe tło. Zanim zrobiłem to zdjęcie, Kevin opowiedział mi jak to się stało. Snuł swoją opowieść, przerywając ją przecinkami niepewności. Momenty milczenia, których najbardziej się bałem. Myślałem, że zmieni zdanie, odejdzie, zostawiając mnie samego z niewykorzystaną kliszą oraz niedopowiedzianą historią.

Pamiętam, kiedy spotkałem Kevina po raz pierwszy. Pojawił się znikąd. Byłem nad brzegiem rzeki. Po obydwóch moich stronach stali rybacy, jak posągi, z zarzuconymi wędkami wyczekiwali z uwagą ich pierwszego drgnienia, tak jak czeka się na dzwonek telefonu od dopiero co poznanej dziewczyny. Swoją nieruchomością wmalowali się w krajobraz tego miejsca. Ich nieobecność o poranku byłaby jak oglądanie niedokończonego obrazu. Tamtego dnia, jeden z nich odwrócił się wolno w moją stronę, jakby jego ruchy, zamiast powietrza, ograniczała woda. Spojrzeliśmy na siebie nic nie mówiąc. Z wyrazu twarzy odczytałem, że nie był zadowolony z mojej obecności. Spakowałem sprzęt i oddaliłem się tak wolno jakbym znajdował się przed zwierzęciem, które właśnie szykowało się do ataku. W tym mieście ludzie dawno przestali ze sobą rozmawiać. Nie wiem, czy ja też nabyłem już tą cechę. Mieszkałem w San Francisco już od ponad czterech lat, wciąż jednak wydawało mi się, że byłem nowoprzyjezdnym. Pozbyłem się, co prawda, symptomu noworodka, który zachwyca się każdą rzeczą spotkaną na drodze. Czy stałem się już jednym z nich: obojętnym i zamkniętym w sobie? Nie byłem w stanie powiedzieć. W całym mieście znajdowała się tylko jedna rzecz, która nigdy nie przestała mnie ciekawić: most Golden Gate. Dla niego przychodziłem tutaj prawie co tydzień wpatrując się w niego jakbym chciał odczytać swoje przeznaczenie. Tamtego dnia znowu wziąłem ze sobą aparat. Dokumentowałem jego obecność, chociaż doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie ma to najmniejszego sensu. Oddaliłem się od rybaków na tyle, żeby nie drażnić ich swoja obecnością. Nawet z tej odległości wiedziałem, że będę mógł im zrobić zdjęcie. Z nowym teleobiektywem przybliżałem do siebie odległych ludzi i przedmioty, nie wiedząc, że tym samym przyciągam również przyszłe wydarzenia.

Przyglądając się rybakom, z konstrukcją mostu w tle, doszedłem do wniosku, że niewiele się od siebie różnili . Dwie różne materie. Twórca i jego dzieło, które swoim rozmiarem przerasta i onieśmiela swojego stworzyciela. Dwie materie egzystujące obok siebie jak w symbiozie. Ilekroć bym tutaj nie przyszedł, tych dwoje zawsze tutaj było. Wmalowani w tutejszy krajobraz, mimo woli byli świadkami wszystkiego co miało miejsce w około. Przechodzący ludzie, obejmujące i całujące się pary, turyści z twarzami przyklejonymi do swoich aparatów, rowerzyści chcący wyprzedzić samochody, dzieci rzucające kamyki do rzeki, czy też samobójcy skaczący z mostu do rzeki. Cokolwiek lub ktokolwiek by to był, most i rybacy pozostawali na to całkowicie obojętni.

Rozłożyłem trójnóg i ustawiłem na nim aparat. Dzień był słoneczny. Niebieskie niebo kontrastowało z pomarańczową farbą pokrywającą metalową konstrukcje. Jego kolor, niczym znak drogowy informował o potencjalnym zagrożeniu. Mimo to, most nieustannie wabił przechodniów jak pająk swoje ofiary do utkanej przez siebie sieci.

- Widok z samego mostu jest o wiele lepszy niż stąd. Odwróciłem się jak zastraszone zwierze. Obok mnie stał jakiś facet z głową skierowaną w stronę mostu. Spojrzał na mnie i powiedział: - Ten most robi o wiele lepsze wrażenie, kiedy na nim stoisz. Dalej nie wiedziałem jak mam zareagować. Obojętnie kiwnąłem głową, dając do zrozumienia, że wiem o czym mówi. Mężczyzna podszedł kilka kroków zbliżając się do aparatu. - Mogę? - zapytał wskazując na sprzęt. Znowu tylko kiwnąłem głową. Wciąż byłem zaskoczony. Odsunąłem się dwa kroki, pozwalając mu spojrzeć przez celownik. Stał tak, nie więcej niż trzydzieści sekund, kiedy przyjrzałem się mu od tyłu. Miał ciemne, pół długie włosy, które opadały mu na ramiona. Ciemna kurtka i jasne dżinsowe spodnie. Niewiele mi to powiedziało o jego intencjach, tym kim był, oraz dlaczego mnie zaczepił. - Piękny most - odparł i odsunął się od kamery - Lubisz fotografować architekturę? – zapytał, kierując twarz w moją stronę. - Mam kilka fotek budynków. Z twarzy ludzi można wyczytać o wiele więcej - odpowiedziałem. Wypowiadając te słowa poczułem się znowu wygodnie w swoim ciele i w jego obecności. - Co tutaj robisz o tej porze? - przejąłem rolę zadającego pytania. - Przypuszczam, że to samo co ty. Nie mieliśmy jeszcze szansy się poznać. Ale mamy chyba wiele wspólnego?- dodał i brzmiało to bardziej jak stwierdzenie niż pytanie. Odszedł kilka kroków, robiąc stopą koliste ruchy na piasku. Chyba dla zabawy. - Dzisiaj nikogo nie znajdziesz na moście. Pogoda jest zbyt ładna, żeby ludzie z niego skakali. Odwróciłem głowę w jego kierunku, niepewien czy dobrze usłyszałem. - Pamiętasz zeszły rok? – zaczął. Pogoda dawała się we znaki już od początku jesieni. Nie było dnia, żeby kropla deszczu nie zmyła śladów rąk odbitych na poręczy. Skakali jakby chcieli zdążyć przed nadejściem zimy. Najpopularniejszą porą były wczesne ranki i późne wieczory. O tej porze, most schowany jest w kokonie mgły. Czasem jest tak gęsta, że nie widać kolejnego pręta, dwadzieścia metrów od Ciebie. W miejscu gdzie most łączy się z lądem, mgła znajduje się przed Tobą, jakby była kurtyną oddzielającą Cię od tego co się za nią dzieje. Wchodzisz na most, przekraczając granicę, i automatycznie jesteś otoczony mgłą. Pojawia się wokół Ciebie, jakby chciała Ci towarzyszyć. O ile jeszcze na samym początku mostu wahałeś się, z każdym krokiem przekonanie, że musisz to zrobić narasta w Tobie, a otaczająca Cię mgła jest jak klosz, który nie pozwala uciec żadnej z Twoich myśli. Z każdym krokiem przeświadczenie, ze musisz to zrobić narasta do tego stopnia, że teraz ciąży jakbyś miał kamienie w kieszeniach kurtki. Zatrzymujesz się. Opierasz o barierkę. Mgła skutecznie tamuje jakikolwiek obraz, ale wiesz co znajduje się pod Tobą. Nie przez przypadek przychodziłeś tutaj niemal co tydzień, zwiedzając to miejsce jak gdybyś był w muzeum. Wahasz się bardziej z nieśmiałości, niż niepewności. Wspinasz się na poręcz, prostujesz sylwetkę, trzymając się metalowego pręta. Starasz się utrzymać równowagę, która i tak od dawna jest zachwiana. Za Tobą przejeżdża samochód, nie zwracając na Ciebie uwagi. Jeszcze jeden, który myśli, że może się uratować - cytujesz w myślach niewypowiedziane zdanie kierowcy. Przyspiesza, nie informując nikogo o tym co właśnie zobaczył. Może przekonał się, że to było tylko złudzenie? Stoisz, z coraz większym trudem utrzymując równowagę na śliskiej poręczy...

Upuściłem kawałek patyka, który miałem w ręce. Jak się domyślił? Nikomu nie wspominałem o tym czym się ostatnio zajmuję. Nikt nie wiedział, że chodzę w okolice mostu, żeby im „towarzyszyć”, żeby ich „udokumentować”, żeby „ich” przyłapać na skoku. - Przejdźmy się - zaproponował. Zgodziłem się, zaintrygowany, tym co właśnie powiedział. Schowałem sprzęt do torby. W tym samym czasie on stał, wpatrując się w fale uderzające nieśmiało o brzeg. Wszystko odbywało się wbrew stereotypowi, że nieznajomi nie rozmawiają ze sobą. Nie ufałem mu, ale ciekawość była silniejsza. Czyżby wiedział? – pytałem się. Czułem się jakbym wykonywał każdą czynność w zwolnionym tempie. Mimo to, szliśmy razem wzdłuż brzegu, zanim temperatura powietrza zdążyła wzrosnąć o kilka stopni.

Drugi raz spotkałem go na moście. Od razu przeszedł do rzeczy. - Długo szukałem miejsca, żeby się zabić. Całkiem przez przypadek, ktoś ze znajomych powiedział mi, ze Golden Gate jest kolebką samobójców. To zdanie utkwiło mi w pamięci, tak jak wyobrażenie mostu. - Nie wiem jak długo się zastanawiałem, żeby się zabić- kontynuował, zanim zdążyłem sformułować w myślach następne pytanie. To musiało się zacząć nawet zanim doszedłem do wniosku, że samobójstwo będzie najlepszym rozwiązaniem. Nie zdradzałem się nikomu ze swoich przemyśleń. Nie pozwoliłbym, żeby ktokolwiek wplątywał się w moje życie, nie mówiąc już o tym, żeby próbował je zmienić. Odkąd usłyszałem jednak tą wiadomość, nie mogłem przestać o tym myśleć. Most zdawał się podążać za mną, prześladować swoim wizerunkiem, w końcu przytłaczać swoim ogromem i rozpiętością. Nawet nie wiem, kiedy zacząłem mimochodem sprawdzać wszelkie informacje dotyczące Golden Gate.

Co roku z Golden Gate skacze od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu osób. Większość z nich udaje się zatrzymać policjantom, jednak pozostałych dwadzieścia czy trzydzieści osób udaje się dokończyć czynu. Spadanie z mostu jest równoznaczne z lotem przy 140 kilometrach na godzinę. Cały skok nie trwa więcej niż cztery, cztery i pół sekundy. Są nikłe szanse, żeby ktokolwiek przeżył. Skoczków z Golden Gate cechuje naiwność. Przychodzą w to miejsce, przekonani, ze ich skok nabierze rozgłosu. To nie są zakompleksione osoby, których stan psychiczny na tyle się pogorszył, ze pociągniecie za spust spluwy jest wynikiem impulsu, niemalże dziecięcego kaprysu. Skok z mostu to luksus. Wbrew wszystkiemu, cztery sekundy to dużo. Kiedy lecisz z rozpostartymi rękami, nieuchronnie zbliżając się do powierzchni wody, strach ogarnia Twoje ciało. Oprócz tego czujesz wstyd. Jest zbyt późno, żeby cokolwiek zmienić. Jak wskazują statystki szanse na przeżycie są nikłe. Wszyscy samobójcy wybierają most dla jego reputacji. Wyobrażają sobie nagłówki w gazetach. Ich zdjęcie umieszczone obok opisu zdarzenia. W momencie spadania, zamiast dumy, czują jednak rozczarowanie. Ich ciało przygotowuje się na ogromny cios. Mają zderzyć się z bólem, którego nie będą mogli znieść. Z wszystkich opowieści, których wcześniej tak uważnie słuchali, nie pojawiła się ani jedna o rozczarowaniu. Kiedy już skoczysz , w momencie lotu uświadamiasz sobie, że wcale nie jest tak pięknie jak miało być. Jest już jednak za późno na jakikolwiek odwrót.

Kevin przerwał, zanim zdążyłem zrobić jeszcze jedno ujęcie jego twarzy kontrastującej z krzykliwą farbą mostu. Wyglądał na zmęczonego i sądzę, że nie chciał dalej kontynuować. Samo opowiadanie o tym było dla niego wyczerpujące fizycznie. Mimo to, przychodzi tutaj dzień w dzień, spacerując godzinami wzdłuż barierek, spoglądając w dół na matowe odbicie wody, która niewzruszenie płynie, połykając ciała tych, którzy są na tyle głupi, żeby tam skoczyć.

Szliśmy ramię w ramię milcząc. Ja – rozpamiętując to co usłyszałem- Kevin- wracając myślami do tego co się stało. I wtedy zaczął biec. Nie wiedziałem jak zareagować, przyśpieszyłem wiec tylko kroku. Kevin podbiegł do poręczy i wspiął się na nią. Przestraszyłem się, i krzyknąłem tylko „Nie rób tego!!”.Na mój krzyk odwróciły się tylko dwie turystki, które nas wyprzedziły kilka minut wcześniej. Wiedziałem, że mnie usłyszał i zignorował. Przyspieszyłem trzymając aparat mocno w ręce. Dogoniłem go kiedy był na barierce, trzymając się metalowego pręta. Spojrzałem w górę, wpatrując się w niego jak w obrazek, stojąc przed niedoszłym samobójcą, błagając go, żeby tego nie robił, jednocześnie nie mając w rękawie żadnych argumentów, na odwiedzenie go od tego, co chciał zrobić. - Co ty wyprawiasz?! Zejdź! Zabijesz się!- krzyknąłem, ale zabrzmiało to jak bełkot. Spojrzał na mnie, trzymając się metalowego pręta ( tak jak w tedy, kiedy mi o tym opowiadał) Narysował nogą kółko w powietrzu, jakby chciał mnie jeszcze bardziej przestraszyć, lub zobaczyć jeszcze większy strach w moich oczach i głośniejsze prośby błagalne. Nienawidziłem gnoja, wiedząc, ze się ze mną tylko bawi. Odszedłem wkurwiony na całego. - Zabij się, kurwa, ja tak bardzo tego chcesz!!- rzuciłem ze złością i odszedłem. Zeskoczył z poręczy, i podbiegł do mnie, z resztkami uśmiechu na twarzy. - Nieźle Cię nastraszyłem stary, nie? Gówno mnie obchodzi ten człowiek, nie wiem co tutaj robiłem. Miałem dość świrów na swojej liście znajomych. I co mi kurwa przyszło do głowy, żeby przyjść na most z tym debilem i słuchać jego bajdurzenia o jakimś moście, jego sile, i jak bardzo go przyciąga, potem odpycha. - Stary, no co ty? Tylko żartowałem - próbował się usprawiedliwić.

Nic nie odpowiedziałem, oprócz posłania mu „odpierdol się” spojrzenia. Zbliżało się południe. Byłem głodny i miałem ochotę na ciepły lunch. Skierowałem się w kierunku jedynej knajpy jaką znałem w tym mieście. Nie odwróciłem się, ale miałem przeczucie, ze ten palant ciągnie swoja dupę za mną. Przynajmniej nie musiałem patrzeć na jego gębę. Kiedy wszedłem, przy stolikach były tylko dwie osoby. Zamówiłem kubek kawy, oraz naleśniki z serem. Kiedy facet przygotowywał jedzenie, pstryknąłem mu kilka fotek. Trochę się wkurzył jak zobaczył, ze jakiś obcy robi mu ni z tego ni z owego zdjęcie, jednak nic nie powiedział. Podał mi tylko talerz naleśników, nie spoglądając nawet na mnie. Niektórzy ludzie traktują zignorowanie kogoś jak o wiele większą zniewagę niż wyzywanie się na słowa czy walkę na pięści. Zazwyczaj są to ludzie, którzy umieją zachować swoje emocje na wodzy. Ten facet umiał, a ignorując mnie trafił w sedno. Zjadłem swoje naleśniki, popiłem kawą której nigdy nie słodziłem. Lubiłem gorzki smak w ustach. Gorzki, jednocześnie dający niezłego kopa w dupę. Tak smakuje kawa i takie jest życie.

***

Obudziłem się zlany potem. Siadłem na łóżku zdezorientowany, nie wiedząc co się stało. Czy to, czego się bałem miało miejsce naprawdę czy był to tylko zły sen? Rozejrzałem się wokół siebie. Wzrok przykuł zegarek stojący na stoliku, obok łóżka. Wyświetlone cyfry wskazywały 2.30 nad ranem. Przeczesałem palcami włosy. Byłem spocony, jednak doszedłem do siebie na tyle, żeby wiedzieć, że to był tylko sen. Nie skoczyłem z mostu i nie pochłonęła mnie rzeka. Nie przebijałem się przez jej powierzchnie, a moje zdeformowane ciało na skutek potężnego zderzenia było powyginane w nienaturalnych kształtach. Kładąc się do łóżka, przypomniałem sobie przebieg dnia, i słowa które wymówił Kevin nadal obijały się w mojej głowie, nie mogąc znaleźć miejsca gdzie mogłyby spocząć i zapaść w zapomnienie. Nie pozwalało im na to mój stan, nadal podirytowany poranną sytuacją, kiedy Kevin zażartował sobie ze mnie, stojąc na poręczy i udając, że w każdej chwili może stracić kontrole nad swoim ciałem. Wstałem i poszedłem do kuchni napić się czegoś na zaschnięte gardło. Nie zapałałem światła. W ciemności, otwarłem butelkę wody mineralnej, którą zostawiłem na stole poprzedniego wieczora. Usiadłem. Nie chciało mi się spać. Przypomniałem sobie ułamki snu, nic nie układało się w całość zupełnie jak porozrzucane kawałki ciała unoszące się na powierzchni rzeki. Niezatapialne. I ta twarz, którą widziałem obserwując ją od dna rzeki. Jej rysy były rozmyte, mogłem dostrzec strach i to, że coś mówiła, wymachując rękami, uderzając nimi w powierzchnie wody, która odbijała się echem szkła, którego nie można było rozbić.

W obrazy ze snu wplątał się kolejny wątek dotyczący Kevina. On tam był. Tylko raz. Jako jedyny został wyłowiony zanim poniósł go prąd. Ku zdziwieniu lekarzy, wyszedł z tego z niewielkimi obrażeniami. Kiedy raz próbujesz popełnić samobójstwo, z pewnością zrobisz to drugi raz. Kevin boi się jednak kolejnej porażki. Popełnienie samobójstwa nie jest czymś, czym się chwalisz. Kiedy już to zrobisz, wstydzisz się siebie samego. Masz nadzieje, że nigdy nie będzie Ci dane spojrzeć na siebie. Wtedy budzisz się, a ktoś trzymając twoja rękę zapewnia Cię, ze wszystko będzie dobrze, żebyś się nie martwił, że już nie grozi Ci niebezpieczeństwo. Niczego więcej wtedy nie pragniesz jak tego, żeby pochłonęły Cię kolejne powłoki wody , swoim nurtem zawirowały bezwładnym ciałem, i wciągnęły je na samo dno. Zastanawiasz się co dalej. Nie masz pomysłu. Wiesz, ze zostałeś odrzucony przez most. Golden Gate nie zaakceptował Cię, czy to w wyniku Twojego niezdarstwa czy tez głupiego szczęścia.

Dlaczego on mnie tak wkurza? Zastanawiałem się. I dlaczego nie mogłem się oderwać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych