Groteskowy Miś
Pierwsze opowiadanie jakie w życiu popełniłem, nic specjalnego ot taka sobie opowiastka o człowieku, lekarzu i zegarze z misiem...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I Plastikowe krzesło biurowe z zielonym materiałowym obiciem. W kilku miejscach materiał przetarł się odsłaniając watę wypełniającą wnętrze. Krzesło z jednym tylko podłokietnikiem. Drugi musiał kiedyś się urwać. Pięć nóżek zakończonych plastikowymi kółkami pozwalało bezproblemowo przemieszczać mebel po pomieszczeniu. Aktualnie krzesło zajmował Robert. Był mężczyzną na oko po czterdziestce. Z pod lekarskiego kitla wystawała nienagannie biała koszula. Mężczyzna zatopiony był w lekturze jakiejś dokumentacji. Biurko przypominało małe pobojowisko zaśmiecone setkami spinaczy, małych karteczek i długopisów. Przypominało mi mój własny mebel w biurze. Moje biurko dodatkowo ozdabiały liczne plamy po kawie. Lubiłem ten brązowy napój, nigdy jednak nie zadawałem sobie trudu wycieraniem tych plam. I tak miałem zamiar niedługo przenieść się do biura o wyższych standardach. Powodziło mi się bardzo dobrze a miało być jeszcze lepiej. W jednym ze sklepów znalazłem nawet godnego następcę mojego dotychczasowego mebla. Na ścianie nieco powyżej głowy Roberta powieszono zegar. Osoba, która go tu przyniosła musiała odznaczać się wręcz cmentarnym humorem. Tarcza przedstawiała jakiś kolorowy pejzaż z pastelowym misiem w środku. Uśmiech na mordce zwierzaka sugerował tyle samo, co napis tłustym drukiem pod jego nóżkami. Literki układały się w zdanie „Be happy”. Doprawdy zabawne. Ręce misia wskazywały piętnaście po dwunastej w nocy. Zegarek naturalnie pozbawiono wskazówki sekundnika. To byłoby biologiczną niemożliwością. Kątem oka zarejestrowałem jakiś ruch. Robert zniknął mi z pola widzenia. Zostałem sam na sam z groteskowym misiem szczerzącym do mnie ząbki. Odgłosy dochodzące do mych uszu mogły świadczyć ze Robert pozbywa się chałaciku. I faktycznie niecałą minutę później ujrzałem go na powrót z kapeluszem w jednej i paltem w drugiej ręce. Kapelusz był szary z wąskim rondem. Wylądował na głowie Roberta. Ktoś powinien powiedzieć mu, że wygląda w nim jak tandetna podróbka Clinta Eastwooda.. Zarzucił na siebie palto i z kieszeni wyjął pęk kluczy na srebrnym metalowym kółku. Opuścił pomieszczenie gasząc światło włącznikiem przy futrynie drzwi. Szczęk zamka i odgłos kroków w korytarzu zwiastował, że zostałem sam. W ciemności. Martwy…
II
Robert wróci dopiero rano miałem, więc mnóstwo czasu by przemyśleć wydarzenia ostatnich godzin. Był piątek, koniec pracowitego tygodnia maklera z Wall Street. Wróciłem do domu jak zwykle o godzinie ósmej wieczorem. Od wielu lat wracałem bardzo podobnie. Myślałem o kuszącej szklaneczce brandy, jaka czekała na mnie w mieszkaniu. Kilka minut w skórzanym fotelu z butelką i „skórzanym” głosem Raya Charlsa z głośników doskonale pozwalało mi się zrelaksować. Praca maklera nie należy do najprostszych. Miałem kiedyś kolegę po fachu. Nazywał się Max Borg. Wołaliśmy na niego cyborg. Nieważne czy w pracy byliśmy na siódmą czy na osiemnastą Max zawsze tam był. Zastanawialiśmy się czy nie ma domu i rodziny, do której mógłby wracać. Ale na rodzinę każdy z nas miał jeszcze czas. Teraz liczyły się pieniądze. Max umarł w wieku 31 lat. Krążyła plotka, że przesadził z białym proszkiem wciąganym każdego ranka przez szklaną rurkę. Ja myślę, że pomógł mu w tym stres i ciągłe dążenie do bycia „numer one”. Wieczna rywalizacja o stołki pozostawia w delikatnym organizmie człowieka prawdziwe spustoszenie. Z drugiej strony Max faktycznie niemal cały czas chodził naćpany. Nieistotne, faktem było, że jego już nie ma. Tego wieczora opowieści snute przez Raya z głośnika wpędziły mnie w płytki sen. Z drzemki wyrwał mnie bliżej nieokreślony hałas. Kompakt dawno przestał kręcić się w mojej bardzo drogiej wierzy a w pokoju panował półmrok. Za oknem uśmiechał się do mnie puszczając oko neonowy facet w kowbojskim kapeluszu. Reklamował jakąś znaną markę papierosów. Alkohol musiał mi uderzyć do głowy, bo wciąż słyszałem chrobotanie. Chwilę później szczęk zamka objawił przede mną źródło hałasu. Ktoś otwierał drzwi wejściowe. Mary odwiedzała mnie od czasu do czasu, gdy czuła potrzebę męskiego towarzystwa. Dla…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Pukacz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…