Wróć do katalogu

Gra w szachy - rozdział V

gra dalej się toczy

mesue, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział V

Staszek przeleżał miesiąc w szpitalu. Miał nadzieję, że jego choroba skruszy decyzję Joanny. Niestety, nie wróciła do kraju. Przez telefon codziennie rozmawiali o wszystkim, ale nie o tym co dusiło ich oboje od pewnego czasu. Joanna starała się być wesoła. Jej beztroska była tylko pozorna. Od ostatniego napadu przed domem minął miesiąc. Nie wierzyła, że to przypadek. Czuła, że chciano ją zastraszyć. Znikł wtedy gdzieś jej spokój. Stała się ostrożniejsza. Staszek czuł jej niepewność, lecz nie zdradzał swoich domysłów. Oboje wiedzieli, że prawda jest inna, ale żadne z nich nie przełamało gry pozorów. Wtedy właśnie dotarło do niego, że Joanna nie cofnie się, i że z tym musi pogodzić się. Myśl, że powinien pomóc jak najszybciej swojej córce była chyba najlepszym lekarstwem. I kiedy Staszek poczuł się na tyle dobrze, aby opuścić mury szpitala zadzwoniła do niego Jadwiga. - Zabiorę cię o jedenastej. Pojedziemy na chwilę do domu, a później na lotnisko. Musisz na jakiś czas zniknąć. - Czuję się już dobrze. Nie wiem po co ta cała maskarada. - Czy na tyle, aby jechać do niej? – zapytała. - Na razie chcę znaleźć się w domu. - Znam cię. Może jeszcze nie dzisiaj, ale jutro już pakowałbyś walizkę, żeby pojechać do Joanny. Poza tym musimy również chronić i ciebie. Możesz stać się potencjalnym zakładnikiem, a tego nie chcemy. Joanna jest twoją córką, więc mogą to wykorzystać. - Skoro o tym mowa, to zapewne coś się stało. - Zaginęła jej koleżanka. - Jak to zaginęła? - Po prostu pewnego dnia nie przyszła do pracy. W domu jej nie było. Klara zawiadomiła policję. Szukają jej, ale na razie nic nie mają. Nie ma ciała, więc jest nadzieja, że żyje. - A Joanna? - Żyje. Ma dwóch aniołów stróżów. Zmieniają się co jakiś czas. Poza tym założyliśmy, że ją zostawią do końca. - A jeżeli to błędne założenie? - Jest dla nas, ale i dla nich bezcenna. Jej śmierć na tym etapie nic nie zmieni, tylko pogrąży nas, a oni nie osiągną celu. Nie o to im chodzi. - Gdzie zatem jadę? - Dowiesz się na lotnisku. Weźmiesz taksówkę. Od taksówkarza otrzymasz bilet. Później grzecznie usiądziesz obok blondynki w dużym kapeluszu i razem z nią udasz się do odprawy. Będziecie mieli wspólne miejsca w samolocie. Będzie to wyglądało jakbyś wyjeżdżał z kochanką, którą ukrywałeś przed ludźmi. - Nie boisz się, że stamtąd, gdzie będę, pojadę do mojego dziecka? - I tak i nie. Liczę jednak na twój rozsądek. Żeby pomóc Joannie i nam musisz nabrać siły. - Chyba nie mam ani rozsądku, ani sił. Na obradach ktoś obiecał mi, że się skontaktuje ze mną i coś omówi. I co? - I tak będzie, ale to nie my decydujemy kiedy, jak i gdzie. Nic mi na ten temat niewiadomo. Wiesz przecież jak jest. - Tak. - Czy mogę zobaczyć się z Frankiem? - Nie. Franek też wyjechał. - Co z jego rodziną? - Na razie są w kraju. Nie wiem jak długo. - A ty co tutaj jeszcze robisz? - Na razie eskortuję ciebie do domu. Pomogę ci się spakować. Potem dostanę pewnie dalsze instrukcje. Może mnie zostawią w kraju. Ktoś musi tutaj przecież zostać. - Biała postać rozstawia wojowników? - Coś w tym rodzaju. - Czy wiadomo jest na jakim etapie są nasi przeciwnicy? - Wiesz, że o tym nie możemy rozmawiać. - Mam gdzieś takie nakazy. - Staszek! - To na jakim etapie są nasi przeciwnicy? – ponowił pytanie Staszek. - Wiem tyle, że weszli w kooperację z Tygrysami. - Więc maja broń chemiczną, lub narkotyki. - Jedno i drugie. - Groźne? Mamy próbki? - Nie wiem. Nasz agent ostatnio milczy. Nie wiemy, czy żyje. To przebiegli ludzie i źli. Mogli coś podejrzewać i zlikwidować go. Mogli także zastraszyć go i zmusić do współpracy. - Za dużo tych niewidomych. Mają jeszcze coś Jadwigo, o czym wiemy tylko ty i ja, może jeszcze Joanna domyśla się. - Wie też biała postać. I tego obawiamy się najbardziej. Marc jest już za stary, ale….. - Nie kończ. Znam teorię wiecznego powrotu. Mam nadzieję, że zniszczymy wszystko zanim dojdzie do ostatecznego końca. Na chwilę zamilkli. Z ich twarzy znikł spokój. Wiedzieli w co grają i o co grają, i jaką stawkę mogą zapłacić, aby wygrać. Ostatnie dnie nie przynosiły nic dobrego. Przeciwnicy mogli wykorzystać czarną i białą magię, mogli zabijać, torturować. Oni musieli posługiwać się tylko białą magią. O zabijaniu nie było mowy. Przysięgali na krzyż, że nie splamią czystości serca niepotrzebną śmiercią. W ich kodeksie zanotowano, że tylko w obronie własnej, i tylko wtedy, gdy nie ma innego wyjścia. Każdy taki przypadek badany jest przez radę i oceniany. Nawet jeśli sąd świecki osądzi inaczej niż oni, to biorą pod uwagę swój wyrok. Staszek przypomniał sobie, jak kiedyś sądzili Kazika. Skazali go na pięć lat wygnania. Musiał oddać czarny pas, krzyż i wyjechać do Tybetu. Tam ten okres spędził w odosobnieniu. W kraju pozostała rodzina, którą wszyscy opiekowali się. Po pięciu latach Kazik wrócił. Musiał przejść próbę czystości po raz drugi. Wzdrygnął się. Nie chciałby przechodzić tego również. - O czym myślałeś ? – zapytała Jadwiga. - O Kaziku. Dojeżdżamy. - Zaczekaj! Nie wysiadaj jeszcze! – zatrzymała Stanisława Jadwiga. - Dlaczego? - Zobacz, tam stoi biały mini van. Za kierownicą siedzi facet, który jechał za mną do szpitala. I klatka jest zamknięta. - Jesteś tego pewna? Mam przecież klucz. - Tak. Ma granatową czapeczkę i długie sumiaste wąsy. Klatka miała być otwarta. - Co ty z tą klatką. Aha, rozumiem. No to co teraz robimy? - Muszę zadzwonić. Gdzie masz zapasowe klucze do mieszkania? - Zaczekaj! Nie panikuj!. Może ci się tylko wydaje, że to on jechał za tobą do szpitala. - Na pewno nie. Wtedy to zignorowałam. Teraz już tego nie zrobię. - Ile mamy czasu do odlotu? - Jeszcze około siedmiu godzin. - Odjedziemy dalej i poczekamy jakiś czas. Jeśli nie odjedzie w tym czasie, będzie to znaczyło, że czeka na mnie. - I tak już nici. Nie możemy wejść do twojego mieszkania. Powinnam skontaktować się z naszymi. - Jak chcesz – powiedział obrażony Staszek. Odjechali parę ulic dalej. Weszli do małej kafejki. Zamówili herbatę. Trochę porozmawiali. Wglądali jak para rozbawionych kochanków. Po chwili Jadwiga wyszła. Staszek. spokojnie dopijał herbatę. Jeszcze nie czuł niepokoju. Herbata Jadwigi była już zimna. Spojrzał na zegarek. Uświadomił sobie, że zbyt długa trwa nieobecność Jadwigi. Wypił ostatni łyk herbaty i wstał. Wtedy usłyszał polecenie. - Po wyjściu skręć w lewo. Nie wsiadaj do samochodu. Przy niebieskiej kamienicy będzie czekać na ciebie ktoś, z kim pójdziesz dalej. Odwrócił się. Za nim stała tylko kelnerka z tacą. Zdziwił się. Bardziej spodziewałby się wroga z pistoletem niż kelnerki szepczącej za jego plecami. Konsternacja. - A jeśli ona jest wrogiem? - pomyślał. Chyba nie. Wpadam w paranoję. Może Grzegorz ma rację. Muszę dać sobie na luz i zacząć myśleć pozytywniej. Zakładam z góry, że Joanna umrze, a więc i przegra, chociaż czasami wygrywa się i umiera. Nie, muszę zacząć myśleć, że moja córka wygra i przeżyje. Wtedy posunę się do przodu. Wyszedł z kafejki i posłusznie skręcił w lewo. Doszedł do niebieskiej kamienicy. Tam został wciągnięty w bramę. Przestraszył się. Napastników było troje. Szanse na wygraną żadne. Na-rzucili mu czapkę na głowę i poprowadzili go dalej. Zdrętwiał. Poczuł zawrót głowy. Kazali mu wejść do jakiegoś mieszkania. Nie stawiał oporu i wszedł. W głowie miał pustkę. Serce kołatało jak szalone. - Na dzisiaj wystarczy wrażeń. Zdejmijcie mu czapkę. Witaj Stanisławie. Chciałeś się ze mną spotkać. Mamy ze sobą wiele do omówienia, zanim wsiądziesz do samolotu i odlecisz. Tam będzie czekał na ciebie ktoś, kogo dawno nie widziałeś. Teraz wybacz, ale nie odsłonię swojej twarzy. Jeszcze nie teraz i tak będzie lepiej. - A mój samolot? - Zmieniliśmy plan. Pojedziesz z Marią autem do Berlina. Tam wsiądziecie w samolot. Później dostaniesz następne wskazówki. - A gdzie Jadwiga? - Bezpieczna. Jadwigo wyjdź i pokaż się temu panu, bo gotów myśleć, że nie żyjesz. - Jestem. Wybacz drogi przyjacielu, ale wszystko to było potrzebne ze względu na nasze bezpieczeństwo. Nie rób obrażonej miny. - Posłuchaj Stasiu – powiedziała biała postać. Mamy kłopoty. Kris nie daje znaku życia. Ściągnęliśmy z Kolorado Jana i trzymamy go w zamknięciu. Poza tym mamy doniesienia, że ludzie w Andach chorują na dziwną chorobę. Prasa milczy o tym. Chcą to utrzymać w tajemnicy i na razie im się to udaje. - Jaka to choroba? - Mięso oddziela się od kości. Chcesz zobaczyć film? - Nie. Może to odmiana trądu? - Nie. To wykluczyliśmy. - Nie znam się na chorobach. Joanna byłaby bardziej pomocna. - Już nasi tam są. Badają. Problem w tym, że niektórzy też zaczynają chorować. Chwilowo musimy przerwać akcję. - A zabezpieczenia? - To przechodzi przez nasze kombinezony. Pobraliśmy próbki i je zabezpieczyliśmy. Musimy najpierw zbadać co to jest, opracować antidotum, a nie możemy nikogo narażać na śmiertelną chorobę. - A oni? Muszą mieć jakieś kombinezony, które chronią ich przed zakażeniem. - Nie mają. - Więc? - Myślę, że mają szczepionką przeciwko tym zarazkom. Wysłaliśmy już

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych